niedziela, 16 października 2016

Co traci matka wcześniaka?

Spotkałam ostatnio na osiedlu mamę, która właśnie urodziła. Widziałyśmy się ostatnio na spacerze 2 tygodnie temu. Widziałyśmy się w piątek, a ona w sobotę urodziła. Więc składam gratulacje, oglądam pociechę i pierwsze o co pytam to czy zdrowe. No oczywiście, że zdrowe. Przecież to takie naturalne, że dzieci się rodzą zdrowe i donoszone. 

I jakoś tak uderzyła mnie odmienność ich życia. Obserwowałam ją długo, bo od dawna razem spacerujemy. Nasi chłopcy się bardzo lubią, a i my szybko znalazłyśmy wspólny język. I tak patrzyłam jak w 8-9 miesiącu podnosi swojego Krzysia (jej syn też Krzyś, a ona sama Justyna - taki żart od losu ;) ). I zupełnie nie myśli o tym, że mogłoby jej się odkleić łożysko czy inne powikłania. Za każdym razem, kiedy ona go podnosiła ja bladłam ze strachu, ale nic nie mówiłam, bo po co ją straszyć? To ona jest w ciąży i ona lepiej zna swoje ciało. Moje sobie z ciążą nie poradziło, jej przenosiło już dwie ciąże i obie zakończyły się szczęśliwie. Ja chyba utraciłam wiarę w szczęśliwe zakończenie ciąży. I chociaż wokół mnie wszystkie ciąże skończyły się szczęśliwie i w terminie, to dla mnie nadal na myśl o porodzie przypomina się OIOM. 

Oczywiście przyzwyczajone do swobodnych rozmów zapytałam o poród, czy bez komplikacji. Na co ona opowiada jak ekspresowo poszło. Opowiada o tym jak zupełnie na luzie stała na Izbie Przyjęć, opowiada o skurczach itd. I co chwilę dodaje: no wiesz jak to jest. A ja nie wiem. Zupełnie nie wiem jak to jest czekać na Izbie Przyjęć, bo mnie zabrali od razu na KTG - nawet dokumentów nie dali do wypełnienia tylko wszystko załatwiał mój mąż. A spod tego KTG od razu na patologię, a z patologii na cesarkę. Takie rzeczy pamiętam. Nie wiem też jak to jest czuć skurcze czy inne tego typu historie.

Podobno utraciłam też ból kręgosłupa w ostatnich miesiącach i bezsenność. Pozostawię bez komentarza, bo wiem, że czasem taki komentarz pojawia się dlatego, że ktoś tak próbuje pocieszyć. Jeśli, kiedyś będziesz rozmawiać z mamą wcześniaka to chyba lepiej daruj taki komentarz. Lepiej przytul czy coś, ale to nie pociesza. Przynajmniej nic nie słyszałam, żeby to kiedykolwiek kogoś pocieszyło.

I tak jak słucham, a raczej czytuję inne mamy wcześniaków, to dochodzę do wniosku, że wiele z nas utraciło wiarę w szczęśliwe zakończenie. Dla wielu z nas życie i zdrowie naszego dziecka to nie taka oczywista oczywistość, to cud. 

Jest jeszcze kilka błahych spraw, które traci matka wcześniaka - może nieistotnych, może to nie jest coś co spędzało mi sen z oczu, albo sprawiało, że budziłam się z krzykiem, ale gdzieś mnie to swojego czasu bolało - kompletowanie wyprawki. Może i bzdura, ale przykro mi było, że wszystkim zajmował się mąż. Oczywiście spisał się na medal, ale zupełnie nie tak to miało wyglądać. Miałam mieć na wszystko czas. Poprzeglądać, pomarudzić w sklepie, że kolor nie ten, doczytać coś więcej. Miałam tylko skończyć jeden projekt w pracy i iść na zwolnienie. Wtedy miałam mieć na to czas.

Życie napisało własny scenariusz - wózek wybrany na szybko między jednym, a drugim odciąganiem mleka. Ubranka kupione za duże, bo tylko takie były w pobliskim sklepie. Łóżeczko już co prawda mieliśmy, ale materac czy monitor oddechu wybrany naprędce. Kosmetyki dla dziecka? Porażka, kupiłam to co mieli w szpitalu, a że mieli niebieski szajs to i ja w to poszłam. 

Do części rzeczy doszłam sama po nie w czasie. W wielu rzeczach uświadomiły mnie koleżanki, które mówiły, np. materacyk to powinien być z gryką, a w tych kosmetykach to czy tamto jest szkodliwe. I wiem, że jest wiele mam, które się tym nie przejmują. Ja może też bym tego nie zapisała w pamięci, ale w tamtym czasie było mi przykro, że zabrało mi czasu na odpowiednie przygotowanie się na przyjście dziecka na świat.

Tego postu nie piszę dlatego, że wciąż te problemy mi dokuczają. Ta jedna sytuacja przypomniała mi dawne emocje, a że wiele z Was tu jest na początku drogi to pomyślałam, że może miło będzie Wam usłyszeć, że nie tylko Wam jest przykro z powodu takich drobnostek. 

37 komentarzy:

  1. Masz rację! Mamy, którym szybko poszły czasem nie doceniają tego co przeszły inne matki martwiąc się każdą minutę o zdrowie swojego maleństwa! Ja kochana tulę mocno i cieszę się, że przetrwałaś najgorsze a kompletowanie wyprawki...wiem, odebrano ci tę przyjemność, ale syn ci wszystko wynagradza i cudownie, że jest maż , na którego można liczyć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To normalne, że nie rozumieją, bo niby skąd? Nikt z nas dla rozrywki nie zastanawia się nad tym jak to jest bać się o życie dziecka.

      Usuń
  2. Justyna, ja niby to wszystko wiedziałam, wiedziałam czego nie będzie mi dane doświadczyć, ale ta wiedza w zderzeniu z rzeczywistością okazała się przykra. I nadal mam poczucie, że coś mnie ominęło co dla mam, których dzieci urodziły się o czasie jest zwyczajne, oczywiste, niezauważalne.. Jak zawsze trafiasz w punkt, dziękuję Ci za to!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze inaczej jest coś znać w teorii, a inaczej tego doświadczyć.

      Usuń
  3. Ja przeszłam jedno i drugie naturalny, spokojny, o czasie poród, zdrowe, donoszone dziecko, pierwsze wyczekane i drugi poród jak z czeskiego filmu, cesarka, zagrożenie życia dziecka, niedotlenienie wewnątrzmaciczne, widok dziecka w inkubatorze z mnóstwem kabelków i modlitwy kierowane by wszystko z nią było dobrze i strach wielki strach. I powiem Wam w tajemnicy, że czasem nachodzą mnie myśli o trzecim dziecku, ale strach jaki mi towarzyszy o całej ciąży, a przede wszystkim o przedwczesnym porodzie ten strach mnie paraliżuje i na obecną chwilę nie ma mowy o trzecim dziecku za bardzo się boję.

    OdpowiedzUsuń
  4. To tak bardzo wszystko takie jak ja czuje (Łukasz urodzony w 32 tyg z wagą 1400 gr).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiadomo, że rozumiem, skoro Krzyś jest z 30 tyg. z wagą 1550 g.

      Usuń
  5. U mnie było podobnie, w czwartek jeszcze w pracy, w piątek już szpital, patologia, cesarka w 28 tygodniu ciąży - na świecie pojawia się Amelka, 1320 gram. Minęło już prawie 8 miesięcy, a ja ciągle nie mogę pogodzić się z tym, co straciłam - kompletowanie wyprawki, zaokrąglający się brzuszek, czytanie książek i artykułów przygotowujących mnie do roli mamy w domowym zaciszu, a nie na szpitalnym łóżku. I to wyczekiwanie na nasz cud... chyba tego najbardziej żałuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z czasem się z tym pogodzisz, zaakceptujesz to co Cię spotkało. Jak już widać, że dziecko się prawidłowo rozwija to już nie myśli się tak często o tych trudach na początku.

      Usuń
    2. Moja Jula 31-tydz 1980kg .

      Usuń
  6. Jestem mamą wcześniaka. Urodziłam naturalnie w 32 tygodniu. Moje 1860gram szczęścia, które w tej chwili ma 8 miesięcy i 8,5kg. Właściwie większość potrzebnych rzeczy miałam kupione wcześniej, pomimo ciągłego gadania w stylu " a po co tak szybko kupujecie"? A kupowałam wcześniej, bo wolałam porozkładać wydatki i zwyczajnie nie mogłam się doczekać.Teraz, po czasie mogę odpowiedzieć, że właśnie dlatego kupowałam wcześniej, żeby w razie co mieć możliwość wyboru. Piękny i mądry wpis. Wcześniaki to najpiękniejsze niespodzianki na świecie! Pozdrawiam gorąco.Oli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba jesteś pierwszym rodzicem wcześniaka, który mówi, że miał wyprawkę dla swojego wcześniaka :) Dobrze wiedzieć, że i tacy są.

      Usuń
  7. Moja córeczka ma roczek, urodziła się w 35tyg. ciąży, w czasie ciąży miałam dwa zabiegi wewnątrzmaciczne pod znieczuleniem ogólnym. Dzisiaj na szczęście wszystko jest OK i chyba już zapomniałam "jak to było" bo już staramy się o drugie dziecko... Mam nadzieję, że tym razem pójdzie tak jak powinno. Czego żałuję? Na pewno tego, że nie miałam sesji ciążowej... nie mam praktycznie żadnych zdjęć z brzuchem. Raz, że prawie do końca ciąży brzuch był mały, a dwa, że sesję mieliśmy zaplanową na 36 tydzień... chciałam, żeby brzuch był duży. I tym sposobem mam może z 2 zdjęcia robione komórką w szpitalu z odkrytym brzuchem i jedno jedyne, całkiem ładne, w sukience, z widocznym brzuchem. Druga ciąża może być ostatnią, więc na pewno nie popełnie już tego błędu i każę się fotografować przez całą ciążę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gratuluję podjęcia decyzji o drugim dziecku. Obyś teraz doczekała się sesji z brzuszkiem.

      Usuń
  8. Wiecie dlaczego macie takie wyimaginowane "problemy"?
    Bo Waszym dzieciom się udało i dziś są zdrowe.
    Ciekawe czy myślałybyście o tej stracie kompletowania wyprawki itp. gdyby każdy obecny dzień był nieustanną walką o zdrowie dziecka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ja wiem, że mam dużo szczęścia i zawsze znajdzie się ktoś kto ma ode mnie gorszą sytuację, ale swego czasu to był dla mnie prawdziwy problem.

      Usuń
    2. To nie jest tak,że my siedzimy i myślimy o tym co nas ominęło. Takie mysli uderzają, przychodzą nagle w momencie kiedy ktoś mówi właśnie "wiesz jak to jest", "pewnie jeszcze pamiętasz". A my nie wiemy/nie pamiętamy, bo nie dotarlysmy do tego momentu i z ta myślą przychodzi taki smutek, żal. To są momenty w skali tego co przeszlysmy, ale jednak zakłuje w sercu. To tez część bycia mamą wczesniaka i nie wiem dlaczego o tym nie mówić.

      Usuń
    3. Ja uważam, że każdy powinien mieć możliwość mówienia o swoich problemach i trudnych emocjach. Nie miałam blisko nikogo kto by je rozumiał, więc szukałam mam, które przeszły to samo i rozumiały mnie praktycznie bez słów.

      Usuń
  9. Tak trochę się traci...to można potem nadrobić w inny sposób,w końcu zakupy dzieciowe nie kończą się na wyprawce.
    Mnie bolało ta przerwana nagle ciąża..te urwane tygodnie ciąży którą się cieszyłam ,w głowie miałam czemu ja???
    W następnych ciążach strach że "coś" się wydarzy niestety momentami paraliżowało moje życie. Jednak cieszę się tym co mam 4 wcześniaków ,zdrowych :D
    pozdrawiam wszystkie mamy wcześniacze
    Kasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak pisałam: traci się nie tylko tę wyprawkę - traci się też poczucie, że wszystko będzie dobrze. Gratuluję Twojej 4 :)

      Usuń
  10. Chyba każda mama wcześniaka ma taki żal. Ja też..Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każda ma żal w zależności od tego w jakim stopniu wcześniactwo pozostawiło ślad na dziecku. Ja miałam takie problemy, bo syn jest zdrowy.

      Usuń
  11. Jestem mamą bliźniaków wcześniaków urodzonych w 33tygodniu. Poród przez cesarskie cięcie usg KTG i za dwie godziny już na stole szok płacz strach wielki strach. Mieszkanie w remoncie brak wyprawki szok.Dziś moje dwa małe cudy (córka 2090g syn 1460g) mają 11 miesięcy i za chwilę będziemy świętować wspólnie spędzony rok. Rok który był dla mnie najszczęśliwszym czasem a zarazem czasem pełnym emocji wielu łez i strachu o zdrowie moich dzieci urodzonych zawcześnie. Dziś kiedy wszystko jest na dobrej drodze mam żal do siebie że nie umiałam się cieszyć z początków macierzyństwa tylko drżałam najpierw przy inkubatorkach potem przy łóżeczkach i modliłam się żeby było dobrze żeby moje dzieci były zdrowe i szczęśliwe żeby nie miały do mnie żalu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie będą miały. A moim zdaniem to normalne, że mamy wcześniaków się nie cieszą tak jakby chciały, bo jak się cieszyć kiedy dziecko leży w inkubatorze?

      Usuń
  12. To nie jest drobnostka, bo dla każdej mamy oczekującej swojego dziecka jest ważna wyprawka, bo chce wybrać to co najlepsze, bo chce wyjątkowych i (się powtórzę) najlepszych rzeczy dla swojego dzieciątka. Przyznam się, że ja swoją wyprawkę zaczęłam dość wcześnie, łohoho bo wózek miałam już kupiony w 3 m-cu mojej ciąży i słyszałam teksty ,,ja to bym na twoim miejscu poczekała, nie wiadomo co będzie" - wiadomo o co ludziom chodziło,czy donoszę ! absurd ! ależ oczywiście, bo innego scenariusza do głowy nie wpuszczałam, ale nie chodzi o to... czasami scenariusze pisze nam kto inny, niż my sami, wiem, że to przykre na samym wstępie, ale droga, kochana mamo, Twoje wspaniałe dzieciątko jest na świecie, dzisiaj masz możliwość robienia ciągłej wyprawki, możesz oglądać, czytać, może i to nie to samo, ale podobnie. Wykorzystaj TERAZ swój czas, wybieraj, marudź, oglądaj, rób to jak długo chcesz i ile chcesz, najważniejsze jest TU I TERAZ :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz to już nie mam czasu na marudzenie ;) Muszę biegać za dzieckiem.

      Usuń
  13. Ja też jakoś wszystko wybierałam na ostatnią chwilę albo mąż kupował, bo ostatni trymestr to leżenie plackiem było... Choć dla mnie jakoś te zakupy nie miały znaczenia.
    Ważne że już to macie za sobą. Teraz już dobrze :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ja mam to już za sobą. Chciałam trochę pocieszyć mamy, które są na innym etapie.

      Usuń
  14. Mam również podobne doświadczenia.Wspomnienia wracają.Antoś właśnie skończył roczek i od tego miesiaca zaczął w końcu siadać 🙂 (początek 29tc. 1000g)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z czasem będą wracać pewnie coraz rzadziej szczególnie, że wszystko idzie w dobrym kierunku.

      Usuń
  15. urodziłam w 24 tc, waga 590 g. Żył 70 dni.
    Nawet nie miałam szansy pomyśleć o wyprawce.
    Straciłam WSZYSTKO!

    OdpowiedzUsuń
  16. A ja dwie ciąże donoszone, wyczekane, trzecia - bliźniaki, pierwszy szok i strach, bo znałam tylko ciąże bliźniacze z komplikacjami i tragicznym zakończeniem. Ale nic się nie działo, zaakceptowałam, zaczęłam się cieszyć, kupiłam rzeczy dla dziewczynki, bo miała być pierwsza w rodzinie. I w połowie ciąży prosto z pracy trafiłam na dwa miesiące na patologię. Urodziłam w 29 tygodniu. Córka zmarła. Synek żyje i ma się dobrze, choć jeszcze jest w szpitalu, ale radości z jego sukcesów towarzyszy ból, ze jego siostrze nie było to dane. Ja wiem, co straciłam i wcale mi od tego nie jest lepiej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Utrata dziecka to jest coś z czym chyba bym sobie nie poradziła. I teraz składam jednocześnie gratulacje z narodzin synka oraz kondolencje z powodu córki. Dużo sił Wam życzę.

      Usuń
  17. A ja doskonale rozumiem. Mój synek urodził się w 27 tygodniu ciąży. W niedzielę. 09.07 od dwóch tygodni leżymy na oiomie. I każdego dnia jadąc tutaj zastanawiam się co dzisiaj usłyszę. Boję się. A najgorsza jest ta bezsilność. Patrzę na malego, nie mogę go dotknąć i nie wiem co zrobić. Mam wrażenie, że jestem zbędna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też bardzo długo, już nawet po powrocie do domu, nie mogłam sobie znaleźć przy nim miejsca. Ale dziś z perspektywy czasu widzę, że mama to mama i nikt jej dziecku nie zastąpi. Jesteś dziecku potrzebna, chociaż by po to, żeby być obok. Dla dziecka w każdym wieku to bardzo dużo.
      Trzymajcie się.

      Usuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz.