czwartek, 26 listopada 2015

Pożegnanie z pieluszkami - recenzja

Kiedyś na blogu Szczypta o mnie czytałam wpis o postępach małej Calineczki. To był chyba 6 miesiąc. A tam tekst "pieluchujemy się wciąż wielorazówkami". Hmm... moją uwagę przykuło słowo wciąż. Młoda ma 6 miesięcy i jak to wciąż? Pomyślałam - to jaka jest alternatywa, bo przecież dziecko przestaje sikać w pieluchę w wieku lat ok. 2. No więc jakie wciąż. I tak pierwszy raz spotkałam się z pojęciem Naturalnej Higieny Niemowląt. Ja się tu mądrzyć nie będę, zajrzyjcie na Szczypta o mnie. A tu macie jej wpis na ten temat - NHN czyli Naturalna Higiena Niemowląt.

źródło: chusta.pl

Jak już wspomniałam książka mówi o ideologii(? - jeśli tak to można określić) wychowania bezpieluszkowego. No może tak do końca bez pieluszki się nie da, ale to też nie do końca chodzi tu o jak najszybsze odzwyczajenie od pieluszki. W tym podejściu chodzi raczej o to by do pieluszki nie przyzwyczaić.

Pewnie to brzmi jak pomieszanie z poplątaniem. Więc, o co tutaj chodzi? Sama Naturalna Higiena Niemowląt to reagowanie na potrzeby toaletowe dziecka już od samego początku. Tak, takie maleństwo się wysadza i daje możliwość załatwienia potrzeb bez pieluszki. Oczywiście dopóki dziecko nie siada to rodzic musi w bezpieczny sposób go przytrzymać. I tu ciekawostka - wcale nie musi być to pozycja wertykalna. Przy takich maleństwach pozycja przypomina raczej tę do karmienia.

Co do stosowania tej metody już od pierwszego dnia życia to mam wątpliwości i tu nawet książka nie była w stanie mnie przekonać. Czasem ledwo dawałam radę z odciąganiem, karmieniem i moimi własnymi potrzebami toaletowymi, a dołożyć do tego jeszcze dziecka? Chociaż autorka książki mówi, że jest grupa dzieci, które są bardzo płaczliwe, a po zastosowaniu tej metody uspokajają się, bo zaspokojono ich potrzebę wypróżnienia się z dala od pieluszki.

No dobra, ja wierzę, że przyjemniej jest móc skorzystać z toalety niż z pieluchy. I być może nawet takie maluchy to wiedzą. Może rzeczywiście, tak jak zapewnia autorka, dzieci przez pierwsze kilka miesięcy życia sygnalizują potrzebę skorzystania z toalety, ale ja ledwo odróżniałam karmienie od zmęczenia, a jeszcze ogarnąć każdą siusiu i kupę? To nie dla mnie.

Może dlatego, że nie jestem tak w 100% przekonana do tej metody pierwsza część książki mnie strasznie znudziła. Część ta nosi tytuł: Kiedy zacząć naukę czystości? - odpowiedź na najczęściej zadawane pytania. Dla mnie cały rozdział to lanie wody, które można podsumować krótko: reagowanie już od pierwszych dni na potrzeby dziecka może przynieść realne i wymierne rezultaty. Jednak należy pamiętać, że nie wolno dziecka do tego przymuszać. To ma być dla niego coś naturalnego, a nie bolesne wspomnienie z dzieciństwa. Ot i o tym jest cały rozdział. Nie no jest jeszcze, że jeśli nie zaczęło się od pierwszego dnia to trzeba wybrać taki moment, kiedy dziecko nie jest chore, nie ma skoku rozwojowego i nie dzieją się w jego życiu żadne poważne zmiany. Ja do tego dorzuciłabym ząbkowanie i w ten oto piękny sposób dziecko pomyka nam w pieluszce do 18-stki :)

W drugiej części zaczynają się konkrety. I tu już mi się zdecydowanie bardziej podobało. Jest o tym czy sadzać na nocniku czy na toalecie. Jest też fajna gotowa tabelka z wadami i zaletami zarówno jednego jak i drugiego rozwiązania. Można sobie zobaczyć co jest dla nas bardziej praktyczne. Trochę też autorka opowiada o pieluchach wielorazowych. Ale przyznam szczerze, że nie wiem czy na podstawie tylko tego opisu miałabym poczucie, że ogarniam temat. Tu myślę, też by się przydała tabelka. Chociaż w sumie to i tak jeśli ktoś wybiera wielorazówki, to raczej idzie w te z kieszonką.

Trochę jest też o tym jak rozmawiać z dzieckiem o tym czego od niego oczekujemy i coś dla mnie bardzo ważnego. Co robić gdy dziecko mówi nie. Bardzo żałuję, że ta książka nie wpadła mi w ręce wcześniej, jak Krzyś zaczął siadać. Bo ja tak bez ciśnienia zaczęłam go sadzać na nocniku. Mieliśmy kilka sukcesów na koncie, aż tu nagle zaczął płakać na widok nocnika. Przerwałam trening i już bałam się do niego wrócić. Teraz wiem, że to naturalne, że dzieci chwilowo odrzucają nocnik, co trzeba zaakceptować i wrócić do tego tak szybko jak to możliwe.

Kolejna część to jeszcze więcej porad praktycznych. Naprawdę ich tu jest tak dużo, że aż nie sposób wymienić i powtórzyć wszystkich. To co mi się spodobało to lista sytuacji, w której dziecku zazwyczaj chce się siku. Niby kilka słów, a jest tu kilka sytuacji na które bym sama nie wpadła. Spodobała mi się też część o wyjściach z domu bez pieluszki. Też kilka fajnych, praktycznych porad, jak np. zabieramy ze sobą pojemnik, który możemy szczelnie zamknąć (to akurat do samochodu), do środka wkładamy pieluszkę tetrową i jak dziecko zrobi tam siusiu to nam się zawartość nie wyleje. I jeszcze kilka tego typu porad. Niby kilka zdań, a zupełnie inaczej patrzysz na dostępne sposoby.

Ostatnia część mówi o tym jak pokarmy wpływają na siusiu. Na razie jakoś nie przykładałam się do niej. Przeczytałam, ale bez zaangażowania. Może jak u nas odpieluchowanie będzie w toku to do tego wrócę.

Ogólnie cała książka jest w takim duchu - reagujemy na potrzeby dziecka i unikamy zbędnego ciśnienia przy kwestiach toaletowych. Sam sposób podejścia bardzo mi odpowiada, bo zgrywa się z całym modelem wychowania jaki stosuję (o ile to jest jakiś model). I chociaż nie wszystko tu mnie przekonuję, to nie żałuję zakupu. Może gdzieś są jakieś lepsze poradniki tego typu, ale ja na tym poprzestanę. I tak będę robić po swojemu czerpiąc z tego tylko inspirację.

Komu polecam książkę? Hmmm... myślę, że po przeczytaniu wpisu czujesz czy to jest dla Ciebie czy też nie.

To był kolejny wpis z cyklu Czytamy o dzieciach. Recenzje, które ukazały się do tej pory możesz zobaczyć tutaj - klik.

14 komentarzy:

  1. Hmmm. Coś nie przemawiają do mnie żadne wskazówki i pomoce od innych. Po dwójce dzieci wiem że po prostu sama mama musi wyczuć swoje dziecko. Obiecałam przyjaciółce że zrobię wpis właśnie na ten temat. Może i ja spróbuję 😊 a porównanie mam i to ogromne. Ale 6 miesięcy??? Nie wyobrażam sobie tego

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podziwiam za doświadczenie. Wielu mamom, zwłaszcza przy pierwszym dziecku, takie wskazówki są potrzebne.

      Usuń
  2. Haha, pamiętam jak czytałam u Szczypty ten post ;) i nadal widzę w swojej sytuacji tylko taki obraz: Ja trzymająca Oska nad nocnikiem, ciągle..., bo Osek jest jeden, drugi i trzeci :) i tak bez końca :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U Ciebie to raczej się sami będą musieli oduczyć, bo nawet zwykłe wysadzenie po skończonej drzemce zamie sporo czasu.

      Usuń
  3. Hej ja chciałam trochę sprostować, to, że piszę, że pieluchujemy się wciąż wielorazówkami, mam na myśli, że dajemy radę z wielorazówkami i nie poddajemy się jednorazówką czyli pampersom, to mam za każdym razem na myśli pisząc to przy każdym skończonym miesiącu Nusi. A NHN na dokładkę sobie dokładam wtedy kiedy mam na to czas to nie jest tak, że ja ślęczę cały dzień i obserwuję dokładnie Nusię, zazwyczaj wysadzam ją po spaniu, po jedzeniu, po za tym często temat pieluchowania wielorazówkami idzie w parze z NHN

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A widzisz. Tak to jest z tekstem pisanym, że czasem można coś źle odczytać. A co do tego, że nie trzymasz się sztywno tych zasad NHN to ja się nie dziwię. Przy jednym wydaje mi się to abstrakcyjne, a przy dwójce? Absolutnie nierealne.

      Usuń
  4. Ile matek tyle koncepcji i metod 'odpieluszkowania'. Najważniejsze żeby znaleźć swoją metodę i czuć się z nią dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja uważam że każda matka to inne zdanie. Książkę można przeczytać ale czy tak na prawdę to się u nas sprawdzi. Myślę że to u każdego dziecka indywidualny proces :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Każde dziecko ma swój czas. Jedno będzie gotowe mając tok drugie mając trzy lata. Adasko miał 2,5 roku. Po prostu zaczął wolac na kibelek . Sam. Ja mu tylko pieluchy zabrałam. Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak też tak uważam, że nic na siłę. Jednak trzeba też dać dziecku możliwość. Pokazać, że można inaczej.

      Usuń
  7. ciekawe, czy ta książka coś by nam ułatwiła - nie przeżywałam zbyt mocno problemów toaletowych naszego smyka (szczególnie, że praktycznie od kiedy umiał siedzieć korzystał z nocnika i prawie nie znam problemu brązowej kupy w pieluszce), ale bardzo długo zdarzało mu się nie zdążyć siusiu, co było bardzo kłopotliwe na początku przedszkola (w okolicy trzecich urodzin) - mam jednak wrażenie, że to nie tylko kwestia przyzwyczajeń dziecka, ale tez po prostu fizjologii i gotowości organizmu
    tak, jedno jest pewne - nic na siłę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, nic na siłę, bo to i tak bez sensu.

      Usuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz.