wtorek, 3 listopada 2015

O co pytać lekarzy w szpitalu?

Post powinien się pojawić już dawno. Przecież Krzyś opuścił szpital ponad rok temu, więc powinnam wcześniej wiedzieć. Ale tak szczerze to nadal nie wiem do końca. Ten rok pozwolił mi się zorientować w temacie wcześniactwa, ale gdybym jeszcze raz stała w tej sali i rozmawiała z lekarzem pewnie tak jak rok temu stałabym tylko i kiwała głową.

Prawo autorskie: yakstudio / 123RF Zdjęcie Seryjne
Pierwsze rozmowy z lekarzami były trudne. Po pierwsze byłam na silnych lekach przeciwbólowych, po drugie pod wpływem silnych emocji. Na dodatek oni zdawali się mówić innym językiem, a mi było głupio prosić o wyjaśnienie każdego słowa w zdaniu. Dziś wiem, że może trzeba było.

Nie wiem czy wszyscy rodzice wcześniaków tak to przechodzili, ale ja czasami stałam pod gabinetem lekarskim razem z mężem i zastanawiałam się o co zapytać. Jako, że uczucia moje do dziecka były wtedy (idąc śladem za fb) "skomplikowane". Uważałam, że muszę się zapytać o coś, tylko nie do końca chciałam słuchać odpowiedzi.

Bałam się tego co mogę usłyszeć. Tak bardzo bałam się, że usłyszę jakiś wyrok. Po tym jak usłyszeliśmy: "Teraz to my musimy walczyć o jego życie" bałam się, że usłyszę to jeszcze raz. I że tym razem już nie wytrzymam, że nie dam rady tego podźwignąć.

Ale nawiązując do tytułu wpisu: o co pytać?

Podczas pierwszej rozmowy z lekarzem, warto zapytać kto jest lekarzem prowadzącym i jak się z nim można kontaktować. Jeśli czujecie, że będziecie tego potrzebować to zapytajcie o numer telefonu pod jaki można zadzwonić, żeby zapytać się o stan dziecka. Wiem, że czasem lekarze podają numer prywatny, ale to zależy od lekarza. Myślę, że nie ma co tego wymagać, bo oni też muszą odpocząć.

Warto też zapytać kiedy najlepiej odwiedzać dziecko. W naszym szpitalu teoretycznie można było być z dzieckiem 24/h, ale na OIOMie, w praktyce do 12 trwały zabiegi i jeśli rodzic był wpuszczony to na 5 minut. Dlatego warto wiedzieć, aby przyjechać w godzinach, żeby nie wkurzać się, że bez sensu stoisz pod drzwiami.

Warto też spytać o pory karmienia i czy możecie karmić dziecko. Oczywiście jeśli już umie ssać. Warto też zapytać o kangurowanie.

Napisałabym, że warto zapytać o której jest obchód lekarski, ale z doświadczenia wiem, że on jest tak "jak się uda". Ale zapytać nie zaszkodzi ;)

Ja podczas pierwszej rozmowy z lekarzem byłam tak przerażona, że nawet nie zapytałam co się działo podczas porodu. Nie wiedziałam ile dostał punktów, ile ważył. Nic. Usłyszałam tylko: walczymy o życie. Nie chciałam więcej pytać. Potem zastanawiałam się czy dobrze zrobiłam, czasem żałowałam, że nie zapytałam o to od razu. Teraz myślę, że dobrze się stało. Gdybym wtedy usłyszała jak ciężki jest jego stan, usłyszałabym 2 pkt Apgar to by mnie chyba sparaliżowało. Chyba nie umiałabym myśleć pozytywnie. O tym ile miał punktów usłyszałam jak już przeszedł na CPAP. To wtedy już sama widziałam, że się poprawia.

Ale być może inni potrzebują wiedzieć dokładnie co się działo. Lekarz jest właśnie tą osobą, która może wszystko powiedzieć.

A jak już się poprawiało to też nie miałam pojęcia o co pytać. Nie wiedziałam jakie leki dostaje. Znaczy na początku to mi nawet powiedzieli, ale chyba widzieli, że zdolność do przyjmowania informacji mam bliską zeru i może darowali. A może mówili tylko nie pamiętam? Jak mówią wam o lekach, to albo zapiszcie sobie nazwy, ale zapytajcie o to co interesuje was najbardziej: czy są konieczne i jakie mają skutki uboczne. Jeśli zaniepokoją was skutki uboczne warto zapytać jaka jest alternatywa leczenia.

A potem jak szło coraz lepiej, to przestałam pytać, bo zwyczajnie nie miałam o co. On tylko miał tyć i ssać. A o tym najlepiej opowiadały położne, które się nim opiekowały. To ich się pyta jak minęła noc, czy płakał, czy ładnie jadł, czy butlą czy sondą, ile ml teraz dostaje. Tak, z tymi kobietami rozmawia się zdecydowanie więcej niż z lekarzem, kiedy już się wszystko unormuje.

Przed samym wyjściem doszłam już do takiego etapu, że powiedziałam lekarce, że nie chcę z nią rozmawiać. Wielkie było zdziwienie na jej twarzy. A to wszystko dlatego, że stałam i czekałam pod salą, żeby móc wejść do Krzysia, a ona myślała, że na nią czekam. A ja nie chciałam z nią rozmawiać, bo to był etap, że jedne co mogła mi powiedzieć to: jednak nie wychodzicie, stan się pogorszył. Dlatego nie chciałam, żeby ze mną rozmawiała. Cały czas bałam się złych nowin.

10 komentarzy:

  1. Bardzo cenne wskazówki, człowiek z perspektywy czasu inaczej do tematu pochodzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, z wieloma postami specjalnie czekałam, żeby nabrać dystansu.

      Usuń
  2. Pytałam bo kto pyta nie błądzi i w końcu to nasze prawo.

    OdpowiedzUsuń
  3. Myśle o tym co napisałaś, odnoszę do siebie i mam wrażenie jakbyś była ze mną kiedy Oseski pojawili się na świecie. Ja zaczęłam pytać później, wolę nie myśleć czy nie za poźno. Jednak do dziś jak na Nich patrzę widzę rurki, wenflony i przerażenie. Tego widoku i tych emocji nie da się zapomnieć :/ myślisz, że gdybyś mogła być przy Krzysiu cały czas i byłabyś emocjonalnie w stanie wszystko co widzisz znieść zmieniłoby to coś w całej sytuacji??? Próbuję znaleźć odpowiedź....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówi się, że niewiedza jest błogosławieństwem. I szczerze to myślę, że w tej sytuacji też. Gdybym pytała o wszystko i wszystko rozumiała pewnie martwiłabym się jeszcze bardziej. Ale były takie sytuacje, w których byłam zła na siebie, że o coś nie zapytałam... Nie ma chyba sytuacji idealnej.

      Usuń
  4. Podziwiam Ciebie i wszystkie matki wcześniaków. Za siłę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama doskonale wiesz, że jak człowiek staje w obliczu trudności to po prostu daje radę i tyle. Innego wyjścia nie ma.

      Usuń
  5. Ja to stałam jak takie ciele i zawsze kiwałam głową, a niewiele rozumiałam. Po kolejnej wizycie bodajże w trzecim tygodniu naszej hospitalizacji usłyszałam i kolejnej odmowie wyjścia do domu tak płakałam, że nic nie zrozumiałam co mówi do mnie lekarka prowadząca. Dopiero po godzinie przyszłam do niej i prosiłam żeby mi wszystko jeszcze raz wytłumaczyła, bo wcześniej górę wzięły emocje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja to czasem podziwiałam tych lekarzy. Mówią, bo powinni, ale jak mają to zrobić, żeby to tego rodzica to dotarło?

      Usuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz.