środa, 9 grudnia 2015

Ulubione zabawki dziecka jeszcze niesiedzącego

Pisałam już kiedyś na blogu, że kupując zabawki dla Krzysia zawsze starałam się dobierać je tak, żeby stymulowały jego rozwój. Wiem, że to takie wyświechtane stwierdzenie i każdy producent w opisie zabawki umieszcza szeroki opis jak w cudowny sposób maluszek stanie się geniuszem od samego przebywania z zabawką w tym samym pokoju. Nie do końca o to mi chodzi. U nas często na rehabilitacji mówili - proszę kupić zabawkę do ćwiczeń. A potem matka siedziała w internetach i przeglądała co spełni moje wymagania - będzie nadawało się do ćwiczeń i nie będzie kosztować majątku.


Ten post nie będzie ani profesjonalną poradą jakie zabawki najlepiej rozwijają malca. Ani też poradami jak nie utonąć w zabawkach. Mąż mój uważa, że już dawno w zabawkach utonęliśmy, ja uważam, że utoniemy dopiero po Świętach.

Ale wracając do rzeczy. Zabawki od zawsze pomagały nam w ćwiczeniach (o naszej rehabilitacji pisałam tutaj - KLIK). Czasem naprawdę długo zajmowało mi znalezienie tej konkretnej. A czasem jeszcze okazywało się, że to klapa była. Chcę przedstawić taką moją listę zabawek, które uważam za dobry wybór na danym etapie.

Do daty planowanego porodu

A to tak przewrotnie zaczynam, bo z moich obserwacji wynika, że najlepszą zabawką jest jej brak. Szczególnie wcześniakowi nie potrzeba w tym czasie stymulacji. Jedyne co może go ucieszyć to biały szum. Ale zabawki uważam za zbędne.

Dziecko patrzące

Zanim wcześniak otworzy oczy na tyle długo by można było mu cokolwiek pokazać trochę czasu mija. U nas zgrało się to z datą planowanego porodu. Ja dałam mu jeszcze parę tygodni od momentu jak złapał swoją pierwszą aktywność zanim zaczęliśmy pracować nad skupianiem uwagi. Pytałam okulistę (bo akurat miałam u niego wizytę) co mu można na tym etapie pokazywać.
Dowiedziałam się, że najlepiej:
allegro.pl
Zabawka powyżej to Kot Pasiak. Widziałam go tylko na allegro, ale moim zdaniem Fisher Price czy Lamaze się do niej nie umywają. Po pierwsze jest dwuwymiarowa. Krzyś co prawda wolał tył zabawki - znaczy same paski. Ale jak mu powiesiłam tą stroną twarzą to jakby zyskał nową zabawkę, bo z tyłu i przodu wyglądała inaczej. Poza tym taką płaską łatwo mu było złapać (to oczywiście później) i potrzymać na nóżki. Do tego szeleści, co też się komuś może przydać dalej przy SI.

Dziecko zaczyna widzieć kolory

W poprzedniej części było czarno-biało. Potem dziecko zaczyna reagować na czerwony i żółty. I tu jest ciężko mi znaleźć gdzie teraz można kupić nasze zabawki. Małpkę kupiłam na allegro a Słoneczko można dostać albo używane, albo znaleźć w Smyku.
Tymi zabawkami Krzyś bawi się i dziś. Obie bardzo lubi. A czemu są takie fajne dla dziecka? Po pierwsze poza wyraźnymi kolorami są dwuwymiarowe czyli płaskie. Tak małemu dziecku źle się patrzy na zabawki, które mają wystające pyszczki, itp. 

Poza tym mają bardzo wyraźne "twarze". Zauważyłam, że Krzyś na tym etapie musiał mieć wszystko co jest na twarzy: oczy, nos i usta. Jak jakiegoś elementu brakowało to był jakoś mniej zainteresowany. Poza tym małpka ma lusterko i mało widoczną na zdjęciu grzechotkę. Zainteresowanie tą częścią przyszło później, jak uczył się trzymać coś w ręku. 

Dziecko łapiące

Po okresie leżenia i parzenia dziecko ma coraz większą władzę i świadomość własnego ciała. Zaczyna łapać przedmioty, a potem je trzymać, aż w końcu dużo później nauczy się nimi posługiwać. Na tym etapie u nas królowały grzechotki. Dla Krzysia musiała być plastikowa i musiało być widać koralki. Dlatego spośród wszystkich grzechotek ulubieńcem była taka z misiem. Teraz już nie widzę takiej w sprzedaży. Nasza była cała plastikowa, a teraz widzę albo takie całe przezroczyste, albo takie z pluszowym misiem. Może i ten pluszowy miś dobry, bo nie raz Krzyś sam się uderzył tym plastikiem w głowę. 

Otwieramy rączki

Dużo i intensywnie musieliśmy ćwiczyć nad otwieraniem się dłoni. Cały czas miał je zamknięte i nawet jak próbował coś łapać to robił to piąstkami. W sumie to jeszcze do niedawna zauważałam, że zdarzało mu się łapać coś pięścią. Jakby zapomniał, że może otworzyć dłoń.

I wtedy łatwo jest wykonywać takie ćwiczenie jeśli otwiera się tę rączkę o coś. Moim zdaniem (co odkryłam stosunkowo późno niestety) najlepiej rączki otwiera się o piłki sensoryczne. To takie gumowe piłki z wypustkami. My kupiliśmy pierwszą jak Krzyś już był siedzący, więc kupiliśmy ją dużą. Ale można kupić takie też mniejsze. Ostatnio widziałam piłki, które genialnie można do tego celu wykorzystać. Tylko nie wiem jak z atestami, bo ja widziałam piłki dla psów w fajnym kształcie i bardzo ciekawej fakturze. Wśród tradycyjnych sensoraków takiej nie spotkałam.

Dziecko dotykające

Podobno bardzo ważne jest, aby dziecku pokazywać różne faktury. Oczywiście, że można do tego celu wykorzystać różne materiały, ale czy skrawki materiału cieszą oko rodzica tak jak zabawki? Mojego bynajmniej nie. W tych różnych strukturach prym wiodą zabawki z Lamaze. Mamy 3 z tej firmy. Szczerze to żadna mnie na kolana nie powaliła, a już na pewno nie Krzysia. Jedyną którą lubi i rzeczywiście ma dużo struktur jest ta ośmiornica:
allegro.pl

Unosimy klatę piersiową

Żeby zachęcić dziecko do ponoszenia klatki piersiowej w leżeniu na brzuszku, a potem by zaczęło utrzymywać ciężar ciała na jednej ręce, a drugą coś sobie majstrowało dostawaliśmy bojowe zadanie doboru zabawek. U nas w domu na tym właśnie etapie pojawiło się pokazane już słoneczko. Ciekawiło Krzysia szeleszczącymi "promykami" i tym, że sporadycznie udało mu się je włączyć. Bo ono gra. Zapomniałam wcześniej napisać. Melodia bardzo przyjemna.

Ale to było za mało. Na rehabilitacji kazali jeszcze czymś innym go zainteresować. Szczególnie, kiedy chodziło o manipulowanie jedną ręką. Wtedy kupiłam mu takie pianinko z Fisher Price ze szczeniaczkiem. Nie widzę ich teraz w sprzedaży. Ale chociaż dziś Krzyś je uwielbia, to na tym etapie nie spełniło swojej roli. Było zbyt lekkie i zamiast uderzać w klawisze, Krzyś robił zupełnie nie to czego potrzeba było do ćwiczeń. Dziś kupiłabym mu stoliczek edukacyjny, tylko odjęła od niego nogi. Sam pulpit jest na tyle wysoki, że musiałby unieść się wysoko, a jest przy tym ciężki, więc nie przesunął by go tak łatwo.

Przekręcamy się

Krzyś potrzebował zachęty do przekręcania się. Zupełnie mu się samemu nie chciało. I przekręcałam go tak jak mi pokazywali i nosiłam tak jak pokazywali i podnosiłam jak pokazywali i nic. Dupa blada. Dziecko miało ogólnie w nosie jakąkolwiek aktywność. Jako, że wtedy już i na rehabilitacji zaczynali się niepokoić. To i ja się zaczynałam niepokoić. Raz, zupełnie przez przypadek trafiliśmy do innej rehabilitantki na zajęcia. I nie chcę tu mówić, że nasza była zła. Po prostu ta miała farta i zaproponowała coś co było takim "wytrychem" u niego. 

Kazała go układać na macie, tylko zabawkę wieszać tak, by żeby ją sięgnąć musiał się przekręcić. I rzeczywiście to u nas podziałało. Dobrze, że moja mata miała odczepiane zabawki, a te boczne były na tle nisko, że mógł je sięgnąć leżąc na boku. Dlatego na tym etapie u nas królowała mata edukacyjna. Chociaż ona królowała już dużo wcześniej, bo te wszystkie zawieszki wieszałam zawsze na macie.

Na dziś to by było tyle. Planuję jeszcze kiedyś tę listę dokończyć, ale najwięcej trudności miałam z doborem zabawek w tym właśnie okresie. Mam nadzieję, że komuś się taka inspiracja przyda. Szczególnie przed Gwiazdką ;)

10 komentarzy:

  1. Wszystkie wiszące misie z szeleszczącymi łapkami/uszkami były świetnymi zabawkami niesiedzącego Antka.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja jeszcze nie urodziłam, ale nastawiam się do kupna książeczek kontrastowych :)

    Pozdrawiam i zapraszam, Panna O ❤

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I dobrze, że jeszcze nie urodziłaś :) Niech maluch siedzi ile mu potrzeba :)

      Usuń
  3. Pomocny post, u nas jednak zabawki królują po starszej siostrze i większości są to grzechotki, ale najważniejsze, że wzbudzają zainteresowani Nusi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My też sporo zabawek dostaliśmy "po kimś". :)

      Usuń
  4. U nas książeczki kontrastowe zupełnie się nie sprawdziły, zdecydowanie woli te z "wierszykami".
    A to Wasze słoneczko jest przecudne. Szkoda, że już nie do kupienia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie rozumiem, czemu go już nie ma. Jak dla mnie jest dużo lepsze niż miś uczniaczek (przynajmniej Krzyś dużo bardziej lubi). Może kłopot w tym, że słoneczko było 3-razy tańsze?

      Usuń
  5. Książeczki kontrastowe u nas przechodzą ostatnio renesans - na początku Franek lubił się na nie patrzeć (1 i 2 miesiąc) potem zupełnie olał sprawę, a teraz od jakiegoś miesiąca jest szał książeczkowy. Ogląda obrazki, ćwiczy przewracanie kartek, lubi słuchać opowieści - także z tymi zabawkami też często bywa tak, że coś co na początku zupełnie nie przykuwało uwagi dziecka, będzie "hitem kolejnego miesiąca" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to prawa. Czasem jest tak, że wszystkie dzieci świata lubią daną zabawkę, a na naszym dziecku nie robi ona wrażenia.

      Usuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz.