sobota, 30 maja 2015

11 miesięcy za nami

Ten pierwszy rok dziecka jest niezwykły. Za miesiąc skończy rok i no wiadomo, że wracają wspomnienia. I patrzę teraz na niego jak buszuje po całym domu i rozbiera go na małe kawałeczki, a rok temu... Leżał taki słaby, wątły, bez sił witalnych. Tylko z ogromną wolą przeżycia.


Aktualny wiek: urodzeniowy 11 miesięcy (korygowany 8,5 miesiąca)
Waga: nie był dawno ważony, ale mi się, że gdzieś ok. 10 kg
Rozmiar ubranek: 86 

Rozkład dnia:

5:30 - pobudka 
6:30 - śniadanko 
8:00 - pierś i I drzemka
11:00 - deserek
13:00 - obiad
14:00 - pierś i II drzemka
17:00 - kolacja
18:50 - kąpiel potem pierś
19:30 - dziecko już śpi

A na zdjęciu przestawiam wam dumnego tatusia Krzysia. Sam się zaproponował na upublicznienie swojego wizerunku. Tak więc P. mówi "Cześć blogosfero".

Rozwój fizyczny:


Moje dziecko staje się coraz bardziej mobilne. A w zasadzie to już jest w pełni mobilne i poza wchodzeniem na żyrandol, czy wspinanie się na parapety umie już dostać się wszędzie. Te dwie rzeczy (choć jest ich znacznie więcej) są niedoścignionym marzeniem. 

Raczkowanie idzie mu doskonale. Chociaż oczywiście fizjoterapeuci znajdą sobie coś do pracy, ale jest coraz lepiej. Już coraz bliżej siebie ustawia kolanka. Chociaż nie wiem, czy zdąży się nauczyć prawidłowo ustawiać kolanka przed nauką chodzenia.

Bo w sumie chodzenie przy meblach, choć jeszcze nie pewne, to nowa forma mobilności. Stawanie przy czymkolwiek nie stanowi dla niego najmniejszego problemu. Nie ważne czy to mebel, czy noga mamy wspina się i już stoi. Zdarzyło się nawet, że kilka razy się puścił i próbował stać sam. Za każdym razem kończyło się to bardzo szybkim zbliżeniem z podłogą, co natychmiast uruchomiało w nim efekt dźwiękowy. Ja się nie dziwię. Jakbym się tak walnęła to też bym się rozpłakała. 

Ale plus tych upadków jest taki, że Krzyś bardzo ładnie chroni główkę. Był taki moment, że układałam za nim kocyk, żeby choć trochę rozpraszał energię uderzenia, lecz nie na tyle gruby, żeby nic go nie zabolało. Tak nam polecili na rehabilitacji i rzeczywiście szybko nauczył się jak to zrobić, żeby ze stania przejść w raczkowanie i dalej ruszyć na poznawanie domu.

Bo zwiedzanie domu jest czymś co budzi w nim zachwyt. A i mi jest wygodniej, bo jak wyjdę z pokoju w którym jest, żeby coś zrobić w innym, typu zrobić sobie herbatę. A on przez ten moment zacznie marudzić to wołam: Krzyś jestem w kuchni. Choć do mnie jeśli chcesz. No i to uruchamia tupot małych kończynek i pędzi.

Jego mobilność to też wielka sprawa dla taty. Jak Krzyś uczył się raczkować to akurat tak nam pasował spacer, że wychodziłam z nim po południu i odbieraliśmy z Krzysiem tatę z przystanku. Aż raz pewnego dnia ja bawiłam się z Krzysiem w salonie, kiedy tata wrócił do domu. I ten oderwał się od zabawek i najszybciej jak potrafił poczłapał do taty. Oj widziałam tą łezkę wzruszenia. Ale co się dziwić?

Rozwój emocjonalny:


Jak pisałam wyżej. Naprawdę mam wrażenie, że można do niego już dużo opowiadać i on to rozumie. Wiadomo, nie wszystko, ale coraz więcej. I wydaje mi się, że zaczyna rozumieć swoje imię.  

I jeszcze jedno muszę napisać. Dziś miałam przyjęcie urodzinowe. Było sporo ludzi wśród nich jeden maluszek niespełna 3-miesięczny. Z podziwem patrzyłam na tego malucha. Krzyś w jego wieku nie dał by rady na takiej imprezie. A ten... no coś tam marudził ale tak na jedzenie czy inne ważne potrzeby typu przytul mnie mamo. Ale nie było jakiś histerii. I tak mi się przypomniał Krzyś w jego wieku. Oczywiście w wieku  korygowanych 3 miesięcy. 

To był grudzień i pojechaliśmy do rodziców. Histeria była straszna, bo zobaczył nowe twarze, nowe miejsce. Nie zdążyliśmy się rozebrać a już trzeba było wracać. Wracaliśmy prawie 3 godziny zamiast godziny próbując go jakoś uspokoić. Koszmar. Płakał jakieś 4-5 godzin praktycznie nonstop. I to wszystko przez nadmiar nowych bodźców. A teraz?

Ostatnio był u dziadków. Wszyscy się gdzieś rozbiegli. Babcia gotowała obiad i Krzyś pijąc wodę ze szklanki zabrał ją mamie z rąk i rzucił na podłogę. Ta się oczywiście zbiła. Babcia sprzątała, a ja stwierdziłam, że oddalimy się, żeby dać wymieść wszystkie szkła. Dziecko nawet nie dawało oznak zmęczenia. Tak stwierdziłam, że może chce po prostu poleżeć i odpocząć. A on przytulił się do mnie i zasnął. W nowym miejscu. W pokoju, w którym był może drugi raz w życiu. Nawet babcia była pod wrażeniem.

A dziś na imprezie? Też byłam nim zachwycona. Co prawda sprzedajny nie był. Do cioć i wujków nie za bardzo chciał iść. I też nikt go na siłę nie brał, ale praktycznie nie marudził i nie płakał. Poza oczywistościami typu: jeść, spać, gdzie jest mama. Ale i to bez większych fanaberii. Zasnąć tylko nie chciał po kąpieli, bo tam jeszcze wszyscy gadali i on chyba też chciał. Po jakimś czasie się poddałam i zabrałam go do ludzi. I tak mi zasnął na rękach. Mimo toczonych rozmów i jakoś bez specjalnego przejmowania się jego potrzebą snu. Pierwszy raz mu się tak zdarzyło.

Rozwój mowy:


Nie ma tu jakiś spektakularnych postępów. Pojawiają się nowe dźwięki, ale ja sądzę, że z mową ruszy jak już będzie dobrze chodził. Tak się spodziewam. Bo widać, że ruch to dla niego najważniejsza sprawa świata. 

W co się bawię:


Krzyś z racji tego, że przesyłka z allegro doszła znacznie szybciej niż się spodziewaliśmy swój prezent na Dzień Dziecka dostał na początku tygodnia. Z racji tego, że dużo stoi i mu się już zaczynało nudzić dostał stoliczek edukacyjny. Co prawda on jest 12+, ale co tam. I tak się nim bawi.

Tak trochę obok tematu. Dokonałam odkrycia. To było dla mnie zaskoczenie głównie dlatego, że wpadłam na to przez przypadek, a to takie oczywiste. O czym mowa? Teraz wybierałam zabawkę dla Krzysia na youtube. 

Poprzednia zabawka zamawiana online miała tak nieprzyjemny dźwięk, że stwierdziłam, a może ktoś nagrał i wrzucił. A tu są super recenzje i to często naprawdę profesjonalne. Dla Krzysia wybraliśmy taki: Urzekł mnie tekst: Jestem sobie szczęśliwą pszczółką. No przesłodkie jak dla mnie. 


Ulubione zajęcia:


Swobodne poruszanie się po domu i wszystko co się z tym wiąże. Naprawdę. Zawsze to czułam a teraz widzę dokładnie, że mój syn bardzo ceni sobie niezależność (to po tacie, bo mama nadal szuka pocieszenia u swojej mamy :) ). Czasem jest tak, że on gdzieś biegnie. Ja nie chcę, żeby tam szedł, bo obiad czy coś. A on się wkurza. Czasem z mężem w takich sytuacjach podkładamy pod niego głos i śmiejemy się, że gdyby mówił powiedział by: Nie mówicie mi jak mam żyć. Chcę tam iść i pójdę. 

I coraz lepiej widać, że to odrębna istota, która ma własny pomysł na siebie. I dokładnie wie czego chce (to akurat po mamie). Niesamowite to jest. Chociaż tak zupełnie oczywiste. Ale ciężko mi było to sobie wyobrazić, kiedy był na takim etapie "ameby" jak to zwykła mówić moja przyjaciółka. A teraz jak widzę, że zostawia zabawę w salonie, bo chce się pobawić czymś w swoim pokoju, to się rozpływam i podziwiam, że taki mądry. Że pamięta, że tam w pokoju są inne zabawki i akurat nimi chce się bawić. Poza tym zwyczajnie cieszy mnie, że lubi swój pokój. To fajnie, że tam czuje się bezpiecznie. Może dlatego teraz już przesypia całe noce u siebie i nie muszę go zabierać do sypialni w nocy. 

16 komentarzy:

  1. Oj ten nasz to nie jest aż taki idealny jak się może zdawać. Fakt, na pewno nie przeszedł tyle co Krzyś, bodźce nie robią na nim aż takiego wrażenia, przyzwyczajony bo w domu pełno ludzi a każdego trzeba oczarować uśmiechem.
    Pamiętam jak 3 tygodnie temu wracaliśmy z komunii 300 km - na włączonej syrenie alarmowej. Co 70-80 km musieliśmy robić przystanek bo tylko przy bufecie się uspokajał. Do tego ze zmęczenia pomyliliśmy zjazdy z autostrady ;-) zamiast 3h jechaliśmy coś ok. 5. Aż się boję jak będzie dzisiaj

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba jednak nie do końca bodźce nie robią na nim wrażenia.

      Usuń
  2. Wydaje mi się, że to nie jest tak, że wcześniaki są gorsze, gorzej wszystko odbierają, nie pozwalają się zbliżyć obcym. Nie jestem specjalistą, ale moim zdaniem to po prostu cechy charakteru. Moja córeczka, jeśli nie jest zmęczona, pozwoli się każdemu wziąć na ręce. 2 czy 3 razy była marudna u kogoś i to tylko dlatego, że była bardzo śpiąca. Z kolei moja koleżanka, gdy była u nas, po 30 minutach musiała iść do siebie, ponieważ jej malutka nie dała się uspokoić. Przeszkadzał jej nowy domek. Zapomniałam dodać, że obie są urodzone w terminie.
    A tak poza tym, to raczkowanie to super sprawa. Tylko mega stresująca dla rodziców. Ja to nie mogę zapanować nad Nadią. Chwila nieuwagi i już jest przy butach, przy krawędziach.. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chciałam, żeby z tekstu wyszło, że wcześniaki są gorsze. Bo tak nie jest. Po prostu mają trudniejszy start. I to wpływa na charakter. Oczywiście, że sprawa charakteru jest sprawą indywidualną, tyle, że o takich akcjach jak były u nas na początku u dzieci urodzonych o czasie słyszę sporadycznie, a wśród wcześniaków to częsty problem. Ich mózg jest przedwcześnie atakowany bodźcami z czym sobie nie radzą. Na początku było z nim strasznie teraz jest już normalnie. Nadal ma problem z nadmierną stymulacją, ale radzi sobie z czego jestem ogromnie dumna.

      Usuń
  3. Super ten stolik edukacyjny, na pewno synek długo będzie miał z niego uciechę :-). U nas taka zabaweczka zdała egzamin.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jemu też się podoba. Co prawda dźwięk można wyłączyć, bo go zupełnie nie interesuje. Ale ma teraz fajnie bo jak stoi to nie jest jedyna atrakcja, a jeszcze może coś przesuwać, kręcić itp. Podoba mu się.

      Usuń
  4. Jak wcześnie wstajecie! Ja o tej porze daje cyca i przekręcam się na bok ;)
    A za miesiąc macie wielkie święto! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że wcześnie, ale co mam zrobić? Później go nie będę kładła, bo nam tak nie pasuje. Liczę, że kiedyś będzie budził się później. A tego święta to się trochę boję, bo będą wracać wspomnienia. U nas dzień jego narodzin zdecydowanie nie był najpiękniejszym dniem mojego życia.

      Usuń
  5. Mój mąż za każdym razem wzrusza się na nowo gdy Stefano rzuca mu się na szyję po powrocie do domu :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Rosną dzieci zanim się człowiek obejrzy będzie naście lat na karku :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, Ty to umiesz człowieka pocieszyć ;)

      Usuń
  7. Cieszę się, że Oli mnie o takiej porze nie budził. Wystarczy, że noce były ciężkie.
    Brawa dla synka! Gdybyś nie wspomniała, że jest wcześniakiem to wcale bym się tego nie domyśliła. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Po raz kolejny napiszę, że cudnie czytać, że jako wcześniak Twój Skarb tak się super rozwija. Mimo,że go nie znam, to mnie jako pielęgniarce pracującej z takimi dzieciaczkami dodaje skrzydeł i zachęca do dalszej pracy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że i specjaliści też tu zaglądają. Wiem, że wiele pielęgniarek i lekarzy często chcieliby zrozumieć co czują rodzice wcześniaków. Jednak kiedy byliśmy w szpitalu to ja sama nie wiedziałam co czuję. Teraz, patrząc z perspektywy czasu mam to bardziej poukładane.

      Usuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz.