poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Sen niemowlęcia - recenzja

Obiecałam przy ostatniej recenzji poradnik, który mi się podoba. I udało się. Dziś chcę wam opowiedzieć o poradniku, który opisuje najważniejsze i chyba najtrudniejsze zagadnienie dotyczące dzieci. A mianowicie chodzi o sen dziecka. Jak to zrobić, żeby dziecko zasypiało samo i nie budziło się w nocy?

ceneo.pl

Oczywiście nie byłabym sobą, żebym się do czegoś nie przyczepiła. Pierwsze (i chyba jedyne) co mi nie pasuje w tym poradniku, to tytuł Sen niemowlęcia. Nie pasuje mi dlatego, że jeśli masz dziecko w wieku powyżej roku a przed 5 rokiem życia to odrzucisz tę książkę. A zupełnie niepotrzebnie, bo ten poradnik porusza kwestię problemów ze snem od narodzin (o ile jakieś dziecko tuż po narodzeniu ma z tym problem) aż do 5 roku życia.

Zazwyczaj nie lubię takich "kombo" rozwiązań. Ale z tym poradnikiem jest inaczej. Zupełnie mi nie przeszkadza ten rozstrzał kategorii wiekowej. Wręcz przeciwnie. Uważam, że to atut tej książki. Bo już teraz, mając takiego szkraba, i szukając najlepszego dla nas rozwiązania widzę jakie problemy mogą pojawić się później. Naiwnie myślę, że dzięki niektórym działaniom mogę im zapobiec :)

A na jakiej myśli opiera się metoda proponowana przez Anne Bacus? Wypłakiwania. Na pewno gdzieś się to wam o uszy obiło. Dziecko ryczy, a Ty wchodzisz najpierw po 3 potem po 5 a potem po 7 minutach. Mój model wychowania dziecka to raczej coś przypominającego rodzicielstwo bliskości, czyli coś zupełnie przeciwnego. Ale ku mojemu zaskoczeniu jest wiele rzeczy w tym poradniku z których czerpię jakąś radę.

Ja nie jestem typem człowieka, który chłonie rady bez przefiltrowania ich przez własne upodobania i potrzeby. I tak jest też tym razem. Szczerze mówiąc, to wiem, że nie będę się stosować do rad z tej książki w 100%, ale jednak kilka moich przemyśleń poddała ona w wątpliwość. I to jest dla mnie wyznacznik dobrego poradnika. Nie piszą tam, że musisz robić tak czy tak, bo inaczej będzie katastrofa. Tylko masz przedstawiony jakiś punkt widzenia, uzasadniony i wyjaśniony. Dzięki takim informacjom mogę jeszcze raz przeanalizować swoje poglądy.

A co z tej książki wzięłam sobie do serca? Przede wszystkim coś co już dawno temu wyczułam: Problemy ze snem w nocy rozwiązuje się w dzień. Autorka sporo uwagi poświęca na wyjaśnienie, czemu dzieciom tak trudno rozstać się z rodzicem wieczorem. Wynika z tego, że bardzo często dziecko jest po prostu stęsknione za takim kontaktem tylko we dwoje. Gdzie nasza uwaga w 100% jest skupiona na dziecku.

Podobały mi się też rady związane z takimi sprawami wokół spania. Np. cześć o przytulance. Czym jest dla dziecka, skąd się to bierze oraz praktyczne rady dla rodziców typu: kiedy dziecko wybierze sobie ukochaną przytulankę biegnij do sklepu po egzemplarze zapasowe, bo utrata ukochanego misia to dla dziecka często ogromna trauma. I coś w tym jest, bo ja wciąż mam za złe mojej cioci, że wyrzuciła moją przytulankę. I choć wtedy byłam już nastolatką i wszystkie misie zapakowałam do pudła i wyniosłam z dala od mojego "dorosłego" pokoju. To strata tej lalki była dla mnie trudna. A miałam już naście lat. Więc czym to musi być dla takiego malucha?

Przemyślałam również kwestię tego czym dla dziecka jest samodzielne zasypianie. Dlaczego to taki ważny etap dla dziecka. Zdradzę, że chodzi tu o budowanie pewności siebie u dziecka. I jeszcze jedną lekcję wyciągnęłam z tej książki. Chociaż w sumie to i w Języku niemowląt była podobna rada. Mianowicie, że zmieniając rytuał zasypiania u dziecka, trzeba naprawdę uczciwie przemyśleć co nam przeszkadza, a co nie. I w Języku niemowląt, i w tej książce jest kilka przykładów na to, że problemy ze snem dziecka wynikają z tego, że to rodzice mają ochotę na czułości w nocy. Bo na przykład pracują długo i rzadko widzą dziecko. Dlatego nie przeszkadza im, że muszą wstać o 5 i zajmować się dzieckiem. I chociaż mówią, że chcieliby, żeby ich dziecko wstawało później, to po głębokim przemyśleniu okazuje się, że wcale tego nie chcą. I tu autorka jest zdania, aby nie zmieniać tego co nam nie przeszkadza, bo nie damy rady. I tylko będziemy sfrustrowani faktem, że nam się nie udało.

Parę słów o samej książce. Tak jak poprzednia książka tej autorki, Rozwój niemowlęcia, jest ona bardzo poukładana i przemyślana. Znajdziecie w niej 3 części. Pierwsza to opis snu dziecka. Ta część ma pomóc w zrozumieniu czym sen dziecka różni się od snu dorosłego. Druga część to Nauka spania krok po kroku. Najpierw krótki wstęp do tego co chcemy osiągnąć. A potem już konkrety. Podzielone pod względem wieku dziecka: do 6 miesiąca życia, od 6 miesiąca do roku, od 1 do 3 lat oraz od 3 do 5 lat.

Trzecia część to opis zaburzeń snu i rady jak z nimi walczyć. Są tu poruszone trudności z zasypianiem, nocne pobudki, dziecka śpiącego w łóżku rodziców oraz lęków i koszmarów nocnych.

Każdy z problemów autorka konsekwentnie proponuje rozwiązywać poprzez nie reagowanie na każdy płacz dziecka. Mówi, że w ten sposób dziecko po pewnym czasie nauczy się wiary we własne możliwości i stanie się bardziej pewne siebie. Jak już mówiłam ja mam inne zdanie na ten temat a mimo to ta książka mnie zainspirowała i pokazała inne rozwiązania niż te które udało mi się wypracować do tej pory.

Jak już pisałam ta książka porusza problemy ze snem dzieci w wieku do lat 5. I na pewno rodzice dzieci do tego wieku znajdą tu coś ciekawego. Jednak ta metoda nie przemawia do mnie jeśli chodzi o niemowlęta. Szczególnie takie, które nie rozumieją sensu słów. Dlaczego? Bo  proponowana metoda wymaga, aby dziecku wyjaśnić co robimy i dlaczego. I o ile kilku letnie dziecko to zrozumie. Może nie zaakceptuje, ale zrozumie. O tyle niemowlę, będzie widziało tylko, że mama nagle ma go w nosie i przestaje do niego przychodzić. Ale to moje odczucie. Słyszałam, że ta metoda jest skuteczna i szybka w działaniu. Słyszałam też, że powoduje zmiany w psychice dziecka. Wybór pozostawiam wam. Ale myślę, że poradnik jest wart przeczytania i poznania dokładnie tej metody.

To już kolejny wpis w ramach wyzwania blogowego "Czytamy o dzieciach" od naszekluski. Was zachęcam do odwiedzenia strony ze spisem wszystkich recenzji jakie się ukazały do tej pory. Kliknijcie tutaj. Oraz zachęcam do dołączenia do wyzwania. Mnie ono świetnie mobilizuje do ciągłego dokształcania się :)
No i logo akcji:

28 komentarzy:

  1. Na pewno ciekawe zagadnienie, mi się udało rozwiązać problem intuicyjnie. Nie potrzebowałam poradników, choć "Język niemowląt" przeczytałam. Nie mam dobrego zdania o tej książce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to zazdroszczę. Ja musze wyczytywac literki :-)

      Usuń
  2. Telepatia? Post w odpowiedzi na mój problem o którym pisałam dzisiaj na blogu ;)
    NNiestety metoda 3-5-7 się u nas nie sprawdza. A płacze na okrągło, nie udaje się go uspokoić, wyciszyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój też tak ma. A próbowałaś Języka niemowląt? Ja znalazłam tam wiele rad. I chociaż nie działa to od razu to działa.

      Usuń
  3. Zainteresowałaś mnie bardzo tą książką. Myślę, że po nią sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Autorka sama sobie zaprzecza - nie reagując na płacz dziecka nie da się wychować pewnego siebie człowieka! Niektórzy piszą książki, które są niebezpieczne i krzywdzące dla dziecka. Pół biedy, gdyby odnosiła się do dzieci powyżej roku, ale jak ktoś mówi, żeby ignorować płacz małego niemowlęcia... Ech... Brak słów. Cieszę się, że patrzysz na takie porady przez palce, bo wiesz, co jest dla Twojego dziecka najlepsze. Jednak są mamy, które żywcem biorą takie skuteczne rady... Szkoda mi wtedy tych dzieci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja nadal nie trzymam go płaczącego w pokoju. Tylko po prostu wychodzę po odłożeniu go do łóżeczka i wracam jak zaczyna płakać. Więc w sumie to robię coś przeciwnego do tej metody, ale co tam :) Kilka rad zachowam w pamięci.

      Usuń
  5. Ja zaufalam mojej intuicji. Od samego początku przyzwyczajalismy naszego synka do zasypiania w jego lozeczku, ale zawsze jedno z nas, ja lub mąż, byliśmy obok. Jesli płakał uspokajalismy go, ale prawie nigdy nie wyjmowalismy z łóżeczka, po prostu trzymalismy za rączkę, gladzilismy po buzi. Swiatło-zawsze zgaszone. Ci sza (lub "biały szum"). Mały zawsze dosyc mocno otulony. Jezeli płakał w nocy to najpierw staraliśmy się ustalić czy rzeczywiscie się obudził czy tylko płacze przez sen. Nie wyjmowalismy z łóżeczka (chyba, ze rzeczywiscie całkiem się obudził), nie był tez (poza pierwszymi dwoma-trzema miesiącami) karmiony w nocy. Sam szybko przestał tego potrzebować.
    Prawie ta sama metoda, która intuicyjnie stosowalam i stosuję (moj synek ma teraz 8 miesięcy i dalej przesypia pięknie całe noce) jest opisana w książce "W Paryżu dzieci nie grymasza". Polecam. Przydatna i fajnie nie napisana (nie jak nudny poradnik). Jedynie jej tytuł trochę mi się nie podoba ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twoja wypowiedz emanuje spokojem i opanowaniem. Zazdroszczę. Mi tego właśnie na początku zabrakło. Dopiero kiedy rozprawiłam się z ogromnym poczuciem winy jakoś przytomniej zaczęłam myśleć. No i ja przez pierwsze 6 miesięcy musiałam wybudzać dziecko na karmienie. Zalecenie lekarza. I to fakt, że on się do tego bardzo przyzwyczaił. Ale teraz tylko się nad ranem przebudzi, jak wieczór ma spokojny.

      Usuń
  6. Kiedy Loki był jeszcze w NICU pielęgniarki nim zajmujące się tłumaczyły nam jak ważne jest mówienie do dziecka - takie opisywanie nie tylko świata, ale też wszystkich czynności, które się ma zamiar przy dziecku wykonać. Jak bardzo ważne jest powiedzenie dziecku, które zostaje w szpitalu - że do niego wrócimy następnego dnia - oczywiście, niemowlę nie rozumie jeszcze słów, ale rozumie emocje (to dlatego zawsze mówią, że w NICU nie wolno płakać) i intencje. My mówimy do Lokiego cały czas, nawet jeśli zostawiam go na chwilę (przypiętego pasami oczywiście) na jego pufce to mówię mu "Loki, idę do kuchni przynieśćwodę, nie martw się, nie jesteś sam, ja będę dwa kroki od Ciebie i za krótką chwilę wracam". Oboje z mężem widzimy, że Loki bardzo dobrze reaguje na takie opisywanie wszystkiego :).

    A a propos czytadeł, to ja teraz czytam Bringing up Bebe, polecam bardzo :) http://www.pameladruckerman.com/books/bringing-up-bebe/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też do niego dużo mówię. Tylko nie z rana. Bo po 5 rano to jakoś jestem mało rozmowna :) Ale mi się wydaje, że mój Krzyś już chyba kojarzy, że jak mama mówi zaraz wrócę to on zdąży pobawić się krótką chwilkę i mama już wraca.

      Usuń
  7. Swego czasu planowałam kupić język niemowląt,a le tak się to tego zabierałam, że młody nieco podrósł i zwątpiłam czy to w ógole ma sens. Nasze dziecko, praktycznie od zawsze przesypiało noce (nie liczę przeziębień i innych ustrojństw), ale zasypia u nas w łóżku a następnie przenosimy go do jego łóżeczka. Miałam zapędy by z tym walczyć, ale on tak płakał i moim zdaniem (jak sama z resztą napisałaś) nie rozumiał sytuacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie jest odwrotnie. Zasypia w łóżeczku a w nocy często go przenoszę do naszego łóżka. Ja też mam różne zapędy, żeby czegoś go tam uczyć, ale tylko jak widzę, że jest gotowy. Jakoś nie mam presji z tym zasypianiem i przesypianiem całej nocy u siebie w łóżeczku. Wydaje mi się, że przyjdzie jego czas i już nie będzie problemów.

      Usuń
    2. Loki na początku spał w swoim łóżeczku obok naszego łóżka, ale budził się bardzo często, więc zaczęłam go brać do naszego łóżka (oczywiście wraz z jego kokonikiem). I tak coraz częściej i częściej..,, aż teraz śpi już z nami całą noc. I faktycznie śpi - budzi się o piątej na jedzonko, a potem o 7-8 daje znak, że koniec spania na dzisiaj :)

      Usuń
  8. Ja jestem zdania, tak jak Ty, że nie powinno się zostawiać niemowlęcia, żeby się wypłakało. Kiedyś gdzieś słyszałam, że płacz jest jedynym sposobem takiego maleństwa na zakomunikowanie nam, że coś złego się dzieje. A jak rodzice przestają reagować na płacz to dziecko jest zdezorientowane i w końcu może przestać nam komunikować tą metodą, że jest jakiś problem. Niby dobrze, że mniej płacze, ale przez to możemy nie dowiedzieć się, że coś się dzieje z naszym dzieckiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje dziecko swego czasu płakało dużo. Ciężko było mi to znieść. W chwilach zwątpienia zawsze pytałam się sama siebie, gdyby miał naście lat i powiedział mamo potrzebuję cię to co bym zrobiła. Pobiegłabym na pomoc. I myślałam o dużym dziecku, więc jak można takie maleństwo zostawić aż się wypłacze? Szczerze to mi się wydaje, że autorka książki nie ma sposobu na maleństwa i tak rzuciła, ale w całej książce cały czas powtarza, że dziecku trzeba wytłumaczyć co i po co robimy, żeby ono wiedziało dlaczego tak się dzieje.

      Usuń
  9. Też słyszałam o poradniku. Całe szczęście nie potrzebowaliśmy żadnych pomocy :) Świetny blog. Zapraszam do siebie, my dopiero zaczynamy przygodę pisaniem http://kaszka-z-mlekiem.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zazdroszczę. Ja lubię sobie poczytać, bo to zawsze daje innego spojrzenia na rzeczywistość.

      Usuń
  10. Twój blog to skarbnica wiedzy :-)
    Podczytuję i z wielu wskazówek korzystam. Inspirujesz, mamuśka!
    buziaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na Twój blog zaglądam nie tylko po dobre wpisy, ale żeby się pocieszyć. Jak mi coś Młody marudzi to zaglądam sobie do Ciebie i myślę: ona ma razy dwa i daje radę to i ja z jednym nie mam co narzekać tylko do roboty i głowa do góry :)

      Usuń
    2. :-)
      Coś w tym jest. Zważywszy na to, że nie mam dwóch aniołków :-)
      Miłego długiego weekendu!

      Usuń
  11. Pamiętam, że czytałam "Język niemowląt" T. Hogg zanim urodziła się Melania. Szukałam tam jakichkolwiek podpowiedzi do wychowania, bo wiedziałam, że z dzieckiem będę sama i nikt mi nie pomoże- nawet w najprostszych sprawach. Myślę, że książka wiele mi rozjaśniła, przede wszystkim zrozumiałam, że będę musiała sama nauczyć się mojej córeczki, zrozumieć ją, bo każde dziecko jest inne, ale każde potrzebuje rytmu i przewidywalności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja miałam zacząć czytać książki w 8 miesiącu.... Wyszło tak, że zaczęłam czytać jak on miał 3 miesiące :) Ale cieszę się, że przeczytałam Język niemowląt. Ta książka pomogła mi zrozumieć, że te małe bąble różnią się od siebie zupełnie jak dorośli. Dobrze, że miałaś czas jeszcze przed narodzinami.

      Usuń
  12. Szkoda, ze nie trafiłam wcześniej na tę książkę. Młoda będąc maluszkiem miała problemy ze snem. Teraz na szczęście jest ok :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w sumie jakoś teraz się nie spinam jego zasypianiem, bo widzę, że ostatecznie wszystkie dzieci pozbywają się problemów ze snem.

      Usuń
  13. Nie czytałam poradników ale instynktownie wiedziałam że dziecka nie można zostawić płaczącego, córkę uspakajałam i odkładałam do łóżeczka i tak do skutku (oczywiście poza chorobami itp.)i tak jej zostało do 2,5 lat- przytulona do mnie lub do męża zasypiała szybko i odkładaliśmy do łóżeczka. Teraz "siedzę" w domu z czteromiesięcznym synkiem i też staramy się wprowadzić takie działanie - utulić- zasypia- odłożyć - zobaczymy czy zadziała.
    pozdrawiam Małgorzata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bardzo żałuję że od początku tak nie robiłam. Ja tuliłam aż zasnął. Ale nic straconego. Teraz mi zasypia w łóżeczku. Muszę być obok. Czasem potrzymać za rączkę czy główkę, ale zasypia sam.

      Usuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz.