niedziela, 7 czerwca 2015

Rozszerzanie diety wcześniaka

Jakiś czas temu, a dokładniej w grudniu, zaczęłam mierzyć się z tematem rozszerzania diety wcześniaka. Trochę pisałam o tym na blogu, ale do tej pory nie poruszyłam najważniejszej i najtrudniejszej kwestii. Kiedy rozpocząć rozszerzanie diety u wcześniaka? Zgodnie z wiekiem korygowanym czy urodzeniowym?
Od razu mówię, że nie jestem jakimkolwiek ekspertem czy specjalistą, ale podzielę się tym czego się gdzieś tam dowiedziałam.

Zdjęcie truskawek nie ma sugerować truskawek na pierwszy posiłek, a jedynie, że jest sezon truskawkowy, a ja uwielbiam truskawki :) (Prawo autorskie: aireo / 123RF Zdjęcie Seryjne)

Mamy wcześniaków na rozszerzanie diety patrzą różnie. Większość jednak na początku jest mocno zdezorientowana. Kiedy rozpocząć rozszerzanie diety? Przecież moje 6 miesięczne dziecko ma dopiero 4, albo jeszcze mniej. A różne schematy i wskazówki żywieniowe mogą skołować nawet mamy dzieci urodzonych o czasie. Nie ma się, więc co dziwić, że temat żywienia wcześniaka jest niełatwy i towarzyszy mu mocno bijące serce matki. Z przerażenia oczywiście.

To wszystko potęguje często brak świadomości lekarzy pediatrów, którzy nie przejmują się jakoś specjalnie wcześniakami. A niestety nie brak lekarzy, którzy tylko przyjmują interesantów i chcą to ogarnąć najszybciej jak się da. Ja miałam szczęście do pediatrów. Szczerze to miałam pediatrę, któremu ufałam bardziej niż neonatologowi, który właśnie był z serii: "Następny proszę".

Kiedy podać pierwszy posiłek?

Jeśli chodzi o wcześniaki i ich rozszerzanie diety to traktuje się je tak jak rówieśników, czyli zgodnie z wiekiem urodzeniowym. Lekarze zawsze uspokajali moje wątpliwości typu: ale on jest taki mały, przecież on jeszcze nie siedzi. Oni zawsze mówili, że jego układ pokarmowy ma tyle ile on jest na świecie. I już potrzebuje czegoś więcej niż mleko matki.

A kiedy dietę rozszerza się u dzieci urodzonych o czasie? I tu już zaczynają się pierwsze rozbieżności. Jest taki poradnik o żywieniu niemowląt, którzy polecają pediatrzy. Pisałam o nim już na blogu. Część 1, 2 i 3. On zaleca wprowadzenie nowych pokarmów między 17 a 26 tygodniem. Jak przeliczyć to na miesiące to mamy 4 miesiące 1 tydzień oraz 6 miesięcy i 2 tygodnie. 

Istnieją też wytyczne WHO, które mówią o tym, że niemowlę przez pierwsze 6 miesięcy życia powinno być karmione wyłączenie piersią. Więc jeśli chcesz być zgodna z zarówno jednymi jak i drugimi wytycznymi to masz dwutygodniowe okienko. 

Mi neonatolog zalecała od 6 miesiąca, ale pediatrzy już krzywo patrzyli, że ma już 6 miesięcy i nie dostaje marcheweczki. Tu wyjątkowo posłuchałam neonatolog. I wam też radzę tą kwestię poruszyć z lekarzem. Na pewno będziecie czuły się pewniej, a i on znając historię choroby dziecka, będzie umiał podpowiedzieć czy trzeba w jakiś specjalny sposób podchodzić do rozszerzania diety.

Chociaż moje doświadczenia z pytaniem lekarzy są kiepskie. Nikt nie uspokoił moich wątpliwości. Polecili poradnik i z grzywki. Mogli przyjąć kolejnego pacjenta. 

Co podać na pierwszy posiłek?

I tu wytycznych chyba brak. Oczywiście jeśli wasze dziecko ma jakieś większe problemy zdrowotne to może być inaczej. Ale to powie wam lekarz.

Zwyczajowo zaczyna się od marchewki. Ale to nie jest tak, że trzeba od marchewki. Zaleca się na początku warzywa. Najwcześniej po 2 tygodniach owoce. Ale same się przekonacie, że jak dziecko będzie miało zaparcia to lekarz każe rozbić sok jabłkowy, albo ugotować suszoną śliwkę. Nawet po kilku dniach.

Od czego jeszcze można zacząć? Ciekawym i lubianym przez dzieci warzywem jest dynia. Mój Krzyś ją uwielbiał. Tak samo jak brokuła. Szczerze mówiąc to nie znalazłam takich oficjalnych danych, które mówiły by, że w tym miesiącu to można takie warzywo, a w tym takie. Pytałam różnych lekarzy. Większość się migała od odpowiedzi. Jedna (moja ulubiona) pediatra powiedziała, że jest kilka rzeczy, których dziecku nie wolno. Ale tak poza tym to ona uważa, że dziecku trzeba rozszerzać dietę sezonowo. Jak jest zima to marchewki itp. Jak lato to można szaleć ze wszystkim co jest. To jej osobiste podejście i mi się spodobało. 

Jak podawać pierwsze posiłki?

No i to kwestia najtrudniejsza. Twoje dziecko pewnie nie siedzi w wieku 6 miesięcy. Moje było rozwojowo na etapie 3 miesięcznego dziecka. To zdecydowanie nie zgadza się z żadnymi wytycznymi. I tu może się na was rzucić grono nieświadomych mam, ale musicie karmić dziecko na leżaku, w pozycji pochylonej do tyłu. Mi się oberwało za karmienie na leżaku. Ach te kobiece grupy wsparcia. Pełne miłości i empatii... Ale pewnie wyjścia nie ma. Prawdopodobnie fizjoterapeuci nie dadzą zgody na sadzanie dziecka w tym wieku. Jego kręgosłup może być niegotowy na takie obciążenia.

Jedzenie musicie podawać łyżeczką. Stopień rozdrobnienia zależy od waszego dziecka. Ja próbowałam podawać takie rozdrobnione widelcem. Nie szło. Potrzebował takiej papki, bez cienia grudek. To było po prostu za wcześnie. Jego umiejętności nie pozwalały na radzenie sobie z grudkami. Ale wszystko da się przejść. Nauka jedzenia grudek przychodzi z czasem. Sama przyjdzie.

Z moich doświadczeń wynika, że pierwsze posiłki najlepiej podawać na pełny żołądek. Dziecko głodne nie będzie chciało spróbować czegoś nowego. Potem z czasem coraz mniej piersi, a więcej jedzenia. Wszystko zgodnie z jego potrzebami.

Wcześniak a BLW

Wiele mam, które słyszały o metodzie Bobas Lubi Wybór może się zastanawiać czy ma szansę tak karmić dziecko. Uważam, że tak. Od momentu jak dziecko nabierze odpowiednich umiejętności. Czyli będzie stabilnie siedzieć, samo. Wcześniej trzeba łyżeczką. 

Chociaż myślę, że warto czerpać z tej metody. Jeśli jeszcze nie możesz posadzić dziecka, żeby jadło samo, to możesz chociaż czerpać z stosunku tej metody do jedzenia. I przenieść to na łyżeczkę. 

Wiele mam pewnie się wzdrygnie. Jak to ideologia BLW i łyżeczka? Jak się nie ma co się lubi... Dla mnie ideologia BLW to nie tylko samodzielne jedzenie dziecka. To przede wszystkim zawierzenie dziecku w to, że ono wie czego potrzebuje. 

I wiem, że dziecko karmione łyżeczką ma trudniej decydować, ale nie może być tego wyboru pozbawione. Mówię tu o wyborze między tym czy będzie dalej jeść czy nie. Nigdy nie stosowałam u Krzysia zabiegów typu leci samolocik. Jak odwracał głowę, tracił zainteresowanie czy płakał to był dla mnie koniec karmienia. Niezależnie od tego czy zjadł łyżeczkę czy dwie, albo wcale.

Dawałam mu też możliwość badania tego co je. Zabierał mi łyżeczkę i karmił się sam. Oczywiście po karmieniu często nawet włosy wymagały mycia, ale on lubił ten czas karmienia. Bardzo mu się podobało trzymanie łyżeczki i trafianie nią do buzi. Był cały wymazany, ale szczęśliwy.

Ja to sobie tak wymyśliłam. I dziś Krzyś absolutnie nie jest wybredny. Nawet jak coś mu nie smakuje to zje. Popluje, ale zje z ciekawości. Nie wiem czy to kwestia tego karmienia czy jego charakter. 

27 komentarzy:

  1. Mój synek też od początku pokochał dynię i brokuła :-).

    OdpowiedzUsuń
  2. Z tymi Małuchami to jest jednak różnie.. Mój ma 7/4m i próbowaliśmy z rozszerzaniem diety od 4m do teraz. Na początku była marchewka - super, zjadł 1,5 łyżeczki ale potem ją oddawał (haftując) przez prawie 2 dni. Po tygodniu spróbowaliśmy znowu - krzyk na smak łyżeczki w buzi. Po miesiącu dynia - trochę zjadł, trochę popluł, podsumowując - rozstrój brzuszka. Po 1,5 miesiąca ziemniak - znów ulewał/oddawał przez cały dzień.
    I nie miał NEC. Z brzuszkiem oprócz bycia typem ulewacza, nigdy nic się nie działo. Po prostu nie jest jeszcze gotowy.
    Świetny wpis, dziękuję :)

    Ann

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja mam w planach post o pierwszych smakach :) Moja Mloda miała problemy z siedzeniem i karmiłam ją w foteliku samochodowym bo nie było innej opcji :) a grupy wsparcia...potrafią być atywsparciem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niby my już po pierwszych smakach, ale zajrzę na pewno :)

      Usuń
  4. Spotkałam się z wcześniakiem, który skończył już rok i nic prócz papek nie lubi. Rodzice dają obiadki ze słoiczka, MM i same jogurty. Nic poza tym! Dziecko nie potrafi gryźć, nie zna smaków i nie potrafi posługiwać się łyżeczką ani widelczykiem. Kiedy ktoś chce dać dziecku spróbować owoc, jajko, czy cokolwiek, ono wszystko wypluwa, rączkami czyści język...
    U Nas było BLW (gdy zaczęła samodzielnie siadać) i chociaż miałam ogromny stres z tym związany- bałam się zakrztuszenia, to jakoś daliśmy radę. Dietę rozszerzać zaczęłam, kiedy córka skończyła 6 miesięcy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co na to ich logopeda? Nie pomaga im jakoś?

      Usuń
    2. Proszę Cię... jak wspomniałam rodzicom dziewczynki, że powinni być pod kontrolą lekarzy (wcześniak), to stwierdzili, że po co. Ich pediatra nic nie zalecił, bo dziewczynka urodziła się duża. Skończyła rok i dopiero nauczyła się raczkować, nie umie się podnieść, gryźć też nie potrafi i boi się ludzi... wspomniałam o rehabilitacji, o logopedzie... ale nie zareagowali, odebrali to jako moje wymądrzanie się- pediatra niczego nie zauważył niepokojącego...

      Usuń
    3. A pediatrzy to się nadają w większości do kataru tylko. Mam sąsiadkę, która urodziła wcześniaka w 35 tyg. chyba. W szpitalu nie stwierdzili obniżonego napięcia mięśniowego. Przez przypadek trafiła do neurologa i ten skierował na rehabilitacje. A pediatrzy nic. Nikt nie widział nic niepokojącego. Gdyby od razu trafiła na rehabilitacje to już by pewnie chodziła. Ale nic. Nadrobi.

      Usuń
    4. Nadrobi, ja wiem, że nadrobi, ale dziwi mnie, że rodzice nie widzą potrzeby zasięgnięcia opinii u innego specjalisty. Tak samo z tym jedzeniem... Moje rady potraktowali jak atak, a ja na prawdę w delikatny sposób ich zapytałam i podsunęłam swoje rady. Chciałam pomóc... No cóż.

      Usuń
  5. Rozszerzenie diety to temat naprawdę długi. Muszę przyznać, że oprócz tego, że czytałam wiele na ten temat i pytałam pediatrów to w dużej mierze zdałam się na intuicję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio koleżanka pytała czy stosowałam się do jakiś schematów czy wytycznych. Ja jej odpowiedziałam, że oczywiście. Tyle, że w kwestiach, które mi się podobały. Jak mi coś nie pasowało to się już nie stosowałam :)

      Usuń
  6. Świetnie wyjaśniłaś całą sprawę dotyczącą rozszerzania diety u wczesniaków. I przy tym widać, że jesteś świetną matką.

    U nas z tym karmieniem ciągle źle, a Nadia jest już 7,5-miesięcznym niemowlakiem. W grę wchodzą tylko papki, na jakąkolwiek grudkę reaguje odruchem wymiotnym, a nawet zaczyna się krztusić i dusić.. :/ Na pewno nie jest to czas na takie kombinowanie. Na razie staram się przekonać ją w ogóle do obiadków. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisałam już o grudkach http://wczesniakicodalej.blogspot.com/2015/04/kiedy-i-jak-wprowadzac-grudki-do-diety.html. Twoja nie jest wcześniakiem, ale ten problem nie dotyczy tylko wcześniaków. Może spróbuj tak jej podawać?

      Usuń
    2. Z tym że nawet ta jedna łyżeczka z grudką nie wchodzi w grę. Po prostu każda najmniejsza grudka jest dla małej uciążliwa. Poza tym, tak jak pisałam wyżej, Nadia nie chce jeść nawet papek.

      Usuń
  7. Jestem zdania, że nasze dziecko da nam znać, że jest gotowe na rozszerzenie diety. Wiele 6 miesięcznych maluchów nie chce przyjmować pokarmów, dalej wola mleko i nic na siłę. A wielu rodziców idzie do sklepu widzi danie w sloiczku z napisem od 4 miesiąca bądź usłyszy w tv reklamę i pózniej wciska maluchowi na siłę marchewkę czy jabłko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też uważam, że nie wolno na siłę. Jednak wielu lekarzy mówiło mi, że z rozszerzaniem diety u wcześniaków nie powinno się czekać do wieku korygowanego, ponieważ nie mają one zbyt dużych zapasów z okresu ciąży, ponieważ ominęły czas gromadzenia tych zapasów w III trymestrze. Chociaż mi się wydaje, że jeżeli wcześniak nie chce to znaczy, że może jednak zmagazynował co mu było potrzeba.

      Usuń
  8. Znowu Ci dziękuję :), Twój post idealnie wstrzelił się w moje rozterki - jeszcze jak byłam w ciąży to fascynowało mnie BLW i bardzo chciałam, żeby moje dziecko się tak odżywiało. Tymczasem z wcześniaczkiem - sama nie wiedziałam co pod tym kątem zrobić. To co napisałaś - BLW - ale na łyżeczce - jest tym czego szukałam! Dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie wiesz jak się cieszę, że moje wpisy naprawdę komuś pomagają.

      Usuń
    2. Bardzo pomagają! Mi do tego stopnia, że od kiedy pierwszy raz znalazłam Twojego bloga to mam przypiętą z nim zakładkę w moim Firefoxie, więc jest cały czas otwarty u mnie :)

      Usuń
  9. Dziękuję za udostępnienie ciekawego artykułu, który z pewnością się przyda :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jak ja się cieszę, że do Ciebie trafiłam! :) Od 2 tygodni rozszerzam mojej córce dietę (34 tc) i powiem tylko, że u Ciebie więcej się dowiedziałam (czasem upewniłam) niż u wszystkich lekarzy razem wziętych, których odwiedziłam w ostatnim czasie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze warto wszystko skonsultować z lekarzem, tak ostatecznie. Potem się okazuje, że oni o wszystkim wiedzą, tylko nie mówią.

      Usuń
  11. Ja rowniez zagladam tu od czasu do czasu jako mama Corki z 28 tygodnia. Nam mamom wczesniakow potrzeba wsparcia i regularnej dawki otuchy,w przeciwnym razie mozna by bylo zwariowac. Pozdrawiam bardzo cieplo :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz.