niedziela, 28 czerwca 2015

Bobas lubi wybór - recenzja

Ostatnio dużo u mnie na blogu o jedzeniu. Bo i my głównie zajmujemy się jedzeniem. Ja przygotowywaniem a Krzyś jedzeniem :) I chociaż na początku działałam intuicyjnie to lubię sobie poczytać coś. Dokształcić się i dowiedzieć czegoś nowego. I dziś polecam bestseler "Bobas lubi wybór" Gill Rapley i Tracey Murkett. To kolejna recenzja w ramach kampanii Czytamy o dzieciach.

ceneo.pl

No dobra. Muszę się przyznać, że jeszcze nie skończyłam jej czytać, ale już teraz wiem, że mogę ją spokojnie polecić każdemu. Jak dla mnie to jest naprawdę świetna książka, która łatwo przeprowadzi rodziców przez ten stresujący etap. I nawet jeśli nie chcesz tak karmić dziecka to myślę, że też warto ją przeczytać, bo jest nie tylko o BLW, ale też przy okazji o tym jak przygotowywać posiłki. Czego dziecko potrzebuje. Oraz wiele innych.

Co prawda to jedyna książka jaką wzięłam w ręce przy okazji rozszerzania diety Krzysia. Książka taka papierowa, bo jak wicie z poprzednich wpisów to na początku opierałam się na Poradniku żywienia niemowląt. Jednak porównując te dwie książki więcej wiedzy i świadomości uzyskałam po przeczytaniu Bobas lubi wybór. Znaczy może nie jest tak do końca, że w "Poradniku..." nic nie ma i nie warto do niego sięgać. Jednak tam jest czysta teoria. A w tej książce są odpowiedzi na wiele moich wątpliwości. Jest bardziej szczegółowa.

Znajdziecie tu 8 rozdziałów plus dodatki. Pierwszy rozdział to ogólne informacje o BLW. Znajdziecie tu wyjaśnienie czym ta metoda jest. Ogólne informacje o tym kiedy rozpocząć dietę i dlaczego dopiero jak dziecko siedzi. Ciekawy był dla mnie też fragment o tym jakie złe nawyki zaszczepiamy dziecko karmiąc je łyżeczką. I naprawdę potwierdzam to co było tam napisane. Krzyś też praktycznie nie żuje jedzenia tylko połyka w ogromnych kawałkach. I na koniec bardzo króciutki opis minusów tej metody. Może krótki, ale ja w sumie więcej niż jest tu opisane nie znalazłam.

Rozdział 2 to prawdziwa kopalnia wiedzy. I odpowiedz na większość wątpliwości jakie mają mamy rozpoczynając rozszerzanie diety. Rozdział nazywa się "Jak działa baby-led weaning". I naprawdę dużo fajnych informacji. Np. o tym czemu nie trzeba się martwić, że dziecko zjada mało, albo wcale. Dlaczego BLW można nazwać kontynuacją karmienia piersią. Jak uniknąć zadławień. I na koniec zbiór pytań rodziców wraz z odpowiedziami.

Kolejny rozdział to Początki. I tu same porady praktyczne. Jak przygotowywać jedzenie dla malucha. Kiedy karmić. Czemu fajnie jest, żeby od początku dziecko jadło z nami wszystkie posiłki, a nie tak jak zalecają schematy. Przydatne: Jak radzić sobie z frustracją. I czemu dziecku jest potrzeba tak dużo czasu na jedzenie. I cała masa tego typu informacji.

W rozdziale 4 znajdziemy informacje o pierwszych posiłkach. Jakie są podstawowe zasady, czego unikać. W jakiej formie podawać poszczególne dania. Czemu nie warto zmuszać dziecka do jedzenia czegoś czego nie lubi. Od razu powiem, bo to było dla mnie zaskoczeniem. Okazuje się, że dzieci intuicyjnie wiedzą czego im potrzeba, oraz świadomie unikają rzeczy na które mają alergie. Niesamowite jak dla mnie. Poza tym w tym rozdziale znajdziemy pomysły na śniadania i przekąski. Szczerze to tymi częściami się trochę zawiodłam. Nie znalazłam tu takich inspiracji na jakie bym nie wpadła.

A i jeszcze znajdziecie tu opis tego jak dzieci radzą sobie z produktami płynnymi, np. jogurtem czy sosem. Pięknie opisane jak to dzieci biorą chlebek czy warzywko i maczają i tak zjadają. U nas wygląda to zupełnie inaczej. Zobaczycie sami na koniec miesiąca :) Mój Krzyś uważa, że najlepsze do maczania są własne palce. A jak tak idzie mu za wolno to po prostu zlizuje jogurt z tacki. To tyle jeśli chodzi o praktyka vs. teoria :)

To co mnie w tym rozdziale zaskoczyło to to, że dziecku mięso można podać normalnie w kawałku. Wcześniej myślałam, że musi mieć zmielone. Oraz to, że dziecko nie może jeść tylko pełnoziarnistych pokarmów, bo to dla niego za dużo błonnika.

A to tak bez związku, żeby oczy odpoczęły od literek. Chociaż w sumie związek jest. Bo z powodu takich widoków nie było jeszcze żadnego wpisu w tym tygodniu. Tak, tak wyjechaliśmy w góry. Gór nie zwiedzaliśmy, tylko z siostrą siedziałam i gadałam. Ale i tak było fajnie. I żeby nie było wątpliwości: zdjęcie nie moje tylko z pixabay.com/pl. U nas pogoda była niezbyt fajna, ale widoki podobne.
Kolejny rozdział to opis kolejnych miesięcy. Tu znów się trochę zawiodłam. Ale to dlatego, że chciałam jakiejś jasnej odpowiedzi, kiedy dziecko przestawi się z mleka na stałe posiłki. A zamiast tego dostałam informację, że ono zrobi to we właściwym dla siebie momencie. No niby fajnie, ale człowiek tak pragnie przewidywalności. I tak bym się chciała przejmować tym jego jedzeniem. A tu mi każą nabrać luzu, oddać jedzenie w łapki dziecka i żyć spokojnie.

I powiem szczerze, że dalej to już zatraciłam tempo czytania, bo jakoś tak nie porywają mnie te informacje. Zatrzymałam się na rozdziale 6. O tym jak BLW wpływa na życie rodzinne. I chociaż całym sercem popieram tę metodę. To ten rozdział mam wrażenie jest taki na siłę. I że może jeszcze uda się przekonać nie przekonanych. Coś ciekawego przeczytamy jedynie o sztućcach i kubkach. Chociaż przyznam szczerze, że nie mam odwagi zacząć uczyć Krzysia picia z kubka tak jak zalecają. Na razie poczekam, aż przekona się do wody. I będzie wybierał ją zamiast piersi i może wtedy spróbuję. Bo oni tam piszą, żeby podać dziecku otwarty kubek i ono ma pić samo. Oczywiście, że się samo obleje, ale po jakimś czasie załapie i zacznie pić normalnie. Problem w tym, że mój Krzyś byłby cały zachwycony jakby mógł się oblać wodą od stóp do głów. Więc na razie czekam. Może skuszę się na kubeczek doidy cup. Ale jeszcze się zastanawiam czy warto.

Dalszych rozdziałów nie opisuję, bo nie czytałam. Ale jeszcze chcę wrócić do rozdziału 2. Świadomie tak mieszam. Bo w tym rozdziale jest jedna ważna informacja dla mam wcześniaków i dzieci chorych. Tzn. jak rozszerzać dietę u takich maluchów. Czy czekać aż usiądą, czy jak? O tym już trochę pisałam we wcześniejszych wpisach. Ale przyjemnie jest przeczytać w książce, że u nas będzie trzeba inaczej. Że BLW będzie można, ale stopniowo i powoli. No i trzeba zacząć od łyżeczki. Bo o ile dzieci urodzone o czasie przez ostatnie tygodnie ciąży gromadziły zapasy, to wcześniaki były tego pozbawione. Więc raczej nie należy opóźniać rozszerzania diety.

Jedno co w tej książce mi się podobało, to luz z jakim autorzy podchodzą do rozszerzania diety. Na grupie fb o BLW jakbyś powiedziała, że dałaś dziecku pizzę to by zjadły żywcem. A tu mówią, że od czasu do czasu, znaczy sporadycznie, to dziecku nie zaszkodzi. Poza tym dużo tu odpowiedzi na pytania, które kołowały się w mojej głowie. Polecam każdej mamie.

7 komentarzy:

  1. Na doidy cup na prawdę warto się skusić ! :) w moim odczuciu lepszy niż kubek 360 i o wiele lepszy niz niekapek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas 360 to w ogóle nie zdał egzaminu. Niekapek daje radę, ale tylko ten z MAM. A zwykłą szklanką się strasznie zalewa. Próbowałam i z kieliszka i też nie szło.

      Usuń
    2. U nas o wiele lepiej idzie z tej zakrętki do butelki Lovi :) No i z mojej szklanki też w miarę chociaż wolałabym odrobine jego samodzielności :D

      Usuń
  2. Pewnie, że lubi wybór - kto go nie lubi? U nas rozszerzanie diety szło dobrze, nie stosowalismy BLW...w pewnym momencie rozpoczęły się problemy z mięsem (nie chodzi o gryzienie, bo gryzł ale połykac nie chciał). A obecnie nas trzylatek ogłosił strajk głodowy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A o co walczy Wasz 3-latek? A z tym mięsem to w tej książce pisali, że jak dziecko tylko ssie mięso to dostarcza sobie żelazo. Jak połyka to białko. Może waszemu było potrzeba tylko żelaza?

      Usuń
  3. U nas kubek niekapek z MAm daje radę ;)
    Fajna książka, na pewno bardzo rozszerzyła by mój pogląd na dietę i karmienie Filipa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dużo tam fajnych porad, ale bez niepotrzebnego ciśnienia i parcia na bycie eko. Mi się podoba.

      Usuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz.