piątek, 7 sierpnia 2015

Matka wcześniaka wśród ludzi tłumu

Zostając matką wcześniaka nie myślisz o tym, ale przyjdzie ci odnaleźć się wśród innych matek. Co prawda mnie los oszczędził i jakoś tak nie mam złych doświadczeń. Ale temat tak często pojawia się na grupach wsparcia, że chcę o tym napisać.



Mnie los oszczędził podwójnie. Raz, że wokół mam życzliwych ludzi, którzy wgryźli się na tyle w temat wcześniactwa, że wiedzą, dlaczego on mając pół roku jeszcze nie siadał. Po drugie Krzyś jest Krzysiem i rozwija się doskonale. Teraz w sumie zapytana o wiek już go nie koryguję. Jedynie u lekarza. Kiedyś pisałam o moich początkowych rekcjach na zapytania odnośnie wieku Krzysia (post tutaj).

Poczucie winy towarzyszy od samego początku (pisałam o tym tutaj). Po jakimś czasie pojawia się zazdrość.

Pierwsza przychodzi zazdrość o porody i szczęśliwe ciąże. Pytasz siebie - czemu ja nie miałam takiego porodu? Czemu nie mogłam poznać czym są dolegliwości ostatnich miesięcy? I wiem, że pewnie rodzące o czasie nie zrozumieją co innym tak śpieszno do nieprzespanych nocy, do opuchniętych nóg i ogólnego dyskomfortu. Ale dla matki wcześniaka to niedoścignione marzenie. I powiem szczerze, że wciąż się czuję niekomfortowo widząc kobietę w 8 czy 9 miesiącu ciąży. A już tyle czasu minęło.

Najgorzej było jeszcze w szpitalu. Była tam kawiarnia, w której się posilałam i relaksowałam. A że była przy samym wejściu, to co rusz widziałam kobiety przychodzące rodzić, albo takie tuż przed, które dogrywały ustalenia z wynajętą położną. Albo jeszcze gorzej: kobiety, które widziałam jak przychodzą kilka dni temu na porodówkę, a teraz wychodzą z maleństwem do domu. Ciężko było mi na to patrzeć. Najłatwiej znosiłam widok przyjaciółki. Z tych wszystkich kobiet mogłam zaakceptować tylko ją. Bo dla niej chciałam szczęśliwego porodu. Może dlatego było łatwiej.

Potem zazdrościłam spokoju. Tych błahych problemów. Bo dla mnie szczepienie to był pikuś. Problemem było to czy nie zapomni oddychać, albo jak mu pobierali krew. 6 razy kuła zanim trafiła na żyłę wystarczająco dużą, żeby igła mogła wbić się w jej środek i coś mogło wylecieć. Nawet ostatnio koleżanka opowiadała mi, że strasznie przeżyła szczepienie. I na to wspomnienie się uśmiechnęłam. Szczepienie - wkuwają się i idziemy do domu. Luzik. A taki pobyt w szpitalu, czy ciągłe jeżdżenie po specjalistach? Brrr....

Później przyszły jeszcze wątpliwości. A czy dam sobie z nim radę? A jak on się będzie rozwijał? Wiele pytań, na które tylko czas mógł dać nam odpowiedź. Ale ja chciałam wiedzieć już teraz. Nie chciałam czekać. A mogłam tylko siedzieć i czekać.

Krzyś rósł i powinien się rozwijać. A ja patrzyłam jak stoi w miejscu. Jak już powinien to i tamto, a on nic. Miał taką chwilę, że zostawał w tyle za wiekiem korygowanym. Tak nam mówili na rehabilitacji. Bo niby człowiek zdaje sobie sprawę z tego, że wcześniak idzie swoim rytmem, że trzeba patrzeć na wiek korygowany. I niby wiem, ale jak tak czekałam 4 miesiące na pierwszy uśmiech, to czułam żal do świata, że inne matki nie zdążą się jeszcze otrząsnąć po porodzie a maleństwo już rozsyła uśmiechy na lewo i prawo. I tak, czasem chciałam żeby już dogonił rówieśników. Wiem, że nie musi i nic się nie stanie, ale każdy ma gorszy dzień.

A do tego ciągle słyszysz, że ten miał 4 miesiące i już usiadł. A twój nie siedzi? Och... porównywanie dzieci. To jest temat rzeka. Każda matka wie o czym mówię. Nie ważne czy wcześniacza czy nie. To jest zmora każdej matki. A najgorsze, że człowiek sam pyta jak się maleństwo chowa. Zapytasz i dostajesz odpowiedź. Normalna zasada komunikacji. A potem się martwisz, że on jeszcze tego nie potrafi. I zapominasz, że jest lepiej rozwinięty ruchowo. Ale przecież już powinien pokazywać paluszkiem, albo gadać to czy tamto. Tu moim zdaniem matki są same sobie winne. Ale każda chce wiedzieć jak jej dziecko wygląda na tle innych dzieci.

Jednym z najgorszych doświadczeń był płacz. Podobno wcześniaki są bardziej nerwowe. Podobno to przez to, że na początku doznają tak wiele nieprzyjemnych stymulacji. Ich pierwszym doświadczeniem jest ból, dopiero później ciepły dotyk matki. Tak mi mówili w szpitalu. Może chcieli mnie jakoś pocieszyć, a może coś w tym jest. Ale kolki... Do dziś nie wiem jakim cudem przetrwaliśmy ten horror. Bo nie dość, że dziecko płacze, to Krzysiowi wszyscy wróżą jakąś pracę głosem, typu wokalista heavy metalowy (praca bez mikrofonu) itp. No potrafi wyprodukować tych decybeli. Oj potrafi. Czasem po takim dniu płaczu i marudzenia to czułam jakbym miała głowę ze 3 razy większą. I nawet jak przestawał płakać to dalej mi dzwoniło w uszach.

Tak więc jak słyszałam historie o dzieciach, które w ogóle nie płaczą to: 1. Zazdrościłam 2. Czułam się fatalną matką. Bo przecież czyja to wina jak nie matki, że dzieciak ryczy i ryczy? 3. A na końcu to już przestałam wierzyć. Bo jak to możliwe, żeby dziecko nic nie płakało? To co ono tylko tak leży i się uśmiecha? Rosjanie uważają, że jak ktoś się tylko uśmiecha to jest idiota i głupek. A przecież moje dziecko nie jest głupek ani idiota. On po prostu wyraża swoje zdanie. Bardzo dobitnie, głośno i tak by nie przejść obok tego obojętnie. Pół osiedla nie przechodziło obojętnie :) Bo nawet przy zamkniętych oknach było go słychać pod blokiem.

Niektórzy uważali, że przesadzam mówiąc o jego płaczliwości. Nawet zaczęłam im wierzyć. Do momentu, kiedy moja mama i moja teściowa zostały same z Krzysiem. Obie świetne matki i doświadczone: jedna 2 dzieci, druga 3 (i to sami synowie). Po powrocie zastałam moją mamę całą spoconą, a teściową zapłakaną - bo płakał. Wtedy zrozumiałam, że chyba jednak wiem co mówię. Ale nikt póki nie doświadczy gniewu Krzysia nie zrozumie.

Wśród tych wszystkich emocji: zazdrości, bezsilności itp. na pierwszym miejscu w rujnowaniu życia jest bezsprzecznie poczucie winy. A zaraz za nim poczucie niezrozumienia. Możecie mieć najlepsze chęci i być najbardziej współczującymi osobami na ziemi, ale jeśli nie staliście nad swoim dzieckiem podłączonym do respiratora, walczącym o życie i ważącym tyle co bochenek chleba, albo jeszcze mniej - to nie zrozumiecie. Ja pisząc dla mam wcześniaków mogłabym tylko napisać: Poczucie winy  i każda już wie co ja czuję. Piszę więcej byście naprawdę uwierzyły, że nie jesteście same z tym wszystkim.

21 komentarzy:

  1. Kochana, tak jak napisałaś - nie jestem mamą wcześniaka i zapewne nie mogę się w pełni utożsamiać z Twoimi odczuciami. Ale wierz mi, matki rodzące o czasie też miewają poczucie winy, zwłaszcza najbliżsi potrafią dać porządnego kopa w tym temacie, Mój poród był trudny, traumatyczny. Wszelkimi sposobami chciano zmusić Gibonika do porodu naturalnego i dopiero gdy zaczęły się kłopoty, zrobiono cesarkę. Dziecko od początku płaczliwe i nadpobudliwe. Śpiące w dzień dwa razy po pół godziny - to był max - po godzinnych usypianiach na rękach, a w nocy pobudki co godzinę... I dwa długie miesiące kolek i ciągłego ryku. I do tego bliska osoba, która ciągle mówiła, że to moja wina bo w ciąży się stresowałam pracą, brałam przepisaną przez lekarz prowadzącego nospę, no a kolki to dlatego że zapewne źle go karmię ... i w ogóle mnóstwo rzeczy robiłam wg niej źle. Dziś wiem, że ten ktoś nie miał racji, jednak jak wiesz kobieta po porodzie jest podatna na takie teksty i łatwo łapie doła. Wytrwałam tylko dzięki mężowi, miłości do synka i chyba swojej cholernie upartej naturze ;-). Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale wiele przeszłaś to i rozumiesz więcej. Przykro mi, że Cię dołowali na początku. A rodzina powinna być wsparciem.

      Usuń
  2. ''Każde dziecko rozwija się swoim tempem'' - utarty frazes, który powtarzają wszyscy i wszędzie a i tak porównują. I poc to? Na szczęście u nas w otoczeniu nie było takich mądrali!

    O naszym szpitalu mogłabym się wypowiada w samych superlatywach, nowoczesny, czysty, wyposażony, opieka super...ale była jedna rzecz, którą miałam mu nieco za złe. Gdy trafiłam na podtrzymanie, leżałam z dziewczyną z ciążą przenoszoną - dzień po moim przybyciu wywołano u niej poród i wróciła na salę z dzieckiem. Wciąż widzę to scenę przed moimi oczami i to bardzo wyraźnie - wyszłam do łazienki i się rozryczałam. Na jej miejsce przyszła dziewczyna z umówioną cesarką - urodziłyśmy tego samego dnia, tylko, że ona swojego syna miała przy sobie, a ja nie ;( Ja wiem, że szpital to nie hotel i nie należy wybrzydzać, ale w tych dwóch sytuacjach było mi niezmietnie smutno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie w sumie starano się tak, żeby matki wcześniaków leżały blisko oddziału, na którym są ich dzieci. A i na sali miałam same matki wcześniaków. Z tym, że one miały dzieci przy sobie.

      Usuń
  3. :( twój tekst uświadomił mi różnice, mnie przygotowywano miesiącami, że będę mamą wcześniaków, ciebie życie okrutnie zaskoczyło, łączą nas jednak te same uczucia strachu, bezsilności, gniewu, zazdrości i żalu czemu ja? Czemu moje dzieci?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na ogarnięcie, że rodzę miałam pół godziny w trakcie której musiałam poinformować męża i pracę i wylać morze łez.

      Usuń
  4. Justyś, i dlatego znając Waszą historię i dmuchając na zimne, poszłam na zwolnienie za pierwszym razem jak mi lekarka zaproponowała. Niech sobie mówią, że "ciąża to nie choroba" i zwolnienia są nadużywane. W nosie mam to.
    Teraz niestety poznajemy "uroki" szpitala z dzieckiem bo Kropek na wyjeździe się chyba za bardzo nudził :-/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale miałaś ciążę przekichaną: z jednej strony mąż, z drugiej ja :) Dzielna dziewczyna dała radę.

      Usuń
  5. Ach... Czytam i jakbym wyjmowała te słowa ze swojej głowy, serca i ust... Niby każda wcześniacza historia jest inna, a łączy nas tak wiele podobnych emocji, uczuć i doświadczeń.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam jak w szpitalu pytałam, jak się takie wcześniaki rozwijają. Teraz wiem, czemu nikt mi na to pytanie nie odpowiedział. Ale to co czujemy, te emocje których się wstydzimy przechodzi chyba każda matka wcześniaka.

      Usuń
  6. Tak jak napisałaś. Nie zrozumiem tego, co czujesz, bo moje dziecko urodziło się po terminie. Mogę sobie tylko wyobrażać, co przeżywałaś i nadal przeżywasz. Ale powiem Ci, że ja też miewam podobne myśli, choć pewnie inne. Ja całą ciąże chodziłam w nerwach, bo ciągle było coś nie tak. Długo staraliśmy się o dziecko i od początku były komplikacje, więc teraz chodzę, chucham i dmucham. Też miewam poczucie winy i nieraz moje dziecko jest porównywane, ale nie przejmuje się tym, że nie robi wielu rzeczy. Dla mnie najważniejsze jest jej zdrowie, bezpieczeństwo i szczęście, a inni niech mówią co chcą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że masz takie podejście. Ja z reguły też, chyba, że mam kiepski dzień. Wtedy mnie rusza.

      Usuń
  7. :......... A na końcu to już przestałam wierzyć. Bo jak to możliwe, żeby dziecko nic nie płakało? To co ono tylko tak leży i się uśmiecha? Rosjanie uważają, że jak ktoś się tylko uśmiecha to jest idiota i głupek. A przecież moje dziecko nie jest głupek ani idiota".................???????????????:((((((((
    no comments......

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazwyczaj odpowiadam coś swoim czytelnikom. I tu chciałam Cię drogi czytelniku przeprosić, ale nie wiem jak ustosunkować się do nadmiaru znaków i stwierdzenia, że nie będziesz komentować. Może następnym razem.

      Usuń
    2. Uwaga o "głupku" tez wydała mi się niesmaczna. Moje dziecko jest spokojne, nie krzyczy i nie płacze bez powodu, i generalnie prawie cały czas jest w dobrym humorze. Nie znaczy to jednak, ze tylko siedzi lub leży i się uśmiecha. Wszystko go interesuje, wszystko chce "zbadać", dotknąć, jest ciekawy świata, ale nigdy, poza krótkim etapem kolek (trwających od ok 18 do 20 przez ok miesiąc) nie ryczal bez powodu. Dodam, ze tez jest wcześniakiem.

      Usuń
    3. Ludzie ja nie gryzę. Ja piszę jak czuję w poście, wy piszecie jak czujecie w komentarzach. Naprawdę możecie się podpisać. Łatwiej mi się odpisuje komuś kto ma imię.
      A co do głupka: tak czułam, naprawdę. To mi pomogło przezwyciężyć ten trudny okres. Być może kogoś to rani, ale nie zmienię tego jak czułam i też nie będę się z tego powodu czuła winna. Udało mi się w jego płaczu znaleźć jakiś pozytyw. Nawet jeśli sama go sobie ubzdurałam. Pomogło. I inne mamy też zachęcam do szukania rozwiązań, które może obruszą świat, ale Tobie i Twojemu dziecku dadzą radość :)

      Usuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz.