czwartek, 5 stycznia 2017

Apel do matek wcześniaków

Częstotliwość pisania spadła, ale dziś piszę do Was w naszej wspólnej sprawie. Jest wielu ludzi ze świetnymi pomysłami i jedną z takich osób jest Małgosia Żebrowska. Od 4 lat jest mamą wcześniaka i tak jak wiele z nas na początku czuła się zagubiona i bezsilna. Ja z bezsilności zaczęłam pisać, ona też ma fantastyczny pomysł i dziś prosi Was o pomoc w jego realizacji. Na końcu znajdziecie adres email do niej. Ja wiem, że czasem ciężko wygospodarować czas, żeby napisać taki email, ale gorący apel: nie odkładajcie tego na później - pomóżmy Małgosi zrealizować marzenie, które pomoże wielu rodzicom. Zapraszam do lektury apelu, który dla Was przygotowała.


Witajcie. Cieszę się, że Justyna udostępniła mi swoje łamy, bym mogła podzielić się z Wami moim pomysłem.  

Mój syn urodził się ponad cztery lata temu jako wcześniak. 27. tydzień ciąży, całe dwa punkty w skali Apgar. Nie muszę Wam mówić, jak wielki był mój szok i trauma, która bardzo powoli zmieniała się w radość macierzyństwa. Pamiętam jak ciężko było trzy miesiące być matką bez dziecka przy sobie, jak trudno było serce zostawiać w klinice, przy maluszku, który został pozbawiony najważniejszej bliskości za wcześnie.  

Ja z kolei nie miałam pojęcia, kiedy i czy kiedykolwiek będzie normalnie. Widziałam wokół przygnębiona twarze tak samo zatroskanych i wystraszonych rodziców. Pomoc psychologiczna była szczątkowa, warunki bytowe takie jak zazwyczaj w polskich szpitalach, kontakt z personelem medycznym bardzo ograniczony. 

Czułam się zagubiona, nie wiedziałam, jak reagować, gdy dopytywano mnie, czy wszystko w porządku, skoro mój syn uparcie nie oddychał dziewięć tygodni. Szukałam wsparcia, moje kochane znajome z pewnego forum robiły co mogły, rodzina stała za mną murem, mąż zdał najważniejszy życiowy egzamin. Lecz brakowało nam wszystkim pewności, że jeszcze będzie normalnie. Że prędzej czy później zasypiemy ten koszmar pięknem i radością codziennego dnia, że będziemy narzekać na katar, nie na saturacje, że będziemy się martwić operacją wycięcia migdałka, a nie ratującą życie.  

Szukałam książek, które pomogłyby przetrwać trudny czas i ku mojemu zdziwieniu nie znalazłam niczego, co dałoby mi nadzieję i nie było poradnikiem medycznym. Owszem, te medyczne, traktujące o wcześniactwie i jego następstwach przeczytałam szybko od deski do deski, lecz to mi nie wystarczyło. Chciałam książki, w której przeczytałabym, czarno na białym, że ktoś przez to wszystko przeszedł, że sie udało, że poza szpitalem czeka na mnie i syna kolorowy świat.  

Po czterech latach mogę z całą pewnością stwierdzić, że sama jestem gotowa na napisanie takiej książki. Do współpracy zapraszam Was wszystkie, Kochane Matki-Wojowniczki. Napiszcie, jakiej książki brakowało Wam w szpitalnym kiosku, jakich rad pragnęłyście, lecz nie otrzymałyście. Co Wam pomogło, gdybyście o tym wiedziały od razu po porodzie? Wszelkie uwagi są mile widziane. Sprawmy, by inne matki miały łatwiej, by nasze cierpienie nie poszło na marne. Piszcie na adres: zebrowskamalgorzata59@gmail.com. 

7 komentarzy:

  1. Świetny pomysł z tą książką. Nie pomogę bo nie mam w tej dziedzinie doświadczenia ale mocno trzymam kciuki za powodzenie 😃 pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetna inicjatywa i pomysł zaciskam kciuki !

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiedy my odwiedzaliśmy nasze maleństwo w szpitalu, to kiedy ja kangurowałam Lokisia, mój mąż czytał nam na głos tę książkę:
    "Preemies - Second Edition: The Essential Guide for Parents of Premature Babies" napisaną przez Dana Wechsler Linden, Emma Trenti Paroli, Mia Wechsler Doron - bardzo nam to dużo dało, cudowna książka :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Info o tym wpisie zaraz wyląduje u znajomych, może podrzucą jakiś pomysł.

    OdpowiedzUsuń
  5. Mieszkam w UK, moj synek urodzil sie w 30 tyg ciazy z waga 1320 kg. W szpitalu na oddziale neonatologi byl kacik dla rodzicow w ktorym mogli cos zjesc, napic sie kawy i bylo tam sporo ksiazek, ulotek o wczesniakach, ich zdjecia, historie. Bardzo nam to wtedy pomoglo.

    OdpowiedzUsuń
  6. Wspaniały pomysł na książkę. Ja niestety nie pomogę. Ale mam nadzieje, że te wszystkie traumatyczne przeżycia zamienią się w dobry poradnik dla przyszłych mam.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Mamy oczywiście przeżywają wszystko bardzo intensywnie - tata ma być twardy i wspierać - ale jak być twardym kiedy wymarzone bliźniaki rodzą się w 24 tygodniu (cesarskie), po 3 tygodniach umiera syn (400g), a córka (540g) walczy o życie podłączona do respiratora, tlenu, pulsoksymetru ...pod kloszem, a ja słyszę że mam mieć nadzieję?! ...na takie słowa liczyłbym od księdza, a nie od lekarza neonatologa znanej Kliniki!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz.