poniedziałek, 9 marca 2015

Wizyta u neurologopedy

Pierwsze pytanie jakie snuje się pewnie po waszych głowach: ale po co do logopedy z dzieckiem, które jeszcze nie mówi i mówić wcale nie powinno. Też mnie to zastanawiało przed pierwszą wizytą. Teraz jesteśmy już po drugiej i mogę wam opowiedzieć jak przebiegała zarówno ta pierwsza jak i druga.
Źródło: 123RF Zdjęcie Seryjne

Na blogu już pisałam o tym, że byliśmy u neurologopedy. Pisałam o tym tutaj. Ale w tamtym poście nie opowiedziałam wrażeń z tej pierwszej wizyty. Zrobię to dziś. Pierwszą wizytę mieliśmy w październiku. Wtedy Krzyś powinien mieć 1,5 miesiąca. W tym wieku nie można mówić (chyba) o zaburzeniach mowy, no bo dziecko dopiero zaczyna wydawać dźwięki. Naturalnym pytaniem jakie się nasuwa: po co ciągać dzieciaka do jeszcze jednego lekarza? Co on może?

Nie powiem wam, że w tym wieku może dużo. Ale jeśli były by jakieś nieprawidłowości to można od razu zacząć działać, a nie dopiero kiedy problem się ujawni. Co lekarz bada na pierwszej wizycie. Po pierwsze wędzidełko. Bada jego długość i czy dziecko nie będzie mieć problemów ze ssaniem a w późniejszym czasie z mówieniem. No dobra przyznam się Wam, że uważam to trochę za dziwne badać wędzidełko u dziecka które już 3 miesiące ssie i dobrze przybiera. No, ale jak się chce być pod kontrolą, to i pierwsze wizyty trzeba odbyć. Poza tym lekarz sprawdza napięcie mięśni twarzy. Jeśli zauważy jakieś nieprawidłowości może wam powiedzieć jak je korygować, albo na co zwrócić uwagę.

U nas na szczęście wszytko było w porządku. Więc nie wiem jakie zalecenia można dostać w tym wieku. Poza standardowymi, że dziecko nie powinno oglądać telewizji i słuchać radia. Że najlepiej do dziecka śpiewać samemu, a nie puszczać bajki z youtube. To z telewizją i radiem odnosi się nie tylko do wcześniaków. Nasza neurologopeda uważa, że żadne dziecko nie powinno mieć do czynienia z tymi sprzętami przed ukończeniem 3 roku życia. Osobiście uważam to za trudne. Szczególnie z tym radiem. Ale najważniejsze, żeby zdawać sobie sprawę z tego, że to jest bardzo niebezpieczne dla dzieci i możliwie jak najbardziej ograniczać ekspozycję dziecka na takie bodźce.

Jak się przygotować do tej pierwszej wizyty? Wystarczy wam zwykły zestaw, który opisałam tutaj.

A jak jest z drugą wizytą? No tu u nas już neurologopeda miała pole do popisu. Ja się tym jakoś szczególnie nie przejmowałam, no ale Krzyś nie mówi zbitych sylab. Typu bababa itp. Ja wychodzę z założenia, że skoro powinien zacząć mówić w 6 miesiącu to zastanawiać się nad tym można jak już skończy 6 miesięcy. A najlepiej to 7. Ale lekarz jest innego zdania. Uważa, że już powinien mówić te sylaby. Poza tym powiedziała mi, że mój głos jest mojemu dziecku "tak obojętny jak szum drzew". Bo do niego dużo mówię... Zgłupieć można. Zawsze myślałam, że to dobrze jak się do dziecka mówi... Chociaż w sumie ona nie powiedziała, że to źle, że do niego mówię. Tylko, że mówię do niego za mało różnorodnie. Bo mówię do niego tak normalnie, jak do każdego człowieka. Do mnie też tak mówiono i ja bardzo szybko zaczęłam mówić pełnymi zdaniami. Ech...

A na jakiej podstawie lekarz orzeka czy jest problem czy go nie ma? Na podstawie wywiadu. Chyba, że twoje dziecko zaczyna gaworzyć jak tylko zobaczy nową osobę. No to wtedy sam lekarz sobie może posłuchać. Krzyś tak nie ma. Najpierw przygląda się twarzy nowej osoby, pomieszczeniu itp. Nie ma czasu na gadanie. Jest przecież tyle do odkrycia. Tak sobie pomyślałam, że na następną wizytę to chyba pójdę z nagraniem, bo mi jest zwyczajnie ciężko powtórzyć te dźwięki jakie wydaje.

U nas robiła jeszcze taki test na to czy dziecko słyszy i czy jest zainteresowane mową. Kazała posadzić go sobie tyłem do siebie. Jemu dała zabawkę, a mi kazała go zawołać. Test byłby zdany gdyby Krzyś przerwał zabawę i spojrzał w kierunku dobiegającego dźwięku. Test oblany. Ale mam dla was zagadkę. Słyszycie polecenie: Proszę zawołać dziecko. Jaki dźwięk byście z siebie wydały? Ja zawołałam go po imieniu. No i skucha. Bo przecież głupia babo dziecko jeszcze nie rozumie swojego imienia. Potem odwróciłam Krzysia plecami do pani doktor i ona go zawołała. Robiła takie: hejjj heej hejjj i różne takie dźwięki. Do tego puszczała mu zabawkę. Na podstawie tego eksperymentu stwierdziła, że dziecko słyszy, jest zainteresowane mową. Tylko nie mową mamy :) Moja teoria jest inna. Krzyś był w nowym miejscu, gdzie wszytko było nowe to co miał się zachwycać czymś co zna? Głosu pani doktor nie znał to go zainteresował.

Ponadto mamy już wprowadzać grudki do jedzenia oraz w przyszłym miesiącu na podwieczorki produkty do "pociumkania". Czyli jakieś chrupki itp.

Efekt wizyty jest taki, że za 2 miesiące mamy się znów pokazać (normalnie chodzi się co 3) i dostaliśmy różne ćwiczenia do wykonywania w domu. Na razie się ich uczymy. Nie wiem też czy wszytko dobrze zapamiętałam. Myślałam, że sobie dogoogluję w domu. Ale niestety nie znalazłam takich ćwiczeń w necie. Jeszcze muszę poszukać.

20 komentarzy:

  1. Ja mam dobrą przyjaciółkę logopedę. Jeśli będziesz chciała o coś zapytać, pisz - zapytam w Twoim imieniu. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O dziękuję bardzo. Chociaż nasza też powiedziała, że jak będziemy na rehabilitacji to możemy wejść do niej na szybkie pytanie :)

      Usuń
  2. niby wiedziałam, że te kilka dodatkowych tygodni w macicy może wiele zmienić, ale dopiero u Ciebie widzę, jak wielkiego zaangażowania od rodziców wymaga pourodzeniowa kontrola rozwoju wcześniaka - życzę Wam wytrwałości i spostrzegawczości (żebyście nie przegapili żadnego ważnego szczegółu), a synkowi samych pozytywnych wyników wszystkich wizyt i ćwiczeń!
    a co do TV i radia - jak najbardziej się zgadzam! chociaż nie mamy na koncie sukcesu trzyletniej abstynencji (nawet nie myślałam o takiej ortodoksji), to bardzo dbałam o to, żeby nadmiernie nie stymulować "elektronicznie" i nadal kontroluję czas jaki mój przedszkolak spędza w kontakcie z mediami
    za to "nie kupuję" teorii, że głos matki to 'biały szum' - ja dużo śpiewałam i mówiłam do Janka, a on bardzo szybko zaczął mi się pięknie rewanżować :) (przypomniał mi się nasz filmik - nie do końca na temat, ale może zerkniesz z ciekawości jak piszczał za młodu :P)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie powiem na początku zrobiło mi się przykro, że mój głos jest dla niego jak szum drzew. A potem sobie pomyślałam, że on kocha szum drzew i go bardzo uspokaja. Oczywiście jak szum jest głośniejszy niż jego płacz :) A historia tego "szumu matczynego" wygląda tak, że jak Krzyś był malutki to nie mogłam w mowie używać żadnych ozdobników. Mowa musiała być jednorodna, bo inaczej była to dla niego zbyt duża stymulacja. I w sumie tak mi zostało. Teraz dziecię jest duże i muszę to zmienić. Ot cała historia.

      Usuń
  3. a do neurologopedy też trafiliśmy, ale dużo później i z innych względów - może lepiej tak jak u Was dmuchac na zimne...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas nie tylko chodzi o mowę. Będą w ośrodku dziennej rehabilitacji neurologicznej badają nas różni specjaliści, żeby z każdej możliwej strony orzec czy mamy w główce wszytko po kolei :)

      Usuń
  4. Sorry, ale ten szum drzewi brzmi, choćby piękny był niesamowicie brzmi dość okrutnie. Moim skromnym zdaniem lekarka nie była zbyt delikatna.
    U neurologopedy nigdy nie byliśmy. Jamę ustną itp. kontrolowała laryngolog a resztę fizjoterapeutka. Obecnie jesteśmy na etapie logopedii, bo Stefano mimo, iż bliża się do 3 roku życia milczy praktycznie jak zaklęty. U nas w grę wchodzi rónież aspekt dwujęzycznośći.
    Poza tym pojawia się u nas co raz częściej temat powiększenia rodziny, ale związanych jest z tym kilka cieżkich decyzji do podjęcia. Ciąży nade mną piętno przedwczesnego porodu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie bardzie od tego sformułowania boli fakt, że naprawdę nie umiem tak go zawołać, żeby przerwał zabawę...
      A co do powiększenia rodziny to trzymam kciuki. Ja się chyba nie odważę. Doskonale rozumiem to piętno przedwczesnego porodu.

      Usuń
  5. My też zostaliśmy skierowani do logopedy a to z tego względu, że Adrianek miał często otwartą buźkę. Pokazała trochę ćwiczeń, pokazała jak dobrze karmić łyżeczką a ostatnio kazała uczyć pić z kubeczka (z tym nam gorzej idzie).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja po swoim synu widzę, że lubi dostawać zadanie naśladowania. On dostaje swoje jedzenie a ja mam swoje. Jak ja jem to i on je. Może tak spróbujcie z kubeczkiem.

      Usuń
    2. Tylko też jest w tym problem że jak już pije z kubeczka to takie duże łyki że się krztusi

      Usuń
    3. No to nic więcej nie umiem pomóc. Tylko coś takiego przyszło mi do głowy. Jak coś wymyślisz to wróć i podziel się doświadczeniem :)

      Usuń
  6. Wybacz ale mnie chybaby ta wizyta zdolowala a tej Pani Doktor chyba bym dogadala

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie ta wizyta też zdołowała. Szczególnie, że i na rehabilitacji usłyszeliśmy ile mamy w plecy. Nie dogadałam jej, bo w gabinecie to brzmiało mniej bulserwująco niż mi się to opisało.

      Usuń
  7. Pani doktor podejścia do rodziców i pacjenta nie ma z pewnością.
    My u logopedy nie byliśmy i obyśmy nie musieli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My musieliśmy, ponieważ nie tyle interesuje ich rozwój mowy co oceniają jego rozwój neurologiczny. Pod tym kątem przygląda mu się wielu specjalistów w ramach ośrodka rehabilitacji dziennej. Te wszystkie opinie tworzą jeden spójny obraz.

      Usuń
  8. Ciesze się że napisałaś u mnie na blogu, spędziłam z godzinę czytając poszczegolne posty Twojego bloga i waszej Historii, jesteście bardzo dzielni. Chętnie dowiem się dalej co u was. Trzymam za was kciuki !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za słowa wsparcia. Miło i zapraszamy oczywiście do nas :)

      Usuń
  9. Dlaczego az do 3go roku zycia unikac radia tv itp ? Jakie są zagrozenia wynikajace z oglądania tv ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nasza neurologopeda powiedziała mi tak: obraz i dźwięk to bardzo duże wyzwanie dla tak młodego umysłu. Który tak naprawdę nie jest gotowy na odbiór tylu bodźców. Szczególnie ważne w przypadku wcześniaków, których mózg jest nadmiernie obciążony przez przedwczesne narodziny. I choć widząc dziecko oglądające tv widzimy, że siedzi zauroczone i spokojnie chłonie informacje to tak naprawdę jego umysł pracuje bardzo intensywnie.
      Pytasz o zagrożenia. Dziecko poddawane nadmiernej stymulacji może być w przyszłości nadpobudliwe, agresywne, mieć problemy z koncentracją. Mówiła, że tych negatywnych stron jest dużo, ja nie zapamiętałam jednak wszystkiego.

      Usuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz.