masaż Shantala, matka wcześniaka, moje przemyślenia, trudne początki

Zdradzam wielką tajemnicę

Przy okazji pierwszej rocznicy bloga pisałam Wam, że mam pewne plany na życie. Mówiłam też, że wpłyną one na ten blog. Co prawda wtedy myślałam, że pójdzie to wszystko w innym kierunku, ale wiecie jak to jest z planami. Dziś zdradzam Wam co to za zmiany.

Kiepska jestem w budowaniu napięcia, więc powiem wszystko od razu. Zmiany w moim życiu są dwie:
  • zostałam instruktorem masażu Shantala oraz masażu Shantala Body Touch
  • zaczęłam prowadzić też drugi blog: shantala-bialoleka.pl
Ostatni post z tego nowego bloga jest widoczny po lewej stronie, tuż pod moim profilem. Tam może nie będę pisać tak regularnie jak tutaj, jednak nie z braku pomysłów, a z braku czasu. Ostatnio mniej mnie było i na tym blogu, a to wszystko przez zmęczenie ze względu na zajęcia i przygotowania do egzaminu i jeszcze sama przygotowywałam stronę i wszystko co tam widzicie.

I tak właśnie dopadło mnie zmęczenie, a zaraz za nim chandra. Ale teraz już wracam i tu i tam z pełną parą. Może bardziej tutaj. Na tamtym blogu mam całą listę tematów, które chcę poruszyć i mniej pomysłów, kiedy to wszytko napisać. Ale jakoś dam radę. Ogarnę się w nowej rzeczywistości i jakoś to poukładam.

Ale może interesuje Was, dlaczego w ogóle chciałam zostać instruktorem? Ja masowałam Krzysia praktycznie od samego początku. Z tym, że bardzo długo nie miałam pojęcia, że to masaż. Myślałam, że to element rehabilitacji, bo masaż ten pokazano mi na zajęciach z NDT Bobath. I zupełnie nieświadoma co robię i tak naprawdę jak mam to robić (bo mi pokazano tylko technikę, a to nie wystarczy) tak sobie masowałam. Dopiero później, po różnych perypetiach zaczęłam szukać masażu Shantala. Ale znów źle wybrałam i nie nauczyłam się tej sztuki tak by wykorzystywać ją w 100%.

Dzięki tym pokręconym doświadczeniom wiem jak ważny jest prawidłowy instruktaż. Ponadto wiem, jak masaż wpłynął nie tylko na Krzysia, ale też na mnie. Dopiero, kiedy spojrzałam z perspektywy czasu (już zupełnie świadoma) na wszystkie zmiany, które zaszły w naszym życiu, jakie zaszły we mnie widzę, że to efekt tego wyciszenia. Ten masaż nauczył mnie radości z przebywania z moim dzieckiem. Ja wiem jak to brzmi – jestem matką, powinnam tę radość mieć zainstalowaną od razu, ale nie miałam. Nigdy go nie zaniedbałam, ale porównując siebie teraz i wtedy to widzę przepaść jaka dzieli te dwie wersje mnie.

Wiem też jaki miał, i dalej ma, wpływ na Krzysia. Nikt dziś nie może uwierzyć, że on kiedyś tak dużo płakał, miał kolki, że były histerie bo ktoś kichnął czy zakasłał, że spał kiepsko. I dopiero niedawno zdałam sobie sprawę, że skok w rozwoju, którym zaskoczył wszystkich (rozwoju fizycznym i emocjonalnym) zgrał się z tym, że masowaliśmy się częściej i lepiej.

Czy się obawiam tej zmiany? Trochę tak, bo masaż Shantala to nie tylko sam masaż i dotyk. To dotyka również psychiki i na pewno trzeba będzie czasem służyć wsparciem dla mamy, która będzie w trudnej sytuacji. Trochę się obawiam czy będę umiała, bo ja w końcu jednak inżynier, a nie psycholog. Zobaczymy. Czas pokaże.

16 Comments

  1. Cudownie!!! Ja mojego Lokisia masuję codziennie po kąpieli, ale to wciąż jest jakaś tam wersja masażu, którą pokazano mi jeszcze w szpitalu. Chętnie skorzystam z tak profesjonalnego źródła wiedzy i już pędzę obejrzeć stronę!

    Reply
  2. Justyna, gratuluję! Blog piękny! Najbardziej ciesze się z faktu, że czujesz, że wszystko zmierza we właściwym kierunku, czy się mylę? Takie odnoszę wrażenie, po poście, i wszystkim co wiąże się z nowym blogiem!

    Reply

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.