wtorek, 30 czerwca 2015

Pierwszy roczek

Dziś wielki dzień: Pierwszy roczek. Muszę przyznać, że ogromnie obawiałam się tego dnia. Bo to naturalne chyba, że tego dnia wspomina się co działo się rok wcześniej, ile od tego czasu przeszliśmy, co się zmieniło. I może nawet chciałby się człowiek posmucić. Powyrzucać sobie, że za dużo pracował, że powinien się oszczędzać będąc w ciąży. Ba... nawet poużalać nad swym ciężkim losem matki wcześniaka. Nad tym ile już specjalistów odwiedziliśmy. Jak długo martwiliśmy się jego rozwojem, ale jakoś nie mogę. Raz, że nie mam kiedy, dwa: no sami spójrzcie na zdjęcia. Czy da się smucić przy takim obrazku? A na zdjęciach Krzyś je jogurt. Obiecałam zdjęcie z naszego BLW i oto jest:



Aktualny wiek: urodzeniowy 12 miesięcy (korygowany 9,5 miesiąca)
Waga: pewnie wciąż około 10 kg
Rozmiar ubranek: 86 

Rozkład dnia:

5:30 - pobudka 
6:00 - śniadanko
7:00 - I spacer i tu często jest drzemka. Jak nie śpi na spacerze to śpi po deserze.
9:00 - deserek
12:00 - obiad
12:30 - drzemka
15:00 - podwieczorek
17:00 - II spacer
18:00 - kolacja
18:50 - kąpiel
ok. 20:00 - zasypia

Bardziej spostrzegawczy mogli zauważyć brak pozycji "pierś". A to dlatego, że Krzyś już praktycznie mleczka nie pije. Jak jest gorąco to coś zażąda. W nocy budzi się wciąż na jedno karmienie. Chociaż nie zawsze. No i przed snem dostaje butlę. No niestety. Nie wiem czy dziecko odstawiło pierś, bo mamie brakuje mleka. Czy mamie brakuje mleka, bo dziecko odstawiło pierś. Ale butlę wieczorem wypija. Potrafi opróżnić 210 ml. A tyle w piersiach to na 100% nie mam. Tak czuję. Tak więc nie wróżę nam długiego karmienia piersią. O ile te sporadyczne epizody można jeszcze nazwać karmieniem. 

Rozwój fizyczny:


I tu nie ma w sumie nowości. Poza tym, że jak dwa tygodnie temu fizjoterapeutka nie była zachwycona faktem, że on już wstaje, tak teraz się nad nim rozpływała.

Bo podobno dziecko powinno z 2 miesiące raczkować przed nauką chodzenia. Uczy się wtedy jak prawidłowo ustawiać nóżki. Bo Krzyś koślawi stopy. Podobno. Ja się nie znam to nie widzę. Ale mi pokazują co i jak korygować. No to ćwiczymy. Chociaż przyznam szczerze, że znacznie mniej niż wcześniej. Naprawdę przerasta mnie ogarnięcie domu, przygotowywanie 5 posiłków dla niego, blog i trochę pracy zawodowej. Dlatego rehabilitacja jest, ale nie tak intensywna. To też i efekty słabsze. Coś za coś.

Ale teraz już widzę, że trzymają nas na tej rehabilitacji na wszelki wypadek. Sądzę, że gdyby dziecko w jego wieku zgłosiło się z takimi rzeczami do neurologa to nie dostało by skierowania na rehabilitację. Ale to tylko moja opinia.

Rozwój emocjonalny:


Moje dziecko przeżywa chyba teraz lęk separacyjny. No naprawdę. Zostawienie go na chwilę kończy się płaczem. Byliśmy ostatnio u mojej siostry w górach. Niby fajnie, bo on uwielbia moją siostrę, ale nawet z tatą nie chciał zostać na dłużej. A jak zasypiał (dla odmiany spaliśmy we trójkę) to nagle przypominał sobie o tacie. I przy jego usypianiu musieliśmy być we dwoje. Krzyś pierwszego wieczoru tak bardzo wypatrywał taty, że P. musiał wrócić i położyć się razem z nami. W sumie to tata przydał się też dla celów bezpieczeństwa. Bo nasze dziecko zasypia dosyć dynamicznie. Znaczy biega, biega aż padnie. Dosłownie to tak wygląda. To biegnie to to tam i nagle przykłada głowę do poduszki, chwila i zasypia. Znaczy zazwyczaj tak zasypia. No i jeszcze gdzieś pomiędzy jest trochę jęczenia i płaczu. Ale znośnie. Bez jakiś większych ekscesów.

No i już się zaczęło wymuszanie. Piękne, klasyczne zagrania. Jak to ujęła rehabilitantka. Albo na ryk, albo na tulenie czy pieszczotę. Jak nie ma tego czego chce to ryk jest straszny. No więc chyba powoli wchodzimy w etap wychowywania i uczenia granic. Znaczy ma już pewne granice. Wie, że pewnymi książkami w domu nie może się bawić. I tu nie ma awantury. Ale jak zapragnie wejść na parapet to nie ma zmiłuj. Ale ja też przyjmuję pozycję nieugiętą. Przynajmniej się staram jak mogę. 

Rozwój mowy:


O ile w rozwoju fizycznym nie widzę postępów. O tyle mowa ruszyła. No może nie z kopyta, ale ewidentnie Krzyś już pięknie mówi dada, nie, jaja i jeszcze kilka zbitków, których nie mogę rozgryźć jakie to są sylaby. Czasem tak sobie gada. Całe rozmowy do nas przeprowadza. I szczerze to mam wrażenie, że on się wkurza, że on do nas o zupie a my do niego o dupie. 

No bo ja ni w ząb nie widzę logiki w tym jego gadaniu. Dada nie jest używane w jakiś konkretnych sytuacjach. O tak po prostu. Ale to z mojego punktu widzenia. On chyba ma w tym jakiś swój sposób i nam coś opowiada a my mu odpowiadamy jak dawniej, tzn. ON: blebleble My: To mówisz, że smakuje Ci chlebek z tym serkiem? 

No to jeśli nasze dziecko rozumie co my mówimy i on wcale o tym serku nie gadał to się musi czuć dziwnie. No ale co ja poradzę, że gada jak gada? Od zawsze mieliśmy problemy w komunikacji. 

W co się bawię:


Główną atrakcją jest stolik, o którym pisałam ostatnio. Naprawdę super się sprawdza. Ogólnie chyba zaczęły go interesować również dźwięki w tych zabawkach. Ma jeszcze taką kostkę edukacyjną, gdzie kiedyś spokojnie bawił się nią bez dźwięku. Teraz już zabawka musi grać. Ku utrapieniu mojej biednej siostry, do której nie zabraliśmy zabawki mówiącej słodko "Jestem szczęśliwą pszczółką" tylko wygrywające melodie w tonacjach, które mogą prowadzić, albo do akceptacji (ale to po kilku miesiącach) albo co bardziej prawdopodobne do obłąkania. 

Poza stolikiem to uwielbia zabawę z pudełkiem. Bardzo mu się podoba to, że w pudełku jest kilka zabawek i można nimi mieszać, można je wyjąć (drogi w drugą stronę nie odkrył) a nawet wysypać z tego pudełka. Neurolog nas ostatnio pytała jak się zachowuje podczas takiej zabawy, a ja nie widziałam, bo się tak nie bawiliśmy. Nie wiem czy to jak się bawi jej by odpowiadało, ale Krzyś bawi się przednio.

A i jeszcze furorę robią klocki. Dostał takie klocki do kąpieli. Zwykłe sześciany z obrazkami. Do kąpieli ich nie stosujemy, bo już są tak pogryzione, że od razu by poszły na dno. Ale rozwalanie budowli rodziców to zabawa pierwsza klasa. 

Ulubione zajęcia:


Wchodzenie do zmywarki. Tak to jest jego najnowsza miłość. Jak tylko zobaczy otwarte drzwi to od razu się na nie wczłapuje. Ma też obsesję na punkcie klamek. Zawsze ją miał tylko nie tak silną. Ale teraz to jest częsty powód płaczu. 

I tak poza tym to łażenie z kąta w kąt. Głównie za mamą. 

32 komentarze:

  1. Fajnie poczytać o rozwoju dziecka w wieku swojego,bo co innego " google" a co innego prywatne spostrzeżenia.a co do rehabilitacji też mam takie spostrzeżenia,oraz takie że skierowanie dostają coraz częściej dzieci bez potrzeby.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś w tym jest. My jesteśmy na kontynuacji. Więc nam się chcą przyglądać jeszcze czy na pewno nie zatrzyma się itd. Tak mi tłumaczą, ale widzę wiele dzieci, które wcale nie wyglądają na bardzo chore i widuję je miesiąc góra dwa. Mam tylko nadzieję, że dla dzieci naprawdę potrzebujących nie braknie miejsca.

      Usuń
  2. Może to dobrze, że sam się odstawia od piersi? Zaoszczędzicie sobie oboje stresu. :)

    Z tym gadaniem to jest w sumie trochę śmieszne, bo też tak robię z Nadią. Ona coś tam po swojemu, marszczy swoje małe brwi i taka skupiona coś mówi, a ja odpowiadam pewnie nie na temat. :P Albo bardzo ogólnikowo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie myślę, że on tak za mną lata przez to odstawianie. Załapał, że napić się może wody. Sam. I kiedy tylko chce. A pierś to musi mama podać. I chociaż lubi się poprzytulać, to samodzielność jest ważniejsza.

      Usuń
  3. Wszystkiego najlepszego kochaniutki !!! :* :* :*

    U nas za 2 miesiące... wzruszam się na samą myśl,że to już.. że to zaraz on będzie co raz większy i niedługo będę prosic o każdego buziaka,bo będą lepsze zajęcia niż wariacje z mamą :(

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeszcze raz wszystkiego najlepszego Krzysiu :-)
    Ten czas leci jak szalony.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ani się obejrzysz jak Twoje maleństwo zacznie popylać i oddawać mojemu :) A przynajmniej się bronić.

      Usuń
  5. Zdjęcie z jogurtowa zabawa jest rozbrajające! Szczęśliwe dziecko :D
    U nas Antek juz biega i niestety koślawi stopy mimo, że długo raczkowal :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi każą poprawiać mu to jak siada. Ma mieć pięty pod pupą, kolanka blisko, a stopy jako przedłużenie nogi. I widzę, że to pomaga na to koślawienie. Ale nie wiem jak to jest u takiego dużego dziecka.

      Usuń
  6. Wszystkiego najlepszego :*
    A co do komunikacji - na nią przyjdzie czas :) grunt, żeby do siebie mówić, a co - to jeszcze w tym wieku nie ma znaczenia. Jakiś większy przełom i możliwość porozmawiania sobie to u dwulatka, a nie takiego szkrabka :)
    U nas jedzenie wygląda podobnie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziś komunikacja była. On chciał wyjść już na spacer. Ja powiedziałam, że czekamy na tatę i kiedy zamykałam drzwi usłyszałam z ust Krzysiowych: NIE. Głośno i wyraźnie :)

      Usuń
  7. Wszystkiego najlepszego:)
    To chyba dobrze, ze Wam tak to z piersią wyszlo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie też się cieszę. Szczególnie, że ja niedługo wracam do pracy to nie będzie problemu z piciem wody, ani z tym, że cyca nie ma.

      Usuń
  8. Wszystkiego najlepszego dla Krzysia! ;)
    uśmiałam się z wchodzenia do zmywarki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Był to krótki czas, bo wie, że tam nie wolno. Za to dziś wszedł na swój stolik edukacyjny :)

      Usuń
  9. Samych wspaniałych dni życzę :) Zdrówka dużo!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdrówko się przyda, bo Młody niebawem do żłobka...

      Usuń
  10. U nas też już roczek, w minonym tygodniu było piękne przyjęcie.
    Ja jednak wspominałam... trochę popłakałam, ale tym razem z uśmiechem, że już jest dobrze. Że to już było, że nie wróci. Wspominaliśmy razem z mężem, cały dzień mieliśmy chwile zadumania...
    Po córce nie ma ani śladu tamtych ciężkich dni, no poza blizną przy prawym płucku.
    Rozwija się pięknie, apetyt ma ogromny, apetyt na życie przede wszystkim. Jest cudowna:)
    Wszystkiego najlepszego dla Jubilata! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w sumie w dzień urodzin tylko się cieszyłam. Takie zadumanie miałam wczoraj. Wspominałam jak dowiedziałam się w jak kiepskim jest stanie i jak czułam jak wali mi się świat na głowę. Ale to było wczoraj. Dziś już jest lepiej.

      Usuń
  11. Brawo! Rozwój pierwsza klasa :) Mój 9 miesięczniak też już powoli zaczyna odstawiać pierś, więc domyślam się, że w wieku roku system jedzenia będzie miał zbliżony do tego, który ma Krzyś. Wasz plan dnia bardzo przypadł mi do gustu i wydaje mi się, że Kazio bardzo się w nim odnajdzie (od około miesiąca nasz plan dnia całkowicie się posypał i nie bardzo wiedziałam jak go zmodyfikować, żeby synkowi pasował, patrząc na nasze aktywności w ciągu dnia myślę, że mogę roboczo zapożyczyć wasz :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas dużo pomogło wprowadzenie godzin posiłków narzucone przeze mnie. Bo to tej pory szanowałam godziny w których on chciał jeść. Ale zmiana przyszła mu zupełnie naturalnie. I super na to zareagował.

      Usuń
  12. 100 lat dla Krzysia !!! I jego mamy też, bo to w końcu również Twoje święto :) My świętujemy już za dwa dni :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie myślałam o tym jak o swoim święcie. Do tej pory tylko jak o mojej przegranej a jego wygranej... Mojej przegranej ciąży i jego wygranym życiu.

      Usuń
  13. Widzę, że nasze dzieci mają wspólne hobby ;) Musimy je kiedyś 'spiknąć' na zmywarkową imprezkę ;)

    100 lat dla Krzysia!

    OdpowiedzUsuń
  14. Wszystkiego najlepszego! Zdjęcia cudne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie u nas takie widoki co posiłek :)

      Usuń
  15. Raczkowanie u dzieci jest tak ważne, nie ze względu na rozwój fizyczny a rozwój mózgu. Podczas raczkowania bardzo intensywnie tworzą się połączenia między obiema półkulami co jest piekielnie ważne dla takiego malucha.
    Gdy u starszych dzieci stwierdza się różnego rodzaju dysleksje, dyskalkulie i temu podobne to pierwsze pytanie zwykle pada "czy raczkowało i jak tak to jak długo?".
    Więc niech te nasze dzieci raczkują tak długo jak to możliwe!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze wiedzieć. Ale ciekawi mnie czemu mówią, że dziewczynka jak nie raczkuje to szkoda, ale tragedii nie ma. A chłopak musi raczkować.

      Usuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz.