wtorek, 26 kwietnia 2016

Wyniki EEG

Wielu z Was bacznie śledzi nasze losy i bardzo wspieraliście nas, kiedy Krzyś trafił do szpitala. Dawno temu to było, ale dopiero teraz dostaliśmy się do neurologa, który przetłumaczył nam wynik EEG na nasze. 


A czemu nam się tyle zeszło? Bo mi się neurolog rozchorowała. Na tyle poważnie, że nie wiadomo kiedy wróci. A szkoda, bo naprawdę byłam z niej zadowolona. I tak - to był neurolog na NFZ. 

Tak więc jak już dostałam informację, że nawet już nie przekładają wizyt, bo nie wiadomo CZY doktor wróci pobiegłam do pediatry po skierowanie do innego lekarza. I w sumie już pediatra powiedziała mi, że wynik choć jest z pogranicza normy nie oznacza nic groźnego. Ufff....

Niby wzięłam skierowanie, ale że mąż w pracy ma prywatny pakiet medyczny to myślę sobie: a co, pójdę prywatnie. Wszyscy tak chwalą lekarzy prywatnych to może będzie jakoś lepiej. 

I było... inaczej. Lekarz na wejściu przedstawił się, wyciągnął rękę. No kultura, ale gabinet mnie odstraszył. Ani jednego motylka, zabawki, no nic. Do mojej neurolog wchodziło się w skarpetkach, bo dziecko było badane (jak już chodziło) nie tylko na stole do badań, ale i na podłodze. A ile ona miała różnych pomocy do badań. Pokój kolorowy i bardzo przyjazny dzieciom. A tutaj sterylnie, że aż ja czułam się nieswojo. 

Po tym zapoznaniu lekarz ogląda nasz wynik i mówi: anomalie, które są widoczne w wyniku, są normalne dla dziecka w tym wieku. No to co to za anomalie, skoro są normalne? Ech, nie ważne. Ważne, że jest dobrze. Ale lekarz rozbawił mnie jeszcze jedną kwestią. Otóż powiedział mi, że EEG to takie dodatkowe badanie, bo ono nigdy nie orzeknie jednoznacznie czy padaczka jest czy jej nie ma. Powiedział, że wiele osób ma taką naturę, że ma nieprawidłowy zapis EEG, a chorzy nie są. I odwrotnie też się zdarza. 

Wszystko fajnie, tylko skoro badanie o niczym nie orzeka to po co męczyć nim dziecko? Pojęcia nie mam. Ale brzmi to dla mnie absurdalnie. Najważniejsze, że jest dobrze.

A i jeszcze ostatnio przeczytałam wypowiedź jednej mamy, która mówiła, że podobno drgawki częściej występują u dzieci ze struną w sercu. U nas by się zgadzało, ale zapomniałam o to zapytać lekarza. No nic wyrośnie i z jednego i z drugiego.

9 komentarzy:

  1. Oby wyrosło! Trzymam kciuki, naprawdę. I za tę lekarkę też. Straszny jest ten rok, oby dla was był jak najlepszy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie jest najgorszy rok. Teraz jest już lepiej ;)

      Usuń
  2. kamień z serca w takim razie!

    OdpowiedzUsuń
  3. To dobrze, że jest dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciesze się, że Wy się cieszycie:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziękuję Wam wszystkim za głosy wsparcia. Dla mnie też to duża ulga.

    OdpowiedzUsuń
  6. cudownie, że wszystko u Was cudownie !
    kiedy mój syn był malutki skorzystałam dwukrotnie z wizyty u prywatnej neurolog. Gabinet ciasny, niski, obity boazerią, synek maleńki wtedy jeszcze, był przerażony. A ona chciała zobaczyc jak chodzi. On płakał... nie wspominam tego dobrze. Nie zawsze to co prywatne jest lepsze, choć bywa i odwrotnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też wcale nie uważam, że prywatnie znaczy lepiej. Prywatnie dla mnie zawsze znaczy tylko drożej ;)

      Usuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz.