wtorek, 17 marca 2015

Warsztaty żywieniowe: Dieta zdrowego dziecka od 0 do 3 lat

Ostatnio brałam udział w warsztatach żywieniowych dla rodziców Dobre życie. Wejściówkę na te warsztaty udało mi się wygrać w konkursie zorganizowanym przez Prawdziwe życie by Karo oraz Melanie's Fashion. Dziś moje notatki z tego wydarzenia razem z krótką fotorelacją.



Warsztaty prowadzone były przez Joannę Borowską. Wydawała się całkiem młodą osóbką, a tu doświadczenie zawodowe jest całkiem imponujące. Nie będę go przytaczać. Ale jak jesteście ciekawi to na stronie warsztatów w zakładce o nas można sobie zerknąć.

A co było na warsztatach. Jak to na szkoleniu na którym do przekazania jest cała masa informacji w krótkim czasie. Bo przecież 4 godziny (w rezultacie 4,5) na przekazanie wiedzy o żywieniu dzieci od urodzenia do lat 3 to w sumie tak dużo czasu nie jest. Dziś chcę sobie to uporządkować i stąd notatka dla was.

Warsztaty miały opowiadać o żywieniu dziecka od narodzin. Tymczasem okazało się, że żywienie niemowlęcia i dbanie o jego zdrowie zaczyna się już 3 miesiące przed poczęciem. Czemu tak? Bo nasz organizm potrzebuje tyle czasu, żeby się oczyścić i pousuwać to co zbędne. Tak mnie teraz zastanawia sens diet oczyszczających trwających tydzień... ale wracając do tematu.

Jeśli chodzi o dietę niemowlaka wszystkie zasady były zgodne z zaleceniami z Medycyny Praktycznej. Robiłam już o tym kilka wpisów, więc nie będę powtarzać (część 1część 2część 3). Oczywiście najwięcej emocji wzbudził gluten. Wytyczne mówią, że należy go wprowadzać od 6 miesiąca życia. Wśród uczestników była jedna mama, której dziecko ma nietolerancję glutenu. I wywiązała się dyskusja. To właśnie jest przewaga warsztatów nad wiedzą online. Bardzo szybko można poznać zupełnie inne podejście. Plus od razu uzyskuje się odpowiedź.

A o co chodzi z tym glutenem? Tak w skrócie: ogólnie występuje w zbożach. Nie we wszystkich. I gdybyśmy spożywali go tylko z tego źródła może nie było by tak źle. Natomiast jest on dodawany w wielu miejscach, np. do konserw. Jeśli choruje się na celiakię to nie można go w ogóle jeść. Problem w tym, że problem nietolerancji glutenu nie jest widoczny od razu. Czasem mija wiele lat. Podobno są testy genetyczne, które pozwalają jednoznacznie określić czy mamy problem z glutenem czy nie. Nasze dziecko w momencie rozszerzania diety też może zostać poddane takiemu badaniu. W sumie może być poddane takim testom już dużo wcześniej.

Gluten (albo jego nadmiar) powoduje obumieranie kosmków jelitowych. Co za tym idzie zmniejsza się powierzchnia wchłaniania składników pokarmowych. I jeszcze parę rzeczy, których nie zapamiętałam. No więc skoro jest taki szkodliwy to czemu podawać go naszym maleństwom? Bo gluten jest wszechobecny. Im wcześniej rozpoczniemy ekspozycję tym większą szansę dajemy naszemu dziecku, żeby nauczyło sobie z tym radzić. Podobno niesamowicie ciężko jest całkowicie wyłączyć gluten z menu.

Ja po tym wszystkim czego się dowiedziałam stwierdziłam, że będę dziecku podawać czasem kaszki bez glutenu czasem z glutenem.

A i jeszcze jedno. Ostatnie badania pokazują, że nietolerancja glutenu to mutacja genetyczna. To oznacza, że nawet jeśli nikt w waszej rodzinie nie miał tego problemu u dziecka taka mutacja może wystąpić. Bo jak wiemy mutacje są losowe i jeśli od czegoś zależą, to ja nie wiem od czego.

Na warsztatach pokazywane też były takie fajne tabele z wypunktowaniem jakie witaminy i inne dobrodziejstwa natury można znaleźć w poszczególnych grupach produktów. Największe wrażenie zrobiło na mnie porównanie warzyw i owoców. Podsumuję to krótko: owoce wyglądają blado. W nich jest głównie cukier. A w warzywach wszystko poza cukrem :) No może to duże uproszczenie, ale naprawdę zupełnie inaczej patrzę na te pyszności.

Pytałam też co ze śmietaną? Na wielu blogach, gdzie mamy utrzymują, że prowadzą zdrową dietę swojego niemowlaka widzę zupy zabielane śmietaną. A przecież nawet dorosłym zaleca się jej zamianę na coś innego. I tu się potwierdziły moje przypuszczenia. Zastąpić. Najlepiej jogurtem naturalnym lub mlekiem roślinnym.

A co ze starszymi maluchami? Tu największą moją uwagę przykuł modelowy talerz żywieniowy. To naprawdę ciekawe ile czego powinno zjadać nasze dziecko. Bez problemu można informacje o tym znaleźć w internecie, np. na stronie 1000dni.pl. I chociaż jest tam napisane, że codziennie powinno się zjadać mięso to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby kilka razy w tygodniu zastąpić to mięso (czytaj w tym ryby) np. warzywami strączkowymi. Ale co czym zastępować to najlepiej wiedzą wegetarianie. Warto i nich podglądać przepisy. A taki talerz wygląda o tak:
Źródło: http://www.pomagamydzieciom.info
Ostatnia część była poświęcona tym jak czytać etykiety. Było o tym, że nie wszystkie E szkodzą, bo część z nich jest naturalna tylko po prostu mają taką nazwę. Prowadząca polecała aplikację Wiesz co jesz. Tam można sobie wyszukać dane E i sprawdzić czy jest szkodliwe czy nie. Nie instalowałam jeszcze, ale w sklepie googla wygląda fajnie.

W diecie naszych dzieci (naszej w sumie też) trzeba uważać na cukier. Czemu? Bo nie wnosi ze sobą nic poza smakiem, od którego łatwo jest się uzależnić. Warto zwracać uwagę na produkty, które kupujemy dzieciom. W słoiczkach np. możemy znaleźć sok winogronowy. Nie wnosi on nic poza słodkim smakiem. A czemu producenci wszystko dosładzają? Bo rośnie im wtedy konsument, który lubi to co słodkie i często niezdrowe, czyli będzie szukał tego co paczkowane itp. Możecie uważać, że to teoria spiskowa, ale m się wydaje, że to naprawdę naprawdę przemyślany marketing. A tak naprawdę, moim zdaniem, to zdrową dietę naszego dziecka należy rozpocząć od zmiany własnej diety. Bo czy naprawdę dziecko będzie chciało zjeść owoc czy warzywo jeśli rodzice będą podjadać chipsy i popijać je cola? Oczywiście, że nie bo dziecko we wszystkim próbuje naśladować rodziców.

Oczywiście, że na warsztatach było więcej. Ale opisałam to co było dla mnie nowe lub mnie jakoś zaskoczyło. Myślę, że zawsze warto się dokształcać. Ja idąc na te warsztaty myślałam, że nic mnie nie zaskoczy a tu proszę jaki długi artykuł powstał? Aż się zastanawiałam czy go na dwa nie podzielić :) A teraz obiecana fotorelacja.

W takiej przyjemnej kawiarence odbywały się warsztaty


Po lewej na wysokim krześle Agata Pasternak - organizatorka, a po środku prowadząca Joanna Borowska




14 komentarzy:

  1. Cieszę się, że my nie mamy problemu z glutenem. Tak ciężko wymyślać dania bezglutenowe. Podobno dobrze go unikać, człowiek się lepiej czuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na warsztatach też się takie twierdzenie pojawiło. Prowadząca chyba była sceptyczna co do tego. Po prostu człowiek ograniczając gluten musi zmienić nawyki żywieniowe. I teraz ciężko jest rozdzielić czy zmiana w samopoczuciu wynika z ograniczenia glutenu czy ze zmiany nawyków żywieniowych.

      Usuń
  2. Bardzo ciekawe warsztaty, chętnie wzięłabym udział.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego co wiem to mają być jeszcze kolejne edycje takich szkoleń.

      Usuń
  3. Wielu ciekawych rzeczy się dowiedziałam, dziękuję:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Było w sumie jeszcze więcej, ale te wybrałam :)

      Usuń
  4. och jak mi przykro ze nie mogłam wziać udziału w tych warsztatach, ale cieszę się ze Ty skorzystałaś i mam nadzieję że nagroda Ci się spodobała :) Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo potrzebne warsztaty - fajnie, że dzielisz się tak ciekawymi informacjami, o wielu nie miałam pojęcia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystkim się nie da przekazać. Ja w warsztatach cenię to, że masz świetną okazję porozmawiać z jakimś specjalistą w cztery oczy. Ponadto są też inni uczestnicy. Na szkoleniu było nas kilka a debat i rozmów co nie miara :)

      Usuń
  6. Miałam brata uczulonego na gluten, było słabo, zwłaszcza że to były lata 80... mamie znajoma sprowadzała specjalną mąkę ze Szwecji, chyba ryżową. On w zasadzie pierwsze lata życia żywił się głównie bezglutenowymi biszkoptami i ryżowymi waflami, na wszystko był uczulony (na większość warzyw, owoców, wędlin). Jak się do tego doliczy alergie na roztocza i sierść zwierząt... masakra. Na szczęście leki odczulające pomogły, wyrósł z tego stopniowo w podstawówce.

    Co do cukru, warto wiedzieć, że sławna kasza jaglana zawiera aż 70% węglowodanów i nie warto jej dawać dziecku zbyt dużo (sama w sobie, podobnie jak wiele innych kasz jest bardzo zdrowa, ale bez przesady). Węglowodany to oczywiście nie jest cukier złożony, wielu ludzi myli naturalne, zdrowe i potrzebne do rozwoju mózgu węglowodany z warzyw i owoców z cukrem dodatkowym. Mam wrażenie, że też to trochę mylisz i niepotrzebnie boisz się owoców. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od czasu tych warsztatów po prostu zaczęłam inaczej patrzeć na owoce. A może raczej zaczęłam doceniać warzywa. Zawsze uważałam, że co to za różnica czy zjem marchewkę czy jabłko, przecież to i to naturalne. A jak popatrzyłam sobie na te tabelki, to mnie wmurowało jak wielka jest różnica pomiędzy tym co mogą dać nam warzywa a co mogą nam dać owoce. Do tego prowadząca przytoczyła bardzo ciekawe badania. Amerykanie chcieli udowodnić, że jedzenie jabłek poprawia coś w układzie krążenia (nie pamiętam dokładnie co). I ku zaskoczeniu wszystkich okazało się, że grupa jedząca jabłka odnotowała pogorszenie się wyników. To wszystkich zaskoczyło i próbowali dojść czemu. Okazało się, że wybrana do badań odmiana jabłek zawiera praktycznie sam cukier i z naturalnych dobrodziejstw jakie zawierały jabłka kiedyś nic w nich nie zostało. To mnie przekonało, że jednak jest różnica czy zjem jabłko czy marchewkę. Ale oczywiście nie umiem żyć bez owoców i moje dziecko też je dostaje.

      Usuń
  7. Dieta zbilansowana,zdrowa chroni wszystkich przed problemami ze zdrowiem, dzieci żywione niewłaściwie często miewają zaparcia. Wtedy konieczna jest zmiana nawyków żywieniowych, niezbędna może być również kuracja środkami medycznymi takimi jak dicopeg junior.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tego środka nie znam i uważam, że trzeba robić wszystko żeby naszych maleństw nie faszerować niepotrzebnymi lekami.

      Usuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz.