poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Samodzielne niemowlę

Czy niemowlę może być samodzielne? Według mnie tak, tyle, że na miarę swoich możliwości. Oczywiście, że nie możemy od miesięcznego dziecka wymagać by samo sobie zmieniało pieluchę, chodziło, albo samo na siebie zarabiało. Jeśli mówimy o samodzielności niemowląt, trzeba najpierw odpowiednio zdefiniować samodzielność.


Niemowlę leżące

Tak naprawdę w przypadku takich niemowlaków to wiedzę tylko dwie sytuacje kiedy dziecko może być samodzielne: samodzielnie zasypiać i chwilę samo zostawać w łóżeczku. I wszystko. Tylko tyle, a dla wielu mam aż tyle.

Ostatnio przeglądałam stare wpisy i natknęłam się na taki, gdzie dzieliłam się z Wami wielką radością, tzn. Krzyś leżał w łóżeczku tak długo sam, że mogłam pranie wstawić... Mała rzecz a cieszy :) 

Pamiętam też, że to była rzecz nad którą pracowałam. Przyjęłam tu technikę Tracy Hogg, która pokazała całą drogę jak to osiągnąć:
  • Najpierw przyzwyczajasz dziecko do łóżeczka, bawisz się z nim nie odchodząc na krok i takiego bobasa jeszcze w dobrym humorze wyjmujesz (na początku można nawet tulić w łóżeczku, by by tylko było w tej przestrzeni)
  • I stopniowo się oddalasz. Na początku stajesz obok łóżeczka i cały czas mówisz, potem stopniowo oddalasz się - cały czas mówisz do dziecka, a na etapie końcowym możesz już wyjść z pokoju na chwilkę i dziecko nie płacze :)
Proste? Proste. Zajęło mi to chyba miesiąc, albo dłużej, ale się udało

Jak już dziecko lubi łóżeczko można przystąpić do nauki samodzielnego zasypiania. I tu znów wszystko dzieje się stopniowo i powoli, w tempie jakie dziecko akceptuje. Nigdy nie zostawiasz dziecka płaczącego!!! Kiedy płacze masz go przytulić i uspokoić, dopiero kiedy jest spokojne można dziecko odłożyć - tak pokrótce brzmi technika Tracy. 

Rozwijając - oczywiście zgodnie z podejściem Tracy utrzymujesz stały rytm dnia i rytuały. Wokół usypiania również budujesz rytuał. Rytuał ma dziecko wyciszyć i przygotować do snu. Możesz zasłonić okna, zaśpiewać, Tracy pisze, żeby nie karmić, ale no bez przesady... Do tego się nie stosowałam - karmiłam. Kiedy dziecko już jest rozluźnione odkładasz do łóżeczka. Jak zapłacze podnosisz, poklepujesz po pleckach, jak się uspokoi odkładasz i tak się bawicie, aż padniesz ;) Nigdy u nas nie było tak, żeby zasnął bez mojej obecności w pokoju, ale był taki okres, że siedziałam z daleka od łóżeczka. Gdybym odważyła się wyjść to pewnie by zasnął, ale jak tam lubię być blisko kiedy on zasypia. Muszę się teraz naprzytulać, bo wiadomo jak to z chłopakiem: Mama nie ściskaj, bo się chłopaki śmieją...

Raczkujący brzdąc

Im większe są umiejętności dziecka tym bardziej może być samodzielne. W tym wieku starałam się zapewnić mu możliwie największy dostęp do całego mieszkania oraz zapewnienia mu dostępu do jego rzeczy. To był też chyba moment, w którym mógł podejmować bardzo ważne życiowe decyzje, np. które body woli założyć, albo którą łyżeczką będzie jadł zupę...

Wiem, że wielu rodziców wybiera na tym etapie kojec. Duży i przestronny, ale jednak kojec. Nic mi do tego, ale ja jakoś nie mogłam mu ograniczyć przestrzeni. To prawda, że przygotowanie domu do inwazji takiego malucha wymaga przygotowań, a jego bytowanie w mieszkaniu ogromnej dozy cierpliwości, ale daliśmy radę. Szafki zabezpieczyliśmy, na dolnych półkach pozostały rzeczy, które mógł zniszczyć, bez większych strat moralnych. A czemu zostawiliśmy jakieś rzeczy w zasięgu ciekawskich rączek i buzi? Już na tym etapie zaczęłam go uczyć, że jak coś jest zabawką to można się tym bawić, a jak nie jest to już nie. Efekt był taki, że kilka gazet trzeba było wyrzucić, duża część z nich utraciła kilka stron, ale po jakimś czasie już wiedział, że są rzeczy, którymi nie można się bawić. 

Kiedyś u babci zaczął się bawić kurkami od kuchni gazowej. Teściowa cała w strachu tłumaczy dziecku, a on tylko się cieszy, że mu się rusza, ale na hasło: Krzyś to są rzeczy tylko dla dorosłych - odszedł i zajął się przeglądem szafek ;) Do tej pory często mówimy, że coś jest tylko dla dorosłych. Teraz nie jest już tak łatwo, ale też się uda powstrzymać ekspansję.

W temacie dostępu do swoich rzeczy, Krzyś jak zaczął już sprawnie raczkować i wstawać przy meblach uzyskał dostęp do swojego łóżeczka. W ciągu dnia wyjmowałam szczebelki i mógł sobie tam wchodzić i wychodzić kiedy chciał. Oczywiście wymagało to odpowiedniego przygotowania, tzn. pod łóżeczkiem stał podest niemowlęcy, który robił mu za schodek, no i materacyk, który chronił psychikę matki przed urazami, bo dziecko wydawało się czerpać niezmierną radość z tego, ze spadło... Ten dostęp do łóżeczka był mi potrzebny, żeby odzwyczajać go od smoczka, o czym pisałam w poście Krótka historia, o tym jak smoczek odszedł w zapomnienie.

A co dawania dziecku wyboru, to nie sądzę, żeby w tym wieku wybierało tak zupełnie świadomie. Myślę, że dopiero po dłuższym czasie takiej zabawy, dziecko zaczyna rozumieć o co w tym chodzi: jak pokażę paluszkiem to, to to dostanę. A mi ułatwiało zadanie, kiedy nie mogłam się zdecydować co mu założyć, albo którą książeczkę będziemy czytać, itp. Oczywiście pytałam go o rzeczy, które były mi obojętne. Jak coś trzeba zrobić to trzeba i już.

Dziecko chodzące

No i tu się zaczyna zabawa z samodzielnością. I to podglądam teraz na bieżąco na różnych etapach rozwoju dzieci i przy różnych stylach wychowawczych. W sumie to inspiracją do tego wpisu była pewna sytuacja na placu zabaw.

Krzyś ma nową koleżankę: Michalinkę, która akurat była pod opieką taty (zazwyczaj jest z babcią). Dzieci wybrały się na wyścigi samochodowe, tzn. wzięły jeździki i pojechały w tę samą stronę. Dojechali do krawężnika i tata Michalinki podniósł dziecię razem z autem, żeby dziecko mogło dalej jechać, a w tym samym czasie, mój syn usłyszał: O to teraz chyba trzeba podnieść auto. Krzyś wstał, podniósł i pojechał dalej. Zaskoczenie na twarzy tego taty było ogromne. On w ogóle nie podejrzewał, że dziecko może mieć taką umiejętność. Mi to się nie wydawało niczym wielkim, bo pisałam już przecież o tym jak innej koleżance przeniósł autko przez krawężnik, żeby ona mogła jechać dalej. 

I takich sytuacji jest cała masa, kiedy dziecko wcale nie potrzebuje, żeby go dorosły wyręczał. To czego dziecko potrzebuje to zaufanie w jego możliwości i cała doza cierpliwości rodzica oraz czas na naukę. 

Staram się gdzie tylko zauważę chęć do zrobienia czegoś samemu wspierać go, a raczej po prostu nie przeszkadzać. Kiedy się denerwuje, że mu nie wychodzi, czasem podpowiadam rozwiązanie, czasem po prostu zachęcam, żeby spróbował jeszcze raz - w zależności ile mamy czasu. Dzięki temu Krzyś potrafi zdjąć buty, rozebrać się do kąpieli (poza bluzeczkami - tego jakoś nie umiemy ogarnąć), włożyć but na nogę i wiele innych. Nie wiem co dziecko powinno umieć w tym wieku, czy to dużo czy nie, ale ja tam i tak jestem z niego bardzo dumna. 

Mój mąż zaczął Krzysia uczyć jeszcze jednej rzeczy, która również wprowadza w osłupienie innych rodziców: Krzyś musi się rozejrzeć przed przejściem przez ulicę. Mąż z zawodu jest w służbie BHP, więc ma taki nawyk dbania o bezpieczeństwo. Ja sama też na to nie wpadłam, ale efekt jest taki, że nasz dwulatek, wie że jak się kończy chodnik, i przechodzi się przez ulicę trzeba się zatrzymać. Co prawda na razie musi jeszcze opanować, że to się głową kręci, a nie pupą, ale początki już są. 

Wspieranie samodzielności u dzieci jest pięknie opisane w książce Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały i jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły. Na postawie tej książki doszłam do wniosku, że do wspierania samodzielności u malucha potrzebny jest czas, wsparcie rodzica i nic na siłę. 

Gdzieś też kiedyś przeczytałam, że rolą rodzica jest przygotowanie dziecka do życia poza domem. Mamy go przygotować do życia bez nas. Oczywiście mamy na to 18 lat, ale jest wiele rzeczy, których dziecko musi się nauczyć. 

14 komentarzy:

  1. Brawo Ty, brawo Wy! Jak zawsze mądrze napisane :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny artykuł! Zdecydowanie jestem za tym, żeby uczyć dziecko samodzielności już od pierwszych miesięcy. Tak wychowane, w przyszłości na pewno będzie radzić sobie efektownie z różnymi sytuacjami życiowymi.

    OdpowiedzUsuń
  3. Z miłą chęcią mi się Ciebie czytało i rozbawiła mnie ta pupa na przejściu zamiast machanie główką, ale wszystkiego się nauczy. Jestem pod wrażeniem, podziwiam i szanuję :) dziecka da się wszystkiego nauczyć, wymaga to wielkiej cierpliwości i umiejętności, czasami dłużej, ale się da, ja mojego półroczniaka uczę siu siu do nicnika, już go polubił i wie, że tam siku itp. itd. da się wszystkiego, im wcześniej przyzwyczajamy dziecko do ,,czegoś ważnego" tym potem będzie łatwiej. W życiu bywa różnie, trzeba uczyć ! by nam rodzicom było łatwiej.
    Pozdrawiam ciepło bardzo MĄDRYCH rodziców :)
    matkapolka89.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat nocnika jeszcze się nie uczymy. Mieliśmy kilka podejść, ale mimo początkowych chęci okazało się ostatecznie, że to było za wcześnie. Ale tak jak pisałam: wszystko w tempie dziecka. Ja tak uważam.

      Usuń
  4. Ja też staram się, aby Oli był samodzielny. Np. nauczył się śmieci wyrzucać :) potrafi zanieść swoją pieluszkę i wrzucić do kosza, a ostatnio zaskoczył mnie na placu zabaw - podniósł papierek i poszedł go wrzucić do śmietnika! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozkoszny maluch. Ale ten czas szybko leci. Wydaje się, że dopiero niedawno urodziłaś, a tu już kawaler popyla pięknie :)

      Usuń
  5. Dziecku po prostu trzeba pozwolić na samodzielność :) z tym niektóre mamy (i babcie) mają największy problem ;) Fanie że tak to opisałaś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raz spotkałam tatę, który nie pozwalał na samodzielność, bo po prostu chyba nie mógł uwierzyć jaki sprytny ten jego synek :)

      Usuń
  6. Też się staram by moje dzieci były jak najbardziej samodzielne. Pamiętam jak bardzo wyręczali naszą o rok młodszą kuzynkę od mojej Lulci i ciągle się nad nią użalali pomóż jej ona ma małe rączki i finał często był taki, że jako 3-latka nie potrafiła zjeść.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiadomo, że dziecku trochę trzeba pomóc, ale wszystko w granicach zdrowego rozsądku, bo naprawdę można niechcący dziecko skrzywdzić.

      Usuń
  7. Oczywiście, że nawet takie maluchy mogą być samodzielne:) Najpierw w drobnostkach, potem w większych sprawach!:) Trzeba dać im trochę swobody:) Mój synuś ma już prawie 20 msc i już dużo rzeczy robi sam: zakłąda butki,rozbiera się od pasa w dół, sam je, pije:) to z takich grubszych spraw:) Córcia za to ma 3 msc i sama zasypia:) zazwyczaj hehe

    Zapraszam do mnie: http://sylwiaidzieci.blogspot.com/ :)) Komentarze i obserwacje mile widziane:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chwilo trwaj, co? :) Dużo zdrówka dla Twoich maluchów.

      Usuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz.