niedziela, 13 marca 2016

Nasze badanie EEG

Wielu z Was wie, że Krzyś musiał poddać się badaniu EEG ze względu na drgawki gorączkowe. O naszych drgawkach pisałam tutaj. Nie mieliśmy tego badania jeszcze w szpitalu, bo wychodziliśmy z infekcją, a ta mogłaby zafałszować wyniki. Ja przeżywałam to badanie bardzo. Obawiałam się, że nie zaśnie i trzeba będzie powtarzać. A jak wyszło? Zobaczcie sami.


Ci z Was, którzy obserwują mnie także na fb wiedzą, że stało się ze mną coś przedziwnego: POMYLIŁAM TERMIN WIZYTY. No właśnie tak. Badanie mieliśmy ustawione na środę, a my się zjawiliśmy w czwartek. Oczywiście ja znalazłam wszystkich winnych tej pomyłki, bo przecież ja jestem nieomylna ;) No i tak stwierdziłam, że to lekarka mi powiedziała, że mamy się zgłosić w czwartek i się tak zgłosiłam (a fakt, że nawet nie spojrzałam do wypisu wolę przemilczeć). I tak czekaliśmy tego feralnego dnia na badanie po czym okazało się, że nasza kolej była wczoraj. Oj, jak dobrze, że mąż jest oazą spokoju.

Udało nam się umówić na jakiś rozsądny termin i już mamy badanie za sobą. Wyniku jeszcze nie mam, bo akurat tuż po naszym badaniu lekarz opisująca wyniki poszła na urlop. Jak fart, to fart. Ale postanowiłam już napisać, bo wyniki zaniesiemy neurologowi do interpretacji w przyszłym tygodniu, a do tego czasu to jeszcze zapomnę jak wyglądało to badanie.

Pierwszym i chyba najtrudniejszym zadaniem było utrzymanie Krzysia bez drzemki. No i pokonanie dystansu dom-szpital bez "zejścia". Ponieważ stwierdziłam, że po pierwsze bez drzemki w domu to mi nie wytrzyma, po drugie na 100% zaśnie w aucie, jeśli mielibyśmy jechać tuż przed badaniem. Może i prawie na wsi mieszkam, ale korki tu też są.

Dlatego postanowiłam, że dzień wypełnimy sobie atrakcjami, tak by drzemka nie wydawała mu się atrakcyjna. I oczywiście dzień zaplanowałam co do minuty. I teraz każdy z Was pewnie pada ze śmiechu - przy dziecku takie planowanie? I jeszcze z taką precyzją? No i słusznie się śmiejecie, bo oczywiście ten mi wstał zamiast o 6 to o 5. Więc dotrzymanie go bez drzemki do godziny 18 uznałam za nieludzkie. Więc jak już ok. 9 padał ze zmęczenia, to go położyłam spać. Oczywiście go obudziłam, ale chyba i tak spał zbyt długo.

Zaplanowałam sobie obiad na mieście. Wybrałam miejsce przyjazne dzieciom. I nawet się chwalili, że mają specjalne menu dla dzieci. No więc obudziłam Krzysia tak byśmy zdążyli dojechać na miejsce zanim on zrobi się głodny. Oczywiście znów się nie udało, bo sobie wymyśliłam, że przecież akurat teraz będzie ten pierwszy raz kiedy nie zabłądzę i miałam czasu tak "na styk".

Powiecie jak można zabłądzić z nawigacją? Wystarczy być mną i z Białołęki na Pragę jechać Wisłostradą :) Dla nieznających Warszawy: Białołęka i Praga są po prawej stronie Wisły, a Wisłostrada po lewej. No i oczywiście Krzyś mi zdążył zgłodnieć i w podróży dostał jakąś przekąskę, więc na obiad już takiej chrapki nie miał. No, ale obiad to by był temat rzeka. Ogólnie Krzyś był grzeczny, tylko lokal mnie rozczarował.

Jak zjedliśmy udaliśmy się do sali zabaw. Wybrałam taką, która była blisko szpitala. Stwierdziłam, z resztą słusznie, że w takim miejscu sen będzie ostatnią rzeczą, o której będzie myślał. Był tak zajęty zabawą i bieganiem po takich miejscach, które matkę przyprawiały o szybsze bicie serca (bo ja mam lęk wysokości), że o spaniu zapomniał.

I z tej sali zabaw ruszyliśmy prosto do szpitala. Trochę potem żałowałam, że nie poszliśmy na spacer. Bo pod wpływem tych emocji był taki pobudzony, że bardzo się obawiałam czy on zaśnie. Chciał tylko do zabawek, i tylko się bawić. Ale na szczęście szpitale dziecięce pełne są obrazków na ścianie i udało mi się go jakoś wyciszyć.

Ale niestety niewystarczająco. Kiedy weszliśmy do gabinetu pani technik (a może powinnam napisać techniczka) założyła mu czepek, który miał za zadanie odebrać te sygnały czy impulsy, które miały zostać zbadane. Oczywiście Młody walczył z czepkiem i przy okazji wpadł w histerię. W sumie to dobrze, że ciągle jeszcze przed snem pije mleko z butli. Mąż na szybko przygotował mleko i tak się go udało uspokoić na tyle, żeby w ogóle powróciła nadzieja na powodzenie badania. Jakoś się udało. Popisałam się swoim wokalem marnej jakości i zasnął.

Czy się badanie udało? Tego nie wiem. Mam nadzieję, że tak. I mam nadzieję, że to, że trzymałam go całe badanie na rękach, a on jeszcze długo łkał przez sen nie zafałszuje wyniku i wszystko się uda a na wyniku będzie napisane: ZDRÓW JAK RYBA I SIĘ NIE MA CO MARTWIĆ. Teraz pozostaje tylko czekać na wynik, zanieść do neurologa i niech mi powie co tam jest napisane.

8 komentarzy:

  1. Daj znać później jak wyniki :) jak czytałam opis swojego to wymyślenie "co autor miał na myśli" było niezłą zagwostką

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się nastawiam, że dopiero jak pójdę do neurologa to się dowiem czy jest dobrze.

      Usuń
  2. Musi być dobrze i wierzę, ze tak będzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Choć były chwile zwątpienia to teraz widzę, że wszystko jest dobrze. Krzyś bardzo przeżył pobyt w szpitalu, ale wraca powoli stary ład.

      Usuń
  3. :)) mam nadzieję, że wyniki będą ok!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam kciuki i koniecznie napisz. Od 2 tyg.noszę się z zamiarem napisania do Ciebie w sprawie planu dnia i ciągle coś...

      Usuń
    2. W przyszłą środę mamy neurologa to ona mi wszytko wyjaśni. Taką mam nadzieję, bo z tego co słyszałam samemu to człowiek nie dojdzie czy jest dobrze czy jest źle.

      Usuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz.