piątek, 30 września 2016

Spóźnione urodziny bloga - 2 lata w blogosferze

Ale ze mnie rasowej klasy blogerka - nie ogarnęłam w porę, że to już dwa lata. Dokładnie 29 września 2014 roku ukazał się ten pierwszy wpis: Nasza historia. I jak zwykle linkując ten tekst przeczytałam go jeszcze raz... I po co głupia kobieto? Zapłakałam sobie tylko klawiaturę, a przecież jest już dobrze. Jeśli czytacie w miarę regularnie tego bloga to wiecie, że Krzyś jest absolutnie zdrowym dwulatkiem, ja absolutnie przewrażliwioną mamą, którą bym pewnie była nawet jeśli by się urodził o czasie. Ale dziś w sumie powinno być radośnie, bo urodziny, rocznica to takie wesołe okazje.


Pamiętam jak pisałam ten pierwszy post. Zaczęłam go pisać, kiedy Krzyś trafił do szpitala z podejrzeniem ZUMu. Pisałam post na kartce, kiedy on spał. Potem kończyłam już w domu, przed komputerem. I płakałam za każdym razem, kiedy do niego siadałam. Płakałam też przy kolejnych. Jeszcze przez wiele miesięcy płakałam, tylko z czasem coraz mniej.

Pamiętam jak pisałam post rok temu. Rok temu przeszłam na własną domenę, co dla mnie było powiedzeniem sobie samej: ten blog jest dla mnie bardzo ważny i traktuję go serio. Pamiętam, że wtedy zaczęłam snuć plany odnośnie własnej działalności. Zupełnie nie wiedziałam co chcę robić, ale wiedziałam, że będę chciała spróbować. A dziś to się już dzieje, już się z tym mierzę ;)

I pewnie powinnam mieć plany i wizje przyszłości i w tym roku, ale nie mam. Tak bardzo bym chciała, żeby nic się nie zmieniło. Wiem, że nasze życie mogło wyglądać zupełnie inaczej. Dużo mniej optymistycznie. Dlatego tak się cieszę, że jest jak jest. Byle gorzej nie było ;) 

Wiem, że są wśród Was osoby, które czytają mnie od początku. I bardzo chciałam Wam za to podziękować. 

A może chcecie wiedzieć czemu w ogóle założyłam bloga?

Czułam, że jeśli będę trzymać te emocje w sobie to eksploduję. Nie chciałam iść do psychologa, bo nie wierzyłam, że on mnie zrozumie. Przecież wokół mnie byli bliscy, przyjaciele, ale to co przechodzę... no właśnie. Nawet ja sama nie rozumiałam swoich uczuć. A lęk o to co może przynieść los towarzyszył mi na każdym kroku. Nie miałam już siły nieść tego brzemienia. Czułam, że jak upadnę to już się nie podniosę. Czułam oddech depresji na karku. Mnie nie dopadła, ale wiem, że to trudna choroba. Najtrudniejsze w niej jest to, że czasem jest trudna do zauważenia, do postrzegania jej objawów jako choroby.

Tak więc zaczęłam wylewać emocje w internetach. A czemu tak, a nie do szuflady? Bo też mogłam, jak to się robiło, jako nastolatka. Przeszłam wiele i na każdym kroku czułam, że jestem z tym sama. Tak czułam, choć przecież Krzyś nie był jedynym wcześniakiem na oddziale. Ale żadna mama tam nie chciała się przyznać do tego, że nie chcę się przywiązać emocjonalnie do dziecka, że czuje się tak bardzo winna tego co się stało... Ja też na oddziale udawałam dzielną. Pomyślałam sobie, że jeśli odważnie napiszę o tym w sieci to może komuś pomogę, może ktoś poczuje taki wielki wirtualny uścisk i pomyśli: to nie tylko ja tak mam.

I dziś po dwóch latach pisania dla Was, wiem, że to się spełniło. Wiem, że zagląda tu wiele mam, których dzieci się dopiero urodziły i w tym miejscu szukają pocieszenia i otuchy. Po wpisach w których piszę o jakiś trudnych i często wstydliwych emocjach, odzywa się wiele mam. Piszecie do mnie na facebooku czy na email. Mówicie, że czujecie to samo i dziękujecie, że ubrałam w słowa to czego Wy jeszcze nie umiałyście.

Będę pisać dalej. Myślę, że chciałabym temu miejscu nadać nieco inny charakter, ale obecnie definiuję całe swoje życie na nowo, więc blog na razie pozostanie w takiej wersji w jakiej jest obecnie. Za dużo zmian na raz to też nie dobrze. 

A tymczasem życzę Wam drodzy czytelnicy (tak, bo panowie też tu są, może mniej licznie, ale są) by nasze dzieci rosły zdrowo i rodziły się o czasie. A my byśmy martwili się tylko o to, o co martwi się zdecydowana większość społeczeństwa. Byśmy nie musieli się zastanawiać czy nasze dzieci będą mogły zupełnie normalnie odnaleźć się w społeczeństwie. I byśmy wiedzieli, że WSZYSTKO BĘDZIE DOBRZE!!!

12 komentarzy:

  1. Gratulacje :) najlepszego w blogowaniu, życiu i pomyślności w biznesie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A Ty się nic nie chwalisz swoimi urodzinami bloga. Minął w maju pierwszy roczek, a tu na blogu cisza o tak ważnym wydarzeniu - nieładnie Pani Blogerko, nieładnie... ;)

      Usuń
  2. Jesteś ze mną, twój blog, odkąd słowo wcześniak na stałe zawitało w mym życiu, tak czuję. Jesteś trochę jak starsza siostra, która doradzi, podpowie i nie zgani! Trzymaj tak dalej! Z całego serca życzę Ci wszystkiego Naj!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twoja starsza siostra nie gani? Może się zamienisz? Nie żartuję, swojej nie oddam. Ty do mojego życia wniosłaś więcej radości. Pokazałaś mi, że mimo "potrójnego wcześniactwa" można widzieć tylko pozytywy. I ja Tobie dziękuję za to, że jesteś w tych Internetach.

      Usuń
  3. Jestem prawie od początku i pozostaję na zawsze :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Pisz, pisz :) U mnie dwa lata za dwa miesiące :) Wszystkiego najlepszego i niech pisanie sprawia ci mnóstwo radości!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sprawia, czasem myślę, że przetrwałam to szaleństwo tylko dzięki pisaniu.

      Usuń
  5. Właśnie dzięki pisaniu człowiek może złapać oddech, wykrzyczeć się, kiedy ma na to ochotę i znaleźć wsparcie? jeżeli można to tak nazwać. Blogosfera jest piękną sprawą.
    Życzę kolejnych wspaniałych lat w pisaniu :) Wspomnienia są piękne.
    Pozdrawiam
    matkapolka89.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. U nas kilka dni temu - 30 wrzesnia 2016 byla rocznica drugich urodzin mojego skrajnego wczesniaka, po tych wpisach czuje jakbysmy szly leb w leb choc Twoj ciut starszy �� Angelika ☺

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to bardzo fajnie, że jesteście kolejnym przykładem na to, że wcześniactwo to nie wyrok :) Super. Dużo zdrowia.

      Usuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz.