niedziela, 6 grudnia 2015

A co z tym wychowaniem?

Kiedy Krzyś był bardzo malutki zastanawiałam się, od kiedy zaczyna się wychowanie dziecka. Jakoś bałam się, że przeoczę właściwy moment i potem usłyszę o swoim dziecku, że jest źle wychowane i zamiast zapobiegać będę mogła tylko leczyć. Pytałam różnych ludzi i każdy mówił co innego. Najczęściej słyszałam, że pierwszy rok dziecka polega na zaspokajaniu jego potrzeb i potem można coś zacząć. Byli też tacy, którzy z "wychowywaniem" czekali, aż do momentu pójścia do przedszkola.

Prawo autorskie: badmanproduction / 123RF Zdjęcie Seryjne

Najpierw chyba trzeba zdefiniować czym jest wychowanie. Myślę, że wiele osób ma z tym taki sam problem jak z definicją grzecznego dziecka. Bo co to właściwie znaczy?

Dla mnie wychowanie to nauczenie dziecka zachowań jakie są przez nas i społeczeństwo akceptowane.

Dziś wiem, że niepotrzebnie obawiałam się, że przeoczę ten właściwy moment. Bo przyszedł sam. Kiedy on zaczął pełzać z najniższych półek nie zniknęły książki, ani czasopisma. Specjalnie je tam zostawiłam, żebym miała okazję powiedzieć: Tego nie wolno. To książki mamy i taty i tobie nie wolno się nimi bawić. Oczywiście, że trwało to chwilę i oczywiście, że są straty, bo dorwał się do czegoś i ja nie zauważyłam i nie odebrałam w porę. Ale było warto. Dziś wystarczy, że usłyszy, że to mamy i taty i czasem od razu, czasem po chwili, ale dalej nie dotyka i bawi się tym co jego.

Ogólnie uważam, że jest bardzo posłusznym i współpracującym dzieckiem. Wie czego nie może, wie, że poza tym czego nie może to może wszystko :) więc z radością odkrywa coraz więcej. Oczywiście idzie to w parze z coraz większą liczbą zakazów, ale nie robi to na nim wrażenia, bo przecież wciąż jest tyle do odkrycia.

Oczywiście, że czasem są histerie. Ryk taki, że aż sąsiedzi w sufit stukają plus rzucanie się po podłodze, ale wiem, że on w taki sposób bada granice. Ale nie jest to łatwe do przetrzymania dla rodzica.

Dziś na obiedzie rodzinnym toczyły się różne rozmowy. Jedna ciocia zaczęła opowiadać o takich "niewychowanych" dzieciach z sąsiedztwa. Jej podsumowanie: bo takie nie znają pasa i nie wiedzą jak się zachować.

No i tutaj właśnie pojawia się ten sławetny pas czy klaps. Dla mnie to to samo. Mnie nie bito i mojego dziecka też bić nie zamierzam. Wiem, że wielu osobom wydaje się, że to przecież nie przemoc. Ale zapytane czego taki klaps ma dziecko nauczyć nabierają wody w usta. Ktoś może rzuci, że szacunku. Serio słyszałam takie odpowiedzi. Życzę powodzenia w zdobywaniu szacunku i posłuchu u dziecka w ten sposób.

Jak ja go zamierzam osiągnąć? Mam nadzieję, że okazując szacunek mojemu dziecku pokażę mu jak to się robi i czym on jest. Z opowieści bardziej doświadczonych rodziców wiem też, że ważne jest to jak my odnosimy się do naszych rodziców i teściów. Bo przecież tak dziecko podgląda relację rodzic-dziecko.

A już do szału mnie doprowadzają takie wywody, że ktoś w dzieciństwie dostawał klapsa. Co prawda nic go to nie nauczyło, ale uważa, że dziecko musi poznać czym jest klaps. No dobra, koleś jeszcze nie ma własnego dziecka i jestem na 100% przekonana, że jak już je będzie miał to ręki na nie nie podniesie, ale gdyby w jego wypowiedzi słowo klaps zastąpić wyrażeniem "przemoc fizyczna" to zdanie brzmi już gorzej. A przecież to jedno i to samo. Klaps to jest przemoc fizyczna.

Może nie przeżyłam wiele jako rodzic i brak mi doświadczenia, ale mojej mamie udało się na mnie i moją siostrę nie podnieść ręki. Więc wiem, że jest to możliwe. Wiem, że można z dzieckiem dojść do porozumienia, bo moja mama zawsze takie z nami wypracowywała. I myślę, że trzeba tylko odpowiednio wcześnie zauważyć, że nasze dziecko jest zdolne do porozumienia i komunikacji. Do nas rodziców należy zadanie, aby mówić tak by dziecko nas miało szansę zrozumieć. I być konsekwentnym w podjętych decyzjach.

7 komentarzy:

  1. Każdy rodzic używa swojej siły wobec dziecka, ale nie każdy się do tego przyznaje np jak dziecko chce włożyć palce w kontakt albo odkreca sobie gaz to wiadomo ze je silowo odciągniesz. Jeśli chodzi o kary i zakazy to dużo mnie nauczyła książka "wychowanie bez kar i nagród" która pokazuje naukowe podejście do wychowywania dziecka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książką mnie zaciekawiłaś. A co do tej siły to przytoczony przykład to dla mnie jest troska o bezpieczeństwo. Wychowaniem jest raczej to co zrobimy potem. Czy dziecko dostanie klapsa w tyłek czy jakoś inaczej będziemy sobie radzić.

      Usuń
  2. Masz rację - przede wszystkim systematyczność, konsekwencja i otwartość na potrzeby.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niby kilka słów, a jak trudno jest to osiągnąć i w tym wytrwać. Ale wierzę, że warto.

      Usuń
  3. Aktualnie czytam poleconą przez Ciebie książkę Jak mówić do dzieci by nas słuchały i chodzę jednocześnie na szkołę dla rodziców u nas w przedszkolu i do Twojej wypowiedzi dodam jeszcze, że musimy nauczyć się nazywać uczucia nasze i naszych dzieci i je akceptować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To trudne jest. Ja próbuję, ale czasem nie mam pojęcia co on czuje. Czasem ciężko mi nazwać swoje uczucia. Ale jak mądrze powiedziano w tej książce: nie po to się stosuje tę metodę by nie popełniać błędów, ale po to by wiedzieć jak je naprawiać.

      Usuń
  4. Piękny i mądry tekst. Podpisuję się pod Twoimi słowami.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz.