niedziela, 18 września 2016

Dwa oblicza matki

Wyobraź sobie taką scenkę: dziecko próbuje samodzielnie zakładać buty. I teraz co takie dziecko może usłyszeć? Jedna mama będzie stać i rozpływać się nad tym jakie to dzielne i samodzielne dziecko, będzie stać z boku, ale pozwoli na doskonalenie nowej umiejętności. A druga matka - fuknie tylko: Szybciej, ile czasu można buty zakładać? W końcu cała w złości podejdzie i sama założy dziecku buty. I pewnie nie lubicie tej drugiej, podczas gdy pierwsza to niemal ideał godny podziwu. A co się stanie, gdyby się okazało, że to tak naprawdę jedna i ta sama matka. Co wynika z takiego połączenia? Co się dzieje, gdy do matki opanowanej i cierpliwej, dodamy matkę zirytowaną, niecierpliwą i zdenerwowaną?


Moim zdaniem takie połączenie daje nam człowieka. I tyle. Ale długo czułam się winna, kiedy wstałam lewą nogą i wszystkiego miałam dosyć. Do tego zawsze w takie dni Krzyś był wyjątkowo niewspółpracujący - a to nie chciał wyjść na spacer, a to bardzo chciał wyjść, a to zupa nie taka itd. A ja tylko niepotrzebnie się nakręcałam. Do tego w pewnym momencie docierało do mnie jak się zachowuję i było mi wstyd.

Po pewnym czasie trafiłam na takie stwierdzenie: nasze chwile słabości uczą nasze dzieci jak radzić sobie z trudnymi emocjami i pokazują, że nikt nie jest robotem. I nasze dzieci też nimi nie muszą być. Dlatego ważne, by się nie zagryzać się i nie dręczyć swoim gorszym dniem.

Kiedyś zastanawiałam się czemu jednego dnia jestem jak ta pierwsza mama, a następnego dnia jak ta druga. I znalazłam zależność - przeistaczam się w tego zdenerwowanego potworka, kiedy jestem zmęczona i niewyspana. A może raczej, kiedy jestem totalnie wyczerpana. Jedyną rzeczą o jakiej marzę jest dobry sen, ale no cóż... opieka nad dzieckiem to nie jest praca na etacie, gdzie możesz się schować za ekranem komputera i zdrzemnąć, albo spóźnić tylko po to, żeby chwilę dłużej pospać. Tak, znałam takich typów, którzy potrafili się wyspać w pracy. 

Dziś spotkałam na spacerze taką mamę, która lada dzień będzie rodzić drugie dziecko, a w domu ma aktywnego dwulatka. W sumie to codziennie ją widuję. Zazwyczaj uśmiechnięta, cierpliwa, a dziś była jak zupełnie nie ona. Dodatkowo miałam wrażenie, że fakt, że jej synek biegał gdzie chciał, a ona nie miała siły nad nim zapanować wpędzało ją w jeszcze większą frustrację, bo ja patrzę. A niepotrzebnie. Przecież każdego dnia świetnie sobie radzi. Chodzimy razem na spacery już od dłuższego czasu i pierwszy raz widziałam ją w takim stanie. Ona mnie częściej. A to ona jest w zaawansowanej ciąży.

Rozchmurzyła się dopiero wtedy, kiedy powiedziałam jej, że dokładnie wiem co czuje. Opowiedziałam jej też o tym co mnie pocieszyło w takich chwilach: każdy nasz upadek uczy nasze dzieci jak należy się podnosić i być silniejszym. Dlatego dzisiaj piszę o tych swoich słabszych chwilach - może i któraś z Was potrzebuje takiego zrozumienia, że każdy jest tylko człowiekiem.

Kiedyś byłam krytyczna wobec mam, które nie panują nad dziećmi, którym zdarzy się podnieść głos (wobec tych, które podnoszą rękę nadal jestem i zawsze będę). Ale to było kiedyś, kiedy sama nie miałam jeszcze swojego Małego Szczęścia. Teraz wiem, że po prostu każdy ma gorszy dzień i wiem, że wcale nie trzeba być idealnym rodzicem, który nigdy nie popełnia błędu. Nasze błędy to także ważna lekcja dla naszych dzieci. A by być dobrym rodzicem trzeba po prostu troszczyć się o dziecko i tyle. A raczej AŻ TYLE.

8 komentarzy:

  1. Ha! Kocham cię za ten tekst :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Zacznijmy od tego, że nie ma ideałów na tym świecie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niby takie proste, ale chwilę mi zajęło zanim zrozumiałam i zaakceptowałam, że nie będę matką idealną.

      Usuń
  3. Bo tylko matka zrozumie druga matke :) Uświadomiłaś ją, że nie jest jedyna i na pewno poczuła się lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie to od razu widziałam, że się poczuła lepiej.

      Usuń
  4. Czytam Pani bloga już od jakiegoś czasu i prawie zawsze mam łzy w oczach, bo pisze Pani tak prawdziwie i nazywa to, czego ja nazwać nie potrafię. Dzięki Pani czuję się trochę lepiej. Zawsze mam tendencję do samobiczowania się, a Pani daje mi nadzieję, że jednak nie jestem taka zła jako mama. Chyba czasem zapominam że nadal jestem po prostu tylko czlowiekiem. Mam prawo popełniać błędy, mam prawo się bać. Dziękuję Pani za tego bloga. Serdecznie pozdrawiam.
    Monika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ukrywam, że takie wiadomości i takie komentarze nadają sens mojej "pisaninie". Miło, że ktoś znajduje siłę w moich słabościach. Dużo siły życzę i jeszcze więcej radości.

      Usuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz.