wtorek, 24 marca 2015

A czemu wy tak przeżywacie każde jego osiągnięcie?

Takie pytanie zadał mi kiedyś nasz przyjaciel. Jeszcze wtedy bezdzietny, a cierpliwie oczekujący na dziecko. Zapytał mnie czemu tak się zachwycamy, że już otwiera rączki czy inne takie drobiazgi. I szczerze mówiąc nie wiedziałam czemu. Zaczęłam nad tym myśleć. Skąd się u nas to wzięło.



Bo to fakt. Każda pierdoła mnie cieszy. Zresztą widzicie to czytając co miesięczne wpisy o postępach Krzysia. Możecie je znaleźć tutaj. I to wcale nie jest tak, że po prostu mam taki charakter, że każda drobnostka mnie cieszy. No więc skąd się to wzięło?

Mam dwie teorie. Pierwsza to hormony. Na blogu Mataja czytałam post o tym, że karmienie piersią nastraja pozytywnie. Na początku sceptycznie podchodziłam do tej teorii. Ale w miarę jak zagłębiałam się w tekst myślałam: kurde ja też tak mam. I pewnie normalnie skończyłabym tu swoje rozmyślania. Ale w chwili kiedy padło to pytanie ja jeszcze nie karmiłam bezpośrednio z piersi, a tylko odciągniętym pokarmem. No i nie wiem czy laktator nastraja tak samo jak bliskość z dzieckiem.

Oczywiście nie byłabym sobą gdybym nie szukała przy jego wcześniactwie. Czy to mogło na nas wpłynąć? Uważam, że w bardzo dużym stopniu. Choć dziś coraz mniej pamiętam te emocje, które towarzyszyły nam przy każdych odwiedzinach Krzysia, który leżał w inkubatorze. To te emocje nie odchodzą. Nie znikają. A wtedy patrzyłam na niego i zastanawiałam się czy kiedykolwiek będzie ruszał ręką albo nogą (bo na początku miał tak bardzo obniżone napięcie, że się nie poruszał). Czy kiedykolwiek będzie samodzielny. Będzie biegał, bawił się i rósł zdrowo i normalnie.

To jest lęk jakiego większość rodziców nie przechodzi. I dobrze. Bo tego nikomu nie życzę. Każdy na początku przeżywa jakieś lęki, ale dla większości zdrowie dziecka jest czymś oczywistym. Naturalnym. Bo przecież takie maleństwo musi być zdrowe. Jak taka kruszyna ma walczyć z chorobami? Myślę, że przez te wyobrażenia tak ciężko się pogodzić z chorobą dziecka. A to jest coś przed czym nie możemy go ustrzec, choćbyśmy nie wiem jak chcieli.

Tak. Myślę, że ten lęk jakiego doświadczyliśmy na początku nauczył nas, że każda chwila z nim jest cudem. Dlatego każdy ruch rączką, każda nowa umiejętność cieszy nas niezmiernie. Nie wiem czy bardziej niż każdego przeciętnego rodzica. Pewnie nie. Ale to fakt, że zwracam uwagę na takie drobiazgi, które dla większości osób są niezauważalne. Zbyt oczywiste.

I jeszcze jedna myśl przychodzi mi do głowy. Krzyś uśmiechnął się po raz pierwszy 4 miesiące po narodzinach. Przez 4 miesiące opiekowałam się nim, zajmowałam, martwiłam i nawet nie wiedziałam czy jest świadomy mojej obecności. Chwila w której zobaczyłam pierwsze drgnięcie kącików ust była tak bardzo upragniona, tak wyczekana. I została brutalnie zbombardowana przez moją mamę, która na wieść, że: "Łaaa maaaamaaa on się do mnie uśmiechnął" odrzekła:"No przecież to normalne". I błagam nie wieszajcie psów w komentarzach na tej kochanej kobiecie. Bo to właśnie dla większości osób jest naturalne i normalne. Nikt normalnie tyle nie czeka na pierwszy uśmiech. W sumie to nie wiem jak to jest normalnie, ale podejrzewam, że to kwestia miesiąca. No może miesiąca z hakiem. Jak to było u was?

I tak od tego pierwszego uśmiechu ogromna radość z każdej bzdety została do dziś. A nawet powiedziałabym, że każdego dnia rośnie w zastraszającym tempie. Bo na każdą rzecz czekamy dłużej niż normalnie. Fakt, że Krzyś jest troszeczkę z tyłu za swoim wiekiem korygowanym to oczekiwanie wydłuża.

W sumie to nie na wszystko czekamy dłużej niż normalnie. Narodziny mieliśmy wcześniej niż normalnie :)

16 komentarzy:

  1. My też się cieszy z każdego nowego kamienia milowego. Fajnie jest obserwować własną pociechę nabywającą nowe doświadczenia i umiejętności.


    www.zaraz-wracam.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jak dziecko zmienia się w pierwszym roku życia jest niesamowite.

      Usuń
  2. W sumie ja też się cieszę z każdej najdrobniejszej rzeczy u mojej córeczki. Może nie rozgłaszam swojej radości wszystkim wokół, ale widzę wszystko. Co dzień przecież obserwuję swoje dziecko, więc jak mogłabym nie widzieć, kiedy ona inaczej się turla po podłodze czy inaczej zasypia. I jak mogłabym się nie cieszyć?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jak widać rozgłaszam. Rozgłaszam, bo wiem, że wiele wcześniaczych mam czerpie słowa otuchy z tych comiesięcznych zachwytów nad rozwojem mojego maleństwa.

      Usuń
  3. U nas uśmiech pojawił się po miesiącu i paru dniach. Ja cieszę się z każdej miny córki z każdego obrotu uśmiechu no po Poprostu z wszystkiego. Wiem, ze gdyby była wczesniakiem czekałabym na to wszystko bardziej niecierpliwie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja to szczerze mówiąc przestałam już wierzyć, że on się kiedykolwiek uśmiechnie. Że będzie z nim jakiś kontakt. To były trudne 4 miesiące.

      Usuń
  4. Ja też tak mam że z każdego głupstwa sie cieszę:) Chociaż wiem że przecież to normalne, tak się dziecko rozwija. U nas pierwszy uśmiech (taki świadomy a nie przez sen) to jak Adrianek miał jakieś 1,5 miesiąca

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak czułam, że to nie kwestia wcześniactwa ta moja radość. Chociaż wydaje mi się, że jestem bardziej wdzięczna za to, że jest zdrowy. Bo przecież blisko było do zupełnie innej historii.

      Usuń
  5. To chyba normalna rzecz, ja też się cieszę ze wszystkiego:). Ostatnio moja mała w końcu zaczęła odkrywać nowe smaki i nawet nie wiesz, jak to przeżywam. Komuś postronnemu może to wydawać się przesadą, ale tak właśnie mają matki:). Zresztą nie robię tego w gronie znajomych, tylko opowiadam mężowi:).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w sumie teraz już się trochę z tym uspokoiłam, ale wcześniej dawałam przyjaciołom relację z postępów Krzysia. To były tak duże emocje, że nie umiałam ich schować tylko w domu. Wiadomo, nie można przesadzać.

      Usuń
  6. I już tak całe nasze życie będzie wypełnione szczęściem i radością z każdego postępu i nie tylko. ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. też się cieszę z każdego drobiazgu, co w tym dziwnego. Przecież każda nowa umiejętność jest nie samowita, czy jet to uśmiech czy pierwszy kroczek, nie ważne. Ważne, że nasze dziecko się rozwija i zdobywa nowe umiejętności.
    Nie zazdroszczę Wam waszego lęku, ja się bałam cała ciążę, a po porodzie wreszcie odetchnęłam z ulgą, gdy Franek okazał się zdrowym chłopcem. Jeszcze trochę strachu narobiła nam lekarka, z dyżuru niedzielnego, która nie chciała nas wypisać do domu, ale okazało się, że wszystko jest ok

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lęk o dziecko jest najgorszym uczuciem jakiego doznałam. Nigdy więcej.

      Usuń
  8. Każda nowa umiejętność bardzo mnie cieszy. Najchętniej oznajmiłabym w TV co akurat Antek nowego pojął, tak żeby każdy wiedział :)
    Cieszyłam się jak głupia jak powiedział "tata", jak powiedział "mama" skakałam z radości a teraz mówi "nie, nie, nie" i to jest najlepsze słowo w jego wykonaniu <3

    Może to hormony. Może karmienie piersią. Może fakt, że to pierwsze dziecko. A na pewno to, że kochamy swoje dziecko najmocniej na świecie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mnie ciekawi czy przy kolejnych dzieciach też się tak cieszy z kolejnych osiągnięć.

      Usuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz.