środa, 25 marca 2015

Gotować samej czy podawać dziecku słoiczki?

Na początku najtrudniejszą kwestią jest podjęcie decyzji: gotować sama czy kupować gotowe w słoiczkach? Na blogach znajdziecie wiele opinii o tym, że słoiczki to zło. Trzeba gotować samemu, bo tylko tak jest zdrowo i smacznie. Ja mam trochę odmienne podejście do tego. Może dlatego, że nam baaardzo dużo czasu zajmują ćwiczenia w domu. O naszej rehabilitacji pisałam tutaj.


A co mówią lekarze? Ogólnie to nie spotkałam jeszcze takiego lekarza, który obstawałby za jednym i słusznym rozwiązaniem. Bo każde ma swoje wady i zalety. Słoiczki są proste w użyciu bo tylko otwierasz (ewentualnie podgrzewasz) i dajesz dziecku. To fakt. Musisz zawierzyć producentowi, że nie stosuje żadnych trików i sztuczek. Bo chociaż teoretycznie wszystko powinno znaleźć się na etykiecie to kto ich tam wie jakie czary mary odprawiają nad tymi daniami.

No więc zdrowo jest gotować samemu. I tu ja mam trochę odmienne zdanie. Znaczy zgadzam się z tym w pełni, jeśli gotujesz tylko z warzyw i mięs, z którymi jesteś od samego początku. Sama je uprawiasz lub hodujesz. Ewentualnie kupujesz tylko żywność ekologiczną. Taką prawdziwą ekologiczną z certyfikatami a nie tylko z napisem "BIO" albo innym zielonym znaczkiem.

Skąd u mnie taki pogląd? To co trafia do supermarketów i innych sklepików jest tak nawożone, że ja nie wiem czemu my jeszcze nie świecimy we wszystkich kolorach tęczy. I ja już wolę to ze słoiczka, bo to chociaż podlega jakimś normom. 

Na żywieniu to się znam tak jak większość. Ale jako inżynier środowiska wiem, że nie tylko warzywa i mięso jest dokładnie badane na zawartość metali ciężkich i innych szkodliwych substancji, ale również gleba na której warzywa i owoce są uprawiane. Nie wiem jak w praktyce wygląda egzekwowanie tych obostrzeń, bo jak wiemy Polska to kraj wielkich możliwości w matactwach i machlojkach, ale wymagania prawne są naprawdę srogie. Gdzie pamiętajmy, że to co mamy w supermarketach pochodzi z regionów bliżej nieznanych i niezbadanych.

Co jak dla mnie jeszcze przeważa na korzyść słoików? Dziecko na początku je naprawdę niedużo. I szczerze jak mam porzucić rehabilitację, żeby ugotować mu pyszny obiadek z którego on zje może kilka łyżeczek to u nas nie warto. Na dodatek początki karmienia to odkrywanie nowych smaków przez dziecko. Szybko się przekonasz, że ono nie wszystko lubi. I jak przychodzi taki dzień, że dostaje coś czego nielubi. Zje łyżeczkę i resztę wypluwa no to musisz mu podać coś innego. I tak otwierasz kolejny słoiczek z czymś co lubi i możesz nakarmić brzdąca. Nie wyobrażam sobie przygotowywać dwóch obiadów tylko po to, żeby moje dziecko miało wybór w jedzeniu. A że jesteśmy na takim etapie, że nie możemy wprowadzać BLW no to mamy do wyboru tylko papki.

Choć jeśli gotujesz samemu to wiedząc co dziecko lubi a czego nie możesz komponować cudowne posiłki, które są dostosowane do gustów twojego malucha. Na dodatek możesz gotować obiad dla was dwojga. Pod warunkiem, że nie przeszkadza ci brak soli czy innych przypraw, których dziecko nie powinno jeść. 

Wszystko ma swoje wady i zalety. Rozwiązań jest wiele i dobrze. Każdy może wybrać to co jemu odpowiada.

29 komentarzy:

  1. Ja zarówno sama gotuję, jak i kupuję słoiczki. Wszystko zależy od dnia, sytuacji. nie uważam, że słoiczki są gorsze. Młody ma też swoje gusta i nie zje zarówno każdego słoiczka, jak i czasami mojej zupy, więc jest jakaś równowaga :-).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój też czasami ma dzień, że moją kaszkę pochłonie w trymiga a czasem do ust nie chce wziąć...

      Usuń
  2. Moje dziecko na szczęście nie chciało jeść słoików. Dla mnie to syf i tyle. Zawsze gotowałam mu sama, teraz jest na tyle duży, że jada to co my :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pytałam na warsztatach, o których niedawno pisałam i pani dietetyk utwierdziła mnie w moich przekonaniach. Ponadto wiele moich znajomych robiło przeróżne badania naukowe i zawsze wychodziło im, że słoiczki w porównaniu z warzywami z supermarketu są dużo zdrowszą alternatywą. Wiadomo, że producenci dużo produktów dosładzają i wtedy robi się z tego syf. Ja jednak zdania nie zmieniam. Jeśli w moim sklepie ze zdrową żywnością nie ma ekologicznych warzyw to wolę podać słoiczek.

      Usuń
    2. Popieram w pełni! Moja dostała niedawno wysypki na całym ciele po zwykłym sklepowym jabłkui a sloiczkowe jadla bez problemu. To jak wychodzić na spacer kiedy smog bo przecież dziecko się uodporni. A takie bzdury też już słyszałam.

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Ekspertką nie jestem od tej metody, bo na razie nie mogę jej stosować to się nie wczuwałam. Ale to co wiem: rozwinięcie: Bobas Lubi Wybór. Żeby rozszerzać dietę w ten sposób dziecko musi siedzieć i to już stabilnie. Polega ona na tym, że pomija się fazę papek i od razu podaje dziecku jedzenia w kawałkach. Tzn. gotujesz warzywa i dajesz dziecku w cząstkach. Co ciekawe dziecko wcale nie musi mieć zębów. Dziąsłami też da radę. Czemu tak? Po pierwsze dziecko ma możliwość zjedzenia tylko tego co mu smakuje. Dzięki temu, że nikt go do niczego nie zmusza uczy się, że jedzenie to przyjemność a nie przykry obowiązek. Podobno rozwija się też w dziecku chęć do poznawania nowych smaków. Ogólnie rzecz ujmując: dziecko szczęśliwe kuchnia do remontu :) (Bo dzieci na początku rzucają jedzeniem i tego im zabraniać nie można)

      Usuń
    2. Ciekawe ale nie dla mnie chyba.
      Dziękuję
      Pozdrawiam

      Usuń
  4. U nas też ostatnio pojawił się post na temat jedzenia słoiczkowego ("Co piszczy w składzie") i zgadzam się z Tobą, że najlepiej znaleźć złoty środek, gotować samemu ale korzystać również z ułatwienia jakim są słoiczki, ja tak robię :) oczywiście muszą to być produkty sprawdzonego producenta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To bez dwóch zdań. I trzeba czytać składy. Bo jak pisałam wyżej producenci dodają sok winogronowy albo wprost piszą, że cukier.

      Usuń
  5. Rozmawiałam z pielęgniarką ostatnio i powiedziała, że jeśli nie mam zaufanego dostawcy warzyw i mięsa to lepiej dawać dziecku słoiczek. Popieram to.

    OdpowiedzUsuń
  6. Dla mnie najlepszym rozwiązaniem jest łączenie domowych obiadków ze słoiczkami. Nie do końca ufam producentom gotowych obiadków, ponieważ sama pracowałam na produkcji (zarówno przy kosmetykach, jak i żywności) i wiem, co się dzieje. Nie każdy pracownik szanuje swoje stanowisko pracy, delikatnie mówiąc. Z drugiej strony też nigdy nie wiadomo czym nawożone są warzywa ze sklepu, nawet te bio z certyfikatami.
    Dlatego ja nie krytykuję żadnego sposobu i na pewno będę na początku próbować słoiczków, nie rezygnując jednocześnie z samodzielnego gotowania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O fajnie wiedzieć jak to wygląda za kulisami. Chociaż w sumie może czasem lepiej nie wiedzieć, bo człowiek przestanie jeść w ogóle :) Jeśli warzywo nie jest z gospodarstwa ekologicznego to wiem jak one są nawożone. Ja wychowałam się na wsi. Wiecie od kogo kupować warzywa i owoce? Od biednego rolnika. Jego po prostu nie stać na opryski :) Jeśli to plantator to zaręczam, że warzywko jest spryskane wzdłuż i wszerz. A co do certyfikatów zawsze bezpieczniejsze. No coś trzeba jeść.

      Usuń
    2. No właśnie, nie można popadać też w paraonoję. Trzeba po prostu podejść do wszystkiego z głową.

      Usuń
  7. Ja podaję swojemu synkowi obiadki gotowane przeze mnie a czasem słoiczki. Nie uważam że słoiczki to zło ale przy ilości jaką teraz mój syn zjada to byśmy zbankrutowali :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten tekst powstał jakiś czas temu i pierwotnie był opublikowany na tym drugim blogu. Teraz też zaczynam coraz więcej gotować, bo Młody zaczyna pochłaniać znaczne ilości :)

      Usuń
  8. Problem z jedzeniem mamy od dawna. Podawałam malej mięsko ze słoika, i owszem, nie widzę zresztą w tym nic złego. Grunt to nie przesadzać- normalne mięso też dostaje. Najbardziej jednak marzy mi się to, by zaczęła jeść wreszcie normalnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A próbowałaś BLW? Niektóre dzieci wolą tak jeść.

      Usuń
  9. U mnie gotowanie z przewagą słoików, absolutnie wolę podawać słoiki, bo jestem przekonana, że są one poddawane bardziej rygorystycznym badaniom i testom niż warzywa z targu lub markecie. Dodatkowo słoiki, to nie tylko warzywa, ale również mięso, a to sklepowe to nie wiem czy w ogóle można nazwać mięsem....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zawsze mam wątpliwości co do świeżości takiego mięsa.

      Usuń
    2. Dokładnie, a te ze słoików nawet jeśli składem nie różnią się niczym to przynajmniej mam wiekszą pewność, że są świeże.

      Usuń
  10. Ja gotuje w domu i mój syn zdecydowanie preferuje taki obiad. Owoce daję słoiczkowe głownie, bo obecnie mały wybór. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. Chociaż te słoiczkowe mają dodawaną wit. C przez co są strasznie kwaśne i jak dla mnie smak często nie oddaje prawdziwego owocu. Ale chociaż wiem, że są zbadane.

      Usuń
  11. U nas przeważały słoiki. Gotowałam samodzielnie dla Malucha bardzo rzadko. Ale tak jak ze wszystkim, znajdą się i przeciwnicy i zwolennicy :) Może gdybym była mniej leniwa więcej czasu poświęciłabym na szukanie eko warzyw i sama bym gotowała... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak naprawdę to nie ma zdrowej żywności, bo nawet w gospodarstwach eko stosuje się pestycydy. Co prawda naturalne, ale to nie oznacza, że obojętne dla zdrowia. Plus do walki ze szkodnikami wykorzystuje się miedź. Zwariować można.

      Usuń
    2. Ale w sloiczkach też są pestycydy! Jedynie dają one gwarancję ze jest ich bardzo mało. Ale okazuje się że w warzywach ogólniedostępnych w sprzedaży też pestycydów jest mało, więc nie dajmy się zwariować.

      Usuń
    3. Różne wyniki badań można spotkać. Niektóre mówią o tym, że w warzywach ogólnodostępnych jest ich bardzo dużo inne mówią, że mniej. Ja wiem jedno - najlepiej kupować warzywa od biednego rolnika, którego nie stać na opryski ;)

      Usuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz.