czwartek, 2 czerwca 2016

Krótka historia, o tym jak smoczek odszedł w zapomnienie

Tak, tak moi drodzy - do tej pory Krzyś używał smoczka. Piszę w czasie przeszłym, bo to już właśnie jest przeszłość. Obyło się bez płaczu, bez nieprzespanych nocy. Pojawiły się tylko problemy brzuszkowe, które u niego zawsze się w takich chwilach pojawiają. I co chcecie poznać sekret jak tego dokonałam?


No to jeśli mam opisać swoje dokonania to w tym miejscu powinnam skończyć pisać, bo ja w tym kierunku zrobiłam absolutnie NIC. To Krzyś pewnego wieczora wyjął smoczek i tyle. Od tej pory śpi bez.

Po chwili refleksji muszę dodać, że może jednak coś w tym kierunku zrobiłam. Tylko zrobiłam to tak dawno temu i tak bardzo to w nas wrosło, że zapomniałam, że stosowałam pewne zabiegi by smoczek opuścił nas pewnego pięknego dnia i już nie wrócił.

Odstawianie smoczka zaczęłam pewnie z rok temu. Pierwszym krokiem było dawanie nie tylko smoczka jako pocieszacza, ale też jakiegoś misia czy zabawkę. Bardzo bałam się, że smoczek zostanie jedynym pocieszycielem, a wtedy nie będzie chodziło o odstawienie uspokajacza, a o brutalne wyrzucenie przyjaciela. Na szczęście mi się udało i Krzyś się do smoczków nie przywiązał.

Kolejny etap to stopniowe ograniczanie smoczka. I w sumie to ostatni etap, bo to odstawianie tak właśnie jest w naszym życiu od roku ;) Faza wyjściowa wyglądała tak, że Krzyś ciumkał i memlał smoka non stop. Byle tylko nie płakał, byle szybko zasnął, a moje uszy choć trochę odpoczęły. Może powinnam się wstydzić swojej nieporadności (tak gromią matki na forach), ale ja wręcz przeciwnie jestem przeszczęśliwa, że tym smoczkiem kupiłam sobie trochę spokoju. 

Ale w pewnym momencie naszła mnie refleksja - czy on nauczy się mówić, jeśli ciągle będzie miał w buzi coś co mu na to nie pozwala? A jak stali czytelnicy wiedzą - lubią nas straszyć tym, że mało mówi. Tak więc podjęłam męską decyzję: W DOMU SMOCZEK TYLKO W ŁÓŻECZKU. W tym czasie Krzyś jeszcze nie chodził, ale potrafił sam wejść do łóżeczka i z niego wyjść. Oczywiście miał podłożony materac przy wyjściu i podstawiony podest łazienkowy, żeby mu było łatwiej się człapać, ale był w tej kwestii niezależny. I tak za każdym razem, kiedy wstawał musiał przed wyjściem z łóżeczka odłożyć smoczek. Mógł do niego podejść tak często jak tylko chciał. Nie chowałam go też gdzieś na łóżeczku. Miał być widoczny, ale w takim miejscu, żeby z podłogi nie można go było sięgnąć. W każdej chwili mógł się tam wgramolić i possać smoka. Na początku działo się to często, a potem coraz mniej i mniej.

Przy wyjściach nadal dostawał. Kiedy już coraz mniej zaglądał do smoczka leżącego w łóżeczku zabraliśmy się za wyjścia. W fazie wyjściowej było tak, że ubieraliśmy go i od razu dostawał smoka. Dlatego kolejny etap to było dawanie smoka jak poprosi. Starałam się nie wtykać od razu (starałam, bo ja też musiałam walczyć z przyzwyczajeniem) tylko mieć ze sobą, gdzieś schowany. I jak ten wyraził chęć ciumkania to dostawał. Za każdym razem. Nie chciałam, żeby bał się czy tym razem dostanie czy nie. I tu było podobnie jak z łóżeczkiem, na początku było tak, że smoka zamiast w korytarzu dostawał już za drzwiami wyjściowymi, a potem stopniowo dopiero na klatce, a potem dopiero przed furtką. Aż nastały takie dni, kiedy przestał prosić, a my po jakimś czasie już ich nawet nie zabieraliśmy.

I teraz oto nastąpił ten dzień: zasypianie bez smoka. Ale żeby nie było zbyt pięknie - to nie był ten sam, o którym pisałam na wstępie. Pierwsza noc bez smoczka była z przymusu. Wracaliśmy od rodziców i smoczek nam wypadł w aucie i został na noc. Zorientowaliśmy się późno a ja dziarsko postanowiłam, że może uda mu się zasnąć bez, bo już takie chwile miał. To był KOSZMAR. Zasnąć nie mógł, budził się w nocy. No koszmar. I niewiele pomogło nawet to, że spał z nami. 

Nie miałam ochoty na kilka kolejnych takich nocy, bo ja się już odzwyczaiłam, że trzeba wstawać w nocy do dziecka. Znaczy czasem wstaję go przykryć i wtedy się budzi ;) O nie, to już nie dla mnie. Więc zostawiłam ten smoczek w świętym spokoju. I to dosłownie. Postanowiłam tylko, że kolejnego smoczka po prostu nie kupię. Niech korzysta z tych dwóch, które ma, aż mu się odechce. Może niezbyt zgodnie z zasadami higieny, ale coś za coś.

Potem stała się rzecz piękna - Krzyś przegryzł smoczek. A czemu piękna? Bo on mu już przestał dawać taką przyjemność z ssania. Powietrze uciekało gdzieś bokiem i już nie było tak fajnie. Ale mimo tego smoka do buzi brał i trzymał. Czasem gryzł, co tylko powiększało dziurkę. Nie była duża, ale wystarczyła by ten zaczął szukać innych sposobów na wyciszenie. Najpierw smoka trzymał w buzi, potem w dłoni, aż pewnego razu chciał poczęstować mnie. Na co ja z kamienną twarzą (bo to była komiczna sytuacja), że mama nie ssie smoka, bo jest już duża. Krzyś też jak będzie duży to nie będzie ssał smoka. No i tak smoczek odszedł w zapomnienie. Po kilku dniach od tej rozmowy smoczek przestał mu być potrzebny.

No i miała być historia krótka, a wszyło jak zawsze :)

15 komentarzy:

  1. U nas smoczka nie było wcale. Też z decyzji Filipa. Po prostu go nie chciał i tyle. Nawet na siłę wsadziłam mu go na chwilę do buzi żeby zrobić fotkę na pamiątkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie słyszałam takie legendy, że są dzieci, które smoczków nie akceptują.

      Usuń
  2. Krzysio sam go zepsuł! Super, nie ma chyba lepszego sposobu :) U nas nie było źle bo młoda używała smoka tylko do spania! Nasz smoczek też sie zepsuł i zabrały go ptaszki :)
    Rety, jak teraz dzięki Tobie to wspominam to zastanawiam się kiedy ten czas tak szybko zleciał? Teraz młoda szoruje autobusem do szkoły i jest jedną nogą w drugiej klasie.....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie strasz, że i u nas ten czas tak szybko zleci.

      Usuń
    2. Taka rzeczywistość moja droga :)

      Usuń
  3. Moj Filip smoka zgubil, a na wieść o zgubie powiedział "aha" i tyle bylo. Ale to twardziel, zgubił swojego ukochanego Dudusia, takiego wymryzianego w jednym miejscu, i wbrew mym obawom tragedii nie bylo. Chyba mi bardziej wymryzianego Dudusia szkoda, niż młodemu.

    OdpowiedzUsuń
  4. Brawo Ty Brawo Wy Brawo Krzysiu :) U nas smoczek zabrałam sama jak Nusia skończyła 13 mc i było ciężko powiem szczerz, że niespokojne noce bez smoka trwały z miesiąc czasu jak nie lepiej, ale daliśmy radę !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O matko, miesiąc... ja to za miękka jestem na takie rzeczy.

      Usuń
  5. Trochę Wam zazdroszczę tego łatwego odstawiania - najpierw od piersi, teraz od smoczka... Krystian też chyba powoli zaczyna odstawiać smoka, bo wypluwa jak zaśnie i śpi bez niego. Od dawna dostaje już tylko na spacerach, w aucie (ale nie do dzioba tylko jako opcja - przypiętego do pasów) i właśnie do spania :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo podoba mi się zakończenie tej historii :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówisz o tym, że chciał mi dać smoka, a ja odmówiłam? Zaskakuje nas ostatnio coraz częściej tym, że on chce tak jak dorosły.

      Usuń
  7. U nas na początku mała nie chciała smoczka w ogóle, a ja ubolewałam, bo chciałam właśnie ją tym uspokoić. Poza tym zamiast tego ssała kciuka i tego obawiałam się bardziej. Polubiła smoczek jak skończyła 7 miesięcy i teraz nie wyobrażam sobie zasypiania bez niego. Dostaje go do spania, albo gdy już jest śpiąca i marudzi. Podczas zabawy czy spaceru nie potrzebuje. Skończyła rok i też już powoli zastanawiam się nad oduczeniem. Chyba im szybciej tym lepiej. Chociaż też zrobiłam się już wygodna i nie mam siły po całym dniu usypiać jej dłuższy czas słuchając płaczu. Zobaczymy jak to u nas będzie wyglądało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas przechodzimy chwilowy bunt, jakby tęsknił za smoczkiem. Ale go wcale nie chce...

      Usuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz.