poniedziałek, 15 czerwca 2015

BLW czyli z czym to się je?

Ostatnio sporo u mnie postów o jedzeniu. A to dlatego, że przechodzimy z Krzysiem na pełnowymiarowe BLW. Już w poprzednich wpisach pojawiał się ten termin. Dziś chcę pokazać co to jest i pokazać jaka jest alternatywa karmienia łyżeczką.


No to z czym to się je? Ze smakiem i bałaganem :) Ale po kolei. BLW to akronim od Baby-led weaning. Po polsku spotkacie się z nazwą Bobas Lubi Wybór. Jest to alternatywna metoda rozszerzania diety, w której oddaje się dziecku władzę nad tym co je. Dziecko zjada samo rączkami i nie jest karmione łyżeczką.

Podstawowe zasady BLW

Jeśli zdecydujesz się na rozszerzanie diety w ten sposób to nie wiek będzie wyznacznikiem, a umiejętności dziecka. Dziecko musi siedzieć. I u większości dzieci urodzonych o czasie ten moment zbiega się z zalecanym przez WHO terminem 6 miesięcy. 

A co wcześniakami? Oczywiście tu decyzję pewnie będziecie podejmować razem z lekarzem. Mi powiedziano, żeby dietę rozszerzać zgodnie z wiekiem urodzeniowym. I wiem, że wiele mam ma takie same zalecenia. I tu wcześniacze mamy zaraz zapytają: mój ma 6 miesięcy i jeszcze nie siedzi i co mam zrobić? Karmić łyżeczką. Ale dokładniej opiszę to w następnym wpisie, dziś już mi nie starczy czasu.

Wróćmy do tych podstaw. Dziecko siedzi i dostaje jedzenie nie w postaci papki, a od razu w kawałkach. Etap papek całkowicie się tu pomija. Więc zamiast tej rozpaćkanej marchewki dostaje ugotowaną marchewkę w kawałkach. Samo sobie ją podnosi do ust i jeśli ma ochotę to zje, a jak nie to nie. Ale ma prawo do zabawy jedzeniem.

W sumie podobno przez pierwsze 2 miesiące dziecko uczy się, że to dziwne coś ma smak, że można to wziąć do buzi, połknąć i wypełni to brzuszek. Przez te pierwsze miesiące naszym celem nie jest napasienie dziecka marchewką, a pokazanie mu jak ciekawą i fajną rzeczą jest jedzenie. Warzywa i owoce są dla niego czymś ciekawym, bo wszystko się różni. Może mieć podobny kolor, ale inną konsystencję. A już na pewno ma inny smak. Jedna rzecz się rozpaćka, inna pokruszy, a jeszcze inna wyślizgnie z dłoni. To wszystko uczy czym jest jedzenie. Nasze komentarze typu: o a teraz Krzyś je jabłko, dodatkowo pomogą szybko poznać dziecku świat jedzenia i jego nazw.

W tej metodzie nie ma żadnych schematów. Nie znajdziecie tu instrukcji ile dziecko powinno zjadać. Zasada jest taka, że dziecko ma zjadać tyle ile chce. I tylko to co chce. Znaczy to, że może całkowicie nie ruszyć jakiegoś warzywa czy owocu i nic się z tym nie robi. Nie dowiedzie się też kiedy można podać truskawkę czy inne takie. Zasada jest jedna: dziecko je razem z nami i to co my.

Więc najważniejszą kwestią jest przemyślenie własnej diety. Czy jeśli odstawimy sól to nadaje się ona dla dziecka? Ja swoją musiałam zmienić.

Wspólne posiłki

W książce "Bobas lubi wybór" (recenzja ukarze się pod koniec miesiąca) możecie przeczytać, że nie ma powodu dla którego by nie sadzać dziecka razem z nami od początku do wszystkich posiłków. I tu kolejna różnica, bo popularne schematy żywienia mówią o jednym posiłku na początku. A tu możesz z dzieckiem jeść tyle razy ile Ci wygodnie.

Dziecko siada w krzesełku, albo u nas na kolanach i sobie sięga po to co mu się podoba. Dlatego przy tej metodzie ważna jest zmiana sposobu gotowania. Jeśli dużo smażycie, trzeba przejść na gotowane. Z soli najlepiej w ogóle zrezygnować podczas gotowania. Jeśli dziecko nie je razem z wami możecie sobie dosolić na talerzu.

W tej części pojawia się jak dla mnie najprzyjemniejsza zaleta tej metody. Ciepły obiad. Mój własny, ciepły obiad. Jedzony na spokojnie i bez pośpiechu. Nie ważne jak długo bym jadła dziecko i tak nie zdąży zjeść pierwsze. W sumie obiady wyglądają tak (o ile jest full opcja z zupką), że podaję mu zupę łyżeczką, potem podaję jemu drugie. On się bawi. Znaczy wróć - je, a ja jem zupę, drugie, wypijam kawę czy herbatę. Czasem to jeszcze i deser bym zdążyła zjeść. To jak dla mnie super sprawa.

Akcesoria do rozszerzania diety

I tu w sumie możesz mieć dużo wydatków, albo wcale. Ta druga opcja jest jak najbardziej możliwa. Bo dziecko nie potrzebuje specjalnych sztućców, krzesełka czy innych takich. Możesz posadzić dziecko sobie na kolanach i dać się rozkoszować rzeczami z twojego talerza. Znaczy tak zupełnie bezkosztowo się nie da. Bo na pewno będziesz więcej prać :) Ja na początku musiałam przebierać Krzysia po każdym posiłku. Teraz jeśli zaakceptuję tą 1 czy 2 plamy to może chodzić cały dzień w tym samym. 

Jeśli wolisz trochę udogodnień to oto moja lista przydatnych rzeczy:

  • krzesełko do karmienia

Ja wybrałam jedno z najpopularniejszych wśród tych tanich:
źródło: ikea.com/pl
Kosztuje 60 zł i jak dla mnie jest fajne. Nie testowałam tych droższych krzesełek, więc może brak mi porównania. Krzesełko ma pasy, co jest mega ważne. Dzięki temu, że nie ma tam materiału prosto się czyści. Szczególnie, że możesz je rozmontować do mycia. Jeśli chcesz, żeby pociesze było miękko to możesz dokupić takie materiałowe wypełnienie. Chociaż da się bez tego żyć. 

Wadą tego krzesełka może być brak podnóżka i niski rant tacki. Przez co jak dziecko się dopiero uczy to dużo więcej ląduje na ziemi. Ale i na to są sposoby.

  • talerzyki

Masz tu to wyboru całą masę rozwiązań. Ja chwalę sobie takie: talerzyk z Tommee Tippee + mata magiczna. Oto jak taki zestaw wygląda.

Talerzyk:
Sprawdź cenę na ceneo.pl
I mata magiczna:

Sprawdź cenę na ceneo.pl
Talerzyk jest fajny, bo ma podziałkę i możesz dać dziecku trzy produkty, które pomieszają się dopiero po dłuższej chwili. Ja często w jedną część nalewam jogurt, żeby Krzyś mógł szkolić naukę maczania jedzenia w sosie. Na razie do perfekcji opanował sztukę maczania własnej twarzy w tym jogurcie. 

Ale talerzyk jak talerzyk. Fajny, ale bez tej maty to bez sensu kupować jakikolwiek talerzyk. Naprawdę bez sensu. Lepiej kupić stolik, gdzie rant blatu będzie wysoki i nie bawić się z talerzami. Albo przygotowywać więcej jedzenia, żeby mogło sobie więcej spadać. A czemu jestem tak zachwycona tą matą? Bo naprawdę działa. Rozkładasz na czysty blat matę. Dociskasz, żeby usunąć powietrze i już jej tak łatwo się nie pozbędziesz. Znaczy jak wiesz jak to bardzo prosto. Trzeba podwinąć brzeg i już schodzi. Ale jak chcesz pociągnąć za ten dzyndzel na środku to nie ma opcji, żeby zeszło. 

To oczywiście nie koniec. Na ten dzyndzel na środku układasz talerz. Kładziesz i dociskasz i już. Da się oczywiście ten talerz odmontować, ale łatwo nie jest. Widziałam testy różnych mam, że im ze wszystkimi talerzami działało. Mi tak średnio. Mam miseczki z Ikea i te się łatwo odczepiają. Ale może musi być większa miseczka. Ja mam ten talerzyk od Tommee Tippee to mi działa. Wiadomo, że producent musi zadbać, żeby wszystkie produkty ze sobą działały. I tu działa.

  • Śliniaki

Jak dla mnie sens mają tylko takie:
ikea.com

Bo mają rękawki. Dziecko przy BLW ma możliwość ubrudzenia całego ciała. Z czego bardzo często korzysta :) I założenie mu tylko śliniaka takiego pod szyję jest, z mojego doświadczenia, zbędne. Równie dobrze możesz nic nie zakładać, bo i tak będziesz dziecko przebierać.

I jak dla mnie wszystko. No można by jeszcze wymieniać parowary i inne takie, ale to może innym razem.

Zalety BLW

Tak tu piszę o tym bałaganie, że może część z was już odpadła i nie dotrwała do tej części :) No bo bałagan panujący wszędzie to coś co odstrasza od tej metody. Ale czemu warto? Co to daje dzieciom? Bo rodzicom już wiecie: ciepłe posiłki :) Czego chcieć więcej...

Z własnych obserwacji widzę, że takie samodzielne jedzenie mocno usprawnia aparat mowy. Odkąd Krzyś zaczął jeść samodzielnie to czyni coraz większe postępy w mowie. W sumie to dopiero odkąd zaczął tak dostawać jeść to poczynił jakiekolwiek postępy w mowie.

Poza tym dla dziecka to wieka frajda samemu odkrywać jedzenie. Jak widzę jak Krzyś bada każdy kawałek (poza bananem - jemu się nie przygląda tylko od razu wcina, chyba się boi, że ktoś mu zabierze, a przecież banan to banan, a nie jakieś kwaśne jabłko :)). Jak z wielką uwagą się przygląda nowym rzeczom. Jak ich próbuje, rozgniata i zrzuca. Wygląda wtedy jak mały naukowiec prowadzący eksperyment. 

Podobno dziecko przyzwyczajone od małego do wyglądu i smaku warzyw takich w kawałkach nie ma problemów z ich jedzeniem w przyszłości. Nie trzeba mu ich przemycać jakimiś tajnymi sztuczkami. Oczywiście, że dziecko nie będzie lubiło wszystkich warzyw, ale czy my uwielbiamy wszystkie?

Ponadto dziecko jedząc tylko tyle ile potrzebuje uczy się rozpoznawać sygnały z mózgu o tym, że już jest syte. I to syte zanim żołądek wypełni się po brzegi. Bo dziecko karmione łyżeczką nie ma aż takiego wpływu na to czy weźmie coś do buzi czy nie i dlatego alarm o sytości dostają dopiero jak się już nic więcej nie zmieści. I tak podobno zostaje na całe życie, a potem nadwaga, otyłość i wszystko co się z tym wiąże.

BLW uczy dzieci zdrowego jedzenia. Bo dajemy dziecku dużo warzyw i owoców. W tej metodzie nie chodzi o dawanie wyboru między ciastkiem a jabłkiem. Tylko między różnymi zdrowymi posiłkami. A im większa różnorodność podawanych smaków tym chętniej w przyszłości będzie zjadać i odkrywać nowe smaki.

Słyszałam też opinię, że dziecko nabywa wtedy poczucia własnej wartości. Bo uczy się w ten sposób, że jest ważne. Ważne na tyle, że może sam o czymś zdecydować.

Poza tym ma niebywałą okazję do odkrywania świata. Uczy się, że rzeczy się od siebie różnią. Dziecko doświadcza tych różnic każdym swoim zmysłem. I to na pewno jest fajna stymulacja.

I jeszcze jedna ważna kwestia. Może trochę szokująca. Ale dziecko jedząc w ten sposób pomaga nauce radzenia sobie z zakrztuszeniem. Wkładając jedzenie do buzi za daleko, uczy się do jakiego momentu to bezpieczne. Uczy się też jak sobie pomóc i jak się zachować w sytuacji gdy coś wpadnie za daleko. 

Jeśli macie taką możliwość to zachęcam do poeksperymentowania. Nie jestem fanatyczką tej metody. Bo mama wcześniaka nią być nie może, o czym będzie kolejny wpis. Ja nadal czasem coś daję mu łyżeczką. Chociaż teraz to już nie jest taki chętny do jedzenia z łyżeczki. Więc niebawem pewnie przejdziemy na wszystkie posiłki w BLW, bo dziecko inaczej nie będzie chciało zjeść.

26 komentarzy:

  1. Moja Młoda może nie miała takiego typowego BLW- ona od zawsze zjadała wszystko co jej się dało. Jadła rączkami- miseczki z TT i magiczna mata były u nas hitem. Powiem też, że dużego bałaganu przy tym nie było:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie TT ograniczyło bałagan. Chociaż z każdym karmieniem widzę, że bałagani coraz mniej :)

      Usuń
  2. Życzę powodzenia, wiele mam rezygnuje, bo dzieci się krztuszą. Sama nie stosowałam tej metody, ale trzymam kciuki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krzyś już świetnie sobie radzi z krztuszeniem.

      Usuń
  3. Te śliniaczki z rękawkami przydają się nie tylko przy BLW. U nas przy karmieniu łyżeczką Nadia wpycha paluszki do buzi pełnej jedzenia. I w ten sposób bardzo łatwo zabrudzić rękawki bluzeczki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na początku myślałam, że się nadają tylko dla starszych dzieci. Ale teraz wiem, że spokojnie można je od samego początku.

      Usuń
  4. Ale się rozpisałaś :) Ignaś ma dopiero 3 mies ale sporo czytam o BLW i moze tez bedziemy stosować jak podrośnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to jeszcze nie koniec :) Następny wpis też o BLW :)

      Usuń
  5. wcześniej słyszałam kilka razy o BLW, ale twój wpis bardzo mi rozjaśnił w głowie. Także na pewno wrócę do niego za jakieś 5 miesięcy! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najwięcej rozjaśnią książki. Pod koniec miesiąca będę wstawiać recenzję książki Bobas lubi wybór. Polecam ją. Naprawdę dużo mi wyjaśniła.

      Usuń
  6. Karmiłam tą metodą swoją starszą córeczkę i jest dla mnie rewelacyjna zamierzam Calineczkę też tak karmić. Jeśli masz pytania pisz. U siebie na blogu zapytałam się Ciebie jeszcze coś w temacie szczepień jak możesz napisz mi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na razie jakoś sobie radzimy, ale dobrze wiedzieć, że mam taką opcję:)

      Usuń
  7. Normalnie juz nie mogę się doczekać az z Trojakami spróbujemy tak jesc!! I talerzyk z matą to jakiś hit musi być! Super opis, dzieki za podzielenie sie wiedzą :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie pokusiłam się na typowe BLW właśnie ze względu na sprzątanie i poplamione ubrania. To nie na moje nerwy :p owoce, kanapki i jakieś potrawy po których nie będę musiała mega sprzątać Antoś je samodzielnie.
    Oprócz tego, że matka zabawka ze mnie to jeszcze matka WYGODNA ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój to nawet owocami potrafi nabałaganić.

      Usuń
  9. Ale zbieg okoliczności bo ja właśnie dziś po lekkich nerwach kiedy Laura nie chciala obiadku ze sloiczka ugotowalam jej ziemniaka i dalam na talerzyku. Najpierw ziemniak z talerza trafił na tacke z krzesełka do karmienia a potem do buzi. I zjadła całego ziemniaczka. Jestem przeszczesliwa i balagan sprzatam z radością:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Więc chyba zalazłaś na nią sposób. Polecam Ci książkę Bobas lubi wybór. Recenzja niebawem.

      Usuń
  10. Mój Filip bardzo szybko siedział, bo pod koniec czwartego miesiąca siedział już sam. Na rehabilitacjach Pani była w szoku. Rozszerzanie diety zaczęliśmy pod koniec 5 miesiąca. Nasza metoda była trochę pomieszana. Większość BLW ale czasami jednak karmiłam go sama.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W książce o BLW czytałam, że u dzieci, które mają jakieś problemy zdrowotne powinny mieć raczej metodę mieszaną.

      Usuń
  11. Mnie ta,metoda wcale,się nie podoba i nie korzystałam z niej, ale oczywiście nie neguję stosowania jej. Jest to wola rodzica

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja miałam do niej sceptyczne podejście i nie chciałam porzucać karmienia łyżeczką. Ale moje dziecko na widok jedzenia "łyżeczkowego" zaczyna płakać, a jak widzi normalne jedzenie to cieszy się, no jak dziecko :) Moje dziecko tak woli. Nasza historia karmienia pojawi się w następnym poście.

      Usuń
  12. My stosujemy blw od 7.miesiąca i teraz (9 mcy) Jaśmina wzbrania się przed jedzeniem łyżeczką. Bardzo cenię tę metodę i my sami zaczęliśmy zdrowiej jeść, tak, byśmy wszyscy jedli to samo;)).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. U nas też jest coraz zdrowiej. To wielki plus tej metody. Zaczęłam też czytać etykiety i bardziej świadomie wybierać produkty.

      Usuń
  13. Uwielbiamy BLW ! Zawsze wydawała mi się to dość kontrowersyjna metoda ale odkąd moje dziecko pluło papkami na kilometr to niestety...siła wyższa :) chociaż teraz możemy jeść wspólne posiłki i co najważniejsze: ja mogę zjeść w spokoju,bo dziecko jest zajęte swoim talerzem ! :) a jaka frajda w przygotowywaniu tych wszystkich posiłków... :)

    Pozdrawiam Cieplutko :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie frajda z przygotowywania jest mniejsza, bo pracuję w domu i trochę mi brakuje czasu. Ale spokojne posiłki to fajna sprawa.
      A tak w ogóle to witamy w blogosferze. Życzę wytrwałości i wielkiej frajdy z pisania :)

      Usuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz.