niedziela, 26 czerwca 2016

Kupujemy buty - czyli koszmar w obuwniczym

Pisałam już o pierwszych butach dla dziecka (Kształtujemy stopy). Ale wtedy pisałam tylko o tym czego się dowiedziałam z internetu lub od fizjoterapeuty. A teraz już za nami kilka par kupionych i kilka komplikacji po drodze. 


Nie powiem, pierwsze buty do chodzenia poszły w miarę gładko. Wybieraliśmy sami, bez eksperta i chyba były dobre, bo Krzyś od razu ładnie w nich chodził, nie przewracał się - a to była zima. Sam zakup też przebiegł bardzo sprawnie. Śpiący Krzyś został z tatą w aucie, a ja pobiegałam pomacać buty. Wymacałam dwa modele. Przymierzyliśmy i wybraliśmy ten jeden. 

Problem pojawił się przy zmianie butów na wiosenne. Nie wiem czy to kwestia przyzwyczajenia do starych, czy może jakoś źle do tego podeszliśmy, ale już sam zakup był koszmarem. Przymierzyliśmy kilka par i żadna nie była dobra. Skapitulowałam i nic nie kupiliśmy przy pierwszym podejściu. A potem tylko gorzej - na kolejnych zakupach jak tylko pokazywałam mu but to od razu panika i bunt. A o mierzeniu nie było nawet mowy. 

Dobrze, że człowiek nie jest sam na świecie. Na szczęście syn przyjaciółki dostał w prezencie buty Adidasa. I właśnie dzięki niej dowiedziałam się, że można z nich wyjąć wkładkę i przymierzyć but bez fizycznego wkładania go na nogę. No i jest wybawienie. 

Bierzesz but, z którego można wyjąć wkładkę i ustawiasz na niej stopę dziecka. Ważne: dziecko musi stać. Nie może siedzieć. Chodzi o to, żeby ciężar stopy rozłożył się tak jak przy normalnym użytkowaniu butów. Jeśli to są Adidasy (nie wiem jaka jeszcze marka ma coś takiego) to na wkładce są pięknie zaznaczone rozmiary. A dokładniej - od razu będziecie wiedzieli czy to ten rozmiar czy jednak nie. Są zaznaczone linie, które jasno obrazują, czy but jest dobry, za mały czy za duży. Jeśli takich oznaczeń nie ma, to od granicy powinno pozostać 0,5 cm. Zarówno z przodu jak i z tyłu (tak mi pediatra mówiła).

To sposób na dziecko, które nie lubi zmiany obuwia, a czy jest sens stosować taki zabieg u dzieci, którym żadnej różnicy nie robi czy mu się jakieś nowe buty przymierza czy też nie? Sądzę, że jest, bo jak zauważyłam u Krzysia - strasznie podwija palce w butach. Przez co jak mu mierzę but, który wg wkładki jest dobry to po założeniu mam ochotę kupić co najmniej 2 rozmiary mniejszy. I właśnie nawet pytałam lekarza czemu wierzyć: czy wkładce czy moim matczynym odczuciom i kazał wkładce... 

Ale zakup butów to u nas nie koniec zmagań. Bo potem trzeba jeszcze dziecku te buty założyć na nogi. A to nie jest takie proste. Krzyś przy każdym nowym bucie bardzo protestuje. Wpada w mega histerię, która kończy się tak, że daje do zrozumienia: albo stary but, albo wcale nie wychodzi. I ja ogólnie problemu z histeriami nie mam, ale ta jedna mnie trochę niepokoi. Bo nawet jeśli uda mu się ten but założyć to potem jest problem z zaparciami. Już jakiś czas temu przekonałam się, że on ma zaparcia na tle emocjonalnym. Jak nasza pediatra usłyszała o tych naszych problemach z zaparciami to i o MMR nas już nie ciśnie... A w głowie matki (matki przewrażliwionej oczywiście) zaraz się kołacze, a może to jakieś zaburzenie? 

Chyba nigdy mnie takie lęki nie opuszczą, ale co zrobić... Muszę z nimi żyć dalej. 

A jak sobie radzimy z tym jego "lękiem" przed nowymi butami? Jak na razie najłatwiej zaakceptował te buty, które sam sobie wybrał. Dostał do wyboru dwa modele i wybrał jeden. Fajnie też się sprawdziły takie zabawy w zakładanie butów. Przymierzaliśmy całą rodziną swoje buty, w tym Krzysia i patrzyliśmy na kogo pasują. Np. mąż wziął but Krzysia i próbował założyć, ale nie pasowały, dał mi i ja też udawałam, że bym chciała je założyć, ale nie pasują i potem okazywało się, że pasują na Krzysia. Może i głupie, ale jemu pomogło przełamać lęk przed zmianą obuwia. I chociaż nadal jest ciężko, to widzę, że z każdą nową parą jest coraz łatwiej. 

4 komentarze:

  1. Moje bliźniaki na początku w ogóle nie chciały chodzić w butach. Z drugą parą - letnich - poszło na szczęście gładko. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas nadal nie ma zaufania do butów z odkrytymi palcami.

      Usuń
  2. Ciekawe, szczerze mówiąc do głowy by mi nie przyszło że z butami może być taki problem. Nasi jakoś lubią przymierzać, jedyny problem dla mnie stanowią... ceny dziecięcych butów :P i to, jak szybko trzeba kupować nowe. No to jest dla mnie koszmar :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No jak się chce kupić dobre buty to są naprawdę spore koszty. Szczególnie u Was ;)

      Usuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz.