sobota, 15 sierpnia 2015

BLW, czyli wszystko fajnie, ale co mu dać do jedzenia? Część 2 z 3 - Obiady

To jest chyba najłatwiejsza część. Same z resztą pisałyście pod poprzednią częścią, że z obiadami raczej nie miewacie problemów. I też nie będę tu przedstawiać konkretnych przepisów, bo od tego jest cała masa książek i stron w internecie. Zamiast tego garść inspiracji.

Stali czytelnicy bloga wiedzą, że Krzyś stosunkowo późno przeszedł na BLW. Najpierw karmiliśmy się łyżeczką. Dlatego nie napiszę porad jak zacząć BLW i od jakich form jedzenia zaczynaliśmy. Krzyś jak tak naprawdę zaczął BLW toumiał sobie już włożyć do buzi jedzenie trzymane w zaciśniętej piąstce. Dla dziecka to nie lada wyczyn, a dla mamy duże ułatwienie. Można wtedy podawać więcej. Z książek wiem, że na pierwsze posiłki poleca się to co będzie wystawać poza rączkę. I niestety. To co w rączce trzeba spisać na straty. To dosyć istotne przy planowaniu posiłków.

Obiady

W poprzedniej części podawałam zalecenia dotyczące tego co nasze dziecko powinno jeść. I dziś też podam (źródło: 1000dni.pl). To są co prawda zalecenia dla dzieci powyżej roku, bo do roku są schematy żywienia. Ale BLW wychodzi poza schematy. Oddając dziecku kontrolę pozwalamy mu wybierać. I ja sobie tak wymyśliłam, że skoro po roku to jest dla niego dobre, to teraz też nie zaszkodzi, skoro sam sobie wybiera. A mi to trochę pomagało na początku planowania posiłków. Oto co dziecko powinno dostać na obiad:
  • 2 porcje warzyw,
  • 1 porcja produktów białkowych,
  • 1 porcja produktów zbożowych,
  • 1 porcja owoców.
Czyli dziecko powinno na ten posiłek dostać produkty z każdej kategorii. Ja nie podaję owoców. Nie dlatego, że tak wyczytałam w książkach, albo ktoś mądry tak powiedział. Po prostu moje dziecko jadłoby tylko owoce, a warzywa i mięso (szczególnie mięso) by zostawiło. A mi się to nie podobało. Dlatego owoców nie dostaje. Chyba, są składnikiem jakiegoś dania.

Wchodząc na różne grupy z przepisami dla dzieci można popaść w kompleksy. Ja osłupiałam jak zobaczyłam dania dziecięce podane tak jak w najlepszej restauracji. I jak każdy jeden przepis był taki wymyślny i pięknie podany to sobie pomyślałam, że tak wygląda jedzenie dla dzieci.

Na szczęście szybko ochłonęłam i pomyślałam sobie, że przecież mogę mu gotować to co sobie. A że dla siebie nie chciało mi się wtedy wymyślać jakiś super skomplikowanych dań to i dla niego nie wymyślałam. Wtedy doceniłam (i tak już lubiany) parowar.  Ja swój dostałam na prezent ślubny. A że to było już kilka lat temu to chyba zniknął z rynku, bo nie mogłam go nigdzie znaleźć. Z wyglądu baaardzo przypomina ten:
ceneo.pl
Nigdy nie korzystałam z takich piętrowych, ale jakoś zawsze mi się wydawało, że jedzenie może przenikać zapachami innych potraw. Co wydawało mi się być szczególnie kłopotliwe w przypadku ryby. Nie wiem czy tak jest, ale w tym moim parowarze tego problemu nie ma.

Ale jaki by to parowar nie był ma jedną ogromną zaletę: wlewasz wodę, wkładasz mięso, warzywa i np. makaron czy ryż i możesz wyjść z kuchni. Nie musisz stać, mieszać i patrzeć czy się nie przypali, nie wykipi. Jak skończy się mu woda to "zawoła". Jak będzie gotowe to też da znać. Dla mnie to super wygodne przy dziecku. Bo też nie zawsze chcesz, żeby dziecko plątało się (a ono przecież musi być z mamusią) kiedy ty biegasz z gorącą wodą lub mieszasz coś.

No a do tego mówią, że z parowaru najzdrowiej. Pewnie tak jest, dla mnie również najprościej. 

Parowar to jedno o czym chciałam wam powiedzieć. Druga sprawa to takie kłopotliwe posiłki. Przechodząc na ten sposób jedzenia wydawało mi się, że muszę mocno zawęzić rodzaje przygotowanych posiłków. Bo jak mu podam zupę czy jakiś gulasz? Niżej kilka produktów, które myślałam, że będą musiały zniknąć z naszego talerza, albo być ciągle w tej samej postaci.
  • zupa: mówią, że jest bardzo ważna. Pobudza apetyt i przygotowuje żołądek na konkret. Moim zdaniem to są fajnie rozpuszczone witaminy. Zawsze lubiłam zupy i co nagle mają zniknąć? Nie, nie zniknęły. I tu znów się wykażę ignorowaniem zaleceń, ale zupę podaję mu łyżeczką. BLW mówi, żeby podawać kremy i dawać coś dziecku do moczenia, albo dawać łyżeczkę i niech samo sprawdzi jak ona działa. Można też zupę podawać z kubeczka. Ja jednak lubię też czasem taką zupę niemiksowaną. I taką Krzyś też je. W tej chwili skończył mu się etap wylewania zawartości miseczki sobie na głowę. Więc przed nim stoi miseczka, w niej łyżeczka, a ja go karmię. Oczywiście często wyciąga coś z zupy i zjada sam. Nie przeszkadzam mu w tym. Jak próbuje zjeść łyżeczką to go chwalę. Chociaż łyżeczka mu nie służy. Rączką zawsze wyciągnie co che a z łyżką to różnie bywa.
  • mięso: uważałam, że dziecko może tylko mielone mięsko. No bo jak takie w kawałku? Jak on to pogryzie? Daje sobie radę. Naprawdę. Byłam zaskoczona jak sprawnie. Oczywiście, że łatwiej mu się je mielone. A jak takie mięso podawać? Młody nie przepada za piersią, zdecydowanie woli uda. Takie bardziej mokre części. Najczęściej gotuję mu na udzie zupę i je mu daję do zjedzenia. Można dziecku zostawić mięso na kości i dać tak do rączki. Ono sobie złapie za kość i będzie obgryzać. Krzyś woli kawałki. Oczywiście te większe, bo łatwiej się je.

    Nawet jeśli dziecko nie połyka mięsa, to już przez samo ssanie kawałka mięska dostarcza sobie to czego potrzebuje. Istnieje też podobno metoda, że to rodzice żują za dziecko i podają mu przeżute. Jak dla mnie odpada, ale może kogoś zaciekawi,

    Ostatnio dowiedziałam się, że nie powinno się gotować zupy na mięsie ze względu na alergen, który się wytrąca przy gotowaniu mięsa. Co prawda Krzyś nie ma problemów alergicznych, ale zawsze najpierw obgotowuję mięso (samo) wodę odlewam i opłukuję garnek z tego co się wytrąca (a to właśnie powoduje alergie). Tak zawsze gotowałam dla siebie.
  • kasze, makarony, ryż: i to jest coś z czym nadal mam problem. Krzyś nie lubi tak zbierać po ziarenku. A makaron to mu chyba po prostu nie smakuje. Podobno można piec różne paluszki, ale nie próbowałam jeszcze. Dla Krzysia do obiadu muszą być ziemniaki. Uwielbia je i często z obiadu zjada tylko to. Jeszcze jak ryż czy kasza są z jakimś sosem to zje. Ale w sypkiej postaci już nie.

2 komentarze:

  1. A u nas ciągle zupki, choć już stopniowo staram się przyzwyczajać małą do innych obiadków. Mam nadzieję, że niedługo będzie mogła jeść z nami. :)

    Co do tej zasady, gdzie to, co w rączce, można spisać na straty, nie do końca się zgodzę. Moja córcia jest bardzo dokładna i kiedy dam jej do rączki chrupka czy wafla ryżowego, to zje całego. Od początku do końca. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba byłam nie dokładna w tekście. O tym wyjadaniu z rączki to chodziło mi o dzieci, które dopiero zaczynają, czyli mają 6 miesięcy. Na tym etapie dziecko jeszcze nie ma takiej umiejętności. Ona przychodzi z czasem.

      Usuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz.