niedziela, 21 czerwca 2015

BLW u wcześniaka - da się?

Już w poprzednim poście pisałam, że się da. Oczywiście nie przedstawię tu całej ideologii, ani wytycznych dotyczących BLW. Nie pokieruję was krok po kroku. Bo się nie da. Wszyscy wiedzą, że każde dziecko rozwija się w innym tempie. A wcześniaki to już w ogóle są pełne niespodzianek. Chcę tutaj rozwiać kilka wątpliwości, które ja miałam zanim zdecydowałam się w ten sposób karmić Krzysia.



Znaczy nie do końca tak było, że pewnego dnia postanowiłam: od dziś jemy BLW. Nie. To co słyszałam o tej metodzie na początku zniechęciło mnie. Że to tylko bałagan. Że posiłki trwają w nieskończoność. I takie tam. I powiedziałam sobie, że to nie dla mnie. Bo ja leniwa jestem i na pewno nie będzie mi się chciało tego sprzątać. Poza tym weszłam sobie pooglądać kiedyś przepisy dla dzieci. A tam chlebki, placuszki, ciasta, i inne jakieś mega wymyślne dania. Po pierwsze pomyślałam, że mąż mnie z domu wyrzuci jak mu każę kupować tyle drogich składników. Po drugie weź tu się człowieku ogarnij, żeby ciągle gotować.

Tak więc postanowiłam, że BLW nie dla nas i koniec tematu. Ale jak to zwykle bywa: powiedz jakie masz plany by los mógł cię wyśmiać :) 

Stali czytelnicy wiedzą, że mowa Krzysia nie powala logopedów. I na jednej wizycie usłyszeliśmy: podawać mu jedzenie do rączki. I tak to się zaczęło. Powoli i małymi kroczkami. Chyba pierwszy raz w moim macierzyństwie zrobiłam coś intuicyjnie i bez wsparcia książek i dałam radę. Taka dumna.... Ale do rzeczy:

Nie mogę stosować BLW, bo mój nie siedzi

No i tu jest racja. Nie można podawać dziecku jedzenia w kawałkach dopóki nie siedzi całkiem dobrze. Ale ja się śmieję, że moje BLW zaczęło się razem z łyżeczką. Bo jeśli odrzucić od BLW to, że to muszą być kawałki to co nam zostaje? Radość dziecka z posiłku. Ono ma mu sprawiać przyjemność. I z takiego założenia wyszłam. Że nie chcę, żeby moje dziecko płakało przy jedzeniu.

Więc jak wyglądały początki. Wizualnie widać tutaj. Nigdy nie przejmowałam się tym czy on się brudzi. Dbałam tylko, żeby lubił czas karmienia. Tak więc na samym początku marchewkę dostawał po cycu. Na początku było pełne karmienie piersią i taki całkowicie najedzony siadał do pierwszych posiłków. Już przy pierwszych posiłkach zauważyłam, że ma ochotę sam wkładać łyżeczkę do buzi. Pozwalałam mu. Po prawda często po tych posiłkach miałam ochotę go wykąpać, bo jeszcze nie zawsze trafiał łyżeczką do buzi. Z resztą nie wiem czy on zawsze tam celował.

Ale zawsze napełniałam mu łyżeczkę i podawałam, a on robił co chciał. No i powiedzcie czy nie tak wygląda BLW? Podajesz jedzenie, a dziecko robi z tym co chce. Dlatego ośmielam się mówić, że to było nasze BLW na łyżeczce.

Nigdy też nie stosowałam sztuczek pod tytułem leci samolocik. Uważałam, że nie będę z dziecka robić debila. Jak nie jest głodny to nie. Wypije mleko i tyle. Kiedy tracił zainteresowanie. Zaczynał płakać. Albo odkręcał głowę to był dla mnie koniec karmienia. Nawet jeśli nic nie zjadł, albo bardzo niewiele. Potem kiedy już był bardziej świadomy, że tym można napchać brzuszek to sam ochoczo zaczął otwierać buzię. Kiedy nie wyciągał dziubka po jedzenie to go nie dostawał. Bo muszę wyjaśnić, że wraz z tym jak Krzyś zaczął utrzymywać się w pozycji siedzącej przyszedł kres samodzielnego jedzenia łyżeczką. Bardzo chciał jeść na krzesełku, ale nie umiał jeszcze siedzieć i celować łyżeczką do ust i trzeba było go karmić tak standardowo.

Jak pisałam na początku szedł na jedzenie całkiem najedzony. Potem stopniowo zmniejszałam czas karmienia przed posiłkiem. Po prostu odrywałam go od cyca. Za jakiś czas załapał, że to będzie pora karmienia i prawie nie chciał cyca przed tylko po. Więc tak go też karmiłam. A potem to już nic nie chciał po.

Jestem leniwa, a tu tyle gotowania i sprzątania

Ja też myślałam, że BLW jest takie mega skomplikowane. Głównie przez te wymyślne dania znalezione w internecie. Ale to nie jest tak, że to musi być zawsze takie. Szczerze to teraz zrobienie śniadania czy kolacji zajmuje mi mniej czasu niż jak mu robiłam kaszkę. A robiłam mu też takie z paczki. Oto jak najprościej ogarniam temat jedzenia w ciągu dnia:
  • śniadanie: pieczywo, jakiś ser w kawałkach lub smarowany na chlebek, warzywko, owocyk
  • deser: owoce
  • zupa (gotuję więcej, zostawiam porcje na dwa dni i resztę mrożę) + ziemniaki/makaron, mięsko/jajko/ryba, i warzywko. Wstawiam w parowarze to nie muszę koczować przy garnkach. Znaczy makaron gotuję normalnie.
  • podwieczorek: owoce
  • kolacja: (i tu z racji tego, że w domu jest mąż czasem bywa bardziej ambitnie) jak rano zjadł dużo chleba to wieczorem już mu nie podaję, więc smażę naleśniki, lub placki. Ostatnio robiłam knedle. Zajmują dużo mniej czasu niż myślałam.
I tak to u nas wygląda. Krzyś pewnie powinien być już karmiony zgodnie z modelowym talerzem żywieniowym, ale kurcze no nie da się wszystkiego pogodzić. Ja jeszcze nie umiem tego razem ogarnąć. Zgodnie z tym co mówią wytyczne przykładowe posiłki powinny wyglądać mniej więcej tak (źródło wiedzy tutaj):
  • Śniadanie: 2 porcje produktów białkowych, 1 porcja produktów zbożowych, 1 porcja owoców, 1 porcja warzyw.
  • Drugie śniadanie: 1 porcja owoców, 1 porcja produktów białkowych, 1 porcja produktów zbożowych.
  • Obiad: 1 porcja owoców, 1 porcja produktów zbożowych, 1 porcja produktów białkowych, 2 porcje warzyw.
  • Podwieczorek: 1 porcja produktów zbożowych, 1 porcja owoców.
  • Kolacja: 1 porcja produktów zbożowych, 1 porcja warzyw, 1 porcja produktów białkowych.
Oczywiście BLW ma w nosie schematy, więc i ja tak do tego podchodzę. Więc nie wiem, czy kiedyś będę komponować posiłki zgodnie z powyższymi wytycznymi.

A co do sprzątania to są sposoby, żeby je ograniczyć. Ja układam starą poszewkę na poduszkę (dużą poduszkę) pod krzesłem. Materiał musi być na tyle duży, żeby zgarniać większość jedzenia spadającego na dziecko. Dla mnie to najlepszy sposób. Gazety przemiękają i do tego długo się je rozkłada. A potem jeszcze każdą z osobna trzeba podnieść. Nie to nie dla mnie. Za leniwa jestem. A taki kawałek materiału rozkładam szybko, zwijam szybko, wytrzepuję jedzenie i do pralki. 

Jeśli chodzi o ograniczenie strat na dziecku to w poprzednim poście pokazywałam takie śliniaki z Ikea z rękawkami. Lepszego sposobu nie znalazłam, chociaż nie jest on w 100% skuteczny. 

Ale on już tyle zjada z łyżeczki, sam tyle nie będzie umiał zjeść

I tu obawy są zupełnie słuszne. Bo taka jest prawda. Jeśli dziecko było karmione przez dłuższy czas łyżeczką i jest przyzwyczajone, że to co na łyżeczce to zapełnia brzuszek to dziecko posadzone do samodzielnego jedzenia nie będzie będzie umiało się tak szybko najeść. Będzie się tylko wkurzać i w efekcie nic nie zje.

Jak już pisałam na początku nasza przygoda z BLW odbyła się wbrew mojej woli. Kazali podawać mu kawałki, żeby ćwiczyć jego aparat mowy (to kolejna z zalet, o której zapomniałam wspomnieć w poprzednim poście). Wyszłam z założenie, że jeśli to mają być tylko ćwiczenia to niech ćwiczy na mało ważnym posiłku. I tak jego BLW zaczęło się od deserów. Na początku podawałam mu owoce do ręki. Czasem podawałam ciastko, żeby się przekonał to tych twardych rzeczy też. 

On jeszcze wtedy dobrze nie siedział, więc nie podawałam codziennie, żeby nie przeciążyć jego kręgosłupa. W miarę jak lepiej siedział, częstotliwość takich deserów się zwiększyła. 

Potem wprowadziłam obiady. Też nie codziennie. Bo wymyśliłam sobie tak, że co przygłoduje jednego dnia, nadrobi następnego. Ale prawda jest taka, że jak wprowadzałam obiady, to już całkiem nieźle miał ogarnięte jak to zrobić, żeby zjeść. Więc ten etap trwał krótko. A niedawno zaczął płakać na widok miseczki z kaszką. A jak zobaczył chlebek to był w 7 niebie. Tak więc się skończyło karmienie łyżeczką. Co prawda jak potrzebuję go szybko nakarmić, bo gdzieś musimy wyjść. To nie stawia oporów. A nawet jest to dla niego chyba ciekawa odmiana. 

Jest też druga szkoła. Czytałam o tym ostatnio. Możesz dziecku robić podobnie jak ja z piersią. Najpierw karmisz łyżeczką przed jedzeniem, żeby się mogło pobawić. A potem w miarę ogarniania o co w tym wszystkim chodzi, ograniczasz karmienie łyżeczką na rzecz jedzenia w kawałkach.

Mam nadzieję, że zmieniłam perspektywę i pokazałam, że BLW nie jest wcale takie straszne. 

14 komentarzy:

  1. Podoba mi się Twoje podejście,ta dowolność i brak" przepisów" i wytycznych. Nie lubie ludzi,ktorzy ściśle odmierzają proporcje i żyją wg schematu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja troche to rozumiem, bo to daje poczucie bezpieczeństwa. Tylko ze w przypadku dzieci to znam tylko jeden schemat, ktory dziala dla wszystkich: każde dziecko jest inne.

      Usuń
  2. A ja mam pytanie z innej beczki. Mianowicie chodzi mi o witaminę K. Witaminkę K dostają niemowlęta karmione piersią do ukończenia 3 miesiąca życia, czy w przypadku wcześniaków liczyć wiek metrykalny czy korygowany, czy już odstawić witaminę K, czy nadal przyjmować ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie miałam to dokładnie napisanie na wypisie. I potem jeszcze neonatolog przypominała. U nas kazali podawać do 3 miesięca życia czyli zgodnie z urodzeniowym. Najlepiej dopytaj lekarza.

      Usuń
  3. :) Twoje podejście do tematu odpowiada i mojemu :) dziś nawet opowiadałam M. o BLW i utwierdziłam się, że nawet z Trojakami takie "szaleństwo" jest możliwe ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że będzie Ci łatwiej niż karmić łyżeczką.

      Usuń
  4. Ja pierwszego karmiłam normalnie, bez BLW. Kolejna dwójka urodziła się samodzielna od zaraz :P i sami zdecydowali jak chcą jeść. Pewnie że bałagan jest (w tej chwili brudzi stół Ela :)), ale dzieciaki szybko się uczą. Choć nie mogę powiedzieć, że szybciej, niż Gabryś, mam wrażenie że jedno i drugie prowadzi do tego samego. I nie widzę jakiegoś wpływu na chęć do jedzenia, nawyki przy jedzeniu itd, bo cała trójka je tak samo dużo i tak samo chętnie... Także jak komu wygodniej, tak niech karmi ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo fajnie, że napisałaś, że nie widzisz różnicy. Wiele mam z przyczyn zdrowotnych nie mogą karmić BLW i martwią się, że ich dziecko będzie niejadkiem. Ja u swojego to już od pierwszych karmień piersią wiedziałam że będzie łakomczuch.

      Usuń
  5. BLW nie jest takie straszne jak się innym wydaje. Tak jak pisałam wcześniej stosuje 'pół na pół' przez moje lenistwo i niechęć do późniejszego sprzątania. Ale posiłki, które Antoś dostaje do samodzielnego skonsumowania zjada bardzo ładnie, w takim odstępie jaki mu odpowiada :) Powoli zmierzamy ku nauce samodzielnego korzystania z łyżki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio czytałam, że dzieciom najłatwiej zaczyna się obsługę sztućców od widelca. W sumie racja, bo z niego nie spada. Ale z drugiej strony ręką trudniej jest zastąpić łyżkę niż widelec.

      Usuń
  6. O kurczę jak ja dawno knedli nie zrobiłam. Przeczytał post i siedzą mi w głowie. Chyba dzisiaj na kolację będę musiała je zrobić, bo nie dadzą mi spokoju.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja poprzednio jadłam chyba jeszcze w liceum. To było dawno temu. Nawet ciężko było mi zrobić, bo już nic nie pamiętałam. Ani jak się robi, ani smaku. Trochę jak wyglądają tylko :)

      Usuń
  7. BLW jest super a nie straszne... :) trzeba po prostu zachować zimną krew i nie skakać nad dzieckiem gdy wyrzuca ono kawałeczki po za krzesełko :) My wcześniej byliśmy na papkach i żałuje,bo dziecko i tak nienawidzi jeść łyżeczką :) I u nas akurat było więcej sprzątania po papkach niż po jedzeniu w kawałeczkach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja od początku pozwalałam mu rzucać. Ale jak karmiłam go u teściów to był bardzo zdziwiony, kiedy on sobie "jadł" a tu słyszał "ojej, on zrzuca na podłogę", "oj i znowu".

      Usuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz.