czwartek, 24 września 2015

Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały i jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły - recenzja

Recenzję tej książki odkładałam od dłuższego czasu, ale to nie oznacza, że jej nie polecam. Wiem, że już też się pojawiła recenzja tej książki u Mama Janka i on, ale o dobrych rzeczach trzeba mówić i już. A ta pozycja jest naprawdę wartościowa i warta przeczytania.

ceneo.pl

Zacznę od tego, że książka pomaga w komunikacji z dzieckiem. Po lekturze zauważyłam, że zaczęłam lepiej się dogadywać z innymi ludźmi. Dorosłymi ludźmi. Ale oczywiście z Krzysiem też się dogadaliśmy. Książka zwróciła mi uwagę na wiele aspektów, o których istnieniu nie miałam pojęcia, np. jeśli chcemy zwrócić dziecku uwagę i zazwyczaj używamy tylko jego imienia, to w dziecka podświadomości zapisuje się komunikat: Jestem kimś gorszym, złym, bo kiedy dzieje się coś co nie powinno słyszę tylko moje imię. Wiem, że na pewno nie trafi ona do wszystkich, bo i ja oczywiście nie do końca zgadzam się ze wszystkim, ale wiele ona wniosła do naszego sposobu wychowania.

Książka ma bardzo ciekawą formę. Nie jest to zwykły podręcznik. Wracając myślą do lat szkolnych powiedziałabym raczej zeszyt ćwiczeń. Mamy trochę teorii i zadania do wykonania. Na początku byłam do nich sceptycznie nastawiona i nie chciało mi się podążać za instrukcją. Jednak w przedmowie autorki podkreślały znaczenie tych ćwiczeń, więc raz postanowiłam zrobić. Jak zrobiłam raz to wróciłam do poprzednich, bo naprawdę po wykonaniu tych ćwiczeń zyskałam inne spojrzenie na teorię, która tam była opisana.

Ćwiczenia nie są trudne. Polegają zazwyczaj na tym, żeby wczuć się w emocje dziecka. Pomyśleć co my byśmy poczuli słysząc słowa, które my wypowiadamy do naszych dzieci. I naprawdę wielokrotnie czułam to samo co często wyrażają dzieci. Złość, niechęć itp.

Właśnie przez te ćwiczenia to nie jest książka na jeden wieczór. Chociaż czyta się przyjemnie i łatwo, to żeby z niej w pełni skorzystać trzeba naprawdę przemyśleć fragment, który się przeczytało. Bo często poruszane są takie sytuacje, w których my działamy z najlepszą wiarą, a dziecko odbiera to zupełnie inaczej. I jeśli mamy skorzystać z tej pozycji to musimy zmienić swój sposób myślenia i rozwiązywania sytuacji trudnych. Nie wiem jak u was, ale u mnie taki proces trwa dość długo.

Zawszę piszę o rozdziałach jakie są w danej książce i dziś wyjątku nie będzie. Po całej masie przedmów zaczynamy rozdział 1, czyli jak pomóc dziecku, by radziły sobie z własnymi uczuciami. Może dodam, że chodzi o trudne uczucia. Bo z tym jest właśnie problem. Jeszcze przed lekturą tej książki tak spontanicznie nam wyszło, że nauczyliśmy Krzysia wyrażać złość. Po prostu zawsze kiedy widziałam, że się o coś wkurza robiłam określoną minę i wypuszczałam powietrze nosem. On to podłapał i dziś tak robi. W sumie nie tylko jak jest wkurzony, ale też jak chce nas rozśmieszyć. Kiedy moja mama to zobaczyła była przerażona. Jak to? Takie maleństwo nie może mieć złych emocji. To trzeba przed nim ukrywać. WTF? A przed nami ktoś ukrywa? Nie. I właśnie w ten rozdział jest poświęcony temu, że boimy się negatywnych uczuć dzieci. Być może dlatego, że sami sobie z nimi nie radzimy. Poza ćwiczeniami i fajnymi podsumowaniami mamy jeszcze narysowane scenki. Fajny sposób przedstawienia myśli.

Drugi rozdział to zachęcanie do współpracy. Krzyś jeszcze dobrze od ziemi nie odrósł a już i ja czuję, że nakłonienie dziecka do zrobienia tego co sobie akurat wymyśliłam, albo nakłonienie go żeby jednak nie wchodził tam gdzie on sobie zamierzył nie jest łatwe. No i oczywiście, że on jest jeszcze bardzo malutki i jeszcze nie wszystko rozumie, ale naprawdę w tym rozdziale znalazłam rozwiązanie, które u nas działa.

Kiedyś pisałam, że Krzyś uwielbia wchodzić do zmywarki. Dawniej mówiłam do niego: Krzyś nie wchodź tu. Nie wolno itd. Nie przynosiło to efektów. Potem przeczytałam ten rozdział i zaczęłam tylko mówić: Noga. A on od razu załapał o co chodzi i tak dziś bardzo rzadko zdarza się, żeby podejmował próby wchodzenia do zmywarki. W tym właśnie momencie rozkochałam się w tej książce.

Potem przechodzimy do czegoś co czasem budzi kontrowersje: zamiast karania. No właśnie. Zaraz przychodzi nam na myśl bezstresowe wychowanie. My już widzimy jaką krzywdę taki model wychowania wyrządza dziecku. Ale z drugiej strony zbyt surowe wychowanie to też kłopoty. Więc co robić? Oczywiście szczegóły znajdziecie w tym trzecim rozdziale. Tu znów pojawia się akceptacja negatywnych emocji i uczenie dziecka jak sobie z nimi radzić. Jest też kilka innych sposobów. U nas na razie stosuję tylko jeden, bo innych Krzyś jeszcze nie pojmie. U nas działa dawanie dziecku wyboru. Jak to działa? Np. jestem u niego w pokoju i się bawimy. A mi się pranie wyprało, więc chcę wyjść je rozwiesić, a Młody chce kontynuować zabawę i ryk. Zaczęłam mówić do niego: muszę powiesić pranie. Możesz iść ze mną i mi pomóc, albo pobawić się chwilę sam a jak przyjdę do ciebie jak skończę. Oczywiście nie zawsze jest tak, że ryk ustaje, ale z całą pewnością stwierdzam, że to działa. Czasem Krzyś idzie ze mną, a czasem zostaje sam. A ja spokojnie mogę iść zrobić co mam zrobić.

Rozdział 4 to zachęcanie do samodzielności. Niby wszyscy chcemy, żeby dziecko było samodzielne, ale z drugiej strony to chcemy być potrzebni. Bardzo ciężko wyznaczyć granicę między drobną pomocą a wyręczaniem dziecka. Z tym mam problem. Często Krzysia wyręczam. Mąż na szczęście trochę ratuje sytuację, bo bardziej zachęca Krzysia do samodzielności i pokazuje co Krzyś może zrobić sam. Ja chyba muszę do tego rozdziału wrócić.

Kolejny rozdział jest bardzo interesujący. Mówi o pochwałach. I niby takie nic. Nic prostszego powiedzieć, ale super, bardzo ładnie, jesteś bardzo grzecznym chłopcem. I co w tym złego? Niby nic, ale po zrobieniu pierwszego ćwiczenia w tym rozdziale widzę, że to ma drugie dno. Że mimo naszych dobrych chęci dziecko może pomyśleć, nie jestem tak dobry jak ona myśli. I teraz albo dziecko zaczyna myśleć o sobie źle (bo nie jest wystarczająco dobre), albo o nas, bo może nasze pochwały wydają się nieszczere i sztuczne. Według tej książki trzeba włożyć dużo wysiłku, żeby wymyślić dobrą pochwałę, bo naprawdę trzeba przemyśleć co takiego sprawia, że to co dziecko zrobiło (szczególnie jeśli znajdziemy kilka rzeczy do poprawki) wprawia nas w zachwyt. Tego to jeszcze zupełnie nie ogarniam.

Ostatni rozdział (choć to jeszcze nie koniec książki) to uwalnianie dziecka od grania ról. Nic nie mówi ten tytuł, bo przecież my dziecka nie zmuszamy do grania ról. Nas, dorosłych życie do tego zmusza, ale dziecka nie. I tu nie będę się tak zachwycać strasznie, bo jakoś mi nie leży ten rozdział. Być może muszę do niego dojrzeć czy coś, ale wydaje mi się taki trochę na siłę. Rozdział pełen jest scenek, które jakoś tak wydają mi się sztuczne. Może dlatego, że Krzyś jest jeszcze za mały, żebym mogła coś tego zastosować w naszym życiu. Wrócę do niego za jakiś czas.

Dalej są aneksy, których nie czytałam. Może później. Właśnie później. Zdecydowanie książka pozostanie na naszej półce na długo. Widzę, że w zależności od wieku dziecka wynosi się z niej inne treści. Mi poleciła ją matka trójki chłopców i ona wciąż do niej zagląda. I czuję, że ja też będę.

Być może ciekawi was, kiedy po tę pozycję sięgnąć. Odpowiem, że już teraz. Nigdy nie jest za wcześnie na budowanie dobrej komunikacji. Bo tak jak pisałam, te zalecenia można z powodzeniem stosować w dorosłym świecie.

To był kolejny post w ramach akcji Czytamy o dzieciach, kliknijcie tutaj, żeby zobaczyć co się już ukazało.

17 komentarzy:

  1. Bardzo dziękuję za tą recenzję, zaciekawiłaś mnie, szczególnie tym przypadkiem zmywarki, bo w życiu bym nie pomyślała, żeby jasny komunikat zakazu zamienić na coś takiego :P. Super, poszukam jej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wkleiłam link pod zdjęciem do ceneo. Tam masz kilka ofert. Nie jest bardzo droga.

      Usuń
  2. od dawna planuję kupić te ksiązkę i ciągle coś ... po Twojej recenzji juz na pewno nie odpuszczę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też ją ciągle odkładałam. Mnie zachęciła recenzja Mamy Janka.

      Usuń
    2. masz rację - o dobrych rzeczach (również książkach) trzeba jak najwięcej głośno mówić! bardzo się cieszę, że zachęciłam Ciebie, a dzięki Twojemu tekstowi być może trafi pod kolejne strzechy i coraz większej grupie osób będzie się łatwiej ze sobą rozmawiało :)

      Usuń
  3. Słyszałam o tej książce, podobno jest super :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A Tobie to się jeszcze książki przydają? Przy trójce to chyba raczej swoją możesz napisać :) A tak na poważnie to z tej serii jest jeszcze książka o rywalizacji między rodzeństwem, ja jej nie czytałam, ale też podobno bardzo wartościowa.

      Usuń
  4. A z tymi pochwałami to prawda, już widzę po moich dzieciach. No i sama pamiętam, jak się stresowałam, słysząc czasem pochwały, bo od razu myślałam, że przecież wcale taka dobra nie jestem, więc muszę być lepsza...
    Pochwały potrafią dużo namieszać i nie wystarczy, że mówię chłopakom "jesteś dzielny", potem naprawdę długo muszę im tłumaczyć dlaczego tak mówię i że są super tacy, jacy są. Albo Gabrysiowi, kiedy ma schiza, że się czegoś boi i mówi że jest tchórzem i że wcale dzielny nie jest - długo trzeba mówić, że odwaga to nie brak strachu, tylko jego przełamywanie. I tak dalej... Ale to z takimi cztero-, pięciolatkami się zaczyna, wcześniej może się wydawać science-fiction :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To o czym piszesz to sytuacje opisane w tej książce. Naprawdę, jakbyś ją cytowała. Tak więc zachęcam do lektury.

      Usuń
  5. Odpowiedzi
    1. Tak i niebawem nasze dzieci będą czytać podobne, bo dużo fajnych książek u Ciebie widuję.

      Usuń
  6. ..a bardziej retorycznie: jak nie przeczytam będę gorszą mamą? :/ codziennie coś zaczynam czytać, odkładam, wracam, ale skończyć nie mam szans, hmm może niebawem? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty to dobrze, że masz czas oddychać to jest chyba wyczyn ;) a co do później to myślisz że jak zaczną się przemieszczac to będziesz miała więcej czasu?

      Usuń
  7. Dziękuje Ci za to, zamawiam ją zaraz, natychmiast już, bo brak mi siły i pomysłu jak trafić odpowiednio dl mojej kochanej Lulci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że znajdziesz tam inspirację.

      Usuń
  8. oj przyda nam się ta książka bo zapowiada się na to że moja córka będzie indywidualistką ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz.