niedziela, 9 października 2016

A czasem siadam w wannie, puszczam strumień wody na twarz i udaję, że mam siłę płakać

Tak, dziś będzie po raz kolejny o trudnych emocjach. I chociaż teraz to tak naprawdę już dawno nie czułam się tak bezsilna, ale no cóż moi najbliżsi są na innych etapach ze swoimi dziećmi. I tak ostatnio odebrałam telefon: "Justyna, a co Ty robiłaś jak on przez cały dzień płakał i marudził?" Bez chwili zastanowienia odpowiedziałam: płakałam, głównie to płakałam. No i czekolada, ona też pomagała. Taka kosteczka, dwie, a najlepiej cała tabliczka. I tak mi się przypomniało jak to było dawniej...

Ten tytuł zanotowałam sobie już dawno temu. To był czas, kiedy naprawdę czułam, że przerasta mnie wieczne marudzenie. Byłam niewyspana, zmęczona i bardzo pogubiona. I zamiast skupić się na tym co najważniejsze, czyli na Krzysiu, w mojej głowie ciągle brzmiały głosy, które mówiły tylko o tym co robię źle i gdzie nie spełniam się jako mama.

I przyznam szczerze, że rzeczywiście często w wannie po prostu siedziałam jak otępiała i tylko starałam się wyłączyć myślenie. Po całym dniu słuchania jęków, marudzenia, domyślania się o co tym razem może chodzić taki odgłos płynącej wody był ukojeniem i wybawieniem. A jak do marudzenia dziecka, doszło marudzenie męża, że musiałam cały dzień leżeć, bo w domu syf i nic nie jest zrobione, a on przecież taaaaki zmęczony po pracy to naprawdę potrzebowałam wyciszenia. I nawet próbowałam płakać, ale już nie miałam siły tylko tak pozwalałam, żeby woda omywała mi twarz. (Tak uprzedzam, żeby nie pastwić się nad mężem moim, że taki zły i niedobry - potrzebował czasu by zrozumieć i teraz jest mężem i tatą na medal).

I czy te emocje przeżywają tylko mamy wcześniaków? Oczywiście, że nie. Może nasze emocje krążą wokół innych zagadnień i innych spraw, ale bycie matką to chyba wieczny strach. Niekończący się niepokój.

Ale wracając do bezsilności... Towarzyszyła mi często, głównie, kiedy byłam szczególnie niewyspana i zmęczona. Kiedy zupełnie nie wiedziałam jak dotrzeć do tego krzykacza. A rozszyfrowanie przyczyny płaczu - do tej pory mam z tym czasem problem. W takich chwilach po pierwsze staram się opanować własne emocje. Kiedyś starałam się im zaprzeczać. Ignorowałam je i dziś widzę, że to nie było dobre. Dużo czasu zajęło mi pojęcie, że matka nie jest superbohaterem i wcale nie musi nim być, by być najlepszą matką świata.

Po drugie trudne czasem do udźwignięcia było przytłaczające poczucie odpowiedzialności. Jestem w domu sama i codziennie sama muszę zmagać się z problemami i tylko ja mogę temu zaradzić. Czemu sama? Bo mąż w pracy, jak wchodził w środek ognia walki to ciężko było coś pomóc. 

I jeszcze miałam dwa problemy: sądziłam, że to tylko moje dziecko tak płacze, i po drugie nie prosiłam o pomoc. Jakoś tak się przyzwyczaiłam do tego, że wszyscy boją się Krzysia - boją się, że coś mu się stanie od tego, że może źle go złapią, że on taki malutki i taki delikatny. 

Myślę, że każda mama przechodzi takie chwile. Jedne znoszą to lepiej inne gorzej, ale każda mimo ogromu miłości ma czasem ochotę spakować walizki i wrócić za jakiś czas. I to wcale nie oznacza, że jest złą mamą - jest tylko po prostu zmęczona.

18 komentarzy:

  1. Paradoksalnie największe poczucie bezsilności mam teraz, gdzieś tak od roku.
    Wróciłam do pracy na etacie. Co prawda na 4/5, ale to daje mi wolne poniedziałki. A w tygodniu praca 9-17+dojazdy w korkach. Czasami po pracy zakupy, coś do załatwienia. Czasami widzę synków w locie rano i potem w locie, przed myciem zębów. Patrzę sobie w oczy i mówię: tak naprawdę to nie ja wychowuję własne dzieci.
    Oni są aktualnie tacy wymagający, wybuchowi, histeryczni, zbuntowani, agresywni czasami wobec siebie, zazdrośni (tak, bliźniacy), spragnieni czułości, miłości. Czasami wybucham, czasami nie umiem do nich dotrzeć, czasami dymię ze wściekłości, że mnie nie słuchają.
    Jedno wiem na pewno, trzymanie dziecka pod kloszem czyli np to co piszesz "bo on taki wrażliwy" nie kończy się dobrze. Tak czuję bo moi chłopcy (bo wcześniaki, bo wyczekani, bo wychuchani) też byli chowani pod kloszem.
    O kurcze, zainspirowałaś mnie i chyba to opiszę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No już tu się stworzył kawałek dobrego wpisu :) W takim razie czekam na dalszy ciąg.

      Usuń
  2. I chyba nawet wiem, kto zadał te pytanie...

    OdpowiedzUsuń
  3. U mnie wbrew wszystkiemu jak matka płacze to płacze nie z bezsilności, że młodsza krzyczy, bo jej uwagę łatwo potrafię odwrócić np. chodź zobaczymy czy jest kotek za oknem i maszeruje i zapomina, że płakała, jedyny problem to spania nie chce spać w swoim łóżku ostatnio śpi ze mną, a mąż na kanapie, ale wcale mi to nie pasuje :( Ale starsza to płaczek jest płacze o wszystko, że poduszka krzywo położona, że spódnica się nie kręci, że banan nie tak obrany, że nie ten talerz...ręce mi opadają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bardzo długo uczyłam jak skutecznie odwrócić uwagę Krzysia, bo to nie było takie proste.

      Usuń
  4. doskonale rozumiem, miałam i mam identycznie. brak łez, bo nawet na to nie ma się już po prostu siły... na szczęście prócz takich chwil, jest też druga strona amplitudy :)
    Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale tak ogromne szczęście jakoś łatwiej się znosi ;)

      Usuń
  5. Ja płacze w ukryciu z innego powodu....
    spacer, czekolada (masz rację-najlepiej od razu cała!) czesto pomaga :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja trzymam za Was kciuki i mocno kibicuję, żeby Wasze marzenia się spełniły.

      Usuń
  6. Ech taki czas to chyba niezależnie od dzieci... Choć po całym dniu ryku można mieć dość i tępo gapić się w ścianę podczas kąpieli :) Na szczęście po burzy przychodzi słońce i kryzys dzieciowy przeważnie jest zapowiedzią nauki czegoś nowego... Ela we wrześniu była wręcz niemożliwa, a teraz z dnia na dzień pięknie zaczęła mówić. I tak od jednego kryzysu do drugiego ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak wyżej ktoś zgrabnie napisał: "druga strona amplitudy" ;)

      Usuń
  7. http://krakow.gosc.pl/doc/3493025.Calineczka-sie-nie-poddawala
    To tak w temacie wcześniaczych historii :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja to jakaś spaczona jestem, bo jak czytam 825 w 26 tygodniu ciąży to sobie myślę, że jeszcze w miarę dobra waga... Niech się dalej dobrze chowa.

      Usuń
  8. Czasami nie ma się po prostu siły na płacz...

    OdpowiedzUsuń
  9. Piszesz o mnie. Jak sobie przypomnę trzy miesiące wycia, bo córka nie umiała asnąc, a była najedzona, sucho, nic nie bolało. I do tego te pseudo rady starych wszystko wiedzących bab, że głodna i mam MM dać, że ma mokro, że kolka bla bla. Do tego nie wiem skd w mojej głowie mysl, że chusta dopiero, gdy dziecko głowę trzyma. Rany, gdyby ktoś mnie uświdomił, że chusta od urodzenia jest ok, to ile by mi nerwów płaczu zaoszczędził i mojej córce też
    w efekcie do dzisiaj mam psychoze i jak tylko któreś z dzieci beczy, to mi poziom stresu rośnie, co gorsza również agresor się włącza :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój mąż też tak ma. Bardzo źle znosił tę bezsilność, kiedy on płakał, a my nie umieliśmy mu pomóc.

      Usuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz.