bunt dwulatka, histeria, moje przemyślenia, problemy w domu, trudne początki, w domu, wymagające dziecko

Trudne dziecko

Kiedyś usłyszałam, że mój Krzyś to takie trudne dziecko. Że do jego wychowania takie trzeba sztuczki wymyślać, i tak się nagimnastykować, i tyle trzeba poczytać książek, żeby zrozumieć skąd się biorą jego zachowania. Ostatnio sięgnęłam po książkę „Księgę wymagającego dziecka” i tak jakoś wróciły do mnie te słowa. Dziś nie będzie recenzji tej książki, bo jestem dopiero na początku lektury.

Dziś już nie nazwałabym go trudnym dzieckiem, a jedynie wymagającym. W książce, o której wspomniałam jest definicja tego typu dziecka. Jest długa, ale w skrócie: dziecko wszystkiego wymaga więcej: więcej bliskości, karmienia, uwagi, doznań, dyscypliny. No może tylko snu potrzebuje mniej 😉 
Wszyscy wokół mówili, że on taki jest, bo to wcześniak. Ale ja zawsze gdzieś czułam, że to nie do końca prawda. Oczywiście, że wcześniactwo wpłynęło trochę, ale nie do tego stopnia. Teraz pracuję z świeżo upieczonymi rodzicami i widzę jak bardzo dzieci różnią się pod względem charakteru. A po lekturze tych pierwszych rozdziałów „Księgi …” już jestem pewna, że on po prostu taki ma charakter.
I jak się okazuje, nie tylko dla mnie to było odkrycie, że dzieci mają swój charakter. Autorzy wspomnianej książki również się z tym zderzyli. Oni z zawodu pediatrzy, ona nie była ich pierwszym dzieckiem, a to ona okazała się największym wyzwaniem. Starsze dzieci dobrze i bez sprzeciwu znosiły tzw. zimny chów (pierwsze ich dzieci urodziły się w czasie, kiedy dzieci tak się wychowywało), aż na świat przyszła ona. Nie dała się karmić według sztywnego harmonogramu, nie dała się odłożyć, nie chciała rozstawać z rodzicami nawet w nocy. Dla nich to był szok. Sami przyznali, że przed jej pojawianiem się na świecie rodziców z takimi problemami odprawiali z kwitkiem. Uważali po prostu, że są słabi i nie radzą sobie w nowej roli. A tym czasem taki „los” spotkał też ich. Gdyby to było ich pierwsze dziecko daliby pewnie wmówić sobie, że coś robią źle, że sobie nie radzą. A tak zaczęli dociekać i zmienili tym samym podejście wielu rodziców do kwestii wychowania dziecka.
To prawda, że Krzyś jest wymagający. Przy nim naprawdę nie da się zająć czymś innym. W domu robię tylko to co możemy zrobić wspólnie, inaczej się nie da. A o naszym wspólnym gotowaniu chyba kiedyś napiszę, bo to jak to u nas wygląda wprawiło w zdziwienie nawet mamę dwójki dzieci. Od zawsze chciał być blisko, nie zawsze rozumiałam dlaczego. To jest intensywne dziecko. Mimo, że nie jest jakimś rozrabiaką to zawsze skupia uwagę wszystkich i absorbuje wszystkich obecnych. 
Wszystko też przeżywa intensywniej (w porównaniu z dziećmi w podobnym wieku, z którymi się Krzyś bawi). U niego nie ma pomiędzy – jest albo przeogromna radość, albo ogromny smutek, złość, histeria. Teraz przechodzi taki etap, że ze złości rzuca zabawkami, a potem się złości, że rzucona zabawka upadła…. Taaaa…
Bardzo długo nie akceptował innej opieki poza moją i męża. Znaczy bardzo długo – do roczku. Słyszałam, że i dłużej się zdarza. Ale widziałam jak babcie cierpią, że nie da się im wziąć na ręce. Tak na niego czekały, tak się bały o niego, a ten NIEWDZIĘCZNIK nie chce na ręce i już. Teraz jest zupełnie inaczej. Bez problemu mogę sprzedać dziecko babci pod opiekę i nie ma z tym problemów, większych problemów.
Też mi mówili, że się z nim za bardzo cackam, za bardzo przejmuję płaczem, że jak się wypłacze to mu się lepiej zrobi… Dziś się cieszę, że nie słuchałam. Dziś wiem, że jeśli trafi się dziecko z serii WYMAGAJĄCYCH to tylko trzeba kochać. Tylko i aż. Trzeba kochać nawet jak już brakuje sił, a ono odpłaci całą górą uścisków, wyznań miłości i całusami. I choć nie ukrywam, że tych sił brakuje często, to dziecko oddaje tyle miłości ile dostaje 🙂

I czasem staram się w tej całej sytuacji znaleźć pozytywy. Szukam może trochę na siłę, ale jakieś widzę. Sam nasz początek był trudny, do tego zwykłe trudy macierzyństwa związane z wychowaniem wymagającego dziecka szybko mi uświadomiły, że macierzyństwo to wyzwanie i dobrze mieć jakieś wsparcie. Ja wybrałam wsparcie, które cenię od lat i to w wielu kwestiach, czyli książki. Szybko sięgnęłam po różne lektury, które gdzieś pomogły mi, wskazały kierunek zmian, czy opowiedziały o tym jak z pozoru niewinne teraz zachowanie dziecka, może mieć konsekwencje później. Nie wszystkich rad posłuchałam, np. takiej, żeby odzwyczaić dziecko od miziania po uchu czy łokciu. Kiedy był malutki robił to delikatnie i nie widziałam w tym nic złego. Teraz widzę, że trzeba było go odzwyczajać przekierowując jego chęć miziania na jakiś inny przedmiot, typu jakaś szmacianka. Ale no cóż…

Być może dzięki temu, że od zawsze był wymagający w czasie buntu łapię tylko chwilowe spadki formy i zazwyczaj (oczywiście, że nie zawsze) potrafię zapanować nad sytuacją. Może dzięki temu, że nigdy nie było łatwo, widzę, że już nigdy nie będzie łatwo, ale na pewno może być pięknie 😉

13 Comments

  1. Zastanawia mnie, czy w ogóle są trudne dzieci. Tzn sam termin mi się nie podoba:) Ale moje są chyba stosunkowo łatwe w obsłudze. Chociaż czy ja wiem? Z każdym jest inny problem, każde ma inny charakter. Rafałek-wcześniaczek faktycznie bardziej spragniony bliskości i przytulania (tak jakby chciał sobie wynagrodzić ten pierwszy czas bez mamy po urodzeniu, kiedy został sam z rurkami i lampą), za to charakter ma bardzo stabilny. Ma dużo cierpliwości i znika na całe godziny, gdy się czymś zajmie. Z kolei pierworodny, choć donoszony, potrzebuje więcej uwagi (bo pierwszy, więc na początku się pewnie do tej uwagi przyzwyczaił). Mimo że najstarszy, to on chce się bawić ze mną i żebym wymyśliła zabawę, podczas gdy młodsi zajmują się sobą sami.
    Może u Krzysia kumulacja pierwszeństwa, wcześniactwa i charakteru jest? Ale szczerze mówiąc jak sobie przypomnę moje dzieciństwo, to widzę że właśnie znajome dzieciaki takie trudniejsze z charakteru wyrosły na najfajniejszych dorosłych. Może przypadek, a może po prostu miały się z czego nawracać i teraz są bardziej wyrozumiałe dla siebie i otoczenia.
    Eluśka jako pierwsza dziewczynka też wymaga uwagi i chce być domową najważniejszą księżniczką, ale za to jako trzecie dziecko potrafi się sama czymś zająć i nie potrzebować asysty przez kilka godzin. Sara jest moim pierwszym dzieckiem, które samo zasypia w łóżeczku i może sobie leżeć nawet godzinę i gadać do sufitu. Może dlatego że czwarta, a może taki ma spokojny charakter – to się jeszcze okaże. Pewne jest ze każde wymaga innej obsługi. I że żadne z nich nie jest lepsze czy gorsze, po prostu są inne. Ale dostosowanie się do każdego z osobna przypomina czasem grę strategiczną 😛
    Krzyś jest jeszcze mały, z czasem będzie łatwiej i będziesz mieć coraz więcej czasu dla siebie 🙂

    Reply
  2. Anonimowy

    Myślałam że tylko moja córcia jest taka absorbująca. To wszystko co piszesz o Krzysiu jest żywcem wzięte z naszego życia. Magda skończy w lutym dwa lata urodzeniowe i odkąd jest w domu mam ją cały czas przy sobie. Na początku wiadomo że chciałam zapewnić jej max bliskości którą tak szybko utraciła a później ona sama tego oczekiwała. Nie raz usłyszałam ze za bardzo ją rozpieszczam, ze wejdzie mi na głowę ale wcale tak nie jest. Ja widzę i wiem że ona po prostu potrzebuje dużo mojej bliskości. Dlatego wspólne gotowanie, zabawa, sprzatanie itp jest u nas na porządku dziennym. Co więcej Madzia do dziś nie potrafi beze mnie zasnąć co akurat wcale mnie nie cieszy. I to nie jest tak że nic z tym nie robiłam. Próby samodzielnego zasypiania były i to nawet udane ale prędzej czy później i tak chciała starej wersji usypiania. Trudno…wiem że ona potrzebuje więcej czasu na pewne sprawy wiec zasypiać tez kiedys zacznie sama. Sil mi nie brak. Brak mi jednak czasem cierpliwości i opanowania, ale wiadomo nikt nie jest ze stali.
    Pozdrawiam Renata.

    Reply
  3. Anonimowy

    Ja nie mówię o swoim synku, że jest trudny tylko, że jest BARDZIEJ. Bardziej wymagający, bardziej wrażliwy, bardziej uparty (a to dopiero 10miesięcy!).
    Mi jednak jakoś pomaga myślenie, że to z powodu wczesniactwa. Chyba dzięki temu znajduję w sobie resztki cierpliwości, bo chce mu wynagrodzić trudny start i to ze nie dałam rady.
    I faktycznie pomimo tego ze każdy przy nim wysiada, ja już jestem zahartowana i nie tak łatwo tracę formę. Jakbym pomyślała ze to jego charakter (i to po mamusi) to bym sobie chyba w łeb strzeliła;p
    Pozdrawiam
    Monika

    Reply
  4. Szczerze mówiąc to lubię ten stan zmęczenia. Wiadomo, że bywają dni, że myślę sobie, że już więcej nie dam rady, ale zawsze daję 😉 Swoją drogą ciekawy pomysł na grę RPG. Rozwijałabyś poziom i zbiera doświadczenie za zmienione pieluchy, nieprzespane noce, a choroby były by punktowane dodatkowo 🙂

    Reply
  5. U nas do zasypiania Krzyś nadal potrzebuje czyjejś obecności, ale nic z tym nie robię, bo JA to uwielbiam. Jemu też jest z tym dobrze, więc nie mamy potrzeby nic zmieniać. U nas jest tak, że po kąpieli idzie się do nas obojga poprzytulać, pije mleko, a potem idziemy do niego. Jak chce czytamy bajki, a jak nie to od razu przechodzimy do masowania i tak zasypia. Trwa to różnie, ale wiem, że za jakiś czas już nie będzie chciał zasypiać z mamą, więc korzystam póki się da 🙂

    Reply
  6. A ja sobie tak myślę, że dopiero za lat – naście będziemy mogły usiąść i powiedzieć czy nasze dzieci były trudne, jakie błędy popełniłyśmy, dlatego, że w wieku np. 18-20-25 itp. widać jak wykształcił się człowiek, jakimi priorytetami się kieruje, jakie wartości wyniósł z domu. Każda mama chce dobrze, jednak nie zawsze jej to wychodzi i to jest normalne, bo nie ma idealnego wychowania. Trudne dziecko to termin tak szeroki, że gdyby zacząć pisać to czytałoby się wieczność, trudne bo wymagające ? trudne bo niepełnosprawne ? trudne bo ma adhd? czy trudne bo potrzebuje twojej uwagi ?
    Cóż…
    każde dziecko potrzebuje dużo miłości i wsparcia:)
    reszta wyjdzie w praniu.
    Pozdrawiam:)

    Reply
  7. Anonimowy

    No i właśnie wychodzi na to, że u nas tak samo, bo synuś jest z wyglądu cały tatuś. Nie ma wyjścia i musi mieć charakterek po mamusi, ale lepiej żebym na co dzień nie zauważała tego faktu, bo przeciez co złego to nie ja;)
    Pozdrawiam
    Monika

    Reply

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *