poniedziałek, 16 maja 2016

Dlaczego urodziłam 10 tygodni za wcześnie?

Za nami weekend, a w weekend działo się dużo. A może nie dużo, a raczej było gorąco. W sumie to dalej jest. Gorąco, bo Krzyś nam gorączkuje od soboty. Ja widzę, że to zęby, ale zaraz idziemy do lekarza, żeby się upewnić. Oczywiście, gdzieś po drodze, między sobotą a niedzielą odwiedziliśmy Świąteczną Pomoc Lekarską, a tam po serii pytań, pojawiło się to, którego już dawno sobie nie zadawałam: dlaczego urodziłam 10 tygodni za wcześnie?


Długo się nad tym zastanawiałam, jednak do tej pory nie wiem. I często zastanawiałam się: czy gdybym wiedziała dlaczego urodziłam za wcześnie czułabym się mniej winna? Czy gdybym wiedziała dlaczego to łożysko postanowiło się odkleić może wizja posiadania drugiego dziecka nie wywoływała by u mnie reakcji alergicznej? A może widok maleńkich noworodków przestałby być bolesnym doświadczeniem? No niestety, te pytania również muszą przejść do worka: PYTANIA BEZ ODPOWIEDZI.

Zawsze, kiedy mówię lekarzowi, że odkleiło mi się łożysko widzę ten wzrok pytający: czyżby patologia? Kiedy zaczęłam czytać o przyczynach odklejonego łożyska, zupełnie nie mogłam zrozumieć dlaczego. Przecież nie paliłam, nie piłam w ciąży, dbałam o małego Krzysia najlepiej jak potrafiłam. Był chciany, choć mało planowany ;) Raczej tak się spontanicznie pojawił, ale rozmowy o dziecku toczyliśmy od dawna. A imię mieliśmy dla niego jeszcze przed zaręczynami, czyli baaardzo długo przed jego poczęciem.

Chciałam napisać tak: "Pierwszym podejrzanym była praca", ale nie mogę tak. Bo ja wcale nie czuję, że to praca była winna. Wciąż całą winę przypisuję sobie i nie umiem jej przenieść na kogoś innego. Pojawiły się w moim otoczeniu osoby, które mówiły: przecież możesz podać pracodawcę do sądu. Pracowałaś po 8 godzin dziennie przed komputerem, nie dostałaś żadnej pracy zamiennej, żeby było ci lżej, a kiedy poprosiłaś o to by pracować mniej przed komputerem, no to cóż - zrobiła się afera i od kadrowej usłyszałam, że nie ma takiej opcji. 

I teoretycznie, aż wniosek pisze się sam. Ale po pierwsze wszyscy wiemy, że oskarżając jednego pracodawcę u innego już pracy nie znajdziemy. A po drugie to też wcale nie miała tak źle. Mój przełożony akurat wyjechał do Stanów na czas mojej ciąży i przez to miałam dużo mniej pracy, bo mój drugi "zastępczy szef" stwierdził, że nie będzie mnie zasypywać robotą, bo ja mam odpoczywać. Jak byłam zmęczona pracowałam z domu, a jak znudziło mi się siedzieć za biurkiem to szłam do Strefy Odpoczynku, czy też zwanej Chillout zone i tam sobie pracowałam. Dużo też drukowałam, żeby nie musieć czytać na ekranie, tylko na kartkach. No i dojazdy do pracy też nie męczyły, bo samochodem miałam 10 minut w porannych korkach, więc luksus. A jak chciałam sobie zrobić przerwę to robiłam i też nikt mi złego słowa nie powiedział.

Dodam jeszcze: nic nie dźwignęłam, nie uderzyłam się (mąż też mnie nie bił), może się lekko zestresowałam, ale żeby od razu rodzić? Już nawet podejrzewałam, że ktoś rzucił na mnie zły urok czy coś, ale niezbyt w to wierzę, więc i tu nie ma winnego. Może raz czy dwa pojechałam umyć auto na myjnię, a nie wiedziałam, że mi nie wolno, ale kurcze to było długo przed porodem...

Im więcej myślę o tym dlaczego urodziłam 10 tygodni przed czasem tym bardziej czuję się winna. Ale może małe pocieszenie dla mam na początku drogi: dziś nie zadręczam się już tą myślą. Co prawda to pytanie z ust lekarza wywołało trochę wspomnień, ale za chwilę zacznę szykować siebie i Krzysia na wizytę u lekarza, a po powrocie do domu moje myśli będą gdzieś bliżej jego gorączki, albo spraw które muszę jeszcze ogarnąć przed pierwszym grupowym kursem masażu Shantala, który rusza w sobotę. Czyli moją zwykłą codziennością. 

Chyba już nigdy się nie dowiem dlaczego tak to się wszystko potoczyło...

9 komentarzy:

  1. Hm, niektóre pytania niestety pozostaną bez odpowiedzi. Nie warto się zadręczać, trzeba iść do przodu...choć wiadomo, że myśli czasem uciekają. Przytulam Was mocno.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak jak rozmawiałyśmy, to trzeba sobie i w sobie przepracować, ale zadręczać się nie ma sensu. Tym bardziej, gdy się nie jest patologią...
    Ja w ciąży jeździłam, codziennie, czasami i kilka razy: lekarz, zakupy, wyprawka. M nie ma prawka. Myślałam, wiele razy nad tym dumałam, czy nie przeszarżowałam z tą aktywnością przy bliźniakach...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba każda z nas miała taki moment, że usiadła i myślała...

      Usuń
  3. A nie myślałaś, że to raczej kwestia genów? Twojego metabolizmu, fizjologia organizmu słowem rzeczy, na które raczej nie miałaś żadnego wpływu?
    Co do pracy to zazdroszcze ja pracowałam po 9h przy komputerze z przerwami na siku w takim samym tempie jak zwykle..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślałam o tym. I właśnie przez to nie chcę drugiego dziecka. Przez to myślę, że poczęcie drugiego dziecka = skazanie go na los wcześniaka. A tego dla niego nie chcę.

      Usuń
    2. Ja zaryzykowałam, po pierwszym porodzie w 34 tc w 2014 roku, dwa dni temu urodziła się córka. Scenariusz identyczny, wytrzymała w brzuchu 3 dni dłużej niż brat. Historia zatoczyła koło a ja nie potrafię sobie z tym poradzić. Ale nie chcę się obwiniać. Wierzyłam, że tym razem się uda...a znów jesteśmy na początku tej samej drogi tylko teraz sił dodaje mi czekający na mnie Syn.

      Usuń
  4. Przepraszam że piszę jako anonim ale nie mam nigdzie konta i nie chcę żebyś miała mi za złe ten komentarz ale uważam że najwyższa pora przestać użalać się nad tym co było i nad sobą. Z tego co czytam to jesteś wspaniałą i mądra mamą więc pora patrzeć już tylko przed siebie. Ja też mam w domu wcześniaka i to takiego który urodził się trzy razy mniejszy od Krzysia. Poczucie winy miałam tylko przez 10 pierwszych dni kiedy nie mogłam być przy dziecku a później trzy miesiące walki szpitalnej i ot dzis mam zdrowe wspaniałe dziecko. Nie myślę już od dawna o tamtych wydarzeniach bo to mija się z celem. Żyjemy tu i teraz i jest wspaniale:) I Tobie też polecam odciąć się od tego odklejonego łożyska. Bylo minęło,grunt że masz zdrowego synka. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja specjalnie zostawiłam opcję, że można komentować jako anonim, bo czasem mamy wyznają w komentarzu coś tak osobistego o czym nikt inny nie wie i nie chcą się pod tym podpisywać imieniem. I ja to rozumiem.

      Tak jak napisałam na końcu posta: to nie jest tak, że codziennie siedzę i myślę o wcześniactwie. Absolutnie nie. Ale odciąć się zupełnie nie umiem. Taki charakter. Nie zaprząta to mich myśli cały czas, ale czytają mnie mamy, które dopiero co urodziły i chciałam im pokazać, że tak w ich życiu zdarzy się sytuacja, że coś im o tym porodzie przypomni, ale ich codzienność nie będzie już zdominowana przez wcześniactwo. Chyba mi się nie udało ;)

      Usuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz.