sobota, 16 kwietnia 2016

Wcześniak, u nas też z i to z 37 tygodnia... czyli straszne historie, które usłyszysz

Jesteś mamą wcześniaka to prawdopodobnie czeka Cię wiele wizyt u specjalistów. A tam kolejki i inne mamy, albo co gorsza babcie... Czemu co gorsza? Bo z moich doświadczeń wynika, że to właśnie babcie najbardziej przeżywają to co się dzieje z ukochanym maleństwem. A jeśli nie bardziej, to na pewno o wiele chętniej dzielą się swoimi obawami z obcymi osobami, w tym z Tobą.


Ja należę do osób, które odpowiadają jak się do nich zagada. I jak takie babcie do mnie zagadywały to nie odburkiwałam czy olewałam tylko podejmowałam rozmowę. Czemu? Bo już tak mam, a poza tym, na samym początku Krzyś zawsze spał w tych kolejkach, a mi się nudziło. Więc się nasłuchałam różnych ludzkich historii. Tak wiem, że na własne życzenie. Ale trudno.

A nawiązując do tytułu miałam, kiedyś taką sytuację, kiedy oczekiwałam na rehabilitację - zagadnęła do mnie babcia chłopca, który właśnie miał zajęcia. Zapytała o główkę Krzysia, bo jej wnuczek też ma taką płaską i ona się zastanawiała skąd się to bierze i co z tym zrobić. I tak od słowa do słowa pojawiło się słowo "WCZEŚNIAK". I tu babcia opowiada ich straszną historię: jak to się urodził przed terminem, jaki to był dla nich stres jakie przeżycie. 

I jestem jak najbardziej daleka od tego by umniejszać ich uczucia. Wierzę, że to był stres. Tylko, że u nich to NIE BYŁ WCZEŚNIAK. To było dziecko z 37 tygodnia. A potem, po całym swoim dłuuugim wywodzie o osobistej tragedii, zapytała mnie o naszą historię.

Żebyście mogły widzieć jej minę, kiedy krótko odpowiedziałam: no mój syn urodził się w 30 tygodniu z 2 punktami. I tu rozmowa się skończyła. Ja nie chciałam opowiadać więcej, a ona nie chciała więcej dopytywać. 

A czemu taki wpis? Bo pojawiają się takie chwile, kiedy jakaś mama uparcie twierdzi, że jej dziecko z 37, albo nawet 39 tygodnia to wcześniak. I mimo, że miało 10/10 i mimo, że od razu było z nią i po 2 dniach wyszła do domu będzie chciała umniejszać Waszą tragedię. To nie jest przyjemna sytuacja, bo szczególnie tuż po porodzie (tak cc to też dla mnie poród) nasze emocje i odczucia się nadszarpnięte. Że tak poetycko powiem: cała dusza jest obolała. I nic nie poradzimy na to, że potrzebujemy wtedy ogromnych zasobów wsparcia. 

Co radzę? Macie dwa wyjścia: uświadamiać świat na temat wcześniactwa, albo olać kwestię. Na początku próbowałam tego pierwszego. Zdecydowanie odradzam. Jeśli macie w sobie dość siły to za wszelką cenę po prostu zamknijcie uszy i nie dajcie się wciągnąć w polemikę na temat wcześniactwa.

Ten kto tego nie przeżył i tak nie zrozumie, a kto przeżył temu nic tłumaczyć nie musicie. 

Dodatkowo zauważyłam, że ludzie nie chcą już słuchać o cierpieniu dzieci. Chyba wynika to z lęku o własne dzieci, bo przecież skoro to spotkało Was, to równie dobrze możne spotkać też i ich. 

Dlatego:
Życzę Wam siły w nieuświadamianiu społeczeństwa :)

22 komentarze:

  1. Lol, wcześniak w 39 tygodniu :D
    Echh mi ostatnio działała na nerwy babcia w poczekalni do szczepienia, jak z Elą byłam, zupełnie inna sytuacja i rozmowa, ale wrrr... To ja już wolę z nikim nie rozmawiać :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Była taka historia, że Pani wyła wielce obrażona czemu nie może przyjechać z dzieckiem na obchody dnia wcześniaka. Dziecko ważyło 4 kg po urodzeniu i dostało 10/10.

      Usuń
  2. Zdecydowanie: nie uświadamiać, bo i tak nie odnajdziesz w rozmówcy zrozumienia! Nikt poza mamą wcześniaka, tego dziecka leżącego w inkubatorze, walczącego o kolejne minuty życia, cie nie zrozumie. Twoje słowa nie spotkają zrozumienia, nawet współczucie będzie sztuczne, bo ludzie żyją telewizją, a nie życiem, a ciebie taka rozmowa conajmniej wyprowadzi z równowagi! Ponadto Ja jako mama wcześniaków nie podejmuje polemiki z inna mamą wcześniaka, bo mam obawy czy nie zrobię jej przykrości jeśli dowie się, że u mnie jest ok. W ogóle uważam że nie mam prawa oceniać niczyjego bólu związanego z przedwczesnym porodem, bo nie chce by ktoś oceniał mój. Ja wiem ile mnie to kosztowało i jak może boleć ale mam świadomość, że mnie spotkało szczęście, a często bywa inaczej. Nie widzę też powodu by dawać komuś satysfakcję, że u nich jest lepiej. Niestety Twierdze, że jestesmy społeczeństwem, które zywi się sensacją, tragedią i ludzkim nieszczęściem :( i na każdym kroku poszukujemy potwierdzenia że jest źle, ale i tak my mamy najgorzej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To co napisałaś to prawda. I z jednej strony niby wszyscy Cię zjadą, że tylko się żalisz, ale jak chcesz opowiedzieć co u Ciebie dobrego słychać to znów obraza majestatu, że się chwalisz...

      Usuń
  3. Zastanawiam się czemu ludzie lubią dopisywać sobie historię tragiczne, że się tak wyrażę, bo skoro dziecko urodzone o czasie i wszystko z nim ok po co to wcześniactwo dziecku doklejać łatkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja podejrzewam, że oni się przestraszyli, bo wcześniej. A wcześniakiem go nazwali z braku wiedzy.

      Usuń
  4. Ludzie tak lubią się umartwiać, a tu nawet wcześniak wcześniakowi nierówny.
    O moich chłopcach z 31tc zawsze myślałam jak o kruchych istotkach. Tymczasem moja koleżanka urodziła w 26tc (miałaś okazję jej synka poznać na wystawie) i oni się zmagają z dużo poważniejszymi problemami i powikłaniami niż my.
    Świetne życzenia i mam zamiar je zapożyczyć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja znam chłopca z 29 tygodnia i problemy z jakimi oni się zmagają powodują, że się zastanawiam czy ja wiem cokolwiek o wcześniactwie.

      Usuń
  5. Czytam tytuł i mi się nie zgadza. W 37 wcześniak?? Urodziłam w tym czasie jednego i drugiego 😊 nie ma mowy o wcześniactwie. Ja to wiem ale rzeczywiście tak jak piszesz wielu ludzi nie ma o tym pojęcia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak pisałam wyżej: słyszałam o sytuacji, kiedy ktoś domagał się uznania swojego dziecka z 39 tygodnia za wcześniaka...

      Usuń
  6. Ja nie uświadamiam. Cieszę się, że u nas ok (urodziłam w 25/26 hbd), doceniam to i staram się nie rozpamiętywać. Wiem,że osoby, które tego nie doświadczyły, nie zrozumieją tego. Ja to rozumiem i oby jak najmniej ludzi przechodziło to, co my.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja przyznam, że mnie czasem boli, że wśród moich znajomych nie mam choć jednej osoby, która by potrafiła zrozumieć co przeszliśmy. Która by na mnie nie patrzyła jak na wariatkę, kiedy mówię coś o sensoryce czy kolejnej wizycie u specjalisty.

      Usuń
  7. Myślałam że takim ludziom wystarczą opowieści porodowę z fantazją.
    Tylko zamknąć uszy w takim razie pozostaje. Szkoda uświadamiać, szkoda tracić na to siłę i czas. Niektórym nie przepowiesz.
    Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z moich doświadczeń wynika, że nie niektórym a nikomu ;)

      Usuń
  8. Przekonałam się.Nie warto.Czasami wdawałam się w polemikę.Po czym z braku sił pokazywałam zdjęcie Antosia w inkubatorze gdy były te gorsze dni( a ma ich sporo każdy dzień walki i tak jest do dziś😊 Temat nagle się urywał.U nas 29tc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z Krzysiem na sali leżał Antoś i też z 29 tygodnia :) U mnie na zdjęcia reagowali: co Ty chcesz normalne dziecko.

      Usuń
  9. Ehh są osoby,które potrafią niestety bardzo mocno wszystko wyolbrzymiać...Są mamy,które nie widzą prawdziwych wcześniaków. Moja córka urodziła się w połowie 7 miesiąca,więc co ja mam powiedzieć... Nie użalałam się,tylko wierzyłam,że wszystko będzie dobrze i moi bliscy również bardzo mocno w to wierzyli,wspierali mnie i męża...Teraz mamy zdrową i pełną energii dwulatkę z której jestem dumna :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio ja też usłyszałam, że mocno wyolbrzymiam to co nas spotkało, bo przecież ta osoba wie, że urodzenie wcześniaka to nic wielkiego (sama urodziła w 40 tygodniu, bez cienia komplikacji).

      Usuń
  10. Ludzie nie zdaja sobie sprawy co przeżywa matka wcześniaka. Sama jestem mamą wcześniaka z 35tc a mam 20 lat z podejrzeniem koarktacji aorty. Syn leżał 8 dni w inkubatorze nawet nie mogłam go zobaczyć to straszny ból dla matki. Lekarze nie informują co się dzieje z synem. Po 10 dniach wypuścili go do domu ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba nawet ja nie potrafię sobie wyobrazić takiego bólu. Nie móc zobaczyć dziecka przez 8 dni? Oszalałabym. Dla mnie te kilka godzin były trudne, ale 8 dni... Ściskam mocno.

      Usuń
  11. To wszystko wynika z braku wiedzy. Urodziłam bliźniaki w 30 tygodniu. 2 dni po porodzie dostałam smsa od bardzo bliskiej koleżanki z pytaniem czy karmię... Pamiętam, że to potwornie zabolało, bo chwilę wcześniej dzieciaki dostały pierwsze 2 ml mleka sondą prosto do brzuszka, a ja płakałam. Nie chciała mi zrobić przykrości, ona po prostu nie wiedziała co znaczy urodzić wcześniaka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet moi najbliżsi, mimo, że informowani szczegółowo o tym co się dzieje, zaliczali takie "wtopy". Zawsze powtarzam: matkę wcześniaka zrozumie tylko inna matka wcześniaka.

      Usuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz.