środa, 22 lipca 2015

Chrzest

Dziś tak trochę moich przemyśleń. Ale już kolejne posty z akcji Wcześniacze historie czekają w kolejce. Cieszy mnie bardzo, że spodobała się moja inicjatywa. Myślałam na początku, żeby chociaż jedna w miesiącu się pokazała, a tu już kolejne czekają w kolejce. Ale dziś nie o tym. Krzyś jest po chrzcie. I tak mnie naszło trochę przemyśleń, którymi chcę się podzielić.


Zawsze chciałam wziąć ślub w kościele. Są różne opcje, ale ja chciałam tak tradycyjnie. Chociaż nie ze względu na tradycję. A chrzest? Zawsze jest przecież w kościele. To było dla mnie takie oczywiste, że dziecko ma 2-3 miesiące i jest chrzest w kościele.

A kiedy stałam przed inkubatorem wtedy zaczęłam marzyć o chrzcie w kościele. Wszędzie byle nie w szpitalu. Do dziś pamiętam dziewczynę, której maleństwo było w dużo cięższym stanie niż Krzyś. Miał bezdechy i problemy z oddychaniem. Kiedy jego stan się raptownie pogorszył usłyszała od rodziny: a on był chrzczony? I widziałam na jej twarzy ogromny ból. Jej też się marzył chrzest w kościele. W białym ubranku i wśród najbliższej rodziny i zaproszonych gości. A nie w pampersie, wśród kabli i medycznego personelu. 

A czemu tak mi się zeszło z chrztem? Zawsze uważałam, że łatwiej ochrzcić takiego malucha, co głównie śpi, bo prawdopodobnie prześpi całe zamieszanie. Ale na początku bardzo się bałam wychodzić z nim w miejsca publiczne. Uważałam, że ci wszyscy lekarze to wystarczający zastrzyk zarazków. A kościół mimo, że miejsce święte to zarazków nie wybija. Było mi tylko przykro, że nie wszyscy w rodzinie rozumieli dlaczego tyle czekaliśmy. Niektórzy czekają bo tak chcą i nikt nie ma z tym problemu. Ale jak ja czekałam aż się skończy sezon zarazkowy to nagle robił się problem. 

Dziwni są ludzie. Ale co zrobić. Ale teraz jestem szczęśliwa, że wszystko się odbyło tak jak chciałam. W gronie najbliższych wśród żartów, dobrego jedzenia i ciasta :) I wydaje mi się, że gdyby Krzyś urodził się o czasie to nie cieszył by mnie tak ten chrzest. A tak czuję ogromną radość i wdzięczność, że to wszystko tak się odbyło. 

Tak dziś krótko, bo w tym tygodniu jeszcze się naczytacie literek na tym blogu. Już w kolejce czekają wpisy z Wcześniaczych historii. I choć jest ich już więcej niż myślałam, to wiadomo. Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Dlatego zapraszam jeszcze nie zaproszonych. Poczytajcie tutaj historie wcześniaków i może sami dołączcie?

17 komentarzy:

  1. my wczoraj zaklepaliśmy termin chrzcin. Olek będzie miał wtedy 4 miesiące. Ale też zdążyłam się już nasłuchać pytań o chrzciny. A moja bratowa o chrzciny i chrzestnych to pytała się chyba z 20 razy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie jeszcze w ciąży wiadomo było kto będzie chrzestnymi to takich pytań nie było.

      Usuń
  2. Czułam dokładnie to samo... Mimo tego często miałam myśli, że może jednak trzeba ochrzcić go w szpitalu. Udało się jednak i było białe ubranko, uroczysta Msza Św., chrzestni i cała ta magiczna otoczka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak to chyba najgorsze jak człowiek myśli: a może ochrzcić bo może potem nie zdążą.

      Usuń
  3. My chrzciliśmy w 5 miesiącu Nadii. Wydaje mi się, że dla niej był to najbardziej odpowiedni czas. Do około 2-3 miesiąca każde wyjście z domu kończyło się po 30 minutach. Musiałam szybko wracać do domu na karmienie. Potem długo rozmyślaliśmy i stwierdziliśmy, że chcemy urządzić chrzciny w Polsce. Z rodziną. I dzięki rodzicom udało się zorganizować je w Wielkanoc. Nie żałuję. Wszystko się naprawdę świetnie udało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam relację. I przyznam, że zazdrościłam trochę.

      Usuń
  4. Witamy nowego chrześcijanina :) Chrzest to indywidualna sprawa rodziców i dziecka. Są jakieś utarte sandardy, że dziecko trzeba ochrzcić gdy ma np. 3 miesiące. Znam, jednak rodziny, które zdecydowały się poczekać.
    U nas było nieco inaczej, przy wypisie ze szpitala nakazano synowi dwumiesięczną pełną izolację, nikt nas nie odwiedzał i my nikogo nie odwiedzaliśmy, unikanie zatłoczonych miejsc. Stefano wyszedł ze szpitala 20 lipca, chrzest był pod koniec września (ustawiony tak by akurat byli goście z Polski). Proboszcz poszedł nam na rękę, poprzestawiał swoje zajęcią i w sobotni wrześniowy poranek na prywatnej uroczystości ochrził syna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też o tym myślałam, ale jakoś nie chciałam iść i się tłumaczyć komuś kto zupełnie nie zrozumie. Nasz proboszcz chyba nigdy nie miał kontaktu z małymi dziećmi, bo niewiele rozumie. I dlatego wolałam poczekać i się nie tłumaczyć. Chociaż śmiesznie było, bo razem z Krzysiem chrzest przyjmowała taka 2 letnia dziewczynka. A ksiądz miał taką formułkę, że dziś chrzest przyjmują nowonarodzone dzieci :)

      Usuń
    2. Haha, nowonarodzone :) Zrobiłaś jak uważałaś za słuszne i nikomu nic do tego.

      Usuń
  5. Ja ochrzciłam córeczkę w drugum miesiącu życia i dwa dni później trafiłam do szpitala. Drugie zapalenie płuc prawostronne tak jak wrodzone po porodzie. Czy winna była temu sytuacja spotkania tylu różnych ludzi, a co za tym idzie bakterii, zarazków? Przecież miała wtedy potężną niedokrwistość... Nie wiem. Przestałam się zastanawiać i obarczać winą. Teraz jest zdrowa i ochrzczona ;) chyba tak musiało być... ale pewnie gdybym mogła to ochrzciłabym córkę w innym czasie i nie patrzyła na pewno na to co uważają inni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To musiało być dla Ciebie trudne. Poczucie winy to straszny stan. Dobrze, że to już za Tobą.

      Usuń
  6. Moja Młoda miała 4 miesiące jak ją chrzciliśmy. Przespała całą Mszę...a jak przyszło co do czego to przed oltarzem mi cyca przez sukienkę ciągnęła ;) Koncert dała niezły ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przez sukienkę? Żałuję, że tego nie widziałam. Może masz jakiś filmik? :D

      Usuń
  7. Aż łezka w oku mi się zakręciła jak przeczytałam o tej dziewczynie, która musiała chrzcić dziecko w szpitalu. Sama jestem mamą od 2 miesięcy i jestem wdzięczna, że moje dziecko jest zdrowe.
    A jeśli chodzi o komentarze na temat naszych decyzji, zawsze się jakieś znajdą. Pozostaje nam tylko nie zwracać na nie uwagi i robić swoje, nie przejmować się. Sama nie znoszę jak ktoś mówi mi co mam robić, a to są nasze decyzje i nasza sprawa.
    W związku z tym, że jestem świeżo upieczoną mamuśką i postanowiłam ponownie spróbować swoich sił w blogowaniu, to założyłam nowego bloga i było by mi miło jakby mnie tam ktoś czasem odwiedził, więc zapraszam :)
    Pozdrawiam
    www.anniealr.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życzę wytrwałości i radości z blogowania.

      Usuń
  8. My chrzciliśmy Antka jak miał niecałe 7 miesięcy. Był bardzo grzeczny i całą mszę się uśmiechał i rozglądał :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze to wydaje mi się, że dzieci podczas chrztu zawsze są grzeczne. Są z przodu kościoła i widzą różne ciekawe rzeczy i zapominają marudzić :)

      Usuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz.