piątek, 13 maja 2016

Nie ustępuj mojemu dziecku!

Plac zabaw... Był taki okres mojego życia, kiedy już sobie myślałam: kiedy będzie się mógł bawić na placu zabaw? On się będzie bawił, a ja sobie usiądę, może sprawdzę pocztę, czy inne wiadomości (co szczególnie teraz by mi się przydało)... Jak czytam to co właśnie napisałam, to mam ochotę się walnąć w twarz. Co mi się w tych spacerach nie podobało? Szliśmy sobie w miarę spokojnie. On oglądał świat z perspektywy wózka, ja jak klasyczna nowoczesna mama - mogłam porozmawiać spokojnie przez telefon. A teraz spacerów praktycznie nie ma. Jest tylko PLAC ZABAW.


Choć wstęp brzmi nieco dramatycznie, to muszę wyjaśnić, że nie jest aż tak źle. Krzyś jest grzeczny (jak zawsze z resztą), i w sumie wychodzimy o takiej porze, że nie ma zbyt wiele osób na placu. Ale zdarzają się. I bywa różnie, albo Krzyś absolutnie nie zauważa obecności innego dziecka i w nosie ma to czym się tamto bawi, albo podrywa. Tak, tak. Mój mały Czaruś ruszył na łowy. Już to chyba kiedyś opisywałam, jak na plac zabaw weszła dziewczynka, która tak się mu spodobała, że najpierw przynosił jej zabawki, a jak to na nią nie działało to złapał jej spojrzenie i spojrzał głęboko w oczy. Był przy tym tak uroczy, że się wszystkie mamy rozpłynęły nad scenką :)

Ale bywa i tak (często tak się zdarza), że zabawka w rękach innego dziecka nabiera na atrakcyjności. Ja wiem, że to zupełnie naturalne i nie złości mnie to, że on chce i już. Ja tę sytuację postrzegam jako świetną okazję, by wyjaśnić mojemu "nieżłobkowanemu" jedynakowi, że trzeba się dzielić i nie można zabierać innym dzieciom zabawek. 

Jak inaczej mam mu to wpoić i tego nauczyć? Przecież w domu nie ma innego dziecka, które by zabierało mu zabawki. A kiedyś pójdzie w świat i musi wiedzieć, dlaczego nie może mieć wszystkiego czego zapragnie. Szczególnie jeśli to wspólne zabawki, lub jeśli na zabawkę trzeba poczekać. 

Zawsze uważałam, że wychowanie jedynaka też nie należy do prostych. Oczywiście mam do ogarnięcia jedno dziecko, znoszę bunty, fochy itp. jednego dziecka, ale są rzeczy, których przy rodzeństwie uczy się automatem, a jeśli jest sam nie ma takiej możliwości. I dlatego wykorzystuję każdą okazję by mu pokazać jak wygląda życie w społeczeństwie.

A może chciałabym wykorzystywać, gdyby nie to, że mu wszyscy ustępują. Ja rozumiem, że jak włączy syrenę to się serce kroi. Uwierzcie mi, że mi - MATCE - też się wszystko w środku ściska, ale wiem, że się inaczej nie nauczy. Dlatego muszę odwalić stałą śpiewkę: "Teraz inne dziecko się bawi samochodzikiem (bo to najczęstszy punkt sporny), jak skończy to ty się będziesz mógł pobawić" RYK "Rozumiem, że ci smutno, bo już byś chciał się pobawić, ale musisz poczekać. A zobacz tam jest .... " I tu się pojawia jakaś atrakcja, która ma szansę odwrócić jego uwagę od spornej zabawki.

Prawda, że pięknie obmyślone? I skuteczne. Tylko, jeśli ktoś słysząc RYK (piszę drukowanymi, żebyście wiedziały, że to nie jest sobie cichutki płacz, tylko dźwięk z pogranicza tych zadających już fizyczny ból) mówi do swojego dziecka "Ojej, ten maluszek tak płacze - oddaj mu zabawkę, niech się pobawi" To mnie szlak trafia, bo cały mój wysiłek idzie na marne.

Czego uczy się Krzyś? Że jak będzie płakał, to mama się nie ugnie, ale obca pani może tak. Poza tym takie sytuacje podkopują mój autorytet. Mama powiedziała, że mi dziecko nie odda, a oddało... A czego uczy się to niczemu niewinne dziecko? Że ono się musi poddawać tym krzykaczom i tak się podkopuje w dziecku poczucie własnej wartości. Wiem, że dla niektórych to brzmi nieco naciąganie, ale ja w to wierzę. Wierzę, że w każdym wieku można podkopać taką pewność siebie i wiarę w to, że jestem coś wart. W każdym też można to naprawić, tylko im później tym jest trudniej. 

Ale muszę przyznać, że jest też spora grupa rodziców, którzy dzielnie bronią swoich maluchów. Grzecznie i miło mówią swojemu dziecku, że może się pobawić, chyba, że ma ochotę się podzielić to może. Ale nie zrobiło nic złego. To dziecko płacze, bo jest malutkie i inaczej nie umie powiedzieć, że chciałoby się pobawić. Jest też wielu rodziców, którzy nie pozwalają swoim dzieciom zabierać zabawek. I tym chciałabym serdecznie podziękować przy okazji tego wpisu. To naprawdę pomaga mi w wychowaniu dziecka. W wychowaniu go tak, by potem nie był rozkapryszonym i roszczeniowym dzieckiem. Przynajmniej taką mam nadzieję :)

20 komentarzy:

  1. O tak mnie też dobija gdy ja tłumaczę, że nie wolno zabierać itp...a inni na to ''daj spokój, mały jest''. Ostatnio Stefano zrobił się trochę rozbrykany, ale już chyba wiem dlaczego (między innymi) - z przedszkoila wynosi się wiele pozytywnych rzeczy, ale wynosi się również bójki itp..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z jednej strony mówią, że mały, a z drugiej: Czym skorupka za młodu nasiąknie tym na starość trąci ;)

      Usuń
  2. No to rośnie Ci mały czaruś. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak naprawdę nie wiem czy wychowanie jedynaka nie jest trudniejsze od dwójki dzieci. Jak już u siebie pisałam bywa ciężko bo się tak zrzeszą że ja nie mam szans ale drugiemu łatwiej przyszło dzielenie się i wspólna zabawa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W życiu myślę, że Ci z kochającym rodzeństwem mają łatwiej. Ale czy już teraz można wiedzieć jakie będą ich relacje?

      Usuń
  4. Świetnie napisane, ujęłaś sedno sprawy. Moja córka niby starsza ale teraz dotarła do etapu wycia o wszystko. Jej też dzieci zaczęły ustępować pomimo tego, że jest większa. Co gorsza nawet tatusia umie ustawić wedle swojego planu :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O jak tatuś się poddaje to nie zazdroszczę. A pewnie przekonanie go by przeczytał cokolwiek na ten temat graniczy z cudem. Przynajmniej ja swojego męża chyba od pół roku męczę o jedną książkę.

      Usuń
  5. Uwielbiam Twoje posty <3 i cieszę się, że Krzyś jest od Lokisia trochę starszy i że dzięki temu wiem co mnie czeka i mogę się od Ciebie uczyć <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że trafiłyśmy na siebie. Wirtualnie, ale trafiłyśmy :)

      Usuń
  6. Dobrze, że poruszyłaś ten temat. Ja mam właśnie z tym problem i czasami nie wiem jak zareagować. Niby powinnismy uczyć dzieci dzielenia się z innymi, ale z drugiej strony nie powinnismy dawać przyzwolenia na wymuszanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja widzę, że to jest absolutnie trudny temat. Tak samo jak reagowanie na agresję.

      Usuń
  7. Mój jedynak jakoś specjalnie nie przepada za wyrywaniem dzieciom zabawek i nic na siłę mieć nie musi. Tak sam z siebie dzieli się swoimi zabawkami i jak inne dzieci płaczą to robi mu się smutno i próbuje je pocieszać oddając im zabawki. Z jednej strony super, a z drugiej czasem żałuję że nie walczy :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem Cię. Mój Krzyś absolutnie poddaje się agresji. Dziecko może go uderzyć, obsypać piaskiem, a ten nawet nie drgnie. A nauczenie go by reagował nie jest takie proste.

      Usuń
  8. Nawet dzieci żłobkowe nie są chętne do dzielenia się zabawkami więc głowa do góry taki etap, przejdzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale ja nie mam zastrzeżeń co do etapu, czy do zachowania Krzysia, tylko do osób, które mi przeszkadzają wychowywać dziecko przez to, że od razu ustępują mojemu synkowi.

      Usuń
  9. Rodzic rodzicowi podkopuje autorytet,a potem bedzie mieć pretensje jak to samo dziecko zrobi coś jego dziecku....świat pokręcony jest!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma rzeczy prostych. Też już to zauważyłam.

      Usuń
  10. U mnie dzień w dzień jest walka o zabawki między rodzeństwem a na placu zabaw z kolei grzeczni jak nie wiem co!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz.