sobota, 9 stycznia 2016

Lekarze tego tygodnia

W tym miesiącu przed nami wiele wizyt u specjalistów. I teraz naszła mnie taka refleksja: i na co nam to wszystko? Wchodzę do gabinetu, pytają co jest dziecku, a ja odpowiadam: no tak nam się kazali tu pokazać, to przyszliśmy.


W tym tygodniu byliśmy u lekarza fizjoterapeuty i psychologa. I w sumie to sama nie wiem po co my tam jeszcze chodzimy. Bo z jednej strony mówią, że już tu nic nie widzą, a z drugiej każą przychodzić na koleją wizytę.

I o ile u fizjoterapeuty to już nawet o nic nie pyta, bo sama widzi, że się ładnie rozwija. O tyle u psychologa byliśmy drugi raz, i o wiele rzeczy pytała. A mi się już nawet nie chciało opowiadać, no bo sama widzę, że jest wszystko dobrze.

Ona mnie dopytuje czy z tym czy z tamtym jest problem, a ja ciągle mówię, że nie. Umie to czy tamto. Doszukała się tylko, że szybko przerzuca się z jednej zabawki na drugą i nie podejmuje czynności, które mu nie wychodzą. Ale jak sama powiedziała, to nie jest żadne zaburzenie, to jedynie coś nad czym można teraz trochę popracować, żeby mu było w życiu łatwiej.

Ale na koniec powiedziała, że ogólnie to wszystko jest w porządku. A ja po każdej takiej wizycie myślę sobie o kolejkach jakie są do specjalistów. I może ktoś bardziej potrzebujący niż my się na wizytę nie dostał...

A czasem nachodzą mnie inne myśli: każą nam przychodzić, bo uważają, że warto go jeszcze poobserwować. A może życie pokazuje, że coś się z takimi dzieciakami jeszcze dzieje później? Więc chodzę pokornie na te wszystkie wizyty, ale przyznam szczerze, że mam już dość.

Chciałabym wreszcie zapomnieć o tym wszystkim co mu groziło, o tym co mi spędzało sen z powiek. Teraz jestem na takim etapie, że już nawet nie czytam co on powinien umieć, bo mnie to nie interesuje. Wiadomo, że u każdego dziecka znajdzie się coś czego jeszcze nie umie, a w książce piszą, że powinno. A ja mam serdecznie dość martwienia się o to jakie może mieć zaburzenia. Bacznemu przyglądaniu się na każdy jego gest, bo może o to zapytają, może to ma jakieś znaczenie.

Jak wiecie nasze życie nie toczy się może idealnie, bo ja bez pracy, ale potrzebuję się po prostu, zwyczajnie cieszyć życiem i tym co mam. A ci lekarze mi ciągle przypominają jak bardzo źle mogło wyglądać nasze życie.

6 komentarzy:

  1. My wczoraj mieliśmy mieć kolejną wizytę u tej "cudownej" rehabilitantki. Zadzwoniłam że mi akumulator padł przez te mrozy co były i nie przyjedziemy. Odpuszczam. Ćwiczę z nim sama w domu i zaczynam widzieć efekty :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dobrze, że widać efekty. A myślałaś, żeby raz na jakiś czas spotkać się z innym rehabilitantem?

      Usuń
  2. Doskonale Cię rozumie! U Nas podobnie, pokonuje x kilometrow, a wyprawa z Trojakami to juz wyczyn, by w gabinecie usłyszeć, że jest ok, ale za x czasu mamy przyjść jeszcze raz, pytam po co i słysze, że to wcześniaki i oni nie wypuszczają dzieci z poradni nim nie skończą roczku po skorygowaniu, a że poradni kilka, to tak jeżdzimy.. Jakbym miała nie pojechać to znowu martwie się czy dobrze robie, bo skoro kazali przyjechać, heh

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze wiedzieć, że to nie tylko moje odczucia.

      Usuń
  3. Doskonale Cię rozumiem. Wiele razy czułam się tak jak Ty teraz. Chyba nikt nie lubi chodzić od lekarza do lekarza. To nic przyjemnego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znaczy różnie bywa, bo pod gabinetem psychologa był płacz, że dziewczynka chce już iść i pobawić się tymi super zabawkami :)

      Usuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz.