poniedziałek, 1 czerwca 2015

Spacerowe problemy, czyli jak radzić sobie z dzieckiem na spacerze

Piękna pogoda i aż by się chciało tylko siedzieć na zewnątrz. Ale nie z Krzysiem. W wózku nie wytrzyma dłużej niż godzinę. Trochę lepiej jest w chuście. Nie przejmuję się tym teraz, a raczej rozkoszuję chwilą. Bo chociaż chciałabym czasem pospacerować trochę dłużej to wiem, że on nie wytrzymuje, bo mu się zwyczajnie nudzi. Jak będzie już chodził to pewnie problemem będzie jak trzeba będzie wracać.


Dziś mi się przypomniało jak bardzo różne etapy przechodziliśmy. Może ktoś znajdzie w tym jakąś pociechę, albo radę.

Początki były cudne. Naprawdę. Żeby nie problemy z jakimi ja się borykałam, to był czas idealny. Tak myślę, że było tak do końca września może do października. Czyli to był 1-2 miesiąc korygowany. Krzyś cudownie zasypiał na spacerze na 2-3 godziny. Nawet jak był totalnie rozpłakany, bo była wizyta u lekarza czy coś w tym stylu, to każdy powiew powietrza natychmiast go usypiał.

Miałam nawet takie sytuacje, że go ubierałam takiego ryczącego wniebogłosy, że wszyscy mnie obcinali wzorkiem, że taka zła matka co dziecka nie uspokaja tylko ubiera na siłę. A ja po prostu wiedziałam, że tylko otworzę drzwi, wiatr powieje i moje dziecko nie tylko się uspokoi, ale od razu zaśnie.

Kolejny był etap trudniejszy i bardziej wymagający. Chociaż tragedii też nie było. Musiałam po prostu wychodzić z nim kiedy jeszcze nie był zmęczony. To tak był październik/listopad. Jego aktywność się wydłużała, ale jeszcze nie była długa. Dlatego musiałam z nim wychodzić na spacer jak był jeszcze wypoczęty. Co oznaczało, że wychodziliśmy na spacer tuż po jego przebudzeniu. Po kolei było karmienie, zmiana pieluszki. Ja biegłam znieść wózek na dół (nie mam niestety windy). Wracałam i ubierałam się szybko, potem jego. I znosiłam na dół do wózka. On chwilę był aktywny, po czym zasypiał. Jeśli się trochę ociągałam i on już się zdążył zmęczyć, to szalał armagedon, a my musieliśmy szybko wracać do domu. Ale jak ogarnęłam, że musi wychodzić wypoczęty to znów nastały piękne czasy spacerowe.

Potem była ewolucja, że spał tylko na jednej ścieżce. Nie mogłam chodzić po chodniku, asfalcie, czy zwykłej żwirowej drodze. Musiał być tylko jeden rodzaj przesianego żwiru, który mamy w jednym miejscu wokół osiedla. Spędziłam tam dłuższy czas. Spacerując to w jedną to w drugą. Tam i z powrotem. Oj znam tam każdy kamyk.

I potem przyszedł czas, kiedy Krzyś chciał dużo więcej niż umiał. Chciał już siadać, ale jeszcze nie umiał. I wkurzał się, że nic nie widzi. A może raczej, widzi to samo od kilku miesięcy. I to był chyba najgorszy czas spacerowy, bo praktycznie każdy spacer kończył się rykiem i powrotem u mamy na rękach. Tak więc chodziłam pchając wózek i niosąc go na rękach.

Na szczęście w tym czasie dostaliśmy nieśmiałe pozwolenie na chustonoszenie. Ach, to była ulga. Moje dziecko dostało wszystko czego chciało: wspaniały widok i mamę blisko. Tak się rozpoczęła moja miłość do chusty. Wciąż nie mogę nosić Krzysia na każdy spacer w chuście, ale ratuje mi tyłek w sytuacjach kryzysowych. Jak wyczerpałam limit chustonoszenia, to wkładałam go do spacerówki, tylko w pozycji leżącej. Spacerówka ma niższe boki, dzięki czemu widział więcej niż w gondoli.

Ale żeby nie było tak kolorowo, to i tu trafiliśmy początkowo na schody. Moje dziecko jest smoczkowe. Żebym tylko dała mu wolny wybór to cały dzień by chodził ze smoczkiem. W domu ma pozwolenie na smoczek tylko w łóżeczku. A poza domem smoczkuje się w samochodzie i na spacerze. O ile w gondoli czy spacerówce jak wypluł smoczek to zostawał w wózku o tyle wyplucie w chuście kończyło lot smoczka na ziemi. A potem marudzenie.

Jak już pisałam tutaj moje dziecko zapałało miłością do smoczków MAM. Dlatego wybór smyczy był oczywisty - również MAM. Nasz wybór padł na tego przeuroczego krokodyla:
MAM Baby
Smoczki MAM nie mają tego dyndacza, które mają je wszystkie inne smoczki. Klasyczne klipsy nie działają. Początkowo uważałam to za mankament tych smoczków. Ale wystarczył jeden raz jak taki dyndacz odchylił się, oparł o nos, a Krzyś się obudził. Dlatego mi nie przeszkadza, że tego zaczepu nie mają. Wydaje mi się, że dzięki temu dziecko może łatwiej smoczkiem manipulować i samo wkładać do buzi na tysiąc sposobów.

Ale wracając do klipsa. Nie widziałam zbyt wielu klipsów, ale ten mnie zaskoczył. Zawsze widziałam takie jak spinacze. Naciskało się dwa końce i przyczepiało do ubranka. Problem jest taki, że powierzchnia tego zaczepu jest za mała, żeby stabilnie przymocować go do chusty czy grubszej kieszonki. Wiem, bo gryzaki Krzysia takim przypinam. Koszmar. Tu powierzchnia, którą łapie klips jest naprawdę spora. Pod rysunkiem krokodyla widać taką jakby klepsydrę. Jest to element ruchomy. Przesuwa się go w dół i klips się szeroko otwiera. Po umieszczeniu go w miejscu docelowym przesuwamy klepsydrę do góry i już. Z łatwością mogę to zrobić jedną ręką. Jeszcze mi się nie zdarzyło, żeby zsunął. A robiłam testy wytrzymałościowe :)

A jak teraz wyglądają nasze spacery? Myślę, że fajnie. Tylko niezbyt długo. Godzina to maks. Ale sprawiają i Krzysiowi i mi ogromną przyjemność. Rzadko płacze, a raczej marudzi, bo takiego płaczu  płaczu to już dawno nie było. Możemy wychodzić i w chuście i w wózku. Chociaż jeśli widzę, że jest zmęczony i chciałabym, żeby się zdrzemnął na spacerze to idziemy w chuście. W wózku wychodzimy, kiedy jest wypoczęty i spokojnie może się rozglądać po okolicy. Tylko, że właśnie szybko mu się nudzi. Jak zacznie chodzić to podejrzewam, że będzie chciał być tylko na dworze.

Więc tak wygląda nasza historia spacerów. Po drodze było wiele płaczu i kombinowania. A może tak, a może tak. O tym zapomniałam wspomnieć, ale Krzyś miał też taki etap, że chciał jeździć tylko na boku. Nigdy nie chciał na brzuchu, ale chciał na boku. Jakie było moje zdziwienie, że tak drobna rzecz pomogła...

Wpis powstał z współpracy z Mambaby.

25 komentarzy:

  1. Zakochana jestem w smoczkach i smyczach MAM. Laura też. A smycz ma super zapięcie.
    Oj u nas był taki okres,że spacer kończył się rykiem i noszeniem na rękach. Za to chusta...u nas nie sprawdza się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nasza rehabilitantka też nie wierzyła w sukces chusty. Uważała, że jest za duży i mu się nie spodoba. A on wprost uwielbia takie tulenie się do mamy.

      Usuń
  2. Też używamy smoczków MAM, z tym że klipsy poszły w odstawkę. Po urlopie w Polsce gdzieś mi się zgubił, znalazłam go dopiero kilka dni temu i w sumie stwierdziłam, że bez niego całkiem dobrze sobie radziliśmy.

    U nas ze spacerami był problem od samego początku. Nadia wiedziała, że wózek i świeże powietrze to nie ręce mamy. Przez dwa miesiące nie było mowy o spokojnym spacerze. Biegłam tylko do sklepu, bo zakupy musiałam zrobić i szybko wracałam do domu. Potem było względnie spokojnie, o ile się nie zatrzymywałam. Względnie pomagał szum radia puszczony z telefonu. Spacerowanie zmieniło się dopiero, gdy przeszliśmy na spacerówkę. Teraz dopiero możemy poznać smak spacerów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo jak dziecko nie śpi w gondoli to w sumie nic ciekawego się nie dzieje. Spacerówka to zupełnie co innego.

      Usuń
  3. Moja pierwsza córka jak tylko wkładalam ją do wózka to zsypiała i spała na spacerze nawet do 3h....i obojętnie ile razy by z nią gdzieś nie jechać. Nigdy nie było problemu. Natomiast młodsza urządzała "szopki" i bardzo długo sacer to był przykry obowiązek którego zaniecałam, unikałam. A teraz gdy ma prawie rok jesteśmy na wakacjach i wytrzymuje....:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to najlepszy dowód na to, że każde dziecko jest inne. Chociaż słyszałam, że następne dzieci są spokojniejsze.

      Usuń
  4. Odpukać u nas nie ma problemów ze spacerami, ledwo wystawi się wózek na dwór i wyjdzie za bramę to Junior już śpi :-)
    Smoczki MAM też uwielbiamy, ale klamerka mi średnio odpowiada. Może zaczep na smoczek jest fajny ale sam klips jak dla mnie jest mało wygodny, zwłaszcza jeśli chodzi o montaż do małego ubranka. W chuście nie gubimy bo póki co głowę nosimy jeszcze "schowaną" więc smoczek ląduje co najwyżej w moim dekolcie :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. My właśnie mamy ten etap, że powrót do domu kończy się płaczem. Usłyszy, że ktoś otwiera drzwi do domu od razu biegnie i wychodzi na taras. Zwyczajnie uwielbia być na świeżym powietrzu.
    Jak był malutki lubił spanie w wózku, mogłam go położyć do gondoli i chodzić i chodzić. Byle dać cycka w odpowiednim momencie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O zazdroszczę tarasu... Ale tak się spodziewam, że i nas czeka etap: Ale ja nie chcę do domu albo Pojedzmy do dziadków, ja chcę do dziadków...

      Usuń
  6. O matko, spacerowanie tylko po jednej ścieżce? Nie brzmi to za dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mój Filip jest bezsmoczkowy. Sam tak wybrał. Czasami dawałam mu smoczek ale uparciuch kompletnie go nie chciał. Z perspektywy czasu myślę, że to dobrze.
    Nasze spacery przebiegają wesoło, Filip obserwuje wszystko dookoła a później zasypia. Czasami zdarza się, że trochę grymasi ale to tylko wtedy gdy coś mu dokucza lub czegoś się boi.

    OdpowiedzUsuń
  8. Loki jest bezsmoczkowy, kilka razy próbowałam mu dać, ale nie chciał, więc nie naciskałam. Na spacerach wszystko bacznie obserwuje, przynajmniej to co może ze swojego wózeczka :). Bardzo jest zainteresowany drzewami, kiedy pod nimi przejeżdżamy. Ostatnio zaś, kiedy spacerowaliśmy nad morzem i był lekki wiatr - przyczepiłam mu do wózeczka mały wiatraczek. Wiatraczek obracał się całe dwie godziny spaceru, z różnym natężeniem, a Loki spędził całe te dwie godziny go obserwując. Wyglądał jakby się zastanawiał jak to działa ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo pewnie tak było. Niesamowita jest ta chęć poznawania i rozgryzania świata u takich maluchów.

      Usuń
  9. U nas też był kiedyś etap, że Młody spał w wózku jak zaczarowany. Piękne to były czasy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spacer "na bombach" jak to nazywaliśmy z mężem to nic przyjemnego.

      Usuń
  10. Niektóre dzieci usypiają wyłącznie w samochodzie, a na spacerze - nigdy. Więc z Krzysiem wcale nie jest najgorzej :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Był taki moment, że na samą myśl o spacerze włosy stawały mi dęba, ale np. dziś byliśmy łącznie ponad 2 godziny na powietrzu.

      Usuń
  11. Oli kiedyś spał nawet siedem godzin dziennie w wózku podczas spacerów. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. WOW, moje dziecko jeszcze tyle w ogóle ciągiem nie przespało. Winię za to fakt, że musiałam go budzić co 3 godziny na karmienie przez pierwsze 6 miesięcy. I się po prostu przyzwyczaił.

      Usuń
    2. Niedokładnie napisałam. Oli spał tyle w sumie w ciagu dnia. Około 4 godziny pierwsza drzemka i około 3 druga. Ale to było kiedy był bardzo mały. :)

      Usuń
  12. Nasze spacery z córką długo ograniczały się do spacerów połączonych z drzemką. Nie dało się spacerować, kiedy córka nie spała. Jeśli nie zasnęła w ciągu 10 minut zaraz był płacz. Sytuacja się zmieniła, gdy gondolę zastąpiła spacerówka. Córka jeździ teraz przodem do kierunku jazdy i ogląda świat. Drzemki w wózku? Przeminęło z wiatrem;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A u nas ostatnio zupełnie nieoczekiwanie powróciły drzemki w spacerówce... Chyba już się napatrzył na naszą trasę spacerową i usypia ze znudzenia :)

      Usuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz.