czwartek, 10 marca 2016

Pizza na naleśniku

Oj dziś to się nie popisałam. Przyszedł 10. i czas na przepis, ale tym razem obnażę moją kuchnię. A dokładniej mówiąc to, że wcale tak zdrowo nie jadamy. A grzeszki to nam się zdarzają i to no cóż... częściej niżbym chciała. Ale no cóż najgorszą matką świata nie jestem - bo moje dziecko w tym wieku jeszcze nie pije coli czy innych takich, a wiem, że takie przypadki się zdarzają. I się jeszcze oburzają jak im się zwróci uwagę... No to już chyba wystarczająco odwróciłam uwagę od moich grzeszków w diecie Krzysia, przejdźmy do konkretów.


Oto efekt pomysłowości matki, która nie mogła przygotować obiadu tak jak zaplanowała, bo dziecko stwierdziło, że mimo, że od jakiegoś czasu zasypia przed obiadem dziś stwierdziło, że jednak wraca do starej pory drzemki... I tak oto powstała pizza na naleśniku.

Składniki:

Naleśnik (ja już miałam gotowe z deseru)
Przecier pomidorowy
Ser żółty
Parówki
Pomidorki koktajlowe
Bazylia do ozdoby, bądź jak kto woli - by dziecko miało się czym zainteresować, powąchać i odrzucić z obrzydzeniem :)

Wykonanie:

I tu jest poezja, bo prościej się chyba nie da. Na naleśniku rozsmarowujemy trochę przecieru, posypujemy serem, układamy parówki i podgrzewamy. Można w piekarniku, ale ja wybrałam po prostu patelnię. Też dało radę. Kiedy ser się rozpuści, a składniki podgrzeją dodajemy pomidorki oraz bazylię i gotowe.

Danie absolutnie fast food. A i zanim zaczniecie mnie kamieniować za parówki to wiedzcie chociaż, że to były te z Lidla, które według opakowania są naprawdę niekiepskie. Zobaczcie tutaj
Czepiam się dania, bo jakoś nie zgrywa się z moją wizją obiadu, ale na inny posiłek może ujdzie. 

To też tak Wam ku pokrzepieniu, że na świecie są nie tylko mamy, które dają dziecku tylko eko i tylko to co zdrowe. Są też takie, które dają parówkę i posypią ją serem :)

Pozdrawiam

14 komentarzy:

  1. No cóż, my jemy to , na co mamy ochotę :P Czasem jest to bardzo eko, a czasem (rzadko, ale raz się kurka żyje!) czipsy i cola na jakiejś imprezie. A zazwyczaj po prostu normalne jedzenie z przewagą kuchni włoskiej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas zazwyczaj raczej polskie smaki, ale takie odchudzone :)

      Usuń
  2. pomysłowo :D a o tych parówkach z Lidla nie słyszałam w sumie, chociaż w jestem w nim prawie codziennie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To są jedyne jakie mają w miarę znośny skład.

      Usuń
  3. Oj, każdemu od czasu do czasu należy się odrobina kulinarnego szaleństwa :) Pomysłowy obiad, sama bym chyba na to nie wpadła :) Parówki z lidla faktycznie mają sporo mięsa (chyba między 82, a 87%), ale moim zdaniem mają za dużo soli. I najczęściej mam teraz parówki z szynki (93% mięsa). :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba mówisz o parówkach dla dorosłych. Bo te dla dzieci mają 93%. Aż poszłam sprawdzić do lodówki :)

      Usuń
    2. A są w lidlu parówki dla dzieci? Ja mówię o tym, co jest w Szkocji w lidlu, może nasz jest troszkę wybrakowany :p

      Usuń
    3. Zapomniałam, że Ty w innym kraju robisz zakupy ;) w Polsce są takie paróweczki Piratki i wędliny też są. U mnie w lidlu nie leżą obok normalnych parówek. Może u Was też leżą w bliżej nieokreślonym miejscu?

      Usuń
    4. Nie ma u nas takich parówek dla dzieci. Są dwa rodzaje tak z przeznaczeniem dla wszystkich. :)
      A te 93% to ja kupuję z polskiej półki w Tesco.

      Usuń
    5. No to szkoda, że nie macie, bo są naprawdę fajne. Znaczy skład na opakowaniu jest spoko.

      Usuń
  4. Wszystko jest dla ludzi- nawet parówki ;) Oczywiście z umiarem. Moja Hania uwielbia właśnie te lidlowskie i mimo, że rzadko u Nas goszczą w lodówce, to sięgamy tylko po te Nasze sprawdzone. Poza tym raz- nie zawsze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas to tak naprawdę często nie wykorzystujemy całego opakowania, bo on go nie zjada (mimo, że są dzielone na pół). Ale tak patrząc po składach to są jedyne parówki, które mu proponuję.

      Usuń
  5. I tak oto zwykły naleśnik stał się (nie)zwykły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na tym podobno polega kreatywność. Chociaż szczerze mówiąc ja bardzo lubię naleśniki z nadzieniem. Tylko zazwyczaj nadzienie zawijałam w naleśnika i zapiekałam.

      Usuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz.