wtorek, 16 lutego 2016

Powrót do normalności po szpitalu

Tak teraz dużo piszę o tym szpitalu. I nawet Wprost pisał o naszym pobycie w szpitalu (tutaj macie link - tyle, że artykuł płatny). Napisali, o tym bo więcej nie wyłuskali ode mnie nieszczęść. Ja w przeciwieństwie do innych mam, które się wypowiadały wszystkie wizyty odbywałam i dalej mam na NFZ. Więc jakoś się da. Łatwo nie jest, ale się da.


Wracając do tematu. Ze szpitala wyszliśmy prawie dwa tygodnie temu, a dopiero teraz nasze życie zaczyna wracać do normy. Do tej pory nie było łatwo. Krzyś był zagubiony, marudny, a o spaniu to nawet nie chce mi się pisać. Budził się z wrzaskiem co 1-1,5 godziny. I fajnie było jak zasnął po przytuleniu czy nawet mleku. Ale często zdarzały mu się kilku godzinne przerwy w śnie nocnym. Nie muszę mówić, że chodziłam na rzęsach. Oj, odzwyczaiłam się już od takiego nocnego wstawania i bujania i tulenia.

Nic nie pomagało. Braliśmy do siebie, tuliliśmy i nic. Nawet byłam z nim u lekarza. Może coś mu jest. Ale ona niczego nie stwierdziła. Na początku myślałam, że to jeszcze ten wirus go męczy. I w sumie to pewnie też miało wpływ, ale wirus poszedł, a problemy zostały. Więc jak wrócić do normalności po pobycie w szpitalu?

Na szczęście chyba (oczywiście mąż się zezłości, że tak piszę, bo jak napiszę, że już jest dobrze to się znów popsuje) jesteśmy na dobrej drodze. Krzyś znów jest pogodny i nie daje nam tak mocno popalić. Sama szczerze mówiąc nie wiem co było przyczyną tych histerii i wiecznego marudzenia.

Szczerze mówiąc myślałam, że Krzyś wróci do domu i będzie tak szczęśliwy, że o szpitalu zapomni. I fakt, jak wpadł do domu to od razu odwiedził wszystkie kąty i każdą ulubioną zabawką się bawił. I ten dzień nie był taki zły. Potem było coraz gorzej. W ogóle nie akceptował taty. Swojego ukochanego towarzysza najfajniejszych zabaw. No nawet spojrzeć nie chciał. Potem doszły te bezsenne noce... Prosto, łatwo i przyjemnie nie było.

Oczywiście ja zaatakowałam problem z wielu stron.

Rytuały i stały plan dnia

Stali czytelnicy pewnie pamiętają wpis o stałym planie dnia. A jeśli nie dało się tego odczuć w tamtym poście, to dziś wyznam szczerze, że jestem absolutnie obłąkana w tej kwestii. Ostatnio przyjaciółka przypomniała mi, że na początku plan dnia miałam rozpisany co do minuty. I tak było. Teraz się to zmieniło. Znaczy zmieniło się tyle, że plan już nie wisi na lodówce i nie straszy gości :)

Jestem w tej kwestii "świruską", bo naprawdę widzę tego ogromne korzyści. Oczywiście, że wynikają też z tego różne ograniczenia, ale moim zdaniem podstawą jest dobra organizacja i planowanie.

Ale wracając do tematu: co poradniki mówią o stałym rytmie dnia? Mówią, że budują u dziecka poczucie bezpieczeństwa, bo wiedzą co się będzie działo dalej i nic ich nie zaskakuje. A poczucie bezpieczeństwa wpływa na wszystko: dziecko jest mniej płaczliwe, lepiej śpi, je i wszystko robi lepiej ;) A tak zupełnie serio to u nas działa. I ja naprawdę widzę różnicę w zachowaniu Krzysia, kiedy z jakiś powodów odejdziemy od stałego rytmu dnia.

I teraz powoli wracaliśmy do stałego rytmu. Bez spacerów w szpitalu mój maluszek zaczął dwa razy domagać się drzemki. Przy czym za drugim razem już nie umiał zasnąć. Dlatego postanowiłam odświeżyć stare metody.

Masaż Shantala

W sumie to kiedyś myślałam, że jest to masaż rehabilitacyjny i leczniczy, bo pokazali nam go na rehabilitacji. Teraz wiem, o nim dużo więcej i wiem, że jest odwrotnie: to jest masaż relaksacyjny, który jest wykorzystywany w wielu terapiach. Ale ten masaż w swoich korzeniach to nic innego jak technika jaką wykorzystują hinduskie matki do masowania swoich dzieci. Kiedyś też myślałam, że to tylko dla niemowląt, ale teraz już wiem, że w ten sposób masuje się także dorosłych.

A, że masaż świetnie wycisza i uspokaja i zawsze bardzo dobrze działał na Krzysia postanowiłam do niego wrócić. I w sumie to z całą parą, bo wstawiłam masaż w nasz grafik. Tylko na samym początku masowałam Krzysia codziennie, ale wtedy jeszcze myślałam, że to są takie nasze ćwiczenia. I jak się potem okazało szkoda, że nie wiedziałam tyle ile wiem teraz, bo to co mi pokazano nie dawało szansy na wykorzystanie 100% możliwości tego masażu. Ale o tym może innym razem.

I znów zobaczyłam, że ten masaż świetnie na Krzysia działa. Dwa czy trzy masaże i widać było znaczną poprawę w zachowaniu. Kilka masaży więcej i znów przesypia noce. No cóż, mój syn nie potrafi się sam uspokoić i wyciszyć. Słyszałam legendy, że takie dzieci istnieją, ale moje dzieciątko do tego grona nie należy. 

Teraz w sumie mówię, że idziemy się masować, a ten biegnie do pokoju i łapie za oliwkę. Nawet nie zdążę dobrze kocyka rozłożyć, a on już na nim siedzi i czeka na masaż. Jest to dla mnie o tyle zaskakujące, że ostatnio kiedy masowałam go codziennie on jeszcze nie był mobilny. A potem masowałam go tylko sporadycznie to i takiej reakcji nie mogłam zauważyć.

Dużo, dużo miłości i cierpliwości

To ostatnie to nie jest taka prosta sprawa, jak dziecko się budzi jak tylko zdążysz zasnąć i jeszcze nie chce zasnąć kilka godzin. Ale wiadomo, że i dorosłego pobyt w szpitalu może wybić z równowagi, a co dopiero mówić o dziecku, które nawet nie rozumie dlaczego się tam znalazło?

Trzeba tulić, kochać i czekać,  aż ten pobyt przetrawi i o nim zapomni.

A na razie mam nadzieję, że tych doświadczeń nikt z nas, ani my ani wy, nie będzie wykorzystywał w przyszłości. Jak najdalej od szpitali!!!

4 komentarze:

  1. Stały plan dnia to taki Twój "Sposób na Krzysia" (parafrazując tytuł pewnej książki). Ważne że się sprawdza i wracacie na właściwe tory :) dużo zdrówka i niech szpitale trzymają się od nas z daleka ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może i sposób na Krzysia, ale polecam każdemu.

      Usuń
  2. Pamiętam jak ze starszą córką wylądowałam w szpitalu na tydzień, co prawda była młodsza od Krzysia, bo miała 2 mc, ale ok mc dochodziła do siebie, ciągle spała jak się okazało potem odsypiała szpital.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, dla takich dzieciaczków szpital to nic przyjemnego.

      Usuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz.