sobota, 7 listopada 2015

Wcześniak i żłobek, czyli dlaczego zostałam w domu

Kiedy byłam w ciąży nie wyobrażałam sobie, że mogę iść na wychowawczy. Po pierwsze nie wyobrażałam sobie tego od strony finansowej, po drugie nie sądziłam, że dam radę wytrzymać tyle "w zamknięciu". Jednak jak zwykle w moim życiu sprawdziło się porzekadło: chcesz rozśmieszyć los? Opowiedz mu o swoich planach.

Prawo autorskie: bugphai / 123RF Zdjęcie Seryjne
Nigdy nie miałam złego zdania o żłobkach. Szczególnie jeśli dziecko jest jedynakiem. Nauczy się tam więcej niż w domu. Więcej np. o zachowania społeczne. Tak zawsze uważałam. Oczywiście, wiadomo, że rozłąka z dzieckiem jest trudna dla obu stron. Ale co zrobić jak trzeba.

Zawsze też bałam się niani. Taka, która ma kompetencje przeze mnie wymagane i do tego ma super referencje,
ceni się. Ceni się tak, że to co zarobię musiałabym jej oddać, więc rozwiązanie bez sensu. A taka na którą mnie stać, to najczęściej jakaś przypadkowa osoba, ktora z jakiegoś powodu jest tania.

Dla mnie największym problemem jest telewizja. Obawiam się, że ja bym tej pani płaciła, a ona by siedziała przed telewizorem i tylko ogarniała, żeby dziecko nie zrobiło sobie zbyt dużej krzywdy.

Stali czytelnicy bloga wiedzą, że Krzyś nie ogląda jeszcze bajek. A telewizor włączamy tak rzadko, że pojęcia nie mam po co go trzymamy.

Więc jakbym miała takiej niani nakazać, że ma sobie telewizora nie włączać? Szczególnie, że Krzyś doskonale potrafi się sam sobą zająć, że gdybym nie miała jeszcze innych zajęć to bym się czasem z nim nudziała. Z resztą mi zależy na nim, więc staram się żebyśmy jakoś fajnie spędzali razem czas. Na dodatek jak on marudzi to ja mam już na niego swoje sposoby, a taka niania może miała by to w nosie. Albo by krzyczała na niego. Może nawet uderzyła. A on jest mały i się nie poskarży.

Tak, może zbyt mroczne mam wizje, ale takie mam i co zrobić. Babcia niestety nie ma możliwości się nim zająć, więc ostatecznie byłam zdecydowana na żłobek. Już miał nawet miejsce w takim integracyjnym, gdzie byłby pod opieką specjalistów, gdyby coś się działo.

No i właśnie on miał miejsce, ja zaczęłam w pracy rozmawiać o powrocie, a skończyłam w domu. Czemu?

Taką decyzję podjęłam pod wpływem rozmów z lekarzami. Akurat w okolicy roczku mieliśmy sporo wizyt. I każdego lekarza pytałam o to co dalej. Z resztą oni często sami z siebie też mówili, żeby zrobić wszystko, żeby dziecko do żłobka nie poszło.

Mówili, że warto dmuchać na zimne. A zapytacie co to szkodzi? Oni mi tłumaczyli, że tak wiele chorób przebytych w tak młodym wieku, przy jego wcześniactwie może się odbić na jego rozwoju.

Niestety, nie dopytałam o szczegóły. U pierwszego lekarza byłam tą informacją zszokowana. Potem zaskoczył mnie drugi lekarz, który sam z siebie namawiał na pozostanie w domu. A potem jak każdy kolejny mówił to samo to już jakoś we mnie wrosło, że nie można go puścić do żłobka i już.

Niestety, życie nie jest bajką i niebawem będę musiała do pracy powrócić. Tylko muszę to jakoś przemyśleć, bo przy moich wyobrażeniach o nianiach rozmowy z nimi będą trudne dla obu stron ;)

4 komentarze:

  1. Te nianie nie są takie złe jak Ci się wydaje ;) daj im szanse.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będę musiała jak już wyczerpią mi się znajomi :)

      Usuń
  2. Ja też się boję niani. Na razie pomaga nam babcia i my z mężem trochę ogarniamy. Co będzie dalej, zobaczymy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wiem, że moje wyobrażenia o niani są wyolbrzymione. Na pewno pełno jest kobiet, które robią to z pasją. Ale nie ma nic ważniejszego w moim życiu niż moi mężczyźni :)

      Usuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz.