środa, 19 sierpnia 2015

BLW, czyli wszystko fajnie, ale co mu dać do jedzenia? Część 3 z 3 - Desery, podwieczorki i przekąski

To już ostatnia część z serii tego co możemy podawać dzieciom na poszczególne posiłki. Dziś na tapecie desery i inne słodkości. No właśnie słodkości dla malucha? Ile mam tyle zdań :)


I tu znów klasycznie zacznę od tego co specjaliści mają do powiedzenia. Ze strony http://www.1000dni.pl/ możemy się dowiedzieć, że dziecko w ciągu dnia powinno mieć dwa tego typu posiłki.

  • Drugie śniadanie - 1 porcja owoców, 1 porcja produktów białkowych, 1 porcja produktów zbożowych
  • Podwieczorek - 1 porcja owoców, 1 porcja produktów zbożowych.
I to jest chyba grupa posiłków, w których jestem najbardziej nieposłuszna. Moje dziecko na oba posiłki dostaje głównie owoce. Produkty zbożowe dostanie jak matce chce się coś upiec. A tak to bida. Wcina owoce z jogurtem, albo bez. Czasem twaróg dostanie i tyle. 

Drugie śniadania, podwieczorki, desery, przekąski

Nigdy tych posiłków nie traktowałam jakoś tak bardzo poważnie. Z resztą dlatego wybrałam właśnie ten typ posiłku na zalecenia neurologopedy, żeby dawać mu jedzenie do rączki. Stwierdziłam, że jak ma nie dojeść to najlepiej na ten posiłek. Dużo nie straci. Nie będę podważać znaczenia tych posiłków, ale w końcu to nie posiłek główny tylko dodatkowy.

W tym wpisie lista produktów nie będzie długa. Praktycznie ją wyczerpałam powyżej. Może mogłabym wydłużyć tekst opisując jak kroję poszczególne owoce. Ale prawda jest taka, że różnie. Czasem dostanie banana tak jak jest wyjęty ze skórki. I on już sobie sam rozdrabnia. A czasem kroję w półplasterki, żeby miał taki kawałek, żeby akurat się zmieścił do buzi.

A co Młody dostaje na te przekąskowe posiłki:
  • no i właśnie głównie owoce - dostaje je surowe, czasem mu upiekę jabłko z goździkami. A jabłko tak po prostu nabite goździkami, bez pianek i innych wynalazków znalezionych w przepisach. I tak mu bardzo smakuje. Już przerobił wiele owoców, choć jeszcze kilka mu zostało. Jego ulubieńcami są banan, banan no i .... banan. Tak, zdecydowanie nic nie pobije banana. Chociaż za arbuza i pomarańczę też się da pokroić. Uwierzycie, że ten brzdąc wtrąbił mi raz całą pomarańczę? Byłam trochę przestraszona, kiedy dokrajając beztrosko zorientowałam się, że nie mam już czego dokroić. 
  • jogurt naturalny - na etapie wylewania wszystkiego z miseczki, jogurt kładłam po prostu na blacie. Teraz już jest łatwiej, bo Krzyś już nie rozlewa, zazwyczaj, tego co ma w miseczce, więc właśnie tak dostaje jogurt. W miseczce z łyżeczką. A nóż kiedyś załapie po co mu ta łyżka :)
  • twaróg - z racji tego, że Krzyś uwielbia nabiał, to bardzo często lubi zjeść sobie kawał twarogu. Ma ukrojony taki spory kawałek twarogu, bierze go w rączkę i ze smakiem zjada. Ale przyznam szczerze, że nabiału nie dostaje codziennie. Za to owoce zawsze.
  • ciasta - ja ogólnie to nie jestem mistrz w pieczeniu ciast, ale udało mi się zrobić sernik. I to nawet dwa razy. Ja uwielbiam sernik, mąż lubi sernik, więc zrobiłam. Dodałam mniej cukru niż w przepisie (podobno czymś można cukier zastąpić, ale jakoś nie zagłębiałam się w temat) i upiekłam. I Krzyś do tego stopnia uwielbia sernik, że jak są goście to rzuca się na talerz z ciastem jakby nie jadł z tydzień. Uroki posiadania ławy, z której sobie bez problemu zabierze kawałek i zje ze smakiem. Gdyby go nie hamować, to by z pół blaszki zjadł. Kiedyś też próbowałam coś ala biszkopt z gruszkami. Zjadł, bo słodkie. No i jeszcze nie umie marudzić, że nie zje bo zakalec.
  • ciastka - o zgrozo, nie dość, że daję mu ciasta to jeszcze gotowe ciastka. Wiem co mówią, że to sam cukier, że się zapycha dziecku żołądek nic nie wartym produktem. I że dziecko jeszcze nie wie, że to jest przyjemność a taki brokuł to już nie może nią być. Ale ja ciastka sobie cenię. Bo jak w podróż zabrać banana? No z tym to w sumie pół biedy. Obierze się ze skórki i da. Ale takie co trzeba obrać i pokroić? Niby można zabrać ze sobą w pudełeczku, ale jak się wychodzi na dłużej to co się robi w tym pudełeczku to takie czary mary, że Krzyś tego nie tknie. Więc dostaje ciastka. Najbardziej lubi takie orkiszowe z Rosmana. Lubi też biszkopty i wafle ryżowe z Hippa. Nie znosi chrupek kukurydzianych. 
  • sok owocowy - dla wielu mam może to być szok, ale dla tak małego dziecka (szczególnie jeśli dopiero zaczynacie rozszerzanie diety) sok to pełen posiłek. Nie można go traktować jak wodę czy herbatki ziołowe. Sok to dla dziecka posiłek taki sam jak owoc, z którego jest zrobiony. 
  • muffiny - pewnie to powinno być pod hasłem ciast, ale muffiny mają tę zaletę, że mają wielkość odpowiednią dla dziecka. Wystarczy przerwać na pół i już jest jedzonko. Plus możesz w nich łatwo przemycić te wszystkie grupy produktów, które dziecko powinno zjadać na ten posiłek. A i mają taką zaletę, że łatwiej znoszą transport niż kawałek ciasta. 
  • przekąski słone - ja takich nie robię, ale czytałam o nich (mówiąc słone mam na myśli potrawy z warzyw, pieczywa i innych takich, a nie że dania solone czy czipsy i inne takie). Poziom skomplikowania mnie poraża. Pewnie trafiłam na takie jakieś przepisy. Chociaż szczerze mówiąc to wygodnie jest mu podać surowy owoc. Tylko się myje, obiera i kroi i już. A tu wymyśl danie i jeszcze zrób. Odzywa się mój leń i mówi: daruj sobie. I bardzo pokornie go słucham.
  • kanapki - i można też dziecku po prostu dać kanapkę. Szczególnie na to II śniadanie.
Co do posiłków Krzysia to dostaje 5 posiłków. I tyle. Nie ma więcej. Znaczy przy mamie nie ma, przy babci to ile tylko chcesz. Babcia na pewno przekarmia Krzysia jak zostaje z nim sama. Bo po tym jak odjedzie to on mi 2 dni potrafi nie jeść... Ach te babcie. 

Uważam, że 5 posiłków dla takiego brzdąca to i tak dużo. Jak jeszcze zje między posiłkami ciasteczko czy inne takie to jak on ma zmieścić następny posiłek? Moja mama dokonała raz odkrycia, że Krzyś jak zjadł z nią jej II śniadanie, to za godzinę w ogóle nie chciał obiadu. Nie mogła zrozumieć, że on ma ograniczoną pojemność żołądka. Z resztą jak widzę niektóre mamy to myślę, że one też zapominają o tym. Dają dziecku chrupki i inne takie, bo dziecko mało zjadło. A ono z łakomstwa zje. Potem kolejnego posiłku też nie mieści i koło się zamyka. I w ten sposób utrwala się w dziecku model podjadania.

12 komentarzy:

  1. No właśnie coraz częściej zastanawiam się ,,no ale czym ja będę karmić dziecko??" i w mojej głowie pojawia się multum pytań dotyczącego tego dziwnego jakże ważnego zadania. No ok pierwsze tygodnie mleko ? tylko ? woda ? herbatki ? co dalej.... muszę jeszczę się wgłębić w jadłospisy dla dzieciątka :) ale wiem jedno, jak najmniej słodkiego i jak najmniej slodzonych napojów, na pewno nie wyjdzie to na złe.
    Pozdrawiam ciepło
    matkapolka89.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do karmienia to jeszcze masz czas (dużo czasu), żeby to sobie poukładać. Na pierwszy ogień zasypią Cię pytaniami czy piersią czy butelką. Teraz masz II trymestr i rozkoszuj się chwilą :)

      Usuń
  2. Mój Filip mógłby jeść owoce przez cały dzień. Jak ma do wyboru owoc lub słodycze to wybierze owoc. Bez różnicy czy będzie to jabłko, banan, morela czy jagoda lub kiwi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój kiwi lubo rozcierać, ale jeść nie. A Ty od kiedy zaczęłaś podawać słodycze? Może ja za wcześnie zaczęłam, bo mój zawsze wybierze ciastko.

      Usuń
  3. Bardzo przydatny wpis, bo moje dziecko jest niejadkiem do potęgi. Tzn je owoce z chęcią, ale obiadki odpadają po jednym gryzie. BLW jest ok, ale nie lubię marnowania jedzenia, które niestety ciągle ląduje na podłodze. Na szczęście mamy kota, który tylko siedzi pod krzesełkiem i czeka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marnowanie jedzenia to jest coś co i mnie boli. Już pracuję nad tekstem o "ciemnych stronach" BLW.

      Usuń
  4. Prz pierwszym dziecku nie miałam możliwości stosowania BLW... Mam nadzieję, że przy drugim się uda. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to były jakieś przeciwwskazania, czy tak po prostu wyszło?

      Usuń
  5. Nie stosowałam BLW, ale jak Ste warzyw nie ruszy, tak owoce uwielbia. Czasami muszę chować, bo najlepiej to by je jadł na okrągło. Nie chce zapeszać, ale wczoraj zjdał jogurt (co prawda nawalił to niego płatków - bleee) - wydarzenie prawdziwie, bo po grudniowym rotawirusie nie chciał ruszyć (wcześniej uwielbiał). Ciasto średnio mu leżą, ale ciasteczka uwielbia - jesli sama nie piekę to daje mu te specjalne dla dzieci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie piekę. Na razie z ciast tylko sernik umiem, a ciasteczek jeszcze nie próbowałam. Znaczy próbowałam zrobić, ale jak się skończyły piec to nawet mąż nie miał odwagi ich spróbować :)

      Usuń
  6. Heh, moja Tosia dostaje dokładnie to samo. Najlepsze jest to, że z kanapki najbardziej lubi to, co leży na wierzchu... Na pieczywo czy inne zbożowe produkty musi mieć naprawdę smaka, żeby zjeść. A tak to warzywa, owoce, nabiał, jajka i mięso, to jej do szczęścia zupełnie wystarcza. A nie, przepraszam naleśniki i placki zje pod każdą postacią i tam jej można jakieś zboże przemycić ^_^
    Fajnie, że BLW jest też w sieci w spokojnej, stonowanej formie bez fanatyzmu, na który się niestety najłatwiej natknąć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie dlatego powstały te posty. Żeby pokazać, że to jakie będzie nasze BLW zależy od nas samych.

      Usuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz.