poniedziałek, 23 lutego 2015

Rehabilitacja metodą NDT-Bobath

Ostatnio pisałam o neurologu. I tak sobie pomyślałam. Kurcze przecież przed pierwszą rehabilitacją też miałam masę pytań. Nie będę pisać o tym czym jest ta metoda, bo się na tym nie znam. Opowiem wam jak wygląda ta rehabilitacja oczami mamy.




Zacznę od tego czemu na taką rehabilitację trafiliśmy. Samo wcześniactwo podobno nie jest powodem do rehabilitacji. Choć chyba trudno znaleźć skrajnego wcześniaka, który nie miałby obniżonego napięcia mięśniowego. Z resztą i dzieci urodzone o czasie rodzą się z tym problemem. A co to oznacza w praktyce? Dziecko jest takie wiotkie. Dosłownie leje się przez ręce. I przez takie obniżone napięcie nie może się prawidłowo rozwijać. Później zdobywa umiejętności motoryczne. Później zaczyna podnosić główkę, przekręcać się na boczki, siadać itp. Oczywiście opóźnienie takich umiejętności może mieć też inne przyczyny. Zawsze trzeba się skonsultować z neurologiem, jeśli coś w rozwoju dziecka cię niepokoi. Niestety najpierw musisz odwiedzić pediatrę, żeby dostać skierowanie.

Dodatkowo walczyliśmy z asymetrią i dodatkowo silną preferencją lewej strony. Asymetrii ułożeniowej już prawie nie ma. Trochę nam głowa jeszcze leci na prawo. Natomiast preferencja lewej strony jest nadal bardzo silna. Jak to wygląda? Wszystko Krzyś robi lewą ręką, patrzy się głównie w lewo i wszystko woli robić na lewym boku. Przekręca się przez lewy bok, woli leżeć na lewym boku itp. Skąd to się wzięło? Pewności nie ma, ale słyszałam taką teorię, że pielęgniarki podchodzą do dziecka głównie z jego lewej strony i przez to pierwszą stymulację otrzymuje właśnie na lewą stronę ciała. A jako, że dziecko nie rodzi się ze świadomością własnego ciała to przez taką nierówną stymulację jest bardziej świadomy lewej strony. Powiecie: no i co z tego? Podobno jeśli to się zaniedba dziecko będzie zawsze zapominać o istnieniu jego prawej strony. Przez co może mieć problem z prawidłowym rozwojem. Bo przecież ciężko się chodzi tylko na jednej nodze.

Czego się spodziewać po samej rehabilitacji? Niczego złego. Co prawda dzieci czasem płaczą, ale podobno nie tak bardzo jak te rehabilitowane metodą Vojty. Ja nie mam porównania, bo my od razu trafiliśmy na tę metodę.

Słowo rehabilitacja odstrasza i przeraża. Nie wiem czy tak jest wszędzie, ale ja się z tym spotkałam i kilka znanych mi mam też. Rodzina i przyjaciele pytają po co ciągać dziecko i męczyć rehabilitacją? Samo dojdzie. Trzeba dać mu czas. Może i tak, ale czemu moje dziecko ma zacząć chodzić w wieku 2 lat jak może zgodnie z wiekiem korygowanym? Przecież ono chce poznawać świat samodzielnie. Skąd bierze się taki brak zrozumienia i wsparcia? Bo ludzie myśląc "rehabilitacja" mają przed oczami wielkie maszyny, rodem z sali tortur. Gdzie dziecko jest męczone i w ogromnym bólu przechodzi kolejne etapy rehabilitacji.

Tutaj jest inaczej. Ta rehabilitacja polega na wypracowaniu w dziecku prawidłowych wzorców sterowania własnym ciałem. Jak to wygląda? Na rehabilitacji jego ciałko jest ustawiane w określony sposób. Ale w miarę jego umiejętności i samopoczucia. Np. pani rehabilitantka porusza jego rękami to za głowę to na boki. Tak samo z nogami, układaniem rąk i palców. Wszystko w miłej atmosferze. U nas to nawet panie śpiewają i opowiadają wierszyki, całują stópki itp.

Jak wyglądają pierwsze zajęcia? Nie wiem czy tak jest wszędzie, ale u nas pierwsze spotkanie to był instruktarz pielęgnacyjny. Na prawdę polecam coś takiego świeżo upieczonym rodzicom, nawet jeśli wasze dziecko jest całkowicie zdrowe. Taki instruktarz to nic innego jak nauka prawidłowego podnoszenia, trzymania, przenoszenia dziecka. Fizjoterapeuta pokaże jak odkładać dziecko, brać do odbicia i skoryguje wasze błędy. Najczęściej popełniany błąd? Trzymanie dziecka pionowo. Ja o tym nie wiedziałam, a zawsze i wszędzie widziałam jak każdy tak trzyma dziecko. Kręgosłup dziecka nie jest w stanie udźwignąć ciężaru główki i ugina się. Jednocześnie się krzywiąc. My w rodzinie musieliśmy nauczyć nosić dziecko na boku. Nie do końca opanowali tę sztukę, ale dzielnie się uczą.

Musisz się przygotować, że będą pytać o to czemu trafiliście na rehabilitację. U nas powodem było obniżone napięcie i asymetria. Ale trzeba było też trzeba powiedzieć, że rodziliśmy się  w 30 tygodniu, ważyliśmy 1,5 kg i dostaliśmy 2 punkty. Urodziliśmy się w zamartwicy (kolejny powód dla którego nam się bacznie przyglądają) i po urodzeniu przyjmowaliśmy antybiotyki. Będzie ich też interesować jak długo byliście pod respiratorem, od której doby był wydolny oddechowo i czy później wystąpiły jakieś problemy. No i musisz wiedzieć jaki jest wiek urodzeniowy i wiek korygowany.

Jak się przygotować na takie zajęcia? U nas rodzice wchodzą w skarpetach. Przed drzwiami trzeba zdjąć buty. Tak więc tatusiowe - CAŁE SKARPETY :) A jak przygotować dziecko? Takie maleństwa, które słabo trzymają ciepło ćwiczą w body na krótki rękaw. Poza tym zestaw taki jak wszędzie. Starsze dzieci widzę, że ćwiczą w samym pampersie. Dzięki temu fizjoterapeuta widzi całe ciało dziecka i może łatwo korygować błędy.

Krzyś na początku płakał, ale głównie dlatego, że jego zajęcia trwały 20 minut a on wytrzymywał jakieś 10 intensywnej pracy. Teraz rozsyła uśmiechy i robi "giligili" cioci Asi. Nie powiem, bo czasem coś mu się nie podoba i też płacze. Ale teraz to już jest taki płacz marudzący, a nie płacz histeryczny.

Jaką rolę ma rodzic na tych zajęciach? To zależy od rehabilitanta. Nasza "ciocia" bardzo mnie angażuje w ćwiczenia. Głównie przez to, że mam zabawiać Krzysia i utrzymywać w skupieniu. Podaję i zaciekawiam go zabawkami itp. Mi się to podoba, bo czuję się tam potrzeba i na bieżąco uczę się ćwiczeń, które potem powtarzam w domu. Ja z natury jestem bardzo dociekliwa, więc dużo pytam. A jak tu układać rękę, a tego to nie wiem jak zrobić, a tak to się go boję wygiąć, a to mi nie wychodzi itp. My często dostajemy też ćwiczenia do domu. Ale nawet jeśli nikt nam nie mówi, że coś jest do domu to sama robię z nim ćwiczenia. Albo pytam, np.: widzę, że nie unosi główki na prawym boczku, co mam z nim robić w domu. Tak więc nie bójcie się pytać, bo tu przecież chodzi o zdrowy rozwój waszego dziecka.

Ale wiem, że są też rehabilitanci, którzy biorą dziecko i sami z nim ćwiczą a rodzic jest tylko elementem przeszkadzającym. Ja się tam nigdy nie dałam wyganiać. Bo to w końcu moje maleństwo.

A jak było u was? Angażowali was w ćwiczenia czy raczej kazali patrzeć z boku?

16 komentarzy:

  1. U nas była mała asymetria, ale Młody sam sobie ładnie wyrównał pod okiem pani doktor, także obyło się bez rehabilitacji. Jednak całym sercem jestem za tym, żeby dziecku pomagać jeśli trzeba np właśnie rehabilitacją.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiele dzieci rodzi się z asymetrią. W brzuchu podobno trudno jest się ułożyć symetrycznie. Ciało noworodka jest na tyle plastyczne, że wystarczy układać go raz na jedną raz na drugą stronę. Tak mi mówili.

      Usuń
  2. U nas była mała asymetria, byliśmy na 3 zajęciach i później ćwiczyliśmy w domu.
    Rehabilitacja może i brzmi groźnie ale lepiej pomóc dziecku wcześniej i krócej ćwiczyć niż później i dłużej ćwiczyć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak uważam, ale wielu rodziców dziwnie reaguje na wieść, że ich pociecha wymaga rehabilitacji. A reakcja wynika często z niewiedzy.

      Usuń
  3. Nam zlecono-właśnie czekamy na 4marca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My też na pierwszą wizytę trochę czekaliśmy. W międzyczasie prywatnie zorganizowaliśmy sobie instruktarz pielęgnacyjny, o którym pisałam w poście. Po wyjściu rehabilitantki stwierdziliśmy zgodnie, że to najlepiej wydane pieniądze w życiu.

      Usuń
  4. synka urodziłam przez cc w terminie, ale niestety miał obnizone napięcie w nózkach, byliśmy u 3 neurologów, chodzic raczkowac zaczął w swoje pierwsze urodziny, a chodzc w wieku 18 miesięcy. Miał równiez asymetrię, po której teraz juz znaku nie ma. Jeździłam z nim na rechabilitacje 3 x w tygodniu przez 5 miesięcy. Bardzo to mile wspominam. Mój synek myśle , że również bowiem z uśmiechem zawsze witał nasza Pania Rechabilitantkę. Bardzo mile wspominam, a rezultaty juz widziałam po 2-3 tygodniach. Dlatego nie można sie zniechęcac, w rchabilitacji nic nie może byc złego, samo dobro !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie, że się tym dzielisz. Ja trochę nie rozumiem rodziców, którzy nie chcą z dzieckiem chodzić na rehabilitację "bo samo dojdzie". Jak jest możliwość, żeby pomóc maleństwu to czemu nie.

      Usuń
  5. Witaj, bardzo ciekawy post, nam udało się bez rehabilitacji u córeczki wyjść z lekko wzmożonego napięcia - pomogła nam przy tym pediatra i to, że skrupulatnie pinowaliśmy kilku zasad.
    Ale mam zaprzyjaźnioną sąsiadkę, która urodziła synka po terminie, ale i tak od ponad roku się rehabilitują. Niestety z tego co wiem, Mały nie lubi tego, przeważnie płacze, woli zdecydowanie jakies zajęcia w grupach itp. Na dniach skończy 15 msc, jeszcze nie chodzi, od niedawna staje przy czymś, raczkuje.
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to pozazdrościć pediatry. Nasza ogólnie jest świetna, ale w kwestiach napięcia mięśni jakby nie miała pojęcia. Trzymam kciuki za tego brzdąca.

      Usuń
  6. Witaj, dziś dopiero tu trafiłam, szkoda, ze tak późno:) Ja urodziłam synka w terminie, ale też chodzimy na rehabilitację. Powodem jest wzmożone napięcie mięśniowe a później doszła asymetria. Zaczęliśmy w lipcu a dziś ma już rok i nadal chodzimy dwa razy w tygodniu. Z tym że mój Adrianek nie jest ciężkim przypadkiem. Ale teraz już z chęcią tam chodzi (bo pierwsze tygodnie to płakał). U nas wszystko wygląda podobnie jak opisałaś. Też na początku uczyli jak brać na ręce, nosić, pokazali masaż itd. Ja jestem obecna na zajęciach i muszę zabawiać i zagadywać małego. Pewnie będziemy chodzić dopóki Adrianek nie zacznie chodzić (teraz ma rok a raczkuje, chodzi przy meblach bokiem, ale np. jeszcze nie umie sam stać). Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rok temu to bym Ci nic nie powiedziała na temat rehabilitacji :) Ważne, że się rehabilitujecie i macie nad wszystkim kontrolę.

      Usuń
  7. Mój synek też był rehabilitowany tą metodą, ważne aby na początku rehabilitant nauczył rodzica podstaw pielęgnacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak w tej metodzie to bardzo ważne, aby w domu pielęgnować dziecko właśnie tak jak uczą. Warto też nauczyć najbliższych. U mnie nie mieli oporów, ale są tacy, którzy mówią ja tak nosiłam i zdrowi porośliście. Nie trzeba ich słuchać. Bo zdrowe dzieci to sobie można nosić jak się chce :)

      Usuń
  8. My jesteśmy po spotkaniu z panią doktor która pokazała jak nosić maluszka i oceniła w czym jest problem. Jesteśmy też po pierwszych ćwiczeniach z panią Anią maluszkowi bardzo się podobało. Spotykać się mamy raz w tygodniu i starać się ćwiczyć w domku. A rehabilitacja może tylko pomóc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To znaczy, że jest z wami nie najgorzej jak tylko raz w tygodniu. Nam tak zawsze mówili. Bo my też jeździmy tylko raz w tygodniu. Oczywiście, że rehabilitacja w niczym nie przeszkadza. Do niedawna widziałam, że bez niej nie ruszył by do przodu, ale teraz widzę, że już jej tak bardzo nie potrzebuje. U was też za chwilę będzie co 2 tygodnie :) Tego życzę.

      Usuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz.