czwartek, 21 stycznia 2016

Kiedy z dzieckiem robi się łatwiej?

Możecie się mi dziwić, ale był taki czas, kiedy przeszukiwałam sieć chcąc znaleźć odpowiedź na to pytanie: Od kiedy z noworodkiem robi się łatwiej? Oczywiści odpowiedzi nie znalazłam, albo znajdowałam takie typu: podobno najgorsze jest pierwsze 18 lat, potem jakoś idzie znieść. Dziś wiem czemu nie znalazłam jednoznacznej odpowiedzi.


Dziś wiem czemu nie ma jednoznacznej odpowiedzi: każde dziecko, każdy noworodek jest inny. I tu nie ma reguły. Tak wiele jest czynników, że aż głowa boli. I też trudno jest wybrać ten moment, kiedy zrobiło się łatwiej.

Bo też co znaczy łatwiej? Jest nas tu wiele mam wcześniaków. My jak nikt inny rozumiemy jak dzieci się mogą między sobą różnić. I my jak nikt inny rozumiemy jak różna może być definicja słowa: ŁATWIEJ.

Moje pierwsze "łatwiej" - szpitalne "łatwiej"

Kiedy on był w szpitalu wydawało mi się, że nic gorszego mnie w życiu nie spotkało. Tak wiele pytań, o jego stan zdrowia, o to czy  w ogóle możliwe jest, że on będzie zdrowy. Pierwsze łatwiej przyszło kiedy w sumie nic się nie działo. Nie było wylewów, retinopatii, problemy z oddychaniem się uspokoiły. Zdecydowanie było mi łatwiej ze świadomością ile złego go ominęło. 

I człowiek może się spodziewa, że to powinien być koniec. Przecież już nic gorszego się nie stanie. A przecież słowa "Idziecie do domu" powinny być najszczęśliwszym dniem naszego życia. O tym dlaczego tak nie było pisałam tutaj - KLIK.

Moje drugie "łatwiej" - karmienne "łatwiej"

Wiele miałam problemów i rozterek, ale na samym początku poza poczuciem winy, problem karmienia piersią spędzał mi sen z powiek. I to dosłownie. Bo przecież trzeba było w nocy wstawać co 3 godziny, nakarmić (ok. 40 minut) i odciągnąć pokarm na następny posiłek (razem z umyciem i przygotowaniem wszystkiego na następne karmienie ok. 40 minut). Jak ktoś szybko liczy to wie, że przez to spałam ok. 1,5 godziny ciągiem. Oczywiście, że tych sesji snu było kilka, ale przez to chodziłam na rzęsach. 

Więc moment przestawienia go na pierś był wybawieniem. Szczególnie kiedy się przekonał do karmienia na leżąco. O to było czyste wybawienie. Nagle okazało się, że można otworzyć bufet całodobowy i być bardziej wypoczętym. 

Moje trzecie "łatwiej" - z poczuciem winy "łatwiej"

Kiedy osiągałam kolejne małe sukcesy, kiedy zaczęłam się lepiej porozumiewać z moim dzieckiem to jakoś z "absolutnie winnej" przeszłam do fazy "nieumyślnego spowodowania". W tej fazie tkwię do dziś, ale jakoś daję radę z nią żyć. Nachodzą mnie różne myśli, a co by było gdyby.... ale odchodzą tak szybko jak przyszły.

Nie, nie pokonałam poczucia winy. Nauczyłam się z nim żyć i już mu nie pozwalam przesłaniać całego świata.

Moje czwarte "łatwiej" - rozwojowe "łatwiej"

Był czas, kiedy martwiłam się jego rozwojem. Dziś wiem, że zupełnie nie skupiałam się na poznaniu jego osobowości, tylko na wynikach. Dobijały mnie komentarze typu: on przecież nie może zostać na etapie 3 miesięcznego dziecka (miał wtedy pół roku). Kiedy chwilę po tych słowach przyszedł nagły zwrot akcji - Krzyś się otworzył, chętniej współpracował, stał się bardziej ciekawy świata. Zmiana przyszła nagle i oczywiście każdy specjalista sobie przypisywał zasługi. Lecz ja, patrząc z perspektywy czasu jestem pewna, że otworzył go masaż. 

To nie może być zbieg okoliczności, że rozpoczęliśmy wtedy masować się częściej i ja zaczęłam się w tym kierunku doszkalać. A po jakimś czasie on nagle się uspokoił, wyciszył i zaczął badać świat. Tak, dziś jestem pewna, że to dzięki masażowi Shantala poszło nam łatwiej. Nam obojgu zrobiło się łatwiej, bo razem z tym czwartym "łatwiej", przyszło trzecie "łatwiej". A może z trzecim "łatwiej" to czwarte? Kto wie.

Moje piąte "łatwiej" - płaczliwe "łatwiej"

Jak już się uwolniłam od nieustannego obwiniania siebie, to i się skupiłam bardziej na odkrywaniu co ten młody człowiek ma do powiedzenia. I im więcej rozumiałam, tym mniej on płakał. Tu pomógł mi "Język niemowląt" no i wewnętrzny spokój, jaki dały mi  moje poprzednie "łatwiej". Ustaliliśmy też stały rytm dnia i jakoś zaczęłam ogarniać ten chaos. 

Moje szóste "łatwiej" - obiadowe "łatwiej"

W chwili, kiedy do naszego życia wkroczyło BLW ja - mama - zaczęłam jeść ciepłe posiłki. Dziś, kiedy w restauracji dostałam prawie zimne przypomniało mi się ile czasu musiałam jeść zimne. O ile w ogóle miałam czas na jedzenie. 

Dla mnie nie ma nic gorszego niż zimne jedzenie. Zimna kawa mi tak nie przeszkadzała, ale zimny obiad... nie... to była bardzo przyjemna zmiana.

Moje siódme "łatwiej" - samotne"łatwiej"

No wybaczcie za to samotne, ale nie wiem jak to określić. Chodzi mi o to, że dopóki nie zaczął raczkować wszędzie trzeba go było przenieść, ciągle z nim być. A razem z raczkowaniem przyszła era "Mamo, chcę być chwilę sam". Oczywiście chwila to chwila, a nie godzina, ale nawet ten momenty były przyjemną odmianą. Kiedy mogłam siedzieć z boku i tylko mu się przyglądać, a jednocześnie mogłam pić CIEPŁĄ kawę, albo nawet kawałek książki przeczytać.

Moje ósme "łatwiej" - porządkowe "łatwiej"

Chwila w której zyskałam pomocnika w pracach domowych była naprawdę miłą odmianą. Wiadomo, że na początki nie pomagał (o ile teraz wycieranie przetartego stolika swoją rączką jest niezbędną pomocą) to chociaż był zainteresowany na tyle, że mogłam coś ogarnąć. Jeszcze wtedy o sprzątaniu nie było mowy, bo jego zainteresowanie nie trwało wystarczająco długo, ale chociaż dało się wejść do domu :)

Moje dziewiąte "łatwiej" - komunikacyjne "łatwiej"

Stali czytelnicy wiedzą, że choć mówi sporo, to oczywiście nie mówi jeszcze pełnymi zdaniami, ale można się z nim już dogadać. Takim przełomowym dla mnie momentem było kiedy zaczęłam go pytać co woli: rzecz A czy B. Ograniczyło to jego frustracje w różnych kwestiach, a mi pozwoliło go poznać jeszcze lepiej. Bo teraz wiem co lubi, a czego nie.

No i teraz nasza komunikacja jest na wysokim poziomie, np. chce mu się spać to podchodzi do drzwi i tak sygnalizuje, że już idzie do siebie. Albo można go po prostu zapytać: Czy jest już śpiący i odpowiada, po swojemu, ale my rozumiemy.

Moje dziesiąte "łatwiej" - senne "łatwiej"

I coś na co pewnie większość was czekała przez cały post: kiedy zaczął przesypiać noce. Nie mogę powiedzieć, że już, bo czasem się jeszcze obudzi, ale mam i za sobą noce przespane w całości. Ale to zazwyczaj są zęby czy nadmiar emocji, czyli często ;) Ale taka przespana noc... jest dziwna. Zasypiasz wieczorem i budzisz się rano? Przy takich nocach i tak się budzę, bo nie mogę uwierzyć, że już tak długo śpię :)

Bardzo się starałam, żeby mi nie wyszedł dekalog, ale jakoś tak mi się napisało. Ciekawa jestem czy macie swoje własne "łatwiej" i które was najbardziej ucieszyło?

16 komentarzy:

  1. Ładnie to napisałaś, poukładałaś, posegregowałaś, czytając ma się wrażenie, że jest Ci ŁATWIEJ :) jakby jakiś duży etap był za Wami :) zatem to co przyjdzie nowe niech będzie łatwiejsze!
    Czytajac miałam wrażenie, że tych Twoich łatwiej, u Mnie mniej, bo jakby jedno całe - zaczynam jakby wracać do gry, widzę to po sobie i moim otoczeniu :) ale jeszcze chwili, małej pptrzebuje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo ja już tak działam. Jak mam problem, z którym jest mi ciężko się zmierzyć, to go sobie rozkładam na drobne elementy i pokonuję takie mniejsze trudności - jedną po drugiej.

      Usuń
  2. :D ech no przychodzą te etapy "łatwiej" :) choć potem pojawiają się też nowe wyzwania i jest "trudniej". A potem się je opanowuje i znowu jest łatwiej. Sinusoida bez końca... Pozdrawiam ciepło :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Umiesz wesprzeć :D Ale dobrze, że wiem, tym bardziej się cieszę z chwilowej górki :)

      Usuń
  3. Bardzo podnoszące na duchu są te wszystkie "łatwiej". A przecież dobrze wiemy, że z dzieckiem nigdy nie jest łatwiej - jest po prostu inaczej. Każdy dzien stawia przed nami nowe wyzwania. I choć są "łatwiejsze", to w rzeczywistości są po prostu "inne". Oby jednak te inne nigdy nie oznaczały dla nas - mam - "złe" :) Samych "dobrych" życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja wciąż, cierpliwie czekam na to komunikacyjne ,,łatwiej". Olisiek ma dwa lata i słownik bardzo ubogi, posługuje się głównie gestami, co również ułatwia sprawę...Rozumie wszystko doskonale, nie ma problemów z okazywaniem uczuć, emocji. Wszystko w swoim czasie:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A no to my na takim właśnie etapie jesteśmy. Ale to i tak dla mnie duża ulga.

      Usuń
  5. Mam wrażenie, że z każdym nowym etapem, z każdą nową umiejętnością jest trudniej :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, zapomniałam napisać, że z biegiem czasu zmiana pieluszki wymaga nie lada wysiłków. A i dom trzeba zabezpieczyć.
      Czyli podsumowując: dla równowagi razem z jednym łatwiej, przychodzi też inne trudniej :)

      Usuń
  6. Hmm u nas zrobiło się łatwiej jak Olek usiadł - bo zaczął się sam dłużej bawić. Ale jak tylko do siedzenia doszło pełzanie, raczkowanie i wstawanie - to znowu jest trudniej, bo muszę mieć non stop oczy dookoła głowy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zadziwiające jak szybko nasze dzieciaki potrafią dosięgnąć do przedmiotów zabronionych :)

      Usuń
  7. To łatwiej takie trochę na wyrost :). A poważnie nie jest jakoś nadzwyczaj trudno ale są chwile kiedy w tym łatwiej jest gorzej właśnie. Kiedy z KP przeszłam na Mleko Humana te miliony pytań z każdej strony, kiedy mały trafił do szpitala z bakterią, kiedy chorowali na zmianę z córką...poza tym było raczej do przodu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zawsze sprawa indywidualna. U mnie dzięki temu, że wyłapałam takie drobne łatwiej jakoś dałam radę depresji. Cieszy mnie, że wiele mam nie przechodzi tego tak ciężko jak ja. Jednak niestety wiele jest gdzieś na skraju depresji i dla nich zauważenie każdego takiego łatwiej to duże osiągnięcie.

      Usuń
    2. Ja na skraju depresji (a może nie był to już skraj a dalej) byłam w chwili kiedy po problemach zdrowotnych skończyło mi się mleko, tak po prostu z dnia na dzień dosłownie. Pamiętam przyjechała do nas teściowa a w kuchni stoi puszka Humana, a ona co to jest...i jak zaczęła biadolić, że jakie to dziecko biedne, że nie będzie karmione piersią. Wszelkie próby wyjaśnienia, że to specjalne mieszanki tworzone z myślą o dzieciach nic nie dawały. Co spotkanie słuchałam jakie to nieszczęście...do tego cała reszta, która zakłada, że nie można karmić inaczej. Ech to były najgorsze chwile bo przecież człowiek chce dla malucha jak najlepiej. Dobrze, że mam ten etap już za sobą, a ironią losu jest to, że syn karmiony mm choruje mniej niż córka kp ;).

      Usuń
    3. Tak, z dziećmi jest różnie i nieprzewidywalnie. Zdrówka dla Was wszystkich.

      Usuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz.