środa, 5 sierpnia 2015

Wcześniacze historie - Loki 31 tydzień

Tej historii kibicuję od dawna. I jak tak o nich czytałam to myślałam sobie: nie ma opcji, żeby ta historia się skończyła źle. I mimo, że Diav bardzo boi się zapeszać to jednak zdecydowała się podzielić z nami swoją historią. Tak więc trzymamy kciuki za tego młodego przystojniaka i zapraszam do poznania historii Lokiego.



Imię dziecka: Loki Jacques

Aktualny wiek: 6 miesięcy urodzeniowy/4 miesiące korygowane

Poród w tygodniu: 31

Waga przy narodzinach: 1440gr

Punkty Apgar: 10

Poród: cesarskie cięcie

Karmione: odciągniętym mlekiem matki od samego początku, a potem, jeszcze w NICU, pierś

Problemy okołoporodowe i podczas pobytu w szpitalu: pomimo tego, że byliśmy w trakcie wywoływania porodu naturalnego (ze względu na mój ciężki stan przedrzucawkowy oraz notche na obydwu tętnicach macicznych) Loki urodził się przez awaryjne cesarskie cięcie, bowiem podczas porodu okazało się, że odkleiło się łożysko.

Pobyt w szpitalu (jak długo): 35 dni

Szpital: Urodził się w Nicei, w Centre Hospitalier Universitaire de Nice, ale po tygodniu został przewieziony do Cannes, Centre Hospitalier de Cannes.

Problemy zdrowotne po wyjściu ze szpitala: żadnych :).

Nadciśnienie pojawiło się około 24 tygodnia ciąży i szybko okazało się, że pojawiło się dlatego, że na lewej tętnicy macicznej zaistniał tak zwany notch, który utrudniał przepływ krwi do macicy. Dostałam leki zmniejszające ciśnienie, aczkolwiek ciśnienie rosło szybciej niż zwiększano mi dawkę leków. Dostałam od lekarzy pudełeczko paseczków do sprawdzania białku w moczu i robiłam to w domu co kilka dni, aż w 27 tygodniu okazało się, iż białko niestety się pojawiło. Do szpitala w Cannes, na kontrolę, trafiłam dwa dni później i już zostałam. Moje wyniki pogarszały się błyskawicznie: płytki krwi, wątroba, nerki, białko, ciśnienie - lekarze, przekonani, iż urodzę bardzo szybko, dali mi sterydy w 28 tygodniu, po czym zostałam przetransportowana helikopterem do szpitala w Nicei, ponieważ w Cannes oddział neonatologiczny nie ma możliwości ratowania noworodków. W szpitalu w Nicei okazało się, że notche są już na obydwu tętnicach. Spędziłam tu jednak kolejne tygodnie, żyjąc w niepewności, z godziny na godzinę niemalże, bo lekarze chcieli tak zbalansować moje zdrowie ze zdrowiem Lokiego, żeby mógł przyjść na świat jak najpóźniej. Kiedy zadecydowano o porodzie, moje nerki już praktycznie nie działały, wątroba była w opłakanym stanie, a ciśnienie 160/100 było już nową normą (po 8 lekach dziennie). Wywoływanie porodu trwało prawie dwa dni i już na początku coś było nie tak - tętno Lokiego zaczęło spadać, było dobre tylko jeśli byłam w jednej pozycji... O cesarce zadecydowano w drugiej dobie, kiedy zaczęłam krwawić. Wówczas okazało się, że łożysko się odkleiło, dostałam bardzo dużego krwotoku i w mgnieniu oka zawieziono mnie na salę operacyjną. Było ciężko, ale się udało, i już kilka minut później, podczas operacji, dostałam moje maleństwo do pocałowania. Nie słyszałam jego płaczu, ale to dlatego, że zaczął płakać dopiero na widok męża :). Lokiś został zabrany do NICU, a ja po operacji do recovery room, gdzie spędziłam dłuuuugie godziny, bowiem moje ciśnienie skoczyło pod sufit i zrobiło się mocno niebezpieczne. Operacja była w czwartek, w czwartek również zawieziono mnie dosłownie na pół minuty do NICU, na łóżku (nie mogłam się podnosić), ale następnym razem zobaczyłam mojego synka dopiero w sobotę wieczorem, kiedy wreszcie pozwolono mi wstać i z kroplówką pojechać na fotelu na oddział intensywnej terapii neonatologicznej.
Po tygodniu zostałam wypisana ze szpitala, wreszcie, a dwa dni po mnie mój Loki został przewieziony do szpitala tuż koło nas, gdzie spędził kolejne cztery tygodnie. Do domu został wypuszczony w 37 tygodniu mojej ciąży ;), miał już wówczas miesiąc i troszkę. :)
I teraz najpiękniejsze: pomimo całej tej ciężkiej historii, pomimo urodzenia się dwa miesiące wcześniej niż powinien - Loki nie ma żadnych problemów! Jest zdrowy i rozwija się świetnie! W tej chwili, mając sześć miesięcy waży już 7220gr i ma 66cm wzrostu. Sam siedzi, pełza, próbuje raczkować, nawet mówi "mama", "mamu" i "mamą" (chociaż zdaję sobie sprawę, że to jeszcze bez znaczenia) ;). Uczymy go niemowlęcego języka migowego i już reaguje na znak "mleko" i "jeść" :).
Myślę, że to zasługa lekarzy, którzy wcześnie wyłapali pierwsze symptomy oraz lekarzy, którzy prowadzili mnie w obydwu szpitalach. Pierwsze dwie dawki sterydów otrzymałam w 28 tygodniu, trzecią dawkę w 31 - uważam, że to miało wielkie znaczenie dla rozwoju mojego synka.
Serdecznie pozdrawiam, 
Diav :)

16 komentarzy:

  1. Urodził się bardzo malutki. Ja to chyba urodziłam olbrzyma, bo w 32 tygodniu mój Filip miał 2200g. Trzymam za Was kciuki żeby wszystko szło o przodu bez problemów!

    OdpowiedzUsuń
  2. To dobrze, że ta historia zakończyła się szczęśliwie. A Loki wygląda na cudownego chłopca!

    OdpowiedzUsuń
  3. Loki ważył w chwili urodzenia tyle ile mój Tymon :) mój najmniejszy syn :) super, że tak pięknie się rozwija :) pytanie jak Mama pozbierała się po wszystkim? Jak zdrowie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytam Waszego bloga :)). Mama się trochę pozbierała, trochę nie ;). Jeśli chodzi o zdrowie fizyczne to wciąż czekają mnie ponowne badania nerek, reszta teoretycznie jest już ok... Ale jeśli chodzi o psychikę, to są górki i dołki ;). Z całą pewnością, pomimo dobrych warunków, mam traumę po szpitalu i mam wrażenie, jakby to wszystko działo się "wczoraj". Są dni bardzo dobre i są wieczory takie, że zastanawiam się czy nie mam depresji lub PTSD :). Staram się brać każdy dzień osobno i żyć teraźniejszością :)

      Usuń
    2. Mój syn też wczesniak ważył 1170g a urodzil sie w 29 tygodniu. Zdrówka zyczę !

      Usuń
  4. Twoja historia jest bardzo podobna do mojej. Ja jednak dotrwalam do 35tyg. Mnóstwo leków na zbicie ciśnienia, na dodatek takie które musiałam szybko sprowadzać z Niemiec i Szwajcarii... nie było ze mną tak źle po porodzie, choć leżałam 26godzin na sali pocesarkowej. Zbijali mi ciśnienie. Było bardzo wysokie, już nawet odwrócili mi monitor żebym nie widziała. Niestety moja Oliwia nie miała tyle szczęścia ze sterydami... ale jej historię już znasz :)
    Życzę Ci dużo zdrowia i spokoju ducha, masz synka i to jest najcudniejsze z Twojej historii:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)

      Ja miałam tak samo po porodzie, ciśnienie pod sufit, dostawałam równocześnie kroplówkę i leki doustnie na zbicie ciśnienia, ale to prawie nic nie dawało przez pierwsze 24 godziny. Uspokoiło się trochę dopiero po 32 godzinach, kiedy w końcu przewieźli mnie z sali pooperacyjnej do normalnego pokoju :). Ja musiałam jeszcze długo brać leki na zbicie ciśnienia, nawet po powrocie do domu - trzy miesiące 8 dawek dziennie (Loxen i Aldomet (wcześniej Amlor, ale nie działał) ), a potem zaczęłam powoli schodzić, aż przestałam je brać zupełnie. A jak to było u Ciebie z ciśnieniem już po ciąży? Ja dalej często mam wyższe (140/90), a przed ciążą miałam 120/70 :)

      Usuń
    2. O rany rozpisałam się i komentarz wsiąkł.
      Ehh..
      No nic zacznę od początku :)
      Ja również miałam kroplówkę, i coś jeszcze dodatkowego, ale nie pamiętam co. I po tym czymś wpadło do bezpiecznych wartości.
      Ja na nadciśnienie choruję od kilki lat, dlatego wiedziałam, że jestem potencjalnie zagrożona stanem przedrzucawkowym. W ciąży zwiększałam leki stopniowo, ale to byłe złe. Dopiero moj cudowny hipertensjolog dowalił mi większe dawki, nowe leki - Adalt ret, Trandate - i nie spadło, ale też nie wzrosło. Dotrwałam dzięki niemu do 35tyg. Potem białko i cc.
      26h zbijali i kroplówką, potem już Dopegyt, chwilę Tertensif ale tego nie można przy karmieniu. Dopegyt miałam chyba 6 na dobę, a kontrola ciśneinia 8 na dobę w szpitalu. Potem zmniejszali, ale unormowało się dopiero w domu. W szpitalu wciąż było dużo stresu, bo życie córki było zagrożone.
      tak naprawdę nadal mam wysokie 140/90 czasem wyższe, wciąż Dopegyt 3x na dobę. Czekam na wizytę teraz, pewnie holter, pomiary i nowe leki, betablockery. Wtedy wreszcie może zobaczę upragnione120/80 :);)

      Z tego co piszesz to Twoje ciśnienie było wynikiem ciąży, co jest gorsze niż moja sytuacja. U Ciebie było to nagłe, dlatego tak niebezpieczne. Dobrze, że nie wpadłaś w zespół Help - to jest już ogromne zagrożenie, powikłania po rzucawce. Wtedy organizm siada już bardzo szybko, i matki i dziecka. CC przeprowadzane jest z prędkością światła.

      W ciąży trzeba naprawdę uważać na siebie, nigdy nic nie wiadomo.

      Usuń
    3. Mnie z białkiem trzymali jeszcze cztery tygodnie w szpitalu, zanim urodził się Loki. Po CC przez ponad 30 godzin miałam ciśnieniomierz na sobie non stop w trybie mierzenia co 15 minut - strasznie męczące, nie ma szansy na odpoczynek, sen... Tak samo miałam przed porodem, prawie 40 godzin bez ruchu, bez picia, jedzenia, podpięta do wszystkiego, ciśnienie co piętnaście minut, ktg leciało bez przerwy, tylko zmieniali papier, bo się po 10 godzinach kończył.

      Dopegyt czylli metyldopa, czyli to samo co mój Aldomet, brrr.

      Przepraszam, że tak pytam o szczegóły, ale dobrze mi robi takie poczytanie podobnej historii ze szczegółami. Bo ja mimo już prawie siedmiu miesięcy, wciąż nie do końca doszłam do siebie :)

      Usuń
    4. Jeśli Ci pomagają moje odpowiedzi to pytaj. Po to w sumie są Wczesniacze historie;)

      Wszystko miałam podobnie... pomiar co 15 minut po CC, matko byłam spuchnieta jak balon a to jeszcze pompowalo mi rękę... plakietka z numerem jako pacjentka wbijala sie w moją skórę. A kiedy pobierali mi krew to natychmiast krzepla. Pobieralj mi z tetnicy (!) I tez krzepla... bylam pokluta, zmeczona, spuchnieta...
      Trauma. Trauma...
      Nie da się tego zapomnieć

      Usuń
    5. Dziękuję! Też byłam taka spuchnięta, co śmieszniejsze - nie czułam tego aż tak bardzo, dopiero potem zobaczyłam zdjęcia i mi dosłownie szczęka opadła. Plakietka na nadgarstku też mi się kompletnie wbijała.

      Mi też pobierali z tętnicy, bo już znikąd indziej nie chciało lecieć! I z tętnicy też nie chciało.

      Dopiero miesiąc po szpitalu mogłam normalnie pobrać krew.

      I cały czas mam wrażenie jakby to było wczoraj!

      Usuń
    6. Ja skasowałam zdjęcia z okresu, kiedy byłam największym balonem ;)

      Też tak mam... wciąż myślę, że to było wczoraj...

      Usuń
  5. Cudowny chłopak, trzymam mocno za niego kciuki!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz.