poniedziałek, 23 listopada 2015

Niejadek

Stali czytelnicy bloga wiedzą, że Krzyś je sam rączkami, czyli BLW. Metoda ta wymaga pewnego luzu od rodzica. Pewnego dystansu. Może dzięki temu jakoś nieszczególnie przejmuję się ilością pochłanianego przez niego jedzenia. A może dzięki temu, że się nie przejmuję mogę tę metodę stosować i nie zwariować?

Dla osób przyzwyczajonych do łyżeczki pierwszy kontakt z BLW pewnie jest trudny. Ale jak to nie można mu podać? Przecież on sam to nic nie zje. Oddanie pola w tej kwestii dziecku wydaje się być wręcz niemożliwe.

Otacza mnie wiele innych mam i obserwuję szeroki wachlarz zachowań. W sumie to każdy jest inny i jego podejście do jedzenia też jest inne. Jednak dziś chciałabym podzielić się moimi obserwacjami  jednego typu zachowań: mam niejadków.

Oczywiście obraz ten jest przerysowany i wyolbrzymiony i stworzony jeden z wielu przypadków. Ale dzięki temu mogę się z wami podzielić przemyśleniami.

Otóż mama taka chodzi biedna i narzeka jak to jej dziecko nic nie je. Zabidzone takie, chude i tylko mu kości widać. No nic nie chce jeść. W ogóle jedzenie to koszmar. I tu często nie odbiega to od prawdy, bo dziecko odmawia jedzenia, nie lubi siedzieć przy stole i ogólnie ucieka od stołu gdzie tylko może.

Ale człowiek patrzy na tego niejadka z boku i widzi, że to wulkan energii. Wszędzie dzieciaka pełno, biega, skacze i ogólnie taki normalny, przeciętny dzieciak. I tu się zapala lampka. Przynajmniej mi. Skoro jedzenie dostarcza nam energii, a to dziecko NIC nie je, to skąd ono czerpie energię? Zielone nie jest, więc fotosynteza odpada.

I tak siedzi człowiek chwilę dłużej z tą matką niejadka i widzi, że ma ze sobą co najmniej dwa pojemniki z przekąskami. I nie, nie. Nie są to bynajmniej owoce czy warzywa. Tylko chrupki, ciasteczka itp. I tak podsuwa dziecku między jednym skokiem a drugim. Obiad za pół godziny? Przecież to jeszcze kupa czasu. Jak tak biega, to przecież strawi. No i oczywiście przychodzi ten obiad, a dziecko nie strawiło. Obiadu nie chce i grymasi.

No to biedna matka załamuje ręce i przecież skoro on tak nie chce jeść obiadu a ciasteczka zjada to niech się chociaż tym posili troszkę. Przecież takie ciasteczko to takie nic. Brzuszka nie zapełni...

Jak widzę takie historie to mi słów brakuje. Witki, ręce i wszystko mi opada. Droga mamo: ciasteczko przed obiadem zapycha brzuszek.

Moje dziecko je 5 posiłków. Znaczy jeśli kolację oddzielić od wieczornego mleczka to 6 posiłków. Ale między nimi nie dostaje ciasteczek. No chyba, że czasem w gościach jak mama je to i on musi. Ale to są sytuacje wyjątkowe. I rzadko spotykane. Czasem jak jesteśmy w gościach to pozwalam mu jeść i chodzić, bo w nowym miejscu wszystko jest takie interesujące, że nie ma czasu na jedzenie. Ale w domu nie ma takiej opcji.

I wiele osób mówi, no spoko 5 posiłków, ale przecież dziecko musi coś podjeść w między czasie. A ja właśnie chciałabym go nauczyć, że ma śniadanie, obiad i kolację a między tymi posiłkami może podjeść II śniadanie i podwieczorek. I tyle. I nie potrzebuje więcej.

Nauczyłam się ufać mu w kwestii jedzenia. Bo skoro do momentu rozszerzania diety nie dał się zagłodzić pijąc tylko mleko, to czemu nagle miało by się to zmienić? I to jest jedno z fundamentalnych założeń BLW - ufać dziecku i dać mu wybór. Nie tylko co zje, ale czy zje w ogóle.

Krzyś jest dużym dzieckiem. Jak na wcześniaka to olbrzym jest normalnie. Tak mi się przynajmniej wydawało na Dniu Wcześniaka. A są takie dni, że nic nie je. Albo ma na coś fazę. Znów mu wróciła faza na chleb, że nawet owoce je z chlebem. Na każdy posiłek domaga się kawałka chlebka. A wiem, że za jakiś czas nie będzie chciał go nawet dotknąć.

Podobno to czy dziecko je i ile je jest sterowane przez jego rozwój i wzrost. Moim zdaniem trzeba do tego worka wrzucić jeszcze zęby, bo jak coś się w buzi dzieje to jedzenie tam nie znajdzie miejsca. Ale nawet w takie dni trzymam się planu, że dziecko je o stałych porach i nie podaję nic między posiłkami. W ten sposób ma szansę zgłodnieć.

A Wy znacie jakieś mamy niejadków?

10 komentarzy:

  1. Piszesz takie oczywistości, że przeraża mnie fakt, że jeszcze gdzieś jest mama, która tego nie wie?! Czy nie można dać dziecku owoc między posiłkami, jak już trzeba? Ja byłam "niejadkiem", do 4 roku na diecie bezglutenowej i co? Jestem żywym dowodem na to, że w przyszłości można jeść dosłownie wszystko, z chęcią, a do tego moźna urodzić zdrowe Trojaki. W ciąży mieć morfologię taką, że gdyby było można, możnaby oddać krew ;) moje chłopaki na razie na łyżeczce, ale nie tłumie ich chęci brania jedzienia w ręce, to w końcu też nauka :) PS. Twój Krzyś to jak Moje Oski - Olbrzymki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też to przeraża. I jak słucham czasem tekstów typu rozszerzamy dietę od Danonka i parówki to wpadam w nieukrywany szał. Chyba za dużo internetów czytam, bo czasem to można takie kwiatki wyłapać, że aż oczy bolą.

      Usuń
  2. Jaką ja miałam jazdę z Lulcią była straszna do jedzenia, a ja zafiksowana na tym punkcie strasznie, bo ciągle od życzliwej teściowej, która przez pryzmat drugiej swojej wnuczki dużo za dużej ciągle mówiła jaka ona chudziutka, a ja wręcz miała poczucie, że jestem straszną, wyrodną matką, bo on nic nie chce jeść i taka chudziutka. Odpuściłam gdy poszłam do swojej pediatry, która się mnie zapytała czy ja ją kiedyś naprawdę przegłodziłam odpowiedź brzmiała nie. Więc spróbowałam tak jak ona mi poradziła nie chce jeść to nie niech się przegłodzi z głodu nie umrze. I tak wtedy odpuściłam bo widziałam, że kiedy moje dziecko zgłodniało potrafiło upomnieć się o jedzenie. I po dziś dzień są takie dni, że może nic nie jeść przez cały dzień, a są takie, że je jak dorosły chłop. Zapychaczom między posiłkami zawsze byłam przeciwna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapychacze to moim zdaniem najważniejszy problem. Czasem ludziom się wydaje, że od jednego paluszka dziecku się brzuszek nie zapcha. A się zapcha, bo jest mały.
      Fajnie, że podzieliłaś się swoją historią. Czasem człowiek patrzy na jakąś sytuację i nie bierze pod uwagę, że nie wie wszystkiego. Dobrze, że trafiłaś na mądrego pediatrę. A teściowa, jak to teściowa - na szczęście moja ma jednego wnuka :)

      Usuń
  3. Nic dodać nic ująć. Znam dużo mam niejadków, o których piszesz. My z Franiem też dzielnie przy BLW i oboje jesteśmy zachwyceni!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas to jest BLW, jak Krzyś chce, żeby było BLW. Coś ostatnio nie lubi sobie brudzić rączek :)

      Usuń
  4. Ja jestem mamą wielkiego niejadka! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i jak sobie z tym radzicie? Stosujecie metodę: to niech chociaż zje ciasteczko? Raczej nie, tak jak Was czytam :)

      Usuń
  5. Znam. W przedszkolu miałam dwójkę dzieci, które jadly na obiad tylko suchy makaron i rosół. Ale jedno z nich ciągle tylko wsuwalo słodycze, nawet na śniadanie. Ręce nam opadaly...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale nie przeskoczy się przyzwyczajeń wyniesionych z domu.

      Usuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz.