macierzyństwo, mama wcześniaka, matka wcześniaka, moje przemyślenia

Czy nadal jestem mamą wcześniaka?

Pod ostatnim moim postem usłyszałam mobilizujące słowa: Pisz częściej. I postanowiłam opisać temat, który od dawna chodził mi po głowie: czy nadal jestem mamą wcześniaka?

I chciałabym tutaj oddzielić bycie „wcześniakiem” od bycie „mamą wcześniaka”. Wcześniakiem jest dziecko urodzone przed czasem, więc no cóż – zgodnie z tą definicją – to się nigdy nie zmieni, ale bycie mamą wcześniaka to dla mnie pewien stan umysłu. W moim  przypadku bycie „mamą wcześniaka” kojarzy mi się z nieustannym lękiem, ciągłym strachem, wielkim mętlikiem w głowie.

Dawniej, kiedy on był młodszy, mamy spotkane gdzieś, a to na placu zabaw, a to u lekarza pytały (chcąc jakiejś porady dla swoich problemów), jak początki wyglądały u nas. No i tutaj odpowiedź zazwyczaj zaskakiwała rozmówcę: ja nie wiem jak pielęgnować kikut pępowinowy, bo jemu odpadł jeszcze w szpitalu, nie karmiłam piersią zaraz po urodzeniu, bo on jeszcze nie umiał ssać, nie toczyłam batalii o kangurowanie zaraz po urodzeniu, bo od razu zabrali go na OIOM, itp.

Teraz, kiedy jest starszy takie tematy pojawiają się jedynie jak mama jakiegoś kolegi jest w ciąży i wspomina jak to było jak starsze dziecko było niemowlęciem… I to są jedyne momenty, kiedy wspominam jak to było u nas. I może dla niektórych z Was, świeżo upieczonych rodziców wcześniaków, wydać się nieprawdopodobne, ale obrazy z przeszłości zacierają się. Mamy to szczęście, że wcześniactwo nie pozostawiło większych śladów. Wstając rano widzę radosnego 4-latka, który uwielbia auta, kocha opowiadać niesamowite historie i jest bardzo wrażliwym chłopakiem. To nie jest tak, że widząc K. od razu widzi się całą naszą historię. Może jest nieco niższy od kolegów i koleżanek, ale widząc mnie wszyscy mówią, że wiadomo, że ma po kim 😉

I tak myślę sobie czy nadal jestem mamą wcześniaka? On teoretycznie jest wcześniakiem, ale wspominając siebie sprzed kilku lat, a patrząc na siebie teraz widzę ogromną różnicę. I choć chciałabym krzyknąć: To już za mną, już się z tym uporałam…

Pewnie tak nie jest, i pewnie nie jeden psycholog znalazł by sobie jeszcze coś do pracy, ale funkcjonuję normalnie i teraz czuję niepokój nie większy niż wszyscy przeciętni rodzice świata.

Życzę Wam, żebyście jak najszybciej też zaznali równowagi w życiu.

 

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.