środa, 16 marca 2016

Pedagog dla wcześniaka

Tytuł wpisu nie myli. Krzyś miał wizytę u pedagoga. Tak dawno temu to było, że już prawie nie pamiętam, ale próbuję podgonić z naszymi relacjami z wizyt. Oczywiście wizyta "na wszelki wypadek", ale byliśmy. A co z tego wyszło?


Bardzo intensywnie zastanawiałam się co pedagog będzie badał u takiego malucha. Zawsze ten specjalista mi się kojarzył z problemami w nauce. Dziecko się źle uczy, nauczyciele bądź rodzice widzą problem i idzie się do pedagoga. A tu się okazuje, że już 1,5 roczne dziecko może iść i być zbadane. Oczywiście nie powie nam na tym etapie czy problemów w nauce nie będzie, ale zwraca uwagę na inne rzeczy.

Nie wiem czy to taki standard, ale nasz PAN pedagog (nasz pierwszy mężczyzna-specjalista) skupił się głównie na chwycie pęsetkowym i tym jak Krzyś radzi sobie z małą motoryką. Znaczy tak mi mówił przez telefon, że temu się będzie przyglądał. A na samej wizycie mówił jeszcze o umiejętności skupienia uwagi itp.

I jak to u takich specjalistów bywa całe badanie polegało na zabawie. Pedagog coś pokazywał i dawał dziecku do zabawy. Wydawał polecenia typu: wrzuć tu zabawkę, wyciągnij zabawkę, daj mi, włóż tutaj.

Naprawdę już kiepsko pamiętam, co dokładnie Krzyś u niego robił, ale co pamiętam to opiszę. Pamiętam taką zabawę z makaronem. Nie wiem skąd ten pan go miał, bo ja w sklepie takiego nie widziałam. Był w kształcie koła takiego do drewnianego woza, czyli z takimi prętami. Do tego makaronu (oczywiście surowego) miał dopasowaną taką małą tubę i Krzysia zadaniem było, żeby włożyć te makaroniki do tuby, a potem wysypać. Trudność polegała na tym, że otwór tuby był bardzo nieduży i trzeba było wykonać ruch precyzyjnie.

Na pewno było nakładanie i zdejmowanie kółek z piramidki. Było rysowanie kredką i wrzucanie do sortera. Z tym sorterem to przeszliśmy kilka poziomów trudności. Pierwszy wkładanie prostych kształtów tak z góry. Potem doszły trudniejsze kształty, a na koniec Krzyś dostał zadanie by włożyć kształty do sortera przewróconego na bok, czyli tak z boku musiał włożyć.

I z takiej części badania więcej nie pamiętam. Wiem, że jeszcze coś było, ale co? Pojęcia nie mam. Za to pamiętam ćwiczenie na chwyt pęsetkowy. Bardzo proste, a już u pedagoga było widać, że fajnie działa.

Ćwiczenie wygląda tak: na kartce papieru rozkłada się ciastolinę i wtyka w nią (prostopadle do dziecka) jakieś wąskie elementy. Nasz pedagog powtykał po prostu te makaroniki. Jakoś to ćwiczenie przemówiło do niego i już pod koniec coraz więcej było tych prawidłowych chwytów. A samo zadanie bardzo prosto można przekształcić w ćwiczenie na rotację dłoni. Wystarczy makaroniki powkładać równolegle do dziecka.

Jeśli ktoś czyta i się zastanawia czym jest ten chwyt i po co nad nim pracować. Jeśli dziecko chwyta bardzo drobne przedmioty między kciuk a wskazujący palec to opanowało samo ten chwyt. Jeśli między kciuk a jakiś inny palec to warto nad tym popracować. Czemu? Żeby dziecko dobrze trzymało, np. długopis, przez co ma ładniej pisać. Tak mi tłumaczył pedagog na wizycie.

4 komentarze:

  1. Hmm... Zatem muszę poobserwować ten chwyt ;]
    PS. ...a Krzyś ostatecznie jak wypadł, jaką opinię wydał pedagog? I kto ci polecił iść w ogóle z nim do pedagoga?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My jesteśmy pod opieką Dziennego Ośrodka Rehabilitacji Neurologicznej i z racji tego każą nam chodzić do różnych dziwnych specjalistów.
      A o tym rzeczywiście zapomniałam napisać: Krzyś wypadł rewelacyjnie. Chyba nie było zadania z którym by sobie nie poradził.

      Usuń
  2. U nas Calineczka jeszcze nie opanowała tego chwytu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ona ma roczek urodzeniowy, to jeszcze chyba ma czas. Nie pamiętam dokładnie, kiedy ten chwyt się u dziecka pojawia, ale wydaje mi się, że na 12 miesięcy, ale korygowanych. Chociaż mogę się mylić.

      Usuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz.