piątek, 15 stycznia 2016

Pierwsze warzywa - przepis

Uświadomiłam sobie, że w sumie to nie pisałam o tym jak przyrządzałam te pierwsze warzywa dla Krzysia. Nie było ich wiele, bo szybko przerzuciłam się na słoiczki, ale mam kilka spostrzeżeń i chcę się nimi podzielić.


 Wiem, że teraz jest taki pęd, że mama musi wszystko robić sama. Od chleba zaczynając na posiłkach dla rodziny kończąc. Więc gdy maluch wchodzi w etap rozszerzania diety to "oczywistym" jest, że taka mama musi gotować sama. Ja mam nieco odmienne zdanie, o czym pisałam tutaj - KLIK.

Ale wracając do tego o czym chciałam dziś pisać: pierwsze warzywa. Przed rozpoczęciem rozszerzania diety przekopywałam internet w poszukiwaniu wytycznych, kiedy jakie warzywo można. I znalazłam. Znalazłam tego dużo i wszędzie pisali co innego. Zgłupiałam i przestałam czytać. Dalej robiłam po swojemu (czyli jak zawsze). Teraz uważam, że jeśli naprawdę człowiek chce wiedzieć kiedy i co można podawać, to warto się wybrać na wizytę do dietetyka, który się w dzieciach specjalizuje. Ale bez tego też się da. Podobno niewiedza jest błogosławieństwem ;)

Pierwsze warzywa

Gdybym dziś miała rozpoczynać rozszerzanie diety po kolei wprowadzałabym:

  • brokuł
  • ziemniaka
  • cukinia/kabaczek
  • szpinak
  • dynia
  • marchewka
A czemu tak? Bo to najlepiej przyswajał. Z tą nieszczęsną marchewką mieliśmy sporo problemów, bo mimo, że wszyscy od niej zaczynają, to okazuje się, że sprawia ona problemy. Szczególnie natury pieluszkowej. A na dodatek z tych warzyw to chyba marchewka uczula najczęściej. Ale to takie moje prywatne obserwacje co i jak przyswajał.

Jak przygotować pierwsze warzywa?

Po pierwsze gotujemy, najlepiej na parze. Bez soli i przypraw. Na to przyjdzie jeszcze czas. Nie jestem specem od przygotowywania żywności, ale mi babcia zawsze tłumaczyła, że jak chcemy, żeby witaminy z warzywa przeszły do zupy to kroimy drobno, jak mają zostać w warzywie to nie kroimy, albo kroimy na duże kawałki. I taką też się zasadą kierowałam.

Gotujemy na parze

Jeśli gotujecie na parze to pamiętajcie, że warzywa mają też dostarczyć witaminy rozpuszczalne w tłuszczach. Dlatego ten tłuszcz trzeba dodać. Mi pediatra powiedziała, żeby do rozdrobnionego warzywa dodać pokarmu kobiecego, ale pewnie jak dziecko jest na mieszance to mieszankę też można. 

Takie rozwiązanie ma jeszcze jedną zaletę. Dziecko czuje nowy smak, ale z dodatkiem czegoś co zna i lubi. Dlatego, podobno, dzieci jedzą chętniej takie posiłki zakropione mlekiem. Czy tak jest to nie wiem, bo u nas wszystko znikało zawsze, bez względu na to czy było z mlekiem czy bez.

Gotujemy w wodzie

Można oczywiście dziecku zrobić też "zupkę". To nasze warzywko gotujemy w wodzie z dodatkiem tłuszczu. Może być odrobina masła, czy oliwy lub oleju rzepakowego niskoerukowanego. Na koniec możemy warzywo rozdrobnić w tej naszej wodzie (więc nie może być jej za dużo) i podać dziecku.

Na zapas

No i tu się pojawia pytanie: czy przygotowywać dziecku codziennie te pół marchweki, czy jedną różyczkę brokuła? No to już indywidualna sprawa. Ja się poddałam i podawałam słoiczki. I teoretycznie nie powinno się dziecku przed 1 rokiem życia podawać mrożonego. Podejrzewam, że i pasteryzowane to tak średnio, ale gotowanie codziennie tak niewielkich ilości jedzenia bywa uciążliwe. Szczególnie jak do tego jest jakiś skok albo zęby.

Ja przygotowywałam na zapas. Mroziłam. Robiłam danego dnia, część mroziłam i tak miałam na 3 dni. A w czym mrozić? Wykorzystałam foremki do robienia lodu. I tak moje dziecko dostawało marchewkę w serduszkach ;)

Czemu nie pasteryzowałam? Podobno lepiej, ale nie miałam tak małych słoików, żeby pasteryzacja miała sens. 

I mimo całej swojej sympatii do BLW dziś również zaczęłabym od papek. Dlaczego? Bo ewidentnie potrzebował już nowych pokarmów, a jeszcze nie siedział. Ale gdyby siedział to bym podawała do rączki. Tylko co wtedy z tym tłuszczem? Podejrzewam, że przy takim prawdziwym BLW od początku tak niewiele trafia do buzi, że to nie ma znaczenia :)

I jeszcze tak na zakończenie: od przyszłego miesiąca chcę wprowadzić jeszcze jeden stały wpis. Będzie się nazywał: Apki dla matki. Ja uwielbiam możliwości jakie dają nam aplikacje i często znajduje przeróżne i przedziwne i chcę się tym podzielić. A czemu dziś o tym wspominam? Bo przez to zmienię datę publikacji przepisów.
  • 10-tego każdego miesiąca - APKI DLA MATKI
  • 20-tego każdego miesiąca - PRZEPISY
  • 30-tego każdego miesiąca - POSTĘPY DANEGO MIESIĄCA

12 komentarzy:

  1. Dziękuję za ten post. Mój Mały Książę ma prawie rok, ale długo go karmiłam samą piersią. Potem powolutku zaczęłam mu rozszerzać dietę. Za Twoją radą zaraz mu ugotuję warzywka na parze :) Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Idealnie się wstrzeliłaś z tematem, my rozszerzamy na maxa naszą dietę i nie ma szans, bym gotowała codziennie. Jedząc łyżeczką schodzi nam pół dnia, więc gdyby nie babcia Osków, która gotuje Im zupki to byłoby krucho :/ i też czasem mrożę, ale w pojemnikach, w których przechowywałam odciągnięte mleko ;) i też daje słoiczki, najczęściej owoce. To przy okazji, kiedy wprowadziłaś krowie mleko? Kiedy i czy podałaś twarożek? Jak podawałaś żółtko? I czy dawałaś surowe jabłuszko? Dobra, o więcej nie pytam, bo w tym temacie co można jeść i kiedy to tak jak Ty przeczytałam wiele i sam mętlik teraz mam :/ jednych opinia wyklucza innych :/ a swoją drogą ściskamy Was ciepło w ten śnieżny dzień :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A patrz tuż przed pisaniem posta myślałam o tym, że dawno Was nie odwiedzałam na blogu :)
      - krowie mleko - w takiej wersji do picia czy do płatków to jeszcze nie dostaje. Bo w sumie to w poradniku żywienia niemowląt piszą, że przed 1 rokiem życia nie wolno, ale wolno przetwory z mleka. Masz post o tym mleku tutaj http://www.wczesniakicodalej.pl/2015/03/poradnik-zywienia-cz3.html
      - przejrzałam posty z naszymi jadłospisami i chyba pierwszy twarożek dostał pod koniec 8 miesiąca. To był twarożek z owocami.
      - żółtko rozdrabniałam i mieszałam z obiadem, a potem jak już siedział to do rączki
      - surowe jabłko podałam bardzo wcześnie, bo miał problemy natury pieluszkowej i pediatra kazała od razu jabłko podać.

      To u Was śnieg? U nas się tylko rozpuszcza :)
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. U nas od rana padają piękne duże płatki śniegu :) z okna widać jak wszystko ślicznie pokrył lekki śnieg, uwielbiam ten widok, jest tak "czysto" :) zaraz zapalą latarnie i będzie magia :) nawet bałwana ktoś już ulepił ;) zaraz nadrobie zaległości odnośnie mleka, bo już bym ten twaróg podała, chociaż nadal nie pojmuję mleko nie ( to wiedziałam, ale..) a przetwory tak, hmmm.. A to surowe jabłko smakowało Twojemu smykowi? Moi to nawet łyżeczki nie zjedli, a przetworzone uwielbiają ;) a jeszcze, lubił kaszki zbożowe? Jakie podawałaś?

      Usuń
    3. ...a jeszcze o piciu nic nie było ;) jakieś podpowiedzi? Herbatki dla niemowlat u nas odpadają :/ soki pije tylko Szymek, woda? Nudaaaa ;)

      Usuń
    4. Zacznę odpowiadać od końca :)
      Do picia Krzyś akceptuje tylko wodę i mleko. Mleko dostaje wieczorem przed snem i czasem rano jak sobie Książe zażąda.

      Surowe jabłko zaczęło mu smakować dopiero jak zaczęłam ścierać na plastikowej lub szklanej tarce. Jak tarłam na takiej metalowej to mu nie szło. A o tej plastikowej to mi mama powiedziała, że dzieciom tylko na takiej można trzeć, bo inaczej niszczy się witamina C.

      O kaszki to mnie nie powinnaś pytać, bo ja jestem wyrodna matka i podawałam te instant. Próbowałam gotować zwykłe, ale on tyle nie mógł czekać, żeby się ugotowało. Zanim zrobiłam to już wpadał w taką histerię, że o jedzeniu zapominał i już nie chciał. A na taką instant to wodę rano odstawiał mąż jak wstawał, ja miałam taką akurat do zrobienia kaszki. Wsypywałam, mieszałam i gotowe i jadł.

      Co do tych przetworów to naprawdę polecam ten poradnik do którego linkowałam wyżej.

      Usuń
  3. My zaczeliśmy od marchewki, ziemniaczki i dyni. Najpierw matka kupowała słoiczki, a później zaczęła gotować ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba dużo mam tak zaczyna. Z perspektywy czasu myślę, że bym w tej kwestii nic nie zmieniła i też zaczęła od słoiczków.

      Usuń
  4. my też mieliśmy przez marchewkę problemy kupkowe i muszę powiedzieć, że u nas najlepiej wchodziły właśnie brokuły:) ziemniakami to pluli dalej niż widzieli :) a to.. no Wiadomo. słodkie. do dizś im zostało :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój czasem z obiadu to tylko ziemniaki wyjada. Potrafi zjeść 2-3 spore ziemniaki. Wydaje mi się, że to całkiem sporo.
      A fenomenu marchewki zupełnie nie rozumiem. Wszędzie każą zaczynać od niej, a sami lekarze mówią, że często sprawia problemy. Ale zapytaj tego samego lekarza i też Ci powie, że zaczynamy od marchewki...

      Usuń
  5. Kiedy Oluś był malutki też zaczynałam od samodzielnego przygotowywania i gotowania na parze pierwszych warzyw. Szybko jednak przeszłam na słoiczki i wcale tego nie żałuję. :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz.