poniedziałek, 25 lipca 2016

Otulacz dla niemowlęcia, czyli po co spowijać dziecko?

Czas otulania do snu mamy dawno za sobą, ale ponieważ teraz pracuję głównie z mami niemowląt to ten temat mam jakby na bieżąco. Szczególnie, że do mnie zgłaszają się mamy, których dzieci mają problem ze snem. I kiedy tak na pierwszych zajęciach rozmawiamy o problemach z jakimi się borykają bardzo często pojawia się problem snu. Tego, że dziecko nie śpi w dzień tyle ile potrzeba, że budzi się i jest wciąż niewyspane. I wtedy wracam pamięcią do tego do czego doszłam sama (no może z pomocą książek), czyli jak ważne może okazać się spowijanie noworodka.


W szpitalu Krzyś był spowijany. Do tego leżał w gniazdku. Kiedy wychodził do domu pytałam lekarzy czy wciąż trzeba go spowijać. Wydawało mi się to trudne w domu, bez klimatyzacji w najgorętsze dni lata. Nie wiedziałam też po co go spowijać. A lato było gorące, więc zawijać go jeszcze w kocyk wydawało się być okrucieństwem.

Ponadto po co tak krępować dziecku ruchy? Myślałam, że dam mu swobodę potrzebą do zdobywania świata. Na dodatek wszyscy, których uważałam za specjalistów od dzieci: neonatolodzy, pediatrzy czy nawet fizjoterapeuci. Nikt nie mówił, nie odpowiadał w sposób jasny na pytania: do kiedy go spowijać, w jakim celu to robić? Kazali samemu podjąć decyzję. A skąd ja miałam wiedzieć jaką decyzję należy podjąć? Czy to nie oni mają wiedzę i doświadczenie? Skoro mówią, że nie trzeba, albo że to bez różnicy no to czemu mam podważać ich zdanie?

A potem przyszły kolki, problemy ze snem, płacz (dużo płaczu) i tak moja i tak mocno nadwyrężona psychika została postawiona na ostrzu noża. I wtedy sięgnęłam po książkę amerykańskiego pediatry Najszczęśliwsze niemowlę w okolicy. I wtedy wróciłam do spowijania. Bo zgodnie z proponowaną przez niego techniką uspokajania niemowląt, jest to pierwszy krok do uspokojenia niemowlęcia. Najbardziej wartościowe był dla mnie opis tego spowijania. 

Najważniejsza kwestia w spowijaniu: trzeba spowijać także rączki

 A może nie także, a raczej przede wszystkim rączki. Jak tłumaczyć dr Karp w swojej książce: to one są głównym sprawcą budzenia się niemowląt. Dla nas takie spowijanie kojarzy się z krępowaniem ruchów, czyli czym negatywnym. Zapominamy jednocześnie, że nasze dziecko nie ma absolutnej kontroli nad ciałem. Owszem coś już potrafi, ale noworodek dopiero uczy się posługiwania kończynami, dlatego też zdarza się, że przy przechodzeniu z jednej fazy snu w drugą dziecko, które nie jest spowijane wykonuje jakieś nieskoordynowane, zupełnie nie zamierzone ruchy rękami. A taki ruch rozbudza je na tyle, że nie pozwala już ponownie zasnąć. Przy czym dziecko pozostaje senne i zmęczone.

Co poza poprawą snu daje dziecku spowijanie? Poczucie bezpieczeństwa przez odtworzenie warunków wewnątrz macicznych. Noworodek, który od niedawna jest na świecie patrzy na niego zupełnie inaczej niż my. Do niedawna jego świat kończył się na brzuchu mamy. Było ciasno, ciemno, głośno szumiało i bujało mocno, ale był tam bezpieczny. A tu jest świat ogromny. I o ile dziecko podczas swojej aktywności chce go poznawać i wtedy nie chce być skrępowany, o tyle podczas snu czuje się bezbronne i potrzebuje wyższej dawki poczucia bezpieczeństwa. I to właśnie daje mu ciasne spowijanie.

Dodatkowo dzieci rodzą się podobno bez świadomości własnego ciała oraz granic tego ciała. Taki docisk podobno pomaga im te granice odkrywać. A co to dziecku daje? Jeśli ma większą świadomość ciała ma większą kontrolę nad swoim ciałem i może szybciej osiągać kolejne umiejętności motoryczne. 

A jak spowijać?

Jak już wspomniałam: bardzo mocno, dbając by ręce były tak mocno spowite, by dziecko nie mogło ich wydostać z kocyka. Spowijać można w kocyk, pieluszkę czy co tak jest akurat adekwatne do pogody. Jeśli jest bardzo gorąco dziecko może być po prostu w pampersie i spowite. Mi świetnie sprawdzał się zwykły polarowy kocyk z Ikea. Nie polecam tradycyjnych rożków, bo po pierwsze nie da się ich w wymagany sposób dopasować do ciała dziecka (mają przyszyte rzepy, które dla wcześniaków w ogóle nie zdają rezultatu), a przede wszystkim nie pozwalają na ciasne dociśniecie rączek.

Oczywiście świat jest pełen gadżetów ułatwiających życie. Jednym z nich jest Woombie. Taki worek na dziecko z suwakiem. Niech mi producenci wybaczą porównanie, ale tak mi się właśnie kojarzy. I ja się na ten zakup nie zdecydowałam, bo kosztowało jakieś koszmarne pieniądze, a nie widziałam w tym wartości. Dziś widzę, ale Woombie też bym nie kupiła. Są polskie Tuliki czy inne takie za mniejsze pieniądze. Na ceneo.pl znalazłam taki:

Motherhood Otulaczek Ptaszki Pudrowo-Szare - zdjęcie 1
ceneo.pl
Co prawda nie ma suwaka i nie wiem jak się sprawdza, ale wygląda ciekawie, a cena też nie odstrasza, bo 50 zł to bym jeszcze zainwestowała nie wiedząc czy pomoże czy nie ;) 

Nie ważne w co będziecie spowijać, ważne, żeby rączki też były ciasno zwinięte. A żeby dziecko ich nie wyciągnęło to muszą być w tracie spowijania ułożone wzdłuż ciała. No i niestety to u nas musiałam często robić tak trochę na siłę, bo dziecko samo z siebie tak rąk nie ułoży. Ale to był jeden z wielu czynników, który poprawił sen Krzysia. 

Oczywiście nie wszystkie dzieci lubią spowijanie. Można je próbować układać na brzuchu. W takiej pozycji też czują się bezpieczniej, ponieważ nie załącza im się lęk przed spadaniem. 

17 komentarzy:

  1. Młodego zawijaliśmy ciasno "w kebaba" ale zawsze i tak po chwili ręce miał na wierzchu spryciarz mały ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A miał je wzdłuż ciała? Ja po dłuższym czasie odkryłam jak zrobić tak, żeby nie było opcji na wyciągnięcie rączek.

      Usuń
    2. Tak. Próbowaliśmy innych opcji. Lubił być ciasno zawinięty (chociaż i tak najlepiej mu się spało na mnie) ale łapki musiały być na wolności, żeby nie ich nie wyjął to chyba ciasno sznurem na baleronik trzeby by było go zawinąć. No ale, to nie wcześniak ;-)

      Usuń
  2. U mnie w chwilach rozpaczy bardzo się to sprawdzało, jednak mała rzadko dawała w kość :) ale jest to prawdą, że dziecko jest o wiele spokojniejsze, gdy jest spowite. Dodatkowo można włączyć biały szum. U nas szum bardzo się sprawdzał, mała padała od razu :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, u nas suszarka chodziła często. Bardzo często.

      Usuń
  3. Starszą spowijałam sama nie wiedząc że jest coś takiego a młodszej przydałoby się teraz takie spowicie bo mamy duży problem z usypianiem jak już zaśnie to ładnie śpi gorzej z zaśnięciem tylko czy teraz nie jest za późno?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te woombie są do 9kg, tuliki nie wiem bo mi wyskoczyła reklama, której nie umiałam zamknąć. A da Ci się zasunąć w coś takiego? Zawsze można spróbować też masować małą ;)

      Usuń
  4. Nasz w szpitalu tłumaczono, że takie spowijanie jest niezbędne między innymi dlatego, że dzieci nie mają kontroli nad własnym ciałem a wcześniaki mając za dużą swobodę ruchów (nie ograniczoną już ścianą matczynego brzucha) mogą sobie zrobić krzywdę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No teraz w Polsce jest taka akcja ośmiorniczki dla wcześniaków, po to by dzieci nie ciągały kabli w inkubatorach.

      Usuń
  5. Szkoda ze przy zabieraniu mojego wczesniaka do domu, pani polozna powiedziała ze nie musze juz go dluzej spowijac. A ja niczego nieswiadoma jej posluchalam. Efekt byl taki ze corka byla bardzo chaotyczna w swych ruchach. Na szczęście nadrobilam te straty w późniejszym okresie jej zycia usypiajac ja na rękach na polce ćwiczeń. Takie spokojne kolysanie sprawdzilo się w 100% i działa do dzis. Może Pani Szczypta powinna spróbować takiego sposobu usypiania dziecka skoro stanowi to problem. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam za błąd. Chodzilo mi o usypianie na rękach na piłce do ćwiczeń

      Usuń
    2. Mój pierwsi komentarz się nie ukazał wiec w skrócie napisze ze mnie tez polozna nie kazala juz w domu spowijac wczesniaka i dzecko było chaotyczne. Później pomoglo usypianie na tej pilce. Mala bardzo się wyciszyla.

      Usuń
    3. Już wrzuciłam Twój komentarz. Nie wiem czemu blogger uznał go za spam... Wiedzę, że nie tylko ja trafiłam na ludzi, którzy o wcześniakach wiedzą nic, a powinni wszystko.

      Usuń
  6. Moje dzieciaki nie chciały zasnąć, jeśli nie były tak ciasno owinięte. Bez rożka/dobrego kocyka ani rusz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A u Ciebie to dobra grupa statystyczna do badań ;)

      Usuń
  7. jako matka jednego dziecka myśląłam, że wiem dużo, jako matka dójki, że nie wiele, teraz kiedy za miesiąc zostanę mamą po raz trezci biję się myślami, czy wiem cokolwiek. Przyznaję z ręką na sercu, ze nigdy nie zawijałam i nie używałam otulacza w sensie dosłownym. Teraz dzieki Twoim wyjaśnieniom myślę, że to zmienię, choć nie kojarzy mi się to dobrze. Ale nie zawsze co dla mnie dobre, jest też dobre dla noworodka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że nie wszystkie dzieci lubią. Są takie, które wolą nie być spowijane i bez tego im dobrze, ale myślę, że warto najpierw spowijać i dopiero wtedy zobaczyć czy dziecko lubi czy nie, zamiast od razu (tak jak ja) zakładać, że na pewno tego lubić nie będzie.

      Usuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz.