czwartek, 31 grudnia 2015

Język dwulatka - recenzja

Koniec miesiąca, a w sumie to i koniec roku, więc na blogu pojawia się recenzja. I to będzie ostatnia recenzja w ramach wyzwania Czytamy o dzieciach. Pod linkiem znajdziecie więcej recenzji książek o dzieciach. Akcja bardzo fajna i cieszę się, że mogłam w niej uczestniczyć, ale jak wszystko co dobre, kiedyś się kończy. Tak samo jest i tutaj. Chociaż ja pewnie jeszcze kilka recenzji wstawię, ale już może nie tak systematycznie.
ceneo.pl
Jeśli czytaliście tę recenzję - KLIK, to wiecie, że nie jest to pierwsza, czytana przeze mnie książka tej autorki. I jak tamtą książką byłam zachwycona, tak tej nie dałam rady. "Język niemowląt" mnie zaskoczył, nakierował na wiele rozwiązań, wiele rzeczy wyjaśnił. A ta książka, z racji tego, że czytałam pierwszą część, nic nowego do mojego życia nie wniosła.

Znaczy muszę przyznać, że recenzja sięga tylko do rozdziału 4. No nie mogę dalej przebrnąć. Naprawdę się starałam, ale tak mnie nudzi, że nie mogę nad nią wysiedzieć.

To nie jest tak, że język jest nudny. Po prostu tu jest całe powtórzenie tego o czym kobieta pisała w pierwszej książce. Więc jeśli tak jak ja, czytaliście "Język niemowląt" to raczej nie zdobędzie ona waszego serca.

A dla kogo bym poleciła tę książkę? Dla tych, którzy są rodzicami ponad 8-miesięcznego niemowlęcia. Bo co ciekawe "Język dwulatka" jest przeznaczony nie tylko dla dzieci, które skończyły pierwszy rok życia, ale i tych trochę młodszych, które odkrywają już świat na czworakach.

Czego dowiecie się z tej książki? Tego jak ważna w życiu dwulatka jest stały rytm dnia. I tego, że trzeba być konsekwentnym i przewidującym. A przy tym wczuwać się w potrzeby dziecka oraz jak sprawić, by dziecko naprawdę czuło, że jest dla nas ważne. To ostatnie wydaje się być oczywiste, a nie jest.

To nie jest też tak, że uważam, że książka jest absolutnie do śmietnika i się do niczego nie nadaje. Po prostu nie przydała się mi, ale jeśli do tej pory nie mieliście w ręku żadnej książki o tym jak zrozumieć te maleńkie istoty to uważam, że możecie z niej wynieść kilka porad i wskazówek. Oczywiście wiadomo jak to jest z takimi podręcznikami. Żaden nie da nam rozwiązania wprost, o czym pisze sama autorka, ale pozwoli zrozumieć skąd biorą się niektóre zachowania dzieci i w ten sposób zmusi nas do refleksji. A stąd już tylko krok do rozwiązania problemu.

Zawsze opisywałam spis treści. Zrobię to i tym razem, ale tak skrotowo, bo większości książki nie przeczytałam to się nie mogę mądrzyć co tam w środku znajdziecie. Może kiedyś napiszę tę recenzję jeszcze raz? Kto wie.

Rozdział pierwszy to "Kochajmy nasze "chodziaki"". Tu autorka wraca do opisywanych w pierwszej książce typów niemowląt i pokazuje "co z nich wyrasta" i jak my, rodzice je postrzegamy. Pisze też o tym jakie konsekwencje w przyszłości dziecka może mieć to, że teraz nie uszanujemy jego cech indywidualnych.

Kolejny rozdział mówi o strategii czterech czynników S.Z.O.P. Czyli rozwijając akronim: Spokojna obserwacja, Zachęta do badania rzeczywistości, Ograniczenia, Pochwały. Tu dużo tekstu omijałam, bo jakoś mnie nie porwał.

Dalej czytamy o rytuałach. Ten rozdział wprawdzie przeczytałam, ale nie znalazłam tu niczego ciekawego, ponieważ to co tu było napisane znam i stosuję w życiu. I jedno co mogę powiedzieć: stały rytm dnia to skarb. Teraz Krzyś choruje i trzeba robić jakieś odstępstwa, typu nie może iść na spacer i już się pojawiają problemy.

I ostatni rozdział, który czytałam. A raczej rozdział na którym utknęłam jest o pożegnaniu pieluch i drodze do samodzielności. Jeśli czytaliście moją poprzednią recenzję - KLIK, to wicie, że z tym tematem się już zapoznawałam. A co może zaskoczyć, to większość rozdziału jest poświęcona temu, że każde dziecko wszystko robi w swoim czasie. I my poprzez nasze ingerencje nie jesteśmy w stanie nic przyspieszyć. Oczywiście mowa tu o zdrowych dzieciach, które nie wymagają rehabilitacji.

W kolejnych rozdziałach jest o: podtrzymywaniu dialogu M.S.W., pomocy w doskonaleniu życiowych umiejętności, świadomej dyscyplinie, złodziejach czasu, o pojawieniu się nowego członka rodziny.

Kolejne rozdziały zapowiadają się fajnie i może to właśnie od nich powinnam zacząć? Zrobię sobie chwilę przerwy i spróbuję do tej książki wrócić.

Mam nadzieję, że tych, którzy nie czytali "Języka niemowląt" nie zraziłam do tej książki. Myślę, że jest wartościowa i pomocna, o ile po raz pierwszy szukacie porad jak uporządkować plan dnia, itp.

Pozdrawiam i życzę wszystkim Szczęśliwego Nowego Roku!!!

2 komentarze:

  1. Czytałam Język niemowląt, więc po ta raczej nie sięgnę. U nas trzymanie się tzw. rytuałów i planu dnia sprawdza się rewelacyjnie i szybko z tego nie zrezygnujemy. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy kto spróbował planów dnia tak mówi :)

      Usuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz.