sobota, 19 września 2015

Kiedy dziecko płacze non-stop

Wiem co wiele z was pomyśli. Dzieci nie płaczą non-stop. No oczywiście, że nie. Czasem też śpią :)
Kiedy dzieliłam się z bliskimi piekłem jakie przeżywam, nie wierzyli. Myśleli, że wyolbrzymiam, że po prostu nie umiem sobie poradzić z jego płaczem. Oczywiście, że nie płakał non stop, ale dużo więcej niż inne dzieci. Ja na początku myślałam, że to przeze mnie. O poczuciu winy pisałam tutaj: Winna.
Dopiero teraz rozumiem, że i owszem, to był efekt jego przedwczesnych narodzin, ale dzięki temu, że pomogłam mu z tego wyjść czuję się jakoś lepiej. Dziś chcę wam powiedzieć o swoich obserwacjach i tym co nam pomogło przetrwać ten trudny czas.

Dlaczego wcześniaki to takie nerwusy?

Już w szpitalu mówili, że trzeba się spodziewać , że będzie z niego nerwus. Szkoda tylko, że razem z tymi słowami nie poszło nic więcej. Żadna rada, ani słowo wyjaśnienia.

Na początku to puściłam mimo uszu. Jakoś nie rozumiałam czemu sam fakt bycia wcześniakiem ma zmienić jego charakter. Teraz już wiem. Niestety, musiałam do tego dojść metodą prób i błędów. Dlatego nie będzie to wpis ekspercki (jakby jakikolwiek mój post taki był :) ), a to co sama wypracowałam i czego udało mi się dowiedzieć.

Wracając do tematu. Czemu wiele wcześniaków to histerycy i nerwusy? Kiedy dziecko rodzi się w 30 tygodniu, jego mózg nie jest gotowy na stymulację jakiej doświadcza. Już kiedyś pisałam, że każda rzecz, której dziecko doświadcza, a której nie było by w brzuchu mamy jest nadmierną stymulacją

No to teraz szybko cofnijmy się na sam początek. Dziecko się rodzi, musi nabrać powietrza i oddychać, ktoś go dotyka, jest mu zimno, kują go, razi go światło, wyraźniej słyszy dźwięki (nie zawsze przyjemne), leży nieruchomo - w brzuchu mamy by się przyjemnie kołysał. To tylko wycinek z pierwszych minut życia dziecka. Taki pakiet bodźców dostaje na starcie. I oczywiście, że to są rzeczy, które mają go uratować i są niezbędne. Jednak nie pozostaną bez echa. 

Dalej jest tego jeszcze więcej, ale chyba już wiecie co mam na myśli. 

Ponadto mózg dziecka musi bardzo szybko przyswoić umiejętności jakie w brzuchu mamy były by mu zbędne. Dla nas piękna chwila, kiedy pierwszy raz karmimy swoje dziecko. A dla niego? Ogromny wysiłek. W brzuchu, w tym 32-33 tygodniu, to by sobie possał kciuk. I to jakby miał ochotę, a nie co bite 3 godziny. Do tego jeszcze oddychanie i połykanie tego co mu tam podajemy. Naprawdę ciężka praca.

Tych rzeczy jest więcej, ale nie na nich chcę się skupić.

Czy każdy wcześniak to nerwus?

Nie, nie każdy. Nikt mi tego nie potwierdził, ale z moich obserwacji wynika, że nie każdy. Według mnie jedne dzieci mają do tego predyspozycje inne nie. Być może gdyby urodził się o terminie też by nie był zupełnie spokojnym dzieckiem. Był by tylko trochę spokojniejszy.

A może część mam dużo wcześniej odkrywa to co mi zajęło dobrych kilka miesięcy?

Oczywiście ważny jest też tydzień, w którym się dziecko urodziło. Im wcześniej tym jego mózg był bardziej niedojrzały i tym więcej może mieć problemów.

Jak żyć z takim nerwusem?

Pierwszą rzeczą jaka mi pomogła to zrozumienie czym jest nadmierna stymulacja u takiego malucha. To pomogło mi w zrozumieniu jego problemów i wyszukiwanie potencjalnych sytuacji, w których może dojść do histerii. 

W szpitalu to w sumie nie wiele możemy zrobić, poza budowaniem więzi z dzieckiem. To pomoże jemu i nam. Ale reszta czynności, która jest przy nim wykonywana jest niezbędna do jego leczenia.

Najwięcej pracy czeka nas w domu. Po pierwsze trzeba dziecku zapewnić odpowiednie warunki. Nie jest tak, że każdemu z osobna udzielę rady co ma zrobić. Każdy sam musi ocenić jak to wszystko poukładać, żebyśmy my jakość żyli, ale też żeby naszemu maluchowi było łatwiej. Chociaż jest kilka spraw, które są wspólnym problemem.

Telewizja i tzw. wysoka technologia

My już wrośliśmy w ten technologiczny świat. Dla nas to nic niezwykłego. Ale z dziećmi jest inaczej. W "Najszczęśliwszym dziecku w okolicy" dr Karp pisał, że dziecko, gdy się rodzi ma potrzeby jaskiniowca. Może niektórym takie porównanie wyda się niestosowne, ale z perspektywy czasu widzę, że tak u nas było.

Dlatego telewizji mówimy stanowcze NIE. Zero telewizji, radia i innych takich. Na pewno z przerażeniem zapytacie od razu: ale dlaczego? Po pierwsze te migające obrazki razem z dźwiękiem jest dla dziecka zbyt trudne do przyswojenia. Dzieci posadzone przed telewizorem zastygają. Jedna pani doktor powiedziała mi, że to dlatego, że ich mózg pracuje wtedy tak ciężko, że nie ma już energii na nic innego. 

Wielu specjalistów uważa (poczytajcie tutaj i tutaj, ale takich artykułów jest więcej), że zbyt wczesna ekspozycja na takie "dobra" jest przyczyną późniejszych problemów z koncentracją, nadpobudliwością, problemami w nauce i z życiem w społeczeństwie. Niektórzy nawet twierdzą, że może to wywołać ADHD. 

Ja na początku myślałam, że przecież on śpi, to co on tam słyszy. Jeśli czytaliście jakieś pozycje mówiące o śnie dziecka, to wiecie, że sen dziecka różni się od naszego. Dziecko podczas snu tak naprawdę nie próżnuje. Cały czas przetwarza dane, wszystko z czym miało styczność podczas stanu czuwania. Układa to sobie i uczy się. Więc moi drodzy. Telewizji nie oglądamy też przy śpiącym brzdącu.

I przyznam, że nie jestem bez grzeszków na koncie. Mimo, że wiem, że telewizji mówimy nie do 3 roku życia, to czasem mi się zdarzy. Zazwyczaj to nie przekracza 5-10 minut. Ostatnio zawiesiłam się nad programem 20 minut. To oglądało ze mną dziecko. Potem nie mogłam go położyć spać. Nie mógł się wyciszyć. A z przeładowania płakał z 30 minut. 

Życie codzienne

Już sam fakt, że odstawiamy telewizję, może być dla niektórych trudne do zaakceptowania. Jednak to nie koniec rzeczy w których dziecko wywróci nasz świat. 

Z wcześniakiem nie wychodzimy w miejsca publiczne. Po pierwsze ze względu na zarazki. Po drugie właśnie ze względu na hałas, światła, zapachy i wiele innych rzeczy których jego mały mózg nie rozumie. Zapytacie jak długo? To zależy od waszego dziecka. Kiedy zobaczycie, że już jest po terminie jego narodzin, a on sobie z tym radzi to tak. Jednak u nas dopiero niedawno Krzyś zaczął sobie z tym radzić. Ma rok.

Wrażliwym i uważnym trzeba być także przy planowaniu spotkań z bliskimi. Krzyś dobrze znosił pobyt kogoś u nas w domu. Jednak wyjazd gdziekolwiek nie był łatwy. Dlatego bardzo tego unikaliśmy. Dziadkowie bardzo cierpieli z tego powodu, ale jakoś to przełknęli ufając, że robię to dla dobra ich wnuczulka. Inni byli mniej wyrozumiali. Na pierwszą taką wyprawę wybraliśmy się kiedy on miał 6/4 miesiące. Były urodziny mojej kuzynki i miało byś sporo ludzi. Przyjechaliśmy wcześniej, żeby to nie on wchodził w dom pełen ludzi. Miał czas, żeby spokojnie się z wszystkim zapoznać i oswoić. I jak już ogarnął miejsce to potem i z ciekawością ludzi. 

Rytuały i porządek dnia

Specjalnie podkreślam to nagłówkiem, bo to bardzo ważne w przypadku takich wrażliwych dzieci. Im więcej przewidywalności w jego życiu tym lepiej. Niech każdą drzemkę poprzedzają te same czynności. Niech po każdym przebudzeniu dzieją się te same rzeczy. 

U nas niektóre rytuały były bardzo długie. I tak nam pozostało np. z wieczornym usypianiem. Nasz rytuał dziś trwa ok. 2 godzin. Inne polegały po prostu na zaciągnięciu rolet i krótkiej melodii czy kołysance.

Jak wytworzycie sobie rytuały to porządek dnia prawdopodobnie sam się ustali :)

Odtworzenie warunków wewnątrzmacicznych


Nie dokońca jestem pewna czy "wewnątrzmaciczny" to fachowe określenie czy też moja inwencja, ale już spieszę wyjaśnić. Wiele z nas zarzuca sobie, że nie nosiło dziecka przez 9 miesięcy. To pozostawia w nas ślad i nas naznacza. Niestety to odciska się też na dziecku. I chociaż nie włożymy go z powrotem do brzucha to nie wszystko stracone, żeby takie warunki dziecku zapewnić.

Tylko trzeba zrozumieć, co nasz maluch stracił. Po pierwsze ogromną ciasnotę. Nam ciasnota kojarzy się z czymś złym i chcemy dziecku zapewnić wolność, swobodę. Ale dla niego ciasnota to mama, to bezpieczeństwo i szczęście. Dlatego moim zdaniem dzieci trzeba spowijać. Jak to zrobić? Bardzo fajnie opisał to wspomniany już dr Karp. Moim zdaniem do tego celu najlepszy jest nie becik, a zwykły cienki miękki kocyk. Pozwala on otulić dziecko naprawdę mocno.

Fajnym rozwiązaniem jest też gniazdko, który każdy rodzic wcześniaka zna ze szpitala. Oni je tak układają nie bez powodu. Ja bardzo szybko przestałam spowijać. Potem do tego wróciłam. Z perspektywy czasu uważam, że od wyjścia ze szpitala powinnam go spowijać zawsze kiedy śpi lub marudzi co najmniej do ukończenia 3 miesiąca korygowanego. 

Drugą rzeczą, które utraciło nasze dziecko jest ruch. Nam się jakoś wydaje, że dziecku jest tak dobrze w łóżeczku. Przecież jest takie śliczne i jest mięciutka pościel. A to za czym dziecko tęskni to kołysanie i bujanie. 

Przecież my z każdym krokiem powodowałyśmy niezłe wstrząsy. Każdy nasz oddech powodował ruch. Wszystko co robiłyśmy wiązało się z ruchem. To podobno mądrość natury, że dziecko w brzuchu tym ruchem jest niemalże hipnotyzowane, żeby nie zaplątało się w pępowinę i po prostu spało. Dlatego właśnie największe kopniaki dostawałyśmy podczas snu. 

Ja byłam ogromną przeciwnikiem bujania. Oczywiście przed pojawieniem się Krzysia. Potem się wszystko zmieniło. I nie chodzi tu tylko o bujanie na ręku. Pamiętacie może mój wpis o kangurowaniu? To jest świetny sposób na zapewnienie tego spokojnego ruchu, który dziecko tak dobrze zna.

No i trzeci ważny element: szum. Jakoś żyłam w przeświadczeniu, że w moim brzuchu panowała absolutna cisza. Nic bardziej mylnego. Pamiętacie ten dźwięk z badań usg? To nie były zakłócenia sprzętu, właśnie to dziecko słyszało non stop. To przelewanie się, bulgotanie i bicie serca. Dla nas może nie do końca jest to zrozumiałe, ale dla naszych dzieci kojące. 

U nas radę dawała tylko suszarka. Nie dawał się oszukać żadnym nagraniem czy innym dźwiękiem. Potem stopniowo polubił też różne nagrania strumyków i wodospadów oraz muzykę relaksacyjną.

To byłby koniec tego i tak długiego postu. Czuję, że jeszcze nie wyczerpałam tematu, ale na dziś to tyle. Dla ukojenia zostawiam Was z nagraniem białego szumu :)


16 komentarzy:

  1. Nie wiem jak to się ma do wcześniaków, bo nie jestem ekspertem, ale u nas na "Mamo, jest mi źle, smitno i w ogóle" pomaga zamotanie w chustę. Chwila moment i młodzieniec śpi. Też dość mocno spowija dzieciaczka i słyszy on bicie serca mamy. Przy okazji można coś zrobić w domu (chociażby sobie kanapkę). Może nie kieszonka, czy podwójny x ale kangurek z którego w razie czego można w mig dziecko ewakuować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie, że poruszyłaś ten temat.
      Bardzo często wcześniaki mają asymetrię lub problemy z napięciem mięśniowym, a to jest przeciwwskazanie do chustowania.

      Usuń
    2. Rozmawiałam na ten temat z doradcą który dodatkowo jest po kursie związanym z dziećmi właśnie z problemami pourodzeniowymi i o ile problemy z napięciem mięśniowym nie są jako takim przeciwwskazaniem do chustowania to asymetria niestety tak, bo może się utrwalić, ale...jak tylko fizjoterapeuta pozwoli to można zacząć ;)

      Usuń
    3. To prawda, że same problemy z napięciem takim przeciwwskazaniem podobno nie są, o ile dziecko zostanie w chuście prawidłowo ułożone. A to jest naprawdę trudne (jak dla mnie szczególnie przy obniżonym napięciu). Dlatego w przypadku wcześniaków bardzo często można spotkać się z takim ogólnym zaleceniem: przed rozpoczęciem chustowania się skonsultować z fizjoterapeutą.

      Usuń
    4. Zdecydowanie tak, a najlepiej i z fizjoterapeutą i doradcą - genialnie jeśli te dwie funkcje łączy jedna osoba. No i każdy przypadek należy rozpatrywać indywidualnie, bo że jeden dostał zielone światło w takim wielu nie musi oxnaczać że i inni dostaną :-)

      Usuń
  2. Wszystko się zgadza. Nie wiem czy to fakt, że do obserwacji mam TRZY małe istotki, ale faktem jest, że to co napisałaś jest prawdą. W większości doszłam do tych samych spostrzeżeń.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to mówią, trzy to już jest próba statystyczna, więc możesz powiedzieć na pewno więcej :)

      Usuń
  3. bardzo mądry i ważny artykuł napisałaś. Moja córka choć nie jest wcześniakiem to też była początkowo bardzo płaczliwa. Dużo ciepła jednak sprawia, że się uspokaja
    www.puffa.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo nie tylko wcześniaki mają takie problemy.

      Usuń
  4. Świetnie to napisałaś, choć ja nic z tego wpisu nie odnajdę u siebie. Starsza córka była aniołkiem kiedy była mała natomiast teraz nadrabia wyszedł z niej diabełek. A Calineczka nam w szpitalu powiedzieli, że wcześniaki dzielą się na dwie grupy płaczków i tych nad wyraz spokojnych, cichutkich, dużo śpiących, etc... I my zaliczamy się do tej drugiej grupy Calineczka jest cichutka, spokojniutka, płacząca tylko wtedy gdy jest głodna i wtedy potrafi popłakać tak by ją wszyscy usłyszeli. Ciesze się jednak, że już płaczki przeszły i teraz będzie tylko lepiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ważną rzecz poruszyłaś. Akurat u Was to chyba nie ma zastosowania, ale tak mi o czymś przypomniałaś. To o czym pisałam to często są zaburzania Integracji Sensorycznej. Tzn. dziecko ma problem z przetwarzaniem bodźców. Albo reaguje na nie płaczem, albo wycofuje się i w ogóle nie reaguje na bodźce. Jedno i drugie jest zaburzeniem, które może utrudniać życie dziecku.

      Usuń
    2. Czyli zaburzenia Integracji Sensorycznej to nie tylko płacz, spokojne, wycofane dziecko też może być niepokojące dla rodziców.

      Usuń
  5. Mój drugi Kluch zachowywał się bardzo podobnie. Całkiem inaczej niż pierwszy, który był bardzo spokojny i prosty w obsłudze. Dopiero z perspektywy czasu uświadomiłam sobie, że prawdopodobnie zaważyła tu integracja sensoryczna. Albo jej brak.
    Bo chociaż obaj moi synowie przyszli na świat przez cesarskie cięcie, to przy pierwszym decyzja ta została podjęta już po tym jak poród się zaczął, skurcze długo trwały, a wody odeszły. A młodszy miał planową cesarkę. Co prawda już po terminie, ale widać dla niego było jeszcze za wcześnie i nie był gotowy na to co zastanie po tej drugiej stronie. Nie wchodziły w grę żadne bujania, żadne noszenie w chuście czy kangurowanie. Dał się nosić w jednej pozycji, na wyciągniętych rękach, nie chciał ssać, chociaż był głodny, a niezmienny rytm dnia musiał mieć zapewniony jeszcze w wieku 10-11 miesięcy. Bo inaczej nie dało się go położyć spać.
    Na szczęście powoli, powoli i się wszystko jakoś ustabilizowało. Może zaczął się sam ruszać, odostarczać sobie różnych bodźców, poznawać świat wieloma zmysłami i jakoś się w końcu zintegrował:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To co mówisz o noszeniu w jednej pozycji to podobno klasyczne dla zaburzeń SI. W niezbędniku wcześniaka ten temat jest naprawdę świetnie opisany. Każdy z tych modułów czy jak oni to tam nazwali.
      A co rytmu dnia. Krzyś nadal kiepsko znosi odejście od rytmu dnia.

      Usuń
  6. Suszarka pomaga nie tylko u wcześniaków. Wiem coś o tym... Gdy Ufolinek miał kolki nasze rachunki za prąd drastycznie wzrosły :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak to prawda, że nie tylko u wcześniaków. Wiele dzieci potrzebuje przedłużenia tego okresu z brzuszka. Wspomniany dr Karp tłumaczy w swojej książce, że kolki są wyrazem brakującego czwartego trymestru ciąży. Że dzieci płaczą, bo potrzebują jeszcze tych warunków. I rzeczywiście u nas zaczęło się normować jak Krzyś skończył 3 miesiące korygowane.

      Usuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz.